PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 30 stycznia 2004


Swiat
zupelnie oszalal

Z Januszem Glowackim rozmawia Izabela Joanna Bozek

Izabela Joanna Bozek: - Spotykamy sie w pierwszych dniach nowego roku, a to najlepszy czas na podsumowanie minionego…

Janusz Glowacki: - Zeszly rok to przed wszystkim bardzo wiele produkcji Czwartej siostry po swiecie. Czwarta siostra to sztuka, ktora w Polsce zostala srednio przyjeta. Kilku krytykow czepialo sie, ze jest antyrosyjska. Ale Rosjanie uwazaja, ze jest akurat. Niedawno bylem w Moskwie. Pewien wybitny prozaik rosyjski stwierdzil, ze zaden z rodzimych pisarzy nie dal takiego obrazu Moskwy konca lat 90. Bylo to milo uslyszec.

- Co Pan robil w Moskwie?

- Bylem na targach ksiazki. Z Tadeuszem Konwickim i Manuela Gretkowska. W Rosji ciagle ludzie kochaja ksiazki. Na targi przychodzily tlumy. Przy okazji dowiedzialem sie, ze tlumaczenie Czwartej siostry jest juz prawie gotowe i ze jest teatr, ktory chce to wystawiac. W ubieglym roku wyszedl w Moskwie Ostatni ciec w przekladzie Iriny Podcziszczajewej.

- Wrocmy jeszcze do "Czwartej siostry". Sztuka cieszy sie sporym powodzeniem w Europie.

- Zostala dwukrotnie nagrodzona w Polsce. Pierwsza z nagrod to Grand Prix III Krajowego Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej Dwa Teatry - Sopot 2003 za spektakl wyrezyserowany przez Agnieszke Glinska. Druga byla nagroda publicznosci na IX Festiwalu Filmowym i Artystycznym w Kazimierzu Dolnym. Czwarta siostre wystawiono w ubieglym roku w Teatrze Narodowym w Lublanie, w teatrach w Bratyslawie, Sofii i Bonn. Otworzyl nia nowy sezon Teatr Narodowy Kappa w Atenach. 5 lutego, czyli za pare dni, Czwarta siostra ruszy w Paryzu. Bedzie tam wystawiana w Theatre Silvia Monfort. Rowniez Antygona w Nowym Jorku miala w zeszlym roku kilka premier, m.in. w Sztokholmie i w Teheranie. Niestety, nie zaproszono mnie do Teheranu, ba, nawet nie zawiadomiono o premierze. W zwiazku z tymi roznymi produkcjami moich sztuk duzo jezdzilem: m.in. bylem w Hiszpanii na probach Antygony. Niedawno odbyla sie premiera. W marcu spektakl bedzie przeniesiony do Madrytu.

- Skoro podsumowalismy rok ubiegly, to moze z rozpedu kilka slow o planach na biezacy.

- W czerwcu bedzie mialo miejsce dosc ciekawe wydarzenie: otoz ambasada amerykanska w Polsce i warszawskie teatry Powszechny oraz Narodowy organizuja dwa przedstawienia. Jednym z nich bedzie Polowanie na karaluchy, drugim Kopciuch. W obu beda grali polscy aktorzy, ale rezyserowac beda Amerykanie.

- Podobno Marek Piwowski chce nakrecic druga czesc "Rejsu". Czy bedzie Pan mial z tym cokolwiek wspolnego?

- Co jakis czas producenci zwracaja sie do Marka Piwowskiego, a on do mnie, zeby Rejs jeszcze pociagnac, ale nie wiem, czy to ma sens. Strasznie trudno byloby to zrobic bez Zdzisia [Zdzislawa Maklakiewicza], bez Janka [Jana Himilsbacha]. Zreszta prawde mowiac uwazam, ze nie ma tak naprawde powodu, zeby te druga czesc robic. Rejs jest chyba filmem niepowtarzalnym. Jesli juz, to taki film powinien zrobic ktos bardzo mlody.

Mysmy sie z Markiem swietnie rozumieli i troche zaluje, ze nie zrobilismy, tzn. ze nie pozwolono nam niczego razem wiecej zrobic, bo pewnie bysmy niezle w kinematografii polskiej namieszali. A tak, rozeszlismy sie, Piwowski krecil sam, ja zrobilem Trzeba zabic te milosc, napisalem pare scenariuszy tutaj… No, ale jesli Marek ma jakis oszalamiajacy pomysl, to daj mu Boze zdrowie. To jest jeden z fenomenalnie utalentowanych, moze najbardziej po Polanskim, polskich rezyserow.

- Chodza sluchy, ze pisze Pan autobiografie.

- Tak, pisze ja juz od jakiegos czasu i musze bardzo szybko skonczyc i zlozyc w wydawnictwie Swiat Ksiazki, czyli u Bertelsmanna, do kwietnia. Bedzie sie to nazywalo Z Glowy i powinno ukazac sie we wrzesniu.

- Jaki jest zamysl Panskiej nowej ksiazki? Czy bedzie to autobiografia w czystej postaci, czy tez raczej powiesc z elementami faktograficznymi, a jesli tak, to jaka bedzie granica pomiedzy fikcja a prawda?

- Granica miedzy prawda a fikcja jest niejasna. Mnie sie wydaje, ze jedyna prawda jest to, co mi sie wydaje, a cala reszta to sa niepewne sprawy… Ksiazka jest oczywiscie fabularyzowana; zaczyna sie od mojego wyjazdu do Londynu, tuz przed stanem wojennym na premiere Kopciucha, pozniej akcja cofa sie, skacze. Przy pomocy najrozmaitszych skojarzen probuje opowiedziec kawalek mojego zycia. Naturalnie, nie bedzie to autobiografia typu "urodzilem sie, moja babka z domu byla" itp. W pewnym momencie stwierdzilem, ze wiele rzeczy zbyt szybko ucieka mi z pamieci, rowniez takich, ktore warto byloby zapamietac. Namawiano mnie zreszta juz od dawna na pisanie autobiografii, ktora bylaby opowiescia o Polsce, ktorej juz nie ma i o tej, ktora jeszcze jest. Bedzie tu troche Polski, troche Ameryki, troche Rosji i odrobine Tajwanu. Pisanie tego typu rzeczy to cienka sprawa. Autobiografie pisze sie raz. No i nie wiadomo, kto sie i za co obrazi. Ale sprobuje sie jakos przy pomocy autoironii wywinac. Chyba bedzie to ksiazka i zabawna, i smutna, i straszna. Tak jak nasz swiat. Niektorym krytykom wydaje sie, ze to, co pisze to naturalizm, innym, ze surrealizm; jedni jak i drudzy maja racje. W naszych czasach odroznienie naturalizmu od surrealizmu jest prawie niemozliwe. Swiat zupelnie oszalal, a ja nie chce zostac w tyle.

- Od wielu lat przemieszcza sie Pan z Nowego Jorku do Polski i z powrotem.

- Tak, bo to i wygodne, i praktyczne. Jezdze sporo po Europie i latwiej mi poruszac sie tam mieszkajac w Polsce, w moim starym zachowanym mieszkaniu przy Bednarskiej. No i przy pisaniu autobiografii latwiej bylo na miejscu przypominac sobie rozne rzeczy.

- Henryk Bereza napisal o Panu, ze od czasu, kiedy zaczal Pan mieszkac w Ameryce, widzi Pan sprawy polskie we wlasciwych proporcjach. Co to znaczy - widziec sprawy polskie we wlasciwych proporcjach?

- W Polsce uwaza sie, ze na Krakowskim Przedmiesciu mamy najwieksze stezenie geniuszy na metr kwadratowy na swiecie. Jak sie wyjedzie, to jakby troszeczke lapie sie dystans. Zreszta do Ameryki tez mam dystans. W ogole nie jestem pewien, gdzie jestem i kim jestem.

Niektorzy maja do mnie w Polsce zal, ze za malo sie wciagam w rozne sprawy, ktorymi zyje kraj. Na przyklad nie budza moich namietnosci ani sukcesy Malysza, ani afera Rywina. Nic na to nie poradze.

- W latach 80. w Polsce zarzucano Panskiej "Antygonie w Nowym Jorku" antypolskosc, a w 90. antyamerykanskosc. Jestesmy narodem schizofrenicznym?

- Przede wszystkim, Polacy strasznie lubia sie obrazac. Kiedy Polowanie na karaluchy wystawiono w Chicago, ktos napisal, ze nie po to w ziemie amerykanska wsiaklo tyle krwi, zeby Polacy w mojej sztuce byli tak zle ubrani i ze jak Francuz pisze zle o Francuzach, to przynajmniej oni jakos wygladaja. Polakow strasznie trudno jest zadowolic. Wydawalo mi sie, ze jesli napisze sztuke, ktorej akcja rozgrywa sie w Moskwie, to nikt nie bedzie sie czepial, tymczasem zarzucono mi, ze wyszydzam Rosjan i ze jest to oburzajace w momencie, kiedy Rosja jest w tak ciezkiej sytuacji. Ja wcale Rosji nie wyszydzalem. Akcja Czwartej siostry rownie dobrze moglaby sie dziac w Polsce czy w Ameryce. Rosja jest po prostu jednym z najciekawszych miejsc i dlatego tam umiescilem akcje. Poza tym w Czwartej siostrze jest i Rosja, i Brighton Beach, i Hollywood. Poza tym ja kocham Czechowa.

- W jednym z felietonow, jeszcze bodaj w czasach warszawskiej "Kultury", napisal Pan, ze przed wyjazdem do Anglii, a bylo to w okresie wzmozonej dzialalnosci terrorystow irlandzkich, Panska matka ostrzegla Pana: "Uwazaj, Janku, tam sa bomby". Po premierze "Czwartej siostry" powiedzial Pan: "Te sztuke napisalem w strachu przed tym, co sie dzieje, przed tym, jak to sie skonczy". Bomby przesladuja Pana juz od dawna.

- Mysle, ze terrorysci niestety maja spory sukces. Ameryka przed 11 wrzesnia uwazala, ze zaatakowac ja moga tylko kosmici albo Godzilla. Jezeli w Stanach Zjednoczonych na swieta zarzadza sie "pomaranczowy" stan zagrozenia, oznacza to, ze terrorystow traktuje sie nadzwyczaj powaznie, co wywoluje rodzaj mniej lub bardziej umiarkowanej paniki. Jakos nie moge uwierzyc w zapewnienia prezydenta Busha, ze nie spocznie, poki ostatni terrorysta nie zostanie schwytany. Jak to sie skonczy? Uwazam, ze zle, ale jak zle, to nie wiem…

- Wrocmy do literatury. W "Ostatnim cieciu", Pana powiesci wydanej dwa lata temu, kilkakrotnie pojawia sie slowo "Greenpoint". Kiedy ostatni raz byl Pan na Greenpoincie?

- Przedwczoraj. Jezdze tam dosc regularnie, po zakupy. Mam kontakt z Greenpointem, bardzo lubie tam jezdzic.To taka Polska zatrzymana w czasie. Ludzie tam bardzo ciezko pracuja. Wielu mieszkancow Greenpointu to wyslane z Polski przez rodzine maszynki do robienia pieniedzy. Kiedys jedna pani pokazala mi list od corki, ktora pisala: "Kochana Mamusiu, bardzo sie martwimy, ze mamusia zle sie czuje, ale niech mamusia jeszcze nie wraca, bo po pierwsze wynajelismy mamusi mieszkanie, a po drugie brakuje nam jeszcze jakies 30 tysiecy dolarow".

- Tak, ale Greenpoint to takze okolo 35 tysiecy legalnie mieszkajacych tam Polakow, kupujacych i remontujacych domy, rozwijajacych biznesy, chodzacych na spacery i do biblioteki. Tymczasem w "Ostatnim cieciu" pojawia sie Amerykanski Brat Majstra, ktory "byl chytry, nie mial wstydu i klamal lepiej niz adwokat", oraz nielegalni z Polski, spiacy pokotem na podlodze i dzielacy jedna patelnie na dziewieciu.

- To jest ksiazka o koncu swiata. Wszystko w niej jest groteska: i Polska, i Francja, i Ameryka, i zamek Caine'a, i Greenpoint. Prosze tez zwrocic uwage, ze jedyna nadzieja w tej powiesci jest nie kto inny, ale wlasnie Kuba, mieszkaniec Greenpointu. Kiedy wszystko sie wali, kiedy nastepuje katastrofa, trzesienie ziemi, nadciaga apokalipsa, wlasnie on zamierza wszystko zaorac i odbudowac.

- Przyjdzie Pan do biblioteki przy Norman Avenue na spotkanie z mieszkancami Greenpointu?

- Alez z przyjemnoscia, oczywiscie.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail