PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 16 stycznia 2004


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy

Jestem populistka i niech mnie nikt nie wazy sie porownywac z Lepperem, Jorge Haiderem czy innym politycznym lobuzem.

Slowo "populizm" pojawilo sie w ustach naszych prominentow wraz z wolnoscia, w roku 1989. Przedtem nieslyszane. Od razu w tonacji karcacej. Bylo slowem-kluczem, ktorym rzadzacy odpierali roszczenia spoleczne. "Roszczenia" tez mialy fatalna konotacje. "Populizm" od razu sie zadomowil. Populizmem zamykano buzie nawet tym, ktorzy w najlepszej wierze pozwolili sobie na najlzejsza krytyke. Nie wolno bylo pisnac, bo strzelano w ludzi "populizmem". A populizm zawstydzal. Pachnial warcholstwem i rzekomo szkodzil demokracji. Byl wygodna wymowka wladzy, wiec poslugiwala sie nim kazda partia. Zwlaszcza politycy SLD, ktorzy nie mowili "populizm", ale zgodnie ze swoja polszczyzna - "populyz".

Czym naprawde jest populizm? W XIX wieku byl to ruch zrodzony w USA w Partii Ludowej farmerow i drobnomieszczanstwa. Postulaty: tani pieniadz; progresywny podatek dochodowy; nacjonalizacja kolei, linii okretowych i srodkow lacznosci; osmiogodzinny dzien pracy. Powstal w obronie najsluszniejszych praw ludzkich w dobie dzikiego kapitalizmu.

Negatywnym epitetem stal sie znacznie pozniej. W dobie internetu, do ktorego kazdy moze wlozyc, co zechce. Mamy wiec populiste Perona w Argentynie i Ikonowicza w Polsce. Jest i takie zdanie: "populizm - forma mysli politycznych, gloszaca chwytliwe hasla bez pokrycia, odwolujaca sie nie do rozsadku, ale do emocji".

Cieplo, cieplo... Ale niekoniecznie zawsze slusznie.

Opowiadal mi Mieczyslaw Pszon, pierwszy doradca premiera Tadeusza Mazowieckiego do spraw niemieckich, ze kiedy obaj jechali przez Polske salonka na historyczne spotkanie w Krzyzowej z Helmutem Kohlem, pociag co rusz zatrzymywaly delegacje miejscowych notabli. Stali z chlebem i sola, czapkowali. Mazowiecki jako zywo nie przypominal Edwarda Gierka, ale gdyby to on byl w srodku, ludzie zachowywaliby sie identycznie. "System umarl, elektorat pozostal", jak mowi satyryk Zenon Laskowik, ktory po dlugim listonoszowaniu powrocil na estrade.

Juz wtedy, przy tej salonce, cos mi zgrzytnelo. Bo gdyby nie bylo salonki, "elektorat" zachowywalby sie inaczej. To wladza dala zly przyklad. Zgrzytnelo mi po raz drugi przy spotkaniu premiera z gornikami. Oczekiwali go na Slasku jak wybawiciela. Mieli plany, jak rozsadnie rzadzic kopalniami. Byli swiadomi rabunkowej gospodarki w komunizmie, szkod gorniczych i chcieli to zmienic. Jednak nie doczekali sie rzeczowych rozmow. Premier pozdrowil ich krotko i powiedzial, ze rzad o nich mysli. I wyjechal. Rozczarowanie ogromne.

Zgrzyt poczulam, gdy rzad nie zniosl komunistycznych przywilejow: lecznic rzadowych, pensjonatow wypoczynkowych, przydzialow mieszkan. Ustawiali sie do Jacka Ambroziaka, owczesnego szefa gabinetu premiera, po wieksze mieszkania. Ministrowie i poslowie. Zarowno ci z "kontraktu", komunisci, jak i ci nasi, ideowi, na ktorych glosowalismy z entuzjazmem. Pawel Smolenski napisal w Gazecie Wyborczej: "Niech sie panowie ministrowie wytlumacza". Metnie im szlo. Zaden nie chcial podac uzyskanego metrazu, a czesto byl on potrojony. No i tak powstala nowa "demokratyczna" Zatoczka Swin (dzielnica prominentow w okresie PRL w Warszawie).

Cos sie z naszymi wspanialymi ludzmi zaczelo wyrabiac. Nieposzlakowane postaci, ktore mialy tworzyc spoleczenstwo obywatelskie, zaczely w panice rozgladac sie za intratnymi posadami. Gdzie by sie tu przykleic?! Widzialam te manewry, ten poploch w oczach, te telefony, to szukanie poparcia.

Pierwsza przesiadka z poloneza do lancii (bo natychmiast wladza zafundowala sobie lancie) byla jak pocalunek diabla. System wartosci przekoziolkowal. Zniknal wstyd i zwykla przyzwoitosc. Brali garsciami nie tylko najwyzsi, ale i rozrastajacy sie tlum czynownikow i doradcow. Na dzis i na zapas. Dzis liczba aut sluzbowych z kierowcami i rozmow prywatnych z aparatow komorkowych na koszt podatnika przekracza kwote za podobne uslugi administracji Niemiec i Francji razem wzietych.

Gdy ludzie pytali, po co az lancie; po co tyle wyjazdow zagranicznych (Senat stal sie jednym wielkim biurem podrozy; marszalek Alicja Grzeskowiak moglaby napisac przewodnik po najlepszych hotelach swiata); otoz wtedy wladza wytykala im populizm. Bo te wydatki to niby grosiki w skali potrzeb budzetu, mowili. Nie liczyla sie madra zasada, na ktorej wyrosly bogate spoleczenstwa: zloz grosz do grosza... Gdy budzet sie nie domykal, bez pardonu ujmowali biednym.

Sobie regularnie dodawali, jak gdyby nigdy nic. Taki odwrotny Janosik.

Bylam w Londynie po roku 1956. Moja uwage zwrocily barwne rodziny szejkow, ktorzy przyjezdzali do Anglii leczyc zeby. Otwierali wielkie walizki pelne funtow i wysypywali dentyscie na podloge. Anglicy brali pieniadze, ale patrzyli na nich jak na parweniuszy. Kacykowie kupowali, co sie dalo. Ziemie, domy w najlepszych dzielnicach. Byle wiecej. Byle wiecej. Obraz ten przyplynal do mnie teraz. Sceneria inna, ale mentalnosc podobna.

Budzet sie nie zamyka? Nie szkodzi. Parlamentarzysci musza dostac trzynastki (trzynaste pensje). Watle glosy, zeby moze zrezygnowac, zostaly okrzykniete: populizm! Na dobitke, gornicy, ktorzy za chwile moga zostac na bruku, bo ich kopalnie sa nierentowne, przejeli styl wladzy i - domagaja sie czternastek!

Rzadzacym rozum odebralo. Czyz nie widza, ze gniew niezadowolonych moze nie ograniczyc sie do wszelkiego rodzaju strajkow, manifestacji, blokad, marszow protestacyjnych, ale przerodzic sie w nowa jakosc? Niebezpieczniejsza. Staruszka, ktora nie moze dostac sie do lekarza, bo przychodnie zamkniete, krzyczy: "Kije bejsbolowe na nich!". Tu juz slowo "populizm" jest bezradne.

Platforma Obywatelska od dawna lansuje redukcje izby poselskiej o polowe, a senatorskiej - o trzy czwarte. Lansuje ograniczenie wciaz rosnacych kancelarii prezydenta i premiera. Te propozycje trudno podciagnac pod populizm, czyli cos, co jest malo efektywne, ale krzykliwe. Proponowane samoograniczenia wnosilyby powazne sumy do budzetu.

Podobnie jak oslawione "ciecia po wierzcholkach". Wymyslil je jeszcze Wlodzimierz Cimoszewicz, jak byl premierem. Prezesi, czlonkowie zarzadow, doradcy spolek skarbu panstwa i roznorakich agencji zgarniali pensje niewiarygodnie wysokie; ludzie podawali w watpliwosc, czy to mozliwe. Bylo mozliwe. Ciecia po wierzcholkach umarly smiercia naturalna. Argument: tam sa fachowcy. Nie mozemy sie ich pozbywac. Wladza klamala. Nie byli to fachowcy, ale na ogol maksymalni nieudacznicy, rozmaitej masci "Aloty", czyli kolesie, ktorzy doprowadzili rzadzone placowki do upadlosci.

Gdyby dzis zrobic referendum w sprawie zniesienia sejmikow wojewodzkich, ich marszalkow, wicemarszalkow, calej rozrastajacej sie swity urzednikow powiazanych nepotyzmem, recze - wszyscy podnieslibysmy rece.

Na kursie zaocznym (dla pracujacych) w Wyzszej Szkole Komunikowania sie i Mediow Spolecznych im. Jerzego Giedroycia zadalam pytanie: "No i co byscie z ta armia zwolnionych urzedasow zrobili?". Odpowiedzial mi gromki chor studentow: "Niech sobie sami szukaja pracy, tak jak my".

Bronie populizmu. Socjolog prof. Jadwiga Staniszkis twierdzi, ze nie wolno slowa traktowac jednoznacznie. Populizm niejedno ma imie. Rowniez dobre, a nawet konieczne u rasowego polityka.

Dobrym populizmem posluguje sie np. posel Jan Rokita. I jest tego swiadom. Uwaza, ze w pewnych momentach populizm jest skuteczna forma komunikowania sie z ludzmi. Robienie pewnych gestow, uzywanie nosnego hasla powinno byc nieodzownym atrybutem polityka. "Potrzebny jest taki teatr polityczny, zeby ludzie w jednej chwili zrozumieli, co sie dzieje". W tej konwencji miesci sie jego zawolanie: "Nicea albo smierc". Zawolanie wedlug wielu niefortunne. Niewazne. Chodzi o symbol, ktory sie zapamietuje. W tej konwencji nalezy spojrzec rowniez na historyczne zdanie ministra Jozefa Becka, kiedy hitlerowskie Niemcy zazadaly od Polski korytarza do Prus Wschodnich w przededniu drugiej wojny: "Jest jedna tylko bezcenna rzecz w zyciu ludzi, narodu i panstwa. Ta rzecza jest honor". Zdanie przyjete stojaca owacja owczesnego Sejmu, i zapamietane.

Polityk musi byc populista, zeby przyciagnac uwage. Zeby jego haslo bylo na ustach wszystkich, wywolujac emocje.

W moim ulubionym KIK-u (Klub Inteligencji Katolickiej) w Warszawie slyszalam wielu politykow, obecnie na stanowiskach, a znanych mi z imprez opozycyjnych. Niezapomniany Andrzej Wielowieyski, ktory podczas politycznych pielgrzymek lat 80. w marszu douczal historii i tlumaczyl sytuacje. To byly fascynujace lekcje. Gdy poszedl w oficjalna polityke, zmienil sie nie do poznania. Na spotkaniu mowil do nas malo komunikatywny urzednik.

Siedzielismy naprzeciw siebie jak dwie obce strony. Powiedzialam, ze czuje miedzy nami jakas sciane. Nie zrozumial, o co mi chodzi.

Przyszedl na spotkanie Rokita. Zadnej sciany. Swoj miedzy swymi. Wkomponowany w srodowisko. Zrozumialam, ze polityk-populista to ten, ktory umie wspolbrzmiec z ludzmi. Rowniez z tymi, ktorzy maja inne zdanie.

Daj nam, Boze, populistow z rozumem i moralnoscia.

Warszawa, styczen 2004 r.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail