GRAZYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
O musicalu Tony'ego Kushnera Caroline, or Change nie mialam zamiaru pisac. Po pierwsze, bo o modnym dramaturgu jest wszedzie tak glosno, ze szkoda dolaczac sie do choru. Angels in America poszly w telewizyjne masy przy akompaniamencie trab jerychonskich New York Timesa i Washington Post oglaszajacych genialnosc, wstrzasajace znaczenie etc. Wiem za duzo o zyciu autora, bo jego slub z wieloletnim partnerem, przygotowania nowej wersji sztuki Homebody Kabul dla Brooklyn Academy of Music, zmagania z librettem Caroline staly sie rutynowym pokarmem prasy i chcac nie chcac oko sie ociera o ogromne zdjecia i szczegolowe opisy.
Po drugie, bo ogolnie biorac, jak latwo zauwazyc z moich kronik, wole pisac o teatrze pozytywnie niz zjadliwie. Wole zwrocic uwage Panstwa na cos, co jest warte uwagi, niz cos umniejszac czy przed czym ostrzegac.
Po trzecie, bo wolalabym wiecej miejsca poswiecic na przyklad trzem biezacym sztukom; kazda daleka od perfekcji, lecz kazda interesujaca tak w swych slabosciach, jak w punktach pozytywnych. Taboo, The Mysteries i I Am My Own Wife sa w podstawowy sposob uczciwe, ich forma zgodna z trescia, ambicje tworcow rzetelnie deklarowane. Odwrotnie niz w przypadku Caroline, gdzie wszystko jest inne, niz udaje, ze jest, ambitne zamiary przerastaja material i ostentacyjnie powazna problematyka sprowadza sie do banalnej opowiastki.
Szkoda czasu i ambarasu, gdyby nie fakt, ze sztuka przenosi sie na Broadway i wszystko wskazuje na to, ze rzecz dlugo bedzie jeszcze nam towarzyszyc. Obowiazek wiec trzeba spelnic.
Coz nam Tony Kushner proponuje? Podejmuje goracy temat amerykanski, ktory od pol wieku okresla najwieksze dziela literatury narodowej: kwestie konfliktow rasowych, problematyke niesprawiedliwosci spolecznej i jej kosztow dla spoleczenstwa i dla jednostki. Osadza opowiadanie o dorastajacym chlopcu w miasteczku Lake Charle, na amerykanskim Poludniu. Kushner zna realia, o ktorych pisze, wychowywal sie bowiem w tymze miasteczku prowincjonalnej Luizjany. Moze wzbogacic wiedze ogolna o bezposrednie doswiadczenie. Wszystko wiec brzmi obiecujaco. Rzecz ponadto dzieje sie w kluczowym roku 1963 - w okresie eskalacji wojny w Wietnamie, dramatycznych przemian w stosunkach miedzy bialymi i Murzynami, zabojstwa prezydenta Kennedy'ego.
Ambicja autora, przynajmniej tak sie wydaje, jest zmierzyc sie z ta trudna tematyka. Z konfliktami nieuniknionymi w brutalnych warunkach segregacji, z przepascia, jaka dzieli grupy ludzi okreslonych przez rasowe kryteria, z niemozliwoscia przekroczenia tej przepasci przez jednostke.
A coz dzieje sie przed naszymi oczami? Oto glowne dramatis personae: Noah - 9-letni chlopak, osierocony przez matke, spragniony czulosci. Stuart Gellman - jego ojciec, zonaty po raz wtory, muzyk nieobecny mysla i duchem, snujacy sie po zasobnym mieszkaniu z klarnetem w reku. Rose Stopnick Gellman - druga zona Stuarta, ktora jak ryba wyjeta ze swego naturalnego srodowiska, z Nowego Jorku, nie moze znalezc gruntu pod nogami na obcym jej Poludniu. Ale nie jest to historia o zlej macosze; Rose jest z natury dobrego serca i przyjazna dla Noah. Wszyscy sa zreszta tutaj dobrzy. Musimy jeszcze umiescic na scenie druga po Noah najwazniejsza osobe: Caroline Thibodeaux, sluzaca w domu panstwa Gillmanow. Nalezaloby jeszcze dodac trojke jej dzieci: Emmie w niebezpiecznym wieku podlotka i dwojke smarkatych chlopakow, Joego i Jackiego. A takze doroslego syna, ktory choc nieobecny na scenie, bo walczy w dalekim Wietnamie, obecny jest w jej myslach. Dotty Moffet, zaradna przyjaciolke Caroline. Dziadka i babcie Gillman. Dziadka Stopnick, z wizyta z Nowego Jorku
Ale nie ma po co ich wymieniac, bo caly ten zespol z amerykanskiego Skrzypka na dachu spleciony z gospel-bluesowym chorem nie liczy sie jako osoby czujace i myslace. Ich sylwetki sa ledwo naszkicowane i stanowia tylko tlo dla watku wzajemnej sympatii, konfliktu i rozdzwieku miedzy Noah i Caroline. Osia konfliktu miedzy nimi stana sie pieniadze, roznica klasowa raczej niz rasowa. Pieniadze, ktore dla malego Noah malo znacza, a dla Caroline znacza jedzenie dla dzieci, ubranie, szanse stabilizacji, czyli prawie wszystko. Noah w pewnym momencie obrazi - niechcacy oczywiscie - uczucia Caroline. Bo Caroline jest ostra w obejsciu, zbyt przejeta rozlicznymi obowiazkami, by sie rozczulac nad chlopcem. A on pragnie czulosci. Jest zafascynowany Caroline. W ogole marzy o tym, by byc bratem Jackiego i Joego.
Naprawde? Moze Kushner w wieku lat dziewieciu marzyl, by mieszkac w ubogiej murzynskiej chatce i kapac sie w ciepelku licznego rodzenstwa? Moze tak sobie niewinnie wyobrazal zycie rodzinne sluzacej, jej rozspiewane dzieci i siebie dorownujacego im kroku w tancach i w spiewie? Ale jak dzisiaj z sympatia i wyrozumialoscia traktowac przedstawione w jednej ze scen to dziecinne marzenie?
Oto najpowazniejszy problem tej operetki udajacej ambitny musical. Historyczny moment przemian spolecznych przedstawiony zostaje jako anegdotka z zycia jednej rodziny, przez pryzmat odczuc chlopca ledwo na skraju samoswiadomosci. Otrzymujemy jeszcze jedna historyjke o bialym chlopczyku z uprzywilejowanej rodziny, nieswiadomym swych przywilejow i nieswiadomie krzywdzacym kogos, kto jest ekonomicznie uzalezniony od jego rodziny. Rzecz o niezawinionej winie.
Poza tym, coz, trudno mi traktowac z poblazliwoscia przedstawienie przygotowane przez dojrzalego dramaturga, ktore kaze Maszynie do Prania i Suszarce wyspiewywac uczucia glownej bohaterki, jakby ona sama nie potrafila ich wyrazic. Ksiezycowi zas wklada w pieknie malowane usta filozoficzne komentarze w rodzaju: "Zmiany nadchodza szybko i zmiany nadchodza powoli, ale zmiany nadchodza"
Widac jednak nie nadchodza wystarczajaco szybko, skoro banal nadal tak latwo zdobywa popularnosc.
Dwie rzeczy maskuja uczuciowa kiczowatosc i trywialnosc tresci. Po pierwsze, muzyka Jeanine Tesori: pelna energii, blyskotliwie zmienna w tempie i nastrojach, swobodnie laczaca odmienne style. Klezmerska splata sie zgrabnie z gospel, cytaty z popularnych piosenek z lat 60. z echami muzyki klasycznej, jazzowe rytmy z tesknota bluesa. Muzyka tetni energia, ktora rozmazuje efekt banalnych slow piosenek. Po drugie, wysmienici murzynscy spiewacy - przede wszystkim Tonya Pinkins, ale takze Capathia Jenkins, Chuck Cooper, Chandra Wilson, Anika Noni Rose i Adriane Lenox dodaja godnosci przedstawieniu. Tonya Pinkins wciela sie w Caroline w tak przekonujacy sposob, ze chcialoby sie wiecej wiedziec o tej dumnej, zamknietej w sobie kobiecie, zdanej na wlasne sily, ktora wbrew wszystkiemu przechodzi przez zycie - a takze przez ten musical - z glowa podniesiona do gory.
Caroline, or Change. Libretto i slowa piosenek: Tony Kushner, muzyka: Jeanine Tesori. Rezyseria: George C. Wolfe, scenografia: Riccardo Hernandez, kostiumy: Paul Tazewell, oswietlenie: Jules Fishe i Peggy Eisenhauer, dzwiek: Jon Weston, choreografia: Hope Clarke, kierownictwo muzyczne i dyrygent: Linda Twine. Wystepuja: Harrison Chad (Noah Gellman), Chuck Cooper (The Dryer, The Bus), David Costabile (Stuart Gellman), Veanne Cox (Rose Stopnick Gellman), Capathia Jenkins (The Washing Machine), Adriane Lenox (The Moon), Tonya Pinkins (Caroline Thibodeaux), Chandra Wilson (Dotty Moffett). The Papp Public Theater, 30 listopada - 1 lutego. Od 2 maja w The Eugene O'Neill Theater przy Broadwayu.
Sympatycznie pokrecony musical Taboo, o klubowo-nocnym zyciu w latach 70. w Londynie, nie zdobyl publicznosci w Nowym Jorku. Zejdzie ze sceny Plymouth Theatre 8 lutego. Szkoda, bo choc nie calkiem skladny, mial wiele udanych elementow: piosenki Boya George'a; szalenczo wymyslne kostiumy Mike'a Nichollsa i Bobby'ego Pearce'a; pieknego Euana Mortona w roli mlodziutkiego i ambitnego Boy George'a oraz samego Boy George'a; rewelacyjnego Raúla Esparze.
The Mysteries w Classic Stage Company to spektakl ciekawy w zamiarze i wyjatkowy w tematyce. W pierwszej czesci prezentuje teksty sredniowiecznych sztuk na kanwie biblijnych opowiesci, w drugiej - wspolczesne komentarze tak wysmienitych autorow, jak Dario Fo i Michail Bulhakow. Niestety, szarociemna inscenizacja i ciezka reka rezysera podwaza poetycka wartosc tych tekstow. Pozostaje w pamieci wyrozniajaca sie gra Michaela Stuhlbarga jako Lucyfera, Izaaka i Jezusa oraz czarowne rytmy sredniowiecznych poematow. (Przedstawienia do 15 lutego, CSC, 136 E. 13 St.).
O wyjatkowym w tresci i inscenizacji monodramie Douga Wrighta I Am My Own Wife napisze nastepnym razem, jesli jeszcze bedzie grany. Warto wybrac sie do Lyceum Theatre, by posluchac i zobaczyc Jeffersona Maysa, zanim dziwna a fascynujaca opowiesc transwestyty z Niemieckiej Republiki Demokratycznej nie zniknie w niebycie zapomnienia.
|