PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przeglad Polski 16 stycznia 2004


JERZY GIZELLA

Wojciech Kuczok - laureat "Paszportu Polityki"

Slaska
apokalipsa?

Wbrew narzekaniom niektorych recenzentow na trudna sytuacje debiutantow Wojciech Kuczok juz pierwsza ksiazka zaznaczyl swoja odrebnosc stylu i zdobyl uznanie krytykow: najnowszym dowodem tego uznania jest wreczenie autorowi "Paszportu Polityki" w styczniu 2004 r. Urodzony w Chorzowie (rocznik 1972) Kuczok debiutowal tomem opowiadan Opowiesci slychane (1999 r., nominacja do Nagrody Nike 2000 i nagroda Polskiego Towarzystwa Wydawcow Ksiazek), w 2002 r. wydal kolejny zbior opowiadan - Szkieleciarki, a w maju 2003 pierwsza powiesc pt. Gnoj.

Czym jest ta powiesc? Literacka gra i zabawa. Autor posluguje sie generalnie przesadnia, czyli hiperbola, jednym z najczesciej stosowanych we wspolczesnej poezji chwytem stylistycznym. Przesadnia albo wyolbrzymienie to przede wszystkim obraz domu rodzinnego "starego K.", czyli ojca narratora. Dla wprowadzenia w blad czytelnika autor zabawia nas dosc rozbudowana, ale pelna ironii i sarkazmu saga rodziny K. Opowiesc rodzinna jest oczywiscie pelna luk i "przemilczen" - tak aby podtrzymac wrazenie, ze poczatek byl zdrowy i normalny, mozna powiedziec - swietlany. "Potem" byly wojenne i okupacyjne zawirowania (czlonkowie rodziny zmuszeni byli do walki w mundurach Werhmachtu, a dziadek splamil sie odmowa pomocy znajomej zydowskiej rodzinie, zeby tradycja nabrala odpowiedniego ksztaltu i zapachu). Co ciekawsze, nie sa to zwykli smiertelnicy, ale ludzie wykazujacy sie zdolnosciami w dziedzinie malarstwa. Dziadek i ojciec narratora (tylko nie wolno go utozsamiac z autorem, nawet gdyby przyjac teze o wrodzonych sklonnosciach do masochizmu) to artysci malarze, absolwenci nawet zagranicznych akademii. Ale na tym koniec.

Twarde, tepe, pelne patriarchalizmu, meskiego szowinizmu (ach te biedne i poniewierane, zahukane babki, matki, siostry i corki), egoizmu i pychy jednostki. Podobne do siebie jak krople wody. Zadnych zmian charakteru, zadnej ewolucji, a jesli - to tylko na gorsze. Czysta brutalna meskosc podniesiona do najwyzszej cnoty. Z dziada pradziada to same wady (o zaletach niewiele, bo ich po prostu nie posiadali) - miec, a nie byc. Miec to znaczy odwzorowac, przechowac w niezmienionej postaci i przekazac dalej w meskiej linii. Zamiast argumentow w rozmowie - pejcz, bezlitosna kara fizyczna, psychiczne ponizenie, zwlaszcza przy obcych ludziach i przypadkowych swiadkach. Koszmar przekazywany jak matryca. Ordnung, formalna dyscyplina jako jedyny wzorzec emocjonalny. Mozna by tak ciagnac w nieskonczonosc, moze wystarczy zamknac ten watek zwiazkiem kata i ofiary. Dom rodzinny - wbrew tesknotom rowiesnikow ze szkoly mieszkajacym w blokach - dla mlodego K. jest wylacznie miejscem kazni i przesladowan. Kar perfidnych, bo odraczanych (przy braku nagrod - jedyna nagroda jest brak kary) i wymierzanych podwojnie tym samym narzedziem psu i dziecku. Animizacja czy raczej dehumanizacja jako metoda wychowawcza? Co do tego nie ma najmniejszych watpliwosci. Ale podobnie jest na zewnatrz - na ulicy i w szkole syn starego K. jest regularnie bity i opluwany, naciagany, starsi odbieraja mu nawet album z autografami najslynniejszych pilkarzy. Jakos przechodzi z klasy do klasy, w koncu zdaje mature, dostaje sie na studia. W okresie dojrzewania jest caly czas sledzony przez ojca, ktory za wszelka cene chce go przylapac na masturbacji.

Dom rodzinny to pieklo - przy czym znajduje sie ono na drugim pietrze, nizej jest czysciec (bezzenne rodzenstwo ojca starego K.) - miejsce, w ktorym kwitnie najgorszego rodzaju dewocja i obskurantyzm, podejrzliwosc i inkwizycja. Parter jest rajem - ale tylko dla ukrytych tam lokatorow, ktorych zycie jest zatopiona w alkoholu tajemnica, a zreszta nie wolno sie nimi interesowac, kontakty sa zakazane, dla gornych pieter oni nie istnieja jako ludzie. Kiedy zona jurnego lokatora-gornika rozpacza po tragicznej smierci meza, oziebla babka K. schodzi po raz pierwszy i ostatni nizej i surowym glosem kaze sie wdowie "uciszyc".

Dziecko jest psem, matka - marionetka i sluzaca, kobieta calkowicie zniewolona, pochodzaca w dodatku z ubogiego proletariatu, zamknieta w sobie i zniszczona psychicznie, buntujaca sie jedynie w slownych i beznadziejnych utarczkach czy probach ocalenia syna przed niepohamowanym mezem-sadysta (i artysta). Antykobieta. Antyciotka. Antywujek. Antyojciec-antyartysta. Surowy, oschly dziadek nieznajacy zadnego cieplejszego slowa dla innych ludzi, w tym wlasnych dzieci. Ojciec K. dziedziczy po dziadku zdolnosci. Co ten artysta maluje i jaka jest wartosc jego sztuki czy talentu? Mozemy sie tylko domyslac ze sceny finalowej, kiedy dom rodziny K. w czasie wielkiej ulewy i powodzi w miescie zostaje zalany szambem, podmyty i zapada sie w cuchnacej dziurze razem z obrazami i blejtramami zlozonymi w piwnicy oraz przekletymi mieszkancami, kiedys sluchaczami Wolnej Europy, a na koncu Radia Maryja. Katastrofa budowlana jest tez oczywiscie (przy calym szacunku dla barwnego i pelnego poezji opisu) metafora. Nazwijmy ja - pars pro toto - metonimia. Bo w tej zapasci w kloacznym dole zamyka sie calosc opowiesci: nastepuje koniec swiata. Swiata wartosci i tradycji, w ktorej pejcz i sluchanie muzyki klasycznej najwiekszych kompozytorow swiata sasiadowaly ze soba jak w paranoicznym snie. Triumfuje literatura, gina muzyka i "sztuki przepiekne".

Proza Kuczoka jest wielowarstwowa i wielowatkowa, przy czym warstwa symboliczna jest tu rownie istotna, a moze istotniejsza niz realizm fabuly, dialogow i postaci. Swiadczy o opanowaniu warsztatu pisarskiego do perfekcji. A jednak lektura tej powiesci moze nasuwac inne, bardziej "pozaliterackie", wnioski. Nie dlatego, ze swiat "przedstawiony" jest wylacznie w koszmarnych barwach, ze dominuje w nim calkowita bezwolnosc, bezsilnosc i izolacja od zycia innych ludzi, swoisty, pelen oskarzen i rozpaczy autyzm, metafizyczny horror.

Mozna przypuszczac, ze mlodym ludziom ta proza bedzie sie podobac bez zastrzezen, ze bedzie przyjmowana bezkrytycznie i entuzjastycznie. Wielu czytelnikow poczuje po dotarciu do finalu powiesci cos w rodzaju schadenfreude, zlosliwej satysfakcji z cudzego nieszczescia. Ten swiat-dom musial ulec zagladzie, bo byl wylacznie kompromitacja wszystkiego, czego starzy - zasadniczy i konserwatywni - bronia z niezrozumiala dla mlodych zawzietoscia i fanatyzmem. Kobiecosc - pozbawiona wdzieku, ciepla i dobra, zasznurowana i zamknieta na klodke cnoty jak stara szuflada. Meskosc - chec dominacji, aprioryzm, patriarchalizm, arbitralizm tepienie wszelkiej indywidualnosci, niszczenie pierwotnej wrazliwosci i degenerujace zycie rodzinne (nawet bez udzialu alkoholu). Tylko jak ten demoniczny cham i gbur wychowal takiego wrazliwego syna, ktory ocalal cudem z pogromu?

Mozna by tylko w tym miejscu dla zaprzeczenia przytoczyc dziesiatki i setki biografii slawnych pisarzy i artystow, ktorzy mimo wychowania przez nadmiernie surowych i karzacych (nawet znienawidzonych) rodzicow nie utracili zdolnosci do samodzielnego myslenia i dali swiatu dziela o nieprzemijajacej wartosci. I czy na potepienie zawsze zaslugiwal tylko mezczyzna? Wladcze i apodyktyczne bywaly w rownym stopniu kobiety, z niesmiertelna Dulska na czele. Kuczok przerysowal swoj swiat dla wiekszej czytelnosci i jasnosci obrazu. Ale rownoczesnie go zaciemnil: obciazyl wina tylko jedna strone. Dziecko jest przezroczyste, niewinne, nie dowiemy sie nic o glebszych motywach konfliktu miedzy synem a ojcem. Kuczok kieruje ostrze swojej satyry w serca wszystkich przyczajonych "w swoich strasznych mieszkaniach strasznych mieszczan", jak w znanym wierszu Tuwima Mieszkancy.

Sila i powab perswazji tej prozy jest dla obroncow tradycji o tyle bolesna, ze choc Kuczok slusznie krytykuje anomalie i dewiacje, generalizuje ocene rzeczywistosci. Podobnie jak w fantazji czy basni (tutaj - zlej basni) moral staje sie przeslaniem uniwersalnym. A ten juz jest od dawna w powszechnym uzyciu - swiat sprzed roku 1989 jest do fundamentow przegnily. Tonie w szambie. Nie nalezy sie nad nim litowac, ratowac go, odrestaurowywac. Zasluzyl calkowicie na unicestwienie. Trzeba zbudowac nowy swiat, pozbawiony zwiazku z przeszloscia, z tradycja, z rodzinnymi mitami. Hitler i Stalin sa wiecznie zywotni - wcieleni w meskosc polska, slaska, a moze cala srodkowoeuropejska? Ciekawe. Oryginalne. Wojna i komunizm - podpowiada pisarz - rozbily zycie duchowe, ograbily z resztek dawnej mistyki i transcendencji, zniszczyly elementarne wiezi rodzinne i wypelnily je pustka trudna do zniesienia. Wszystko to odbija sie na zyciu jednostki. Dom, a raczej mieszkanie (niekoniecznie tylko w osiedlowym koszmarnym blokowisku) nie moze byc juz azylem, jest tylko kumulacja wszystkich socjalnych i indywidualnych zboczen. Z takiego domu trzeba uciekac. Dokad? Tego nam jeszcze mlody i stojacy na progu licznych wyborow zyciowych pisarz nie mowi.

--------------------------

Wojciech Kuczok, Gnoj, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2003, s. 212. Ksiazke mozna zamowic w Ksiegarni Nowego Dziennika, tel. (212) 594-2386, e-mail: ksiazki@dziennik.com


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail