CZESLAW KARKOWSKI
Miedzy hegemonia
a wspolpraca
Dwie charakterystyczne cechy wyrozniaja polityczne pismiennictwo Zbigniewa Brzezinskiego. Jego ostatnia ksiazka The Choice: Global Domination or Global Leadership (Basic Books, 2004) potwierdza te specyfike.
Po pierwsze, Brzezinski zawsze widzi globalnie rzeczywistosc polityczna, choc pisze przeciez tylko o Stanach Zjednoczonych. Jest to zupelnie zrozumiale podejscie, bo globalne mocarstwo ma globalne interesy, totez nic, co sie dzieje nawet w odleglych zakatkach kuli ziemskiej, nie jest dla tego mocarstwa obojetne. Ale nie wszystko ma jednaka wage. Najwazniejszym dzisiaj i w najblizszych dziesiecioleciach bedzie Bliski Wschod, wspolczesny kociol na podobienstwo dawnego i wciaz kipiacego kotla balkanskiego, a wiec zarzewie destabilizacji, wszelkich konfliktow na skale swiatowa.
Po drugie, Brzezinski patrzy na te globalna rzeczywistosc chlodnym okiem szachisty (nic tedy dziwnego, ze jego poprzednia ksiazka nosila tytul The Grand Chessboard), przesuwajacego pionki w grze. Polityka jest dlan swoista gra o okreslonej liczbie dopuszczalnych ruchow do wykonania, w ktorej chodzi o interesy, uklad sil i stabilizacje.
Ogromna zaleta pismiennictwa politycznego Brzezinskiego jest precyzja wypowiedzi, rzadko spotykana u innych autorow jasnosc i przejrzystosc dyskursu, rygorystyczna logika rozwazan. Ale czasem wlasnie na skutek tej precyzji, na zimno skalkulowanej argumentacji mozna wrecz odniesc wrazenie gabinetowej refleksji, ktorej przedmiotem sa abstrakcyjne byty dopuszczajace nieskonczona wrecz manipulacje, a nie rzeczywiste panstwa, narody i spoleczenstwa o wlasnej dynamice i czesto nieracjonalnych (z takiego punktu widzenia) ambicjach i dazeniach. Pomija tym samym zupelnie czynniki kulturowe, ktore w dzisiejszym swiecie "starcia cywilizacji" odgrywaja coraz istotniejsza role, skoro w globalnym swiecie wzajemnej zaleznosci czynniki podstawowej, tradycyjnej polityki przestaly odgrywac decydujaca role. Sa po prostu wspolne wszystkim, podczas gdy elementy "drugorzedne" (kultury, religii, tradycji) stanowia o roznicy.
Globalna rola Stanow Zjednoczonych jest tematem najnowszej ksiazki Brzezinskiego. Jego glowna teza jest wlasciwie prosta i strescic ja mozna w przekonaniu, ze Ameryka jest gwarantem stabilizacji wspolczesnego swiata, totez musi angazowac sie w polityke miedzynarodowa; izolacjonizm nie wchodzi w ogole w rachube. Jednoczesnie to zaangazowanie staje sie zrodlem ruchow destabilizacyjnych, bowiem globalna rola USA budzi gniew, niezadowolenie, protesty zagrazajace pokojowi.
Wyjsciem z tego impasu moze byc tylko dobrowolna, zgodna wspolpraca miedzynarodowa pod kierunkiem USA, na tyle harmonijna i wynegocjowana, aby kraje, spoleczenstwa i politycy nie odnosili wrazenia, iz Ameryka narzuca komus cokolwiek. Dowodzi wiec, iz Stany Zjednoczone winny wspolpracowac na rownych, partnerskich zasadach z innymi panstwami, zwlaszcza z Europa Zachodnia, w dziele przeksztalcania swiata w pozadanym kierunku.
The Choice zawiera rozdzial po rozdziale analize sytuacji w poszczegolnych regionach swiata, z glownym zwroceniem uwagi na Azje, dokad w tej chwili kieruja sie zywotne interesy Ameryki, ale skad tez plyna glowne zagrozenia dla bezpieczenstwa USA i calej ludzkosci. Sa to analizy blyskotliwe, przejrzyste i bardzo przy tym zwiezle, co czyni lekture ksiazki Brzezinskiego nieustannie interesujaca.
Pytanie wiec pozostaje, jak pogodzic globalna pozycje Stanow Zjednoczonych (ktorej nie moze sie wyrzec) ze stabilizacja? Jak zrezygnowac z hegemonii na rzecz przywodztwa we wspolnym przedsiewzieciu w interesie wszystkich?
Nie od dzisiaj pytanie to zadaje sobie takze wielu przedstawicieli Waszyngtonu, zastanawiajacych sie, jak pociagnac za soba opornych politykow europejskich i z pozostalych regionow swiata. Naturalnie, ze polityk moze, a nawet musi unikac obcesowych stwierdzen (w rodzaju wystapien Donalda Rumsfelda pod adresem przywodcow europejskich) albo krzywdzacych generalizacji (w stylu wyglaszanych przez prezydenta George'a W. Busha), niemniej jednak rzecz nie tyle w dyplomacji, ile w generalnej strategii. Wlasnie owo "jak" (na ktore Brzezinski wlasciwie nie odpowiada), a nie - "co" (wspolne przywodztwo pod kierunkiem Stanow Zjednoczonych) stanowi zasadniczy problem. W USA tylko najbardziej radykalni zwolennicy jednostronnego podejscia nie zgodza sie z teza, iz decyzje dotyczace miedzynarodowej spolecznosci winny byc podejmowane kolegialnie; innymi slowy, wiekszosc zapewne uznaje, iz powinna istniec powszechna (albo przynajmniej wiekszosci) aprobata dla podobnych poczynan. Jak wiec sklonic te wiekszosc do (chocby aprobaty) dzialan, w ktorych nie widzi ona swego interesu albo nawet wiecej - odczuwa je jako zagrozenie dla siebie? Jak wiadomo, Organizacja Narodow Zjednoczonych, gleboko antyamerykanska, zdominowana jest liczbowo przez panstwa tzw. Trzeciego Swiata, ktorych niechec do USA, a zwlaszcza radykalna odmiennosc kulturowa i rozbieznosc interesow uniemozliwiaja podejmowanie wspolnych z Zachodem decyzji, waznych dla bezpieczenstwa swiata. Tak bylo w przypadku propozycji wojny z Serbia (do czego udalo sie przekonac NATO), tak bylo w kwestii wojny z Irakiem, na ktora nie zgodzil sie nawet Pakt Polnocnoatlantycki.
Po zamachach 11 wrzesnia i interwencji w Afganistanie wiele krajow z ambicjami uznalo, ze Ameryka jest na tyle oslabiona i tak zajeta swoimi sprawami, ze bedzie ja latwo wyrugowac z dotychczasowych terenow jej wplywow. Zjawisko to obserwowalismy zwlaszcza w Europie Zachodniej, ale takze w dalekiej Azji. Gdzie USA widzi przywodztwo, tam oni widza hegemonie, gdzie dla USA rozciaga sie wspolpraca dla wspolnego dobra, tam oni widza dominacje i podporzadkowanie interesom Stanow Zjednoczonych. Gdzie wiec Waszyngton widzi koniecznosc podjecia dzialan, tam inni natychmiast sie sprzeciwiaja - z zasady czy z prostej obawy, aby swym przyzwoleniem nie wzmocnic jeszcze i tak poteznej Ameryki.
Dzis podstawowy problem polityczny wydaje sie brzmiec inaczej: czy gore brac winna zbiorowa wola miedzynarodowej spolecznosci - swobodna, pokretna i slamazarna, czy tez decyzje - wraz ze wszystkimi ich konsekwencjami - musi podejmowac ten, kto obecnie wytycza szlaki na przyszlosc, a wiec lepiej i pelniej uswiadamia sobie wyzwania wspolczesnosci. Gdzie wiec mozna troche ustapic, a gdzie trzeba twardo obstawac przy swoim? Gdzie sa granice kompromisu, ustepstw wobec zadan miedzynarodowej spolecznosci, kierujacej sie w sprawach miedzynarodowych wlasnym interesem, krepowanym jednak obawa przed hegemonia USA?
W trafnej odpowiedzi na to pytanie zawarlaby sie madrosc polityczna Waszyngtonu. Naturalnie nikt takiej madrosci nie posiadl.
--------------------------
Zbigniew Brzezinski, The Choice: Global Domination
or Global Leadership, Basic Books 2004, s. 242, cena 25
dol.
|