Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Forum
utrapienia
"Kępy floksów i peonii pachniały ogłuszająco, wydawało
mi się, że w nocy ten zapach nabiera mocy broni chemicznej,
że zaraz stracę przytomność i umrę przed Janem Nepomucenem.
Leżałem na prześcieradle, kończył się długi weekend, wąchałem
własne ramiona, nie chciałem, żeby wszechogarniający gaz bojowy
floksów i peonii wywabił z mojej skóry zapach ambre solaire
laboratoires garnier paris" (Jerzy Pilch, Miasto utrapienia).
Są dzieła, które powalają na kolana i zapierają dech w piersiach;
ani wąchać tego nie można, ani o tym pisać. Powalony bronią
chemiczną dzieła krytyk może dziś znaleźć ratunek, wlogowując
się na przykład na forum książki w Gazecie Wyborczej. Takie
forum to zbiór najlepszych, bo szczerych, pisanych od serca,
minirecenzji. Wystarczy je spisać i ze sobą zestawić, by uzyskać
prawdziwy obraz życia umysłowego inteligencji. Taka dyskusja
to także oryginalny i niekłamany probierz wartości literatur
oraz literatura sama w sobie: kto wie, czy nie lepsza od omawianej?
Tyle ja. Reszta to głosy "forumowiczów":
Pilch w Mieście brzmi zupełnie tak, jak gdyby sam się parodiował.
Leci pastiszem, ale pastiszem auto. Może nawet puszcza do
nas perskie oko: zgadnijcie, z czyjego nie-do-podrobienia
stylu drę-tu-łacha? Ma się technikę, co nie? Popatrzcie, jak
Maleństwo pływa! To bełkot i popłuczyny tak uznanego pisarza.
I po co tutaj wiedza, chyba żeby stwierdzić, że to beznadziejne.
Książkę przeczytałem, jest zawstydzająco słaba. Po prostu.
Jedynie polecić ją można komuś, kto nigdy nic Pilchowego nie
czytał, ale i wtedy sięgnąć lepiej po książkę wcześniejszą.
Nie chciałbym, aby to się sprawdziło Đ dobrej literatury nigdy
wszak dosyć Đ ale wieszczę koniec pisarza Pilcha, przynajmniej
w jego dotychczasowym pisarskim wcieleniu. A tu donoszą, że
podpisał już kontrakt na następne ileś książek.
Owszem, jest Pilch pisarzem odrębnym (idzie głównie o formę,
którą można lubić lub nie), ale też bardzo ograniczonym. Brak
mu solidnej wiedzy, choćby ma słabą znajomość świata i ludzi.
Dla kogoś, jak ja, czytającego regularnie jego felietony,
lektura książki jest szczególnie przykra Đ przez formę, klimat,
te same chwyty. Zostało mi jeszcze 30 stron i nie wiem, jak
się do tego zabrać. Niech się już kończy ta książka utrapienia!!!
Książka wspaniała, zresztą jak każda Jerzego Pilcha, nic ująć,
nic dodać.
Pełen skruchy i wstydu wrzuciłem do ognia to bezbożne i grafomańskie
dzieło... Lepiej będzie odświeżyć sobie losy Kmicica... Mnie
to jakoś nieodparcie przypomina pisanie Andrzeja Stasiuka.
Przecież autor Pilch to taki Pasek współczesnej literatury
polskiej.
Charakteryzuje się słowotokiem, napawa własną lekkością pisania,
kreuje na arbitra elegantiarum słowa. Inaczej: ten człowiek
może pisać na każdy temat. Trzeba jednak wyżąć każde zdanie,
jak szmatę do zmywania posadzki w garkuchni schroniska dla
bezdomnych, a zostaną omamy, zwidy, szum, który trzeba na
dodatek zebrać, bo niezbyt ładnie prezentuje się w talerzu.
Mało Pasek powiedzieć Đ on się na pasku Paska wodzi i jeszcze
parę innych pasków da się znaleźć. Charakteryzuje się, napawa
i kreuje. Fuj, ohyda.
Boże, to jest ślino-słowotok, pretensjonalne, niby-artystyczne
silenie się na oryginalność. GRAFOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOMANIA!
W pełni opinię podzielam i pytam po raz kolejny, jak wyżej:
GDZIE jest polska krytyka literacka? Czy tak Đ jak ta od sztuki
Đ pracuje dzisiaj dla The Sunday Times?
Polska krytyka? Wolne żarty, odczekają moment, aż ruszy machina
reklamowa, zobaczą jak się sprzedaje i wtedy wydadzą opinię!
A wydadzą ją na pewno pozytywną, gdy ktoś złoży pieniężną
"propozycję nie do odrzucenia". Ja zawsze zastanawiam
się, po co Pilch pisze. Celu żadnego ani zamiaru w jego pisarstwie
nie widzę, niestety.
Jak to, po co? Dla pieniędzy! A Miasto utrapienia, zakupione
miłosiernie dla córki, która wciąż wielbi pana P., odłożyłam
po dwóch rozdziałach. Za bardzo to trąci późną Chmielewską.
Te dowcipasy, to mruganie okiem do czytelnika... Fuj.
Niestety, nie uda się być (nawet bywać) WYBITNYM pisarzem,
jeśli ten kandydat na wybitnego pisarza na co dzień uczestniczy
w życiu elity kraju, jest jego permanentną częścią, jednym
z nerwów, chadza na bankiety, przyjęcia, przyjmuje nagrody
i co tydzień MUSI, choć w najbardziej prestiżowym tygodniku,
napisać felieton; to się po prostu nie udaje.
Jerzy Pilch jest tego dość dobrym przykładem, przynajmniej
się staje.
Owszem, Pilch jest w stanie bazować na swojej sprawności językowej
(którą niewątpliwie posiada), na wyćwiczonych formułach retorycznych
(które niewątpliwie zna doskonale), pytanie jednak: jak długo?
Myślę sobie, że właśnie stanął przed murem.
Uwielbiam sposób, w jaki Pilch opisuje świat, a przede wszystkim
Polskę! Stary, jak tak dobrze wiesz, o co chodzi w literaturze,
to zbierz się i pokaż Pilchowi, jak to się robi.
Przecież to wyginanie słów na wyświechtane tematy. Podaj choć
jeden przykład, na co Ci to otworzyło oczy? Co Ci uświadomiło?
Czego się dowiedziałeś? W którym momencie miałeś gęsią skórkę
lub szeroko otwarte oczy?
Jestem niezwykle spokojny. Choć muszę przyznać, że grafomańskie
wytryski z buchającej zapienionej fontanny "mistrza"
lekko mnie irytują.
Ja się domagam od pisarza J. Pilcha, żeby on w końcu napisał
jakąś przyzwoitą książkę w rodzaju Dziady cz. III, albo Pan
Wołodyjowski, albo Popiół i diament, bo Đ jak pan tu widzi
Đ są poważni ludzie, którzy chcą czytać sensowną literaturę,
a nie takie książki, w których jest zdanie: "Jak bym
ci, ty mały kurwiszonie, łeb obcięła Đ szepcze do siebie w
duchu Đ to by cię ząb zaraz przestał boleć".
Wyroby paraliterackie Pilcha przypominają mi popisy pianistyczne
bosymi stopami na fortepianie... Oczywiście można, ale po
co? Pewnie to reakcja somatyczna mojego biednego organizmu,
ale jak zaczynam czytać Pilcha, to od tego jego sztucznego,
wymęczonego stylu zaczynają mnie boleć zęby. Najlepiej byłoby,
jakby Pilch ożenił się z Gretkowską i razem gdzieś sobie poszli.
Bo są nadaktywni medialnie i męczący.
Ludzie!!! Ludzie!!! Czy wiecie, że ta książka została wydrukowana
w nakładzie 50-ciu (słownie: pięćdziesięciu) tysięcy??? I
co się stanie? Otóż to, że zostanie wykupiona. Co to znaczy?
To znaczy, że po drugiej stronie naszego forum utrapienia
stanie kilka dywizji pilchoczytów. To są zdrajcy!!! Trzeba
nam tę armię pokonać. Ja wierzę, że wśród nas jest tylko jeden
rasowy grafoman i on nie ma wstępu w nasze szeregi, ale cała
reszta to ludzie z powaga podchodzący do ksiąg i pisma. My
nie damy się zwieść temu pseudo-Wergilemu. On nas do swych
piekieł nie zaciągnie. To jest nasz Maraton, Termopile i Co
Tam Jeszcze. Wznoszę hasło: PILCH Z PRECZEM!!! I niech się
wzmiankowany pisarz weźmie do porządnej roboty, i Đ pisarze
do pióra, studenci do nauki, a pasta do zębów. Teraz już się
można podpisywać pod apelem.
|
|