Marek Kusiba
Zabka przez Atlantyk
Przed koncem
epoki
Czarny styczen dla polskiej kultury przeszedl gladko w luty: 1 zmarl Maciej Szumowski. Mial zaledwie 65 lat. Zmarl w trzy tygodnie po pogrzebie zony, Doroty Terakowskiej, i podobnie jak ona - z niedzieli na poniedzialek. "Nie chcial zyc dalej", stwierdza przyjaciel zmarlego dziennikarza. "Blisko polowa studentow warszawskich uczelni chcialaby wyjechac na zawsze za granice, a 84 procent przynajmniej na rok, dwa" - czytamy obok wspomnienia o Szumowskim, co oznacza, ze mlodzi ludzie nie chca dalej zyc w kraju. Przez Polske - i z Polski - idzie przerazajacy korowod, jak z Bema pamieci zalobnego rapsodu Norwida. Az strach otworzyc komputer i zajrzec do gazet.
Rezyser Marcel Lozinski bije na trwoge w Gazecie Wyborczej: "Pan Bog jest okrutny. Zabral nam tylu fantastycznych ludzi, ktorych istnienie dawalo nadzieje, ze w naszym swiecie przetrwaly jeszcze godnosc, uczciwosc, nonkonformizm, szlachetnosc i pasja. Nie ma Bohdana Kosinskiego, nie ma Doroty Terakowskiej, nie ma Basi Lopienskiej, nie ma Aleksandra Malachowskiego, nie ma Czeslawa Niemena. A teraz zabrano nam Macka Szumowskiego. Wszystkich prawie naraz". Lozinski-dokumentalista filmowy mowi o Szumowskim-dokumentaliscie, ze jego filmy byly "proba analizy owczesnej katastrofy spolecznej i stanu swiadomosci ludzi w naszym kraju". Owczesnej, czyli z okresu przed Solidarnoscia i po stanie wojennym. A jak jest dzisiaj?
Zamiast silic sie na diagnoze stanu ducha Polakow, przytocze zdanie fachowca. Prof. Ireneusz Bialecki, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego: "Widze pewna analogie do lat 80., kiedy lepiej wyksztalceni Polacy wyjezdzali. Tak jak wtedy dominuje u nas zniechecenie i poczucie, ze w tym kraju nie da sie juz nawet porzadnie umrzec (bo grasuja lowcy skor), nie da sie porzadnie zyc (bo sluzba zdrowia na lopatkach), a niedlugo panstwo i jego sluzby upadna (bo plan Hausnera ma male szanse, a bez niego zbankrutujemy). Boje sie tego".
A ja sie boje czytac polskie gazety. W czasach Solidarnosci i Gazety Krakowskiej Maciej Szumowski rozumial funkcje prasy jako "wierne i skromne sluzenie ludziom swiatlym i z charakterem". Komu bedzie sluzyc wspolczesna prasa, jak niedobitki ludzi swiatlych i z charakterem w Polsce wymra lub z Polski wyjada? Albo jak upadnie panstwo polskie, jak sugeruje profesor Bialecki? Ciekawe, ze mlodzi ludzie chca wyjechac nie tyle na mityczny Zachod, ktory przeciez za kilka miesiecy zunifikuje sie z Polska, co chca wyjechac gdziekolwiek, byle by nie pozostawac nad Wisla, Odra i Bugiem. I Bog jeden wie, dlaczego.
Fachowcy twierdza, ze Polske objelo we wladanie powszechne przygnebienie. Ze dominuje w opinii publicznej, w mediach, w codziennosci. I ze niemal wszyscy juz wierza, ze najlepsze, co mozna w takiej sytuacji zrobic, to wyjechac. Byle dalej od polskiej beznadziei. Wejscie do Unii na pewno ulatwi odplyw mozgow, bo latwiej bedzie znalezc na Zachodzie prace. Ale jesli wyjada ludzie najlepiej wyksztalceni, to ich miejsca zajma wyksztalceni gorzej. Zycie nie znosi prozni. Taka zamiana miejsc w spoleczenstwie polskim moze byc swoista kalka stanu wojennego, gdy na przyklad z mediow wyrzucono najlepszych, a ich miejsca zajeli mierni, ale wierni.
Szumowski robil w tym czasie najlepsza gazete w Polsce, Gazete Krakowska. To byl chyba jedyny okres w historii prasy polskiej, gdy codzienna gazete sprzedawano na czarnym rynku sto razy drozej niz kosztowala w kiosku - do ktorego ustawialy sie dlugie kolejki. Potem Maciej Szumowski i jego dwudziestu kolegow z Gazety Krakowskiej, jak i dwa tysiace kolegow i kolezanek z innych redakcji, zostalo pozbawionych prawa pracy w mediach. On imal sie roznych zajec, byl nocnym strozem, jego zona robila swetry na drutach, inni jezdzili taksowkami lub wyjezdzali z kraju. Pacyfikacja mediow miala na celu zamkniecie spoleczenstwu ust. W kraju zapanowalo wrogie milczenie.
Trwa ono do dzis. Nikt nie przeprosil bezprawnie pozbawionych pracy dziennikarzy, pisarzy, artystow. Nigdzie nie czytalem zadnego oswiadczenia, ze miesiace i lata spedzone w wiezieniach, przerwane kariery, zwrocone z wydawnictw ksiazki, zakaz druku, upokorzenia "weryfikacji" byly decyzja bledna. Ze ktos, kto wydal rozkaz unicestwienia zawodowego kilku tysiecy ludzi, poczuwa sie do jakiejkolwiek odpowiedzialnosci. A przeciez nie musimy sie oszukiwac, ze walka z wolnym slowem, wypowiedziana dziennikarzom w Polsce w stanie wojennym, kosztowala wielu z nich takze znacznie wiecej. Bylo kilka samobojstw, wiele atakow serca. Wiele chorob i przedwczesnych zgonow.
Skromny Szumowski po odzyskaniu niepodleglosci i zdjeciu zen 10-letniego zakazu druku odsunal sie od dzialalnosci publicznej. Stefan Bratkowski slusznie zauwaza, ze "nalezal do pokolenia, ktore w zamian za swoje osiagniecia nie oczekiwalo zadnych posad czy wyroznien". W tym zdaniu czai sie jednak rezygnacja: nie chodzilo i nadal nie chodzi o rozdawnictwo lask i przywilejow, ale o sprawiedliwosc. O idealy Dariusza Fikusa, Macieja Szumowskiego i setek innych ludzi piora, kamery i mikrofonu, ktorym nie dane bylo dozyc wypelnienia ich zyciowej misji, czyli nadejscia prawdziwie wolnej Polski glos wolny ubezpieczajacej.
Nagly zgon Macieja Szumowskiego przypomnial mi o innej, przedwczesnej smierci: 15 lat temu, 1 lutego 1989 r. zmarl poeta Wieslaw Kazanecki. Na cztery miesiace przed koncem epoki barbarzyncow. Bo napisal taka ksiazke - Koniec epoki barbarzyncow. A urodzil sie u poczatku tejze epoki, w roku 1939. "Zagubieni w historii, jak iskra w stogu siana, spalamy sie do wewnatrz" - pisal niedlugo przed smiercia. Wiesiek spalal sie kazdego dnia, ale w przedziwny sposob - wydatkowal wlasna energie, by ocieplac innych. Byl dwumetrowym piecem, przy ktorym ogrzac sie mogli wszyscy potrzebujacy - dobrego slowa, pocieszenia, porady.
Martwil sie rzeczami prostymi i wznioslymi, jak na przyklad jesiennym odlotem ptakow: czy one na pewno do nas wroca? Albo odejsciem Boga. Ze do kosciolow w Polsce przychodzili coraz starsi ludzie. Marzyl o rajskich krainach. O Kanadzie. Planowal wykupienie od rzadu Brytyjskiej Kolumbii jakiejs duzej a niezamieszkanej wyspy i zorganizowanie tam od podstaw polskiego minipanstwa, panstwa, ktore sila geografii nie lezaloby miedzy Rosja a Niemcami, byloby wolne i samorzadne, demokratyczne i Bog wie jeszcze jakie piekne. Najlepsze swe wiersze Wiesiek napisal tuz przed smiercia. Jakby czul groze pomieszana z komicznoscia nadchodzacych czasow. Czul, ze konczy sie jakas epoka. Ze nadchodzi nowa, do ktorej wielu z nas nie znajdzie klucza.
Wieslawie, Macieju, moze wy znacie odpowiedz na Norwidowe pytanie: gdy i my "powleczem korowod, w bramy bijac urnami - czy sie serca zmdlale ocuca, czy plesn z oczu zgarna narody"? Czy juz nie jest, przypadkiem, za pozno?
|
|