ROMAN MARKOWICZ
Piotr Anderszewski
w Lincoln Center
Po sierpniowym wystepie podczas festiwalu Mostly Mozart, jako solista w koncercie Mozarta, Piotr Anderszewski powrocil do Lincoln Center, tym razem z solowym recitalem, ktory odbyl sie 18 stycznia w Alice Tully Hall. Jego wystep byl czescia prestizowej serii Great Performers i pierwszym wazniejszym recitalem w Nowym Jorku. Dwa poprzednie (w Fundacji Kosciuszkowskiej i w sali Kolekcji Fricka) pozwolily posluchac go jedynie nielicznej grupie.
Kompozycje Bacha rozpoczynaly i konczyly program recitalu: tymi spajajacymi klamrami byly dwa Preludia i fugi z II zeszytu The Well Tempered Clavier oraz VI suita angielska d-moll w pierwszej czesci, a Partita B-dur w drugiej. W programie znalazlo sie tez miejsce dla Chopina (trzy Mazurki z op. 59) i Szymanowskiego (Metopy op. 29). Anderszewski nie byl pierwszym pianista w tym sezonie, ktory zaoferowal kombinacje suit Bacha przeplatanych muzyka innych kompozytorow: przed kilkoma miesiacami z powodzeniem zaprezentowal taki wlasnie wariant programowy Andras Schiff. Jego recital w Carnegie Hall zawieral rowniez wspomniana Suite angielska, wiec sila rzeczy az sie prosza dodatkowe - i zreszta nieuniknione - porownania.
Chociaz Anderszewski odzegnuje sie od kategoryzowania go jako wirtuoza, jego recital znalazl sie w serii tzw. Virtuoso Recitals. Nasz pianista swiadomie unika takich konotacji i to, co kojarzy sie tradycyjnie z "wirtuozowska gra", jest podczas jego wystepow wprost nieobecne. Nie powinnismy jednak nawet na moment zapominac, iz wirtuozeria to nie jedynie szybkie i glosne granie. Kontrola klawiatury i klarownosc tkanki dzwiekowej w - powiedzmy - fudze czy Gigue Bacha wymagaja rowniez wirtuozerii. Wlasnie Gigue ze Suity angielskiej d-moll wymaga nieslychanie wygimnastykowanych i niezaleznych od siebie palcow: jesli to nie jest wirtuozeria, to co jest? Wielkiej pianistyki wymaga rowniez tryptyk Szymanowskiego i w nim, wydawalo mi sie, Anderszewski byl najbardziej przekonujacy emocjonalnie, ukazujac rowniez bogatsza niz w innych utworach palete kolorystyczna. Jest to niezmiernie wazne w kompozycji inspirowanej nie tylko podrozami na Sycylie (metopy to plaskorzezby znajdujace sie u podnoza doryckich kolumn), ale w rownym stopniu impresjonistycznym stylem Debussy'ego.
Anderszewski ma wiele do zaoferowania w muzyce Bacha. Jego kontrola uderzenia, precyzja polaczona z biegloscia palcowa, intelektualne zrozumienie stylu sa bezsprzecznymi zaletami. Rownie waznym walorem jest niewymuszona, dyskretna i stylistycznie nienaganna ornamentacja: przemyslana, ale brzmiaca spontanicznie.
W przeciwienstwie do Schiffa, ktorego interpretacje Bacha uznawane sa dzis za autorytatywne, Anderszewski wciaz poszukuje wlasnych rozwiazan. Pod tym wzgledem nie wszystkie jego decyzje byly dla mnie rownie przekonujace. Pewne preludia Bachowskiego cyklu, jak rowniez wszystkie taneczne fragmenty suit skomponowane sa w dwuczesciowej formie, kazda polowa z zaznaczona powtorka. Aby uatrakcyjnic owe powtorki, pianista czesto roznicowal dynamike, rzadziej artykulacje czy ornamentacje. Czasami - upodobniajac brzmienie instrumentu do klawesynu czy fletowych piszczalek organow - przenosil cale fragmenty o oktawe wyzej. Po kilku razach nieco zatracil sie element niespodzianki. Wolalbym rowniez, aby - jak to czyni z wielkim sukcesem Schiff - pianista rzadziej zdawal sie na pedal i kontrolowal legato wylacznie palcami, uzyskujac w ten sposob jeszcze wieksza przejrzystosc gry.
Nie zawsze przekonywal mnie dobor tempa, co jest zreszta czesto dominujacym powodem mojej krytyki odnoszacej sie generalnie do jego muzycznych koncepcji. Tak wiec wirtuozowska czesc allegro w preludium ze Suity d-moll wydawala mi sie zapedzona i pozbawiona oddechu, choc imponujaca palcowo. Jeszcze bardziej rozczarowala mnie decyzja rozwleklego tempa Sarabandy - w koncu to taniec, a nie kondukt pogrzebowy - czy zupelnie juz pozbawionego pulsu i jeszcze wolniejszego wariacyjnego wariantu tej czesci. Muzyka, tak jak mowa, podlega pewnym regulom: zbytnio rozciagnieta staje sie niezrozumiala. Obawiam sie, ze nie byloby mi latwo przekonac o tym skadinad nadzwyczajnie utalentowanego artyste.
Wydaje mi sie rowniez, ze Anderszewski zbyt rzadko wyraznie zaznacza linie basowa: nie tylko uwypukla ona niezbedny podklad harmoniczny, ale rowniez oddaje w inspirowanych rytmem tanca (bez wzgledu na to jak stylizowanych) fragmentach suit ow taneczny charakter i puls, ktorych inaczej mozna sie jedynie domyslac. Wyglada na to, ze pianiste bardziej interesuje element melodyki.
Piotr Anderszewski jest niezmiernie subtelnym artysta, o wielkiej kulturze, smaku i niepodwazalnej inteligencji. Jego chec uzyskania ladnego dzwieku jest oczywista. Jednak podczas recitalu w Alice Tully Hall, tak jak na poprzednim zauwazylem, iz jego dzwiek w piano zblizony jest charakterem do nucenia raczej niz spiewu, bez wzgledu na to jak cichego. Nie jest to gatunek spiewnego tonu, ktory nawet w pianissimo bez trudu siega ostatnich rzedow balkonu duzej sali koncertowej.
Pianista, ktory publicznie odzegnuje sie od wykonywania Chopina (nie chce byc moze, aby jego nazwisko kojarzono z Chopinem, co czasami zdarza sie artystom polskiego pochodzenia), umiescil w programie jedynie kilka z jego mazurkow (op.59). W tych nadzwyczajnych miniaturach (okreslonych naiwnie przez amerykanskiego recenzenta jako "latwe i nieskomplikowane") Anderszewski wnikliwie przekazal charakter, dramat i wysoce rozwinieta polifonie - Chopin kochal muzyke Bacha! - kompozycji o nieslychanym ladunku emocjonalnym.
Z amerykanskim tournée Anderszewskiego laczy sie pojawienie
na rynku nowego nagrania z kompozycjami Chopina (Virgin
Classics 72435 45620). Plyta wymaga osobnego omowienia
i zamierzam je wkrotce czytelnikom przedstawic. Widzac skromny
udzial utworow Chopina w programie recitalu i wiedzac, jak
pieknie niektore z jego kompozycji pianista potrafi grac,
pomyslalem, ze nie byloby zle, gdyby jednak Anderszewskiego
zaczeto kojarzyc z Chopinem...
Na bis artysta tradycyjnie juz powtorzyl czesc programu, z ktorej wykonania nie byl zadowolony podczas recitalu; tym razem wszystkie trzy mazurki Chopina. Nie dostrzeglem specjalnych zmian, ale komfort artysty powinien w tym momencie przewazyc nad komfortem recenzenta. Ostatnim bisem byla pierwsza z Bagatel op. 126 Beethovena, subtelna, choc znowu tonalnie anemiczna.
Anderszewski od dluzszego czasu nie zachwyca mnie w stu procentach we wszystkim, co proponuje. Momenty o niebianskiej pieknosci sasiaduja w jego interpretacjach z gra trudna (dla mnie) do zaakceptowania. Jest to wybitny artysta o wyrafinowanym, wysoce indywidualnym spojrzeniu na muzyke: dla tych czestych momentow niepowtarzalnego piekna warto chodzic na jego wystepy. Entuzjastyczne i serdeczne przyjecie recitalu przez publicznosc, tlumnie przybyla, pomimo niesprzyjajacej pogody, bylo w pelni zasluzone. Na sali panowala tym razem rzadko zaklocana kaszlami cisza, nieczesto spotykane w Nowym Jorku zjawisko.
Jesli z nastepnych nowojorskich wystepow tego kontrowersyjnego pianisty bede
wychodzil nawet nie do konca przekonany, to wiem, ze moje
zastrzezenia dotyczyc beda idei myslacego artysty, ktore moga
prowokowac, nie do konca przekonywac, ale ktorych nie da sie
latwo zlekcewazyc.
Opinia artysty
- o muzyce kameralnej: Zasadniczo nie mam ochoty
na wystepy kameralne; moze sie to kiedys zmieni...
- o preludiach i fugach Szostakowicza, uwazanych powszechnie
za arcydzielo fortepianowej polifonii XX wieku: Okropne!
cos okropnego! Najbardziej przeceniony kompozytor XX wieku...
Miec czelnosc napisac preludia i fugi po Bachu, napisac cos
takiego, to graniczy z absurdem! I ze w ogole niektorzy porownuja
to do Bacha! Dla mnie jest pewna hierarchia: pewnych rzeczy
nie mozna postawic na tym samym poziomie...
- o piesniach Schuberta w transkrypcjach Liszta: Co
za okropienstwo! Liszt chcial transkrypcjami popsuc wszystko:
Chopina , Schuberta, Bacha! Czego nie dotknal, to popsul.
Swoja wulgarnoscia, swoim "sosem", kechupem zalal wszystko,
czego dotknal. Bach byl autorem najwiekszych transkrypcji:
nie mialbym z nich uzytku jako pianista, ale docenilbym ich
wartosc muzyczna, w przeciwienstwie do Schuberta/Liszta, z
ktorego mialbym uzytek, ale wolalbym zajac sie czyms innym...
- o zainteresowaniach repertuarowych: Nie gralbym
Liszta z powodu estetyki i tresci... Interesuje mnie Chopin,
Bach, fortepianowe koncerty Mozarta. Uwielbiam Janaska...
- o wymaganiach impresariatow: I tutaj, i w Europie zasadniczo gram to, co chce, i nie poddaje sie wymaganiom z zewnatrz...
- o publicznym wykonywaniu Chopina: Moj stosunek do publicznego wykonywania Chopina nie jest odmienny niz do jakiegokolwiek innego kompozytora. Jesli czuje sie gotowy, jesli wiem, ze w tej muzyce potrafie cos wyrazic, to kompozycje Chopina wprowadzam do programu. Co mi przeszkadza, to powszechne przekonanie, ze pianista o polskim nazwisku automatycznie powinien grac Chopina: jest moim prawem, aby go nie grac, jesli nie mam na to ochoty...
- o dyrygowaniu Mozarta od klawiatury: Uwazam, ze
koncerty Mozarta to troche jak muzyka kameralna... Nie wydaje
mi sie, ze "opozycja" solista/dyrygent musi byc niepodwazalna
Dyrygujac chce przyjac odpowiedzialnosc za cale wykonanie...
Kiedy gram jakis koncert po raz pierwszy, obecnosc dyrygenta
jest nawet pomocna
Dyrygowanie od klawiatury to ogromny
ciezar
Jesli podejmuje sie tego na koncercie z jakas
orkiestra symfoniczna - jak np. w St. Louis czy Cincinnati
- to bedzie to program w calosci poswiecony koncertom Mozarta...
Nie czuje sie dyrygentem w sensie dyktowania innym mojej woli,
raczej wspolnego muzykowania... Dotychczas dyrygowalem tak
fantastycznymi orkiestrami, jak Scottish Chamber Orchestra,
English Chamber Orchestra, Camerata Salzburg...
- o graniu/komponowaniu kadencji do koncertow Mozarta:
Mysle, ze jest troche dogmatyczne, aby grac wylacznie kadencje
pozostawione przez kompozytora: do wielu z jego koncertow
nie ma oryginalnych kadencji...Jesli inspiruje mnie material
jakiegos koncertu, to wtedy chetnie sam napisze do niego kadencje...
- o repertuarze, nad ktorym pracuje: Obecnie
najbardziej zajmuje mnie Bachowskie Well Tempered Clavier,
nad ktorym spedzam duzo czasu: straszna robota, nawet pamieciowo...
Nuty podczas koncertu mi przeszkadzaja, dla mnie granie na
scenie polega na tym, ze nie ma sie pomocy w postaci nut na
pulpicie, ale czy granie na scenie w ogole ma cos wspolnego
z bezpieczenstwem?...
- o pracy nad ornamentacja w fortepianowych kompozycjach
Bacha: Sa pewne reguly... Zostawiam duzo improwizacji,
instynktownej ornamentacji jeszcze w sobie nie rozwinalem...
- o innych kompozycjach Mozarta, poza koncertami
fortepianowymi: W koncertach nastapila u Mozarta jakas
niespotykana gdzie indziej synteza: inne dziela fortepianowe
nie sa takie rowne... Pewne sonaty sa wielkie, ale w sumie
koncerty najbardziej mnie zajmuja...
- o wykonywaniu innych kompozycji Szymanowskiego: Mysle o Mitach na skrzypce i fortepian, ktorych dotychczas nie gralem. Na wiosne moze uda nam sie zagrac je z siostra (Dorota Anderszewska, skrzypaczka, ktora ksztalcila sie przed laty rowniez w nowojorskiej Juilliard School, obecnie koncertmistrzyni orkiestry symfonicznej w Bordeaux - przyp. - RM). Tez sa bardzo trudne i wymagaja sporo pracy...
- o innych pozycjach repertuarowych, ktore dawniej gral z wielkim sukcesem: Nie powracalem ani do Schuberta (Sonata B-dur op. posth), ani Prokofiewa (Sonata nr 8)...
- o znaczeniu prestizowej Nagrody Gillmore'a w rozwoju kariery pianisty: Pomaga szczegolnie w Stanach Zjednoczonych: wiecej propozycji, wiecej wolnosci w przyjmowaniu, albo odmawianiu, koncertow...
- o wlasnych studiach pianistycznych:
Jak zauwazyl Szymanowski, "muzykow dzieli sie na samoukow
i nieukow"... Czlowiek naprawde uczy sie na wlasnych bledach
Pracowalem w warszawskiej Akademii im. Fryderyka Chopina z
Regina Smendzianka, potem troche w Ameryce z Johnem Perrym,
potem sam...
- o wplywach innych muzykow na jego sztuke:
Nie slucham innych, wiecej pozywki daje mi samo zycie...
- o planach kolejnych nagran: Chcialbym, moze jesli to bedzie konieczne, przy pomocy funduszy z Nagrody Gillmore'a, nagrac Szymanowskiego: Maski, Metopy, III Sonate, moze Mity (ze skrzypcami).
|