PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 19 marca 2004


JERZY GIZELLA

Walka
z wiatrakami

Grafomania jest zjawiskiem tak starym jak literatura. Mozna powiedziec, ze ludzi posiadajacych elementarna umiejetnosc pisania jest zawsze wiecej niz tych, ktorzy to robia z talentem. Z historycznego punktu widzenia przyjmuje sie, ze epoka najwiekszego rozkwitu grafomanii byl barok, zarowno w Europie, jak i calej cywilizacji zachodniej. Wystarczy przywolac nazwisko ks. Baki, polskiego barokowego rymopisa, aby dac najlepszy i najbardziej znany przyklad tego zjawiska. W pozniejszych epokach kolejne fale grafomanii wzbieraly wraz z upowszechnieniem sie czasopism i gazet w wieku XIX, w okresie pozytywizmu i modernizmu. Tu juz przykladow byloby co niemiara, a obejmowalyby one wszystkie gatunki literackie, nie wylaczajac dramatu i eseju filozoficznego. Moze najwiecej do zatarcia granic miedzy tym, co wartosciowe i wybitne, a tym, co mierne, a przede wszystkim wtorne, przyczynila sie tzw. powiesc popularna, drukowana w odcinkach, glownie w celach dydaktycznych i oswieceniowych. W XX stuleciu, przy coraz szerszym dostepie do podstawowej oswiaty i demokratyzacji kultury, grafomania stala sie cena, jaka nalezalo zaplacic za obnizanie kryteriow we wszystkich dziedzinach pismiennictwa. Do walki z grafomania jako zjawiskiem spolecznym o patologicznym podlozu zaczeli przystepowac krytycy o renomowanych nazwiskach - Adolf Nowaczynski, Karol Irzykowski i mistrz cietego i zlosliwego felietonu - Antoni Slonimski. W latach 70. kontynuacje cyklu Antoniego Slonimskiego pt. Ksiazki najgorsze podjal Stanislaw Baranczak, niewiele ustepujac swojemu mistrzowi w bezlitosnej, inteligentnej zlosliwosci. Lata 60. i 70. to wg Stanislawa Baranczaka nie tylko rozkwit grafomanii indywidualnej, ale takze systemowej, zwiazanej z bezkarnoscia "pisarzy", ktorzy rownoczesnie pelnili najrozmaitsze funkcje w aparacie wladzy komunistycznej i nadzorowanych przez partie instytucjach kulturalnych. Ulubionym gatunkiem krytyka stala sie polska powiesc milicyjna (takich autorow jak Jerzy Edigey, Zygmunt Zajdler-Zborowski, Anna Klodzinska czy Joanna Chmielewska) oraz tzw. powiesc czy proza poprawna ideologicznie (Wladyslaw Machejek, Eugeniusz Kabatc, Jozef Ozga-Michalski, Janusz Przymanowski czy Wlodzimierz Sokorski). Przy okazji dostalo sie tekstom popularnych przebojow, lansowanych glownie na festiwalach piosenki wojskowej i zolnierskiej w Kolobrzegu, czy tzw. poezji spolecznie zaangazowanej.

Przepytywany w wywiadach i rozmowach na poczatku lat 90., czy tego rodzaju zjawisko mozna juz uznac za historyczna przeszlosc, ginaca wraz z mecenatem partii nad kultura oraz oczywiscie z wszechobecna cenzura, krytyk odpowiadal dosc optymistycznie. Wprawdzie w wolnorynkowym obiegu bedzie sie pojawiac grafomania, ale bez sankcji oficjalnej, bez nobilitacji. Przewidywania - jak sie dzis okazuje - nie byly zupelnie trafne. Baranczak nie wzial pod uwage rozwoju komputerow i internetu, ktory w tym czasie jeszcze byl w powijakach.

Sam autor Czytelnika ubezwlasnowolnionego i Zaufac nieufnosci wyrazal nadzieje, ze w wolnej Polsce odrodzi sie przede wszystkim krytyka literacka, zdlawiona, a wlasciwie unicestwiona przez ideologiczne obcegi i knebel cenzury. Krytyka - tak to dzisiaj, w roku 2004, bez watpliwosci mozna skonstatowac - ani sie nie odrodzila, ani nie wyprostowala swojej zagubionej czy tylko skrepowanej w poprzedniej epoce aksjologii. Z tej takze przyczyny (plus postmodernistyczna "urawnilowka", ktorej wnikliwy krytyk nie dostrzegal w wolnym podziemnym obiegu) walka z grafomania stala sie dzisiaj syzyfowym wysilkiem. Korupcja w literaturze czy biznesie literackim i tolerancja dla kiczu i tandety myslowej osiagnely poziom, ktory nawet w komunistycznej opresji nie pozwalal na przekraczanie pewnych norm czy standardow, np. jezykowych lub obyczajowych. Nie ma sensu powtarzac tego, co niemal wszyscy normalni jeszcze ludzie wiedza i czego przymusowymi swiadkami musza byc na co dzien.

Edward Zyman, krytyk literacki z Toronto, jest swiecie przekonany, ze wlasnie tu i teraz nalezy szczegolna uwage poswiecic grafomanom - nie krajowym, ale polonijnym. Wyszla z tych przekonan pokazna antologia. Czytam ja raz, potem drugi - zeby nabrac pewnosci. Im dalej zaglebiam sie w tych blyskotliwych i celnych oraz bezkompromisowych analizach, tym wiekszy ogarnia mnie smutek: zamiast relaksu i sardonicznego chichotania - nuda, banaly, belkot, czestochowski rym. Edward Zyman radzi grafomanom przeczytanie Lekcji pisania wydanej przez Wyd. Czarne w 1998 roku. Ja bym tej ksiazki nie polecal nawet ludziom z talentem.

Sa rozne stopnie grafomanii i rozne rodzaje, czasem juz dosc wyspecjalizowane. Jak pisac - uczono na uniwersytetach, w tym takze amerykanskich, i to od dawna, w latach 30. tworzac system creative writing, ktory coraz bardziej stawal sie legitymacja dla profesjonalistow, o wiele bardziej ceniona niz jakies enigmatyczne i nieprecyzyjne pojecie "talentu". Dzis bez swiadectwa ukonczenia takiego kursu na chocby najmarniejszym uniwersytecie czy stanowym college'u nie ma co umawiac sie na spotkanie z wydawca, nawet wysylac mu manuskryptu.

Grafomani to przede wszystkim - dla Zymana - ludzie pozbawieni talentu i co moze jeszcze wazniejsze - zdolnosci samokrytyki, czyli minimalnej inteligencji. Innym znaczacym wyroznikiem okazuje sie brak elementarnej wiedzy o literaturze - oczytania, jak to sie czasem potocznie mowilo. Skryboman wydaje sie czesto kims, kto znakomicie z pozoru opanowal "warsztat" - strofy czterowersowe i obowiazkowe rymy moga wprowadzic na poczatku w blad:

Czy kiedys Twoje dlonie oczy me osusza
Spalone serce znow zacznie we mnie bic
Twe mysli zrobic cos dla mnie musza
W amoku wnetrza nie moge dalej zyc

Meka istnienia, "burze zmyslow", "okrety rozkoszy" - patos, patos i jeszcze raz patos. Ciezar egzystencji, ktorej nie sposob wyrazic wprost, normalnie. Brak jezyka. Skad bija zrodla tej wznioslosci? Z akademii pierwszomajowych, na ktorych w szkole podstawowej mordowano recytacjami Tuwima, Broniewskiego, Galczynskiego - przykrojonych do kolejnej komunistycznej akademii "na czesc". Wznioslosc i patos to nierozlaczne cechy poezji rewolucyjnej i patriotycznej w sowieckim wydaniu. Przypomina to piesni koscielne? Na pewno - tylko nie to samo sacrum. Tak wlasnie pisano wiersze w epoce stalinowskiej. To jedno zrodlo. Wzor formalny - niestety, niestety - Adam Asnyk i Maria Konopnicka. Wspomniany wczesniej dydaktyzm. Najgorsza pod kazdym wzgledem gustu epoka literacka, z upodobaniem i przy duzym nakladzie wysilku omawiana najpierw w szkolach podstawowych, a potem liceach (gimnazjow jeszcze nie bylo). Ktos zlosliwszy dodalby Wyspianskiego i Tetmajera i tez mialby zapewne racje. Nie Kochanowski, Micinski czy Norwid, o trzech wieszczach romantyzmu nie wspominajac. Dola chlopa panszczyznianego, ktora musiala zapadac w najglebsze struktury pamieci uczniow oglupianych przez panie i (rzadziej) panow od polskiego po Studium Nauczycielskim czy roznych wyzszych szkolach pedagogicznych. Rytm i rym - zapamietali gorliwi uczniowie. Ale jakby niczego wiecej - poza kleska i dola chlopa panszczyznianego. Stad ton skargi, zalu u jednych, u drugich - patos i wznioslosc z akademii pierwszomajowych. Piorunujaca mieszanka. Na pewno z tymi przyszlymi adeptami nikt nie omawial opowiadan Czechowa czy sztuk Mrozka, a jesli juz Rozewicza, to tylko to, co smiertelnie powazne, o jego ironii i humoreskach nie slyszeli. Dobrze czasem, ze dzieci nie mialy za duzo lekcji w latach 70. i 80. Nauczyciele musieli biegac po mieso i papier toaletowy do kolejek, dzieki czemu wprawdzie nie nauczyli dzieci czytac i pisac, ale za to mniej wtloczyli do swiezych i chlonnych mozgow glupoty. To tyle o poezji.

Jeszcze gorzej jest z proza. Tu tez nie brakuje osobistej liryki, tyle ze tzw. strumien swiadomosci - oprocz patosu i wznioslosci, pozbawiony zbawczego rymu i rytmu - rozlewa sie szerzej na zadrukowanych kartkach. Nie ma takiej frazy i skojarzenia, ktoremu bylby w stanie oprzec sie autor. Chcialoby sie powiedziec - poeta, bo polonijni prozaicy to prawdziwi poeci prozy, zwlaszcza - co nie powinno zaskakiwac - realistycznej. Opisy rzeczywistosci amerykanskiej (w tym kanadyjskiej) najczesciej zaczerpniete sa z pism kobiecych lub z popularnych brukowcow, dialogi - z sentymentalnych i kiczowatych "oper mydlanych". W sumie - belkot z telenoweli, w ktorym jakikolwiek sens czy zwiazek z akcja jest zupelnie niepotrzebny. Czasem na ekranie pojawia sie w "zwiewnych szatach postac Chrystusa" obok terrorystow wysadzajacych nowojorskie wiezowce; polonijne kiermasze i parafialne odpusty; agenci FBI, CIA i KGB; ale kroluje milosc i romanse, i to z mozliwoscia blyskawicznego przenoszenia sie do dowolnej metropolii swiata, niczym w filmach z Supermanem. Nie, zdecydowanie polonijni prozaicy nie czytaja Millera czy Vonneguta, raczej Joanne Chmielewska, a chyba jeszcze czesciej - Zygmunta Zaydler-Zborowskiego, komiksy i seriale o kapitanie Zbiku. Oto podklad intelektualny prozy polonijnej, z calym bogactwem inwentarza. Poezja jest wzruszajaco zabawna w porownaniu z proza, przynajmniej mozna sie czasem autentycznie rozbawic, nieporadnosc i mialkosc filozoficzna prozy juz takiej rozrywki nie dostarcza.

Tu juz wszystko jest smetne i tak naiwne, ze nawet najbardziej dramatyczna akcja moze czytelnika co najwyzej zanudzic i w efekcie - uspic. Dodatkowa atrakcja sa liczne bledy ortograficzne, stylistyczne i logiczne. Mysle, ze wiekszosc normalnych i nawet srednio inteligentnych czytelnikow nigdy nie wezmie do reki tych wypocin, a chwyciwszy przez przypadek opasly tom wierszy czy prozy, odstawi na poprzednie miejsce na polce z podobnymi gniotami - z uczuciem ulgi. Niepokoi jednak ciagle i ilosc, i jakosc tych plodow manii pisania za wszelka cene. Pewien krajowy pisarz, niezadowolony z ciaglych, ale nigdy niedokonczonych reform obecnego PRL-u, optymistycznie pociesza sie, ze w koncu wszyscy inteligentni ludzie dawno juz z Polski wyjechali lub wyjada, wiec w sumie nie ma sie czym przejmowac. Nie mozna, niestety, przyznac mu do konca racji. Na Zachod wyrwalo sie wystarczajaco duzo ludzi przecietnych i pozbawionych talentow, w tym takze literackich. Fenomenem pozostaje nadal latwosc, z jaka chwytaja "za pioro". Moze to przyklad z kraju? Gdzie dzis - tak jak w Ameryce - kazdy przelewa swoje zlote mysli na papier? Pisza politycy, generalowie, aktorki i aktorzy, wiezniowie i zakonnicy, gospodynie domowe i licealisci. Kazdy pisac moze - o kumplach z podworka, ze szkoly, z teatru, z poligonu czy tylko wczasow nad morzem. I moze w tej powszechnosci przyzwolenia na pisanie i na druk lezy czesc tajemnicy. Takze biernosc krytyki literackiej, ktora po prostu ignoruje zalew szmiry i mieszanke sensacji z pornografia, realizmu z fantazja, kicz kradziony z tandetnych przekladow z ambitna intelektualnie tworczoscia klasykow.

Natchnieniem poematow,
Zarem pomyslow dysze,
Tyle przeroznych tematow,
Wiec ciagle pisze i pisze.

Dobrze byloby, zeby do tej ksiazki zagladali kandydaci na literatow, niezaleznie od wieku i miejsca zamieszkania. Przynajmniej moga nauczyc sie, jak nie nalezy pisac - to juz dobry poczatek. Bo zaczac jest chyba dosc latwo, tak jest z kazdym prawie nalogiem i hobby, ktorego tajemnicy czasem nie jestesmy w stanie pojac, przynajmniej przy pomocy racjonalnego myslenia. Wedlug ostatnich badan Centrum Badan Opinii Spolecznej polowa Polakow nie przeczytala w 2003 roku ani jednej ksiazki. Internetowa grafomania wydaje sie potwierdzac paradoksalna logike masowej kultury - im mniej czytajacych, tym wiecej piszacych. A moze to tylko zbieg okolicznosci?

Kto teraz napisze nowy i odwazny traktat o parnasie krajowym? I obnazy przy okazji - tym razem z nazwiska i imienia - np. ludzi z niekwestionowanym dorobkiem i naukowym autorytetem, ktorzy rowniez z jakichs osobistych przyczyn (pozaliterackich zapewne) pisza uczone wstepy i udzielaja beztalenciom moralnego poparcia w recenzjach.

________________________

Edward Zyman, Metamorfozy glebin Twoich. Polonijny parnas literacki, Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Toronto 2003, s. 176. Ksiazke mozna zamowic: Polish Canadian Publishing Fund, P. O. Box 173, Postal Station "B", Toronto, Ontario, Canada M5T 2T3.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail