CZESLAW KARKOWSKI
PAAS
czyli polscy artysci
w Nowym Jorku
Poczatek
W Nowym Dzienniku z 29-30 marca 1986 r. ukazala sie mala notatka: "Przy 274 Grupie Zwiazku Narodowego Polskiego imienia Cypriana Kamila Norwida w siedzibie Polish National Alliance of Brooklyn, 155 Noble St. na Greenpoincie uformowalo sie Zrzeszenie Polskich Artystow w Nowym Jorku".
Zrzeszenie to, znane wszystkim pozniej pod obiegowa nazwa PAAS (od Polish American Arists Society), stalo sie najbardziej dynamiczna, najlepiej dzialajaca organizacja polskich artystow w Stanach Zjednoczonych. Choc istnieja inne ugrupowania, jak na przyklad Krak w Kalifornii, dokladniej w okolicach Los Angeles, ktorego spiritus movens jest Andrzej Kolodziej, jak Polski Klub Fotografika w Nowym Jorku, preznie dzialajacy juz od paru lat, jak galerie Jerzego Kenara czy Krzysztofa Kamyszewa w Chicago, to jednak z dzisiejszej perspektywy patrzac, nie bylo takiej grupy jak PAAS zarowno jesli chodzi o skale podejmowanych przedsiewziec ("odbyly sie 132 wystawy indywidualne, oprocz tego szesc grupowych" - mowi Andrzej Kenda, ktory od poczatku prezesowal organizacji), jak liczbe czlonkow oraz sympatykow, a takze okres trwania. PAAS aktywnie dzialal przez 13 lat.
- My jednak nadal istniejemy - podkresla Andrzej Kenda, bez ktorego stowarzyszenie zapewne nie nabraloby takiego rozmachu. - Formalnie jako organizacja wyzszej uzytecznosci zarejestrowani jestesmy w Albany. Nadal wiec jestem prezesem tej organizacji, a Mariola Olbinska - sekretarzem. Ale nie prowadzimy juz dzialalnosci. Gdyby ktos chcial wznowic funkcjonowanie PAAS-u, podjac tamta inicjatywe, to bardzo chetnie go wprowadze, ulatwie mlodszemu pokoleniu przejecie, ze tak powiem, paleczki w sztafecie.
W grupie zalozycielskiej znalezli sie artysci plastycy z ciekawym dorobkiem tworczym w malarstwie, grafice, fotografii, rzezbie oraz wzornictwie przemyslowym. Andrzej Kenda po Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie; Zdzislaw Karkulowski, tworzacy w szkle artysta po Wyzszej Szkole Sztuk Plastycznych we Wroclawiu majacy zarazem ambicje teoretyka sztuki; jego zona Elzbieta Kisala-Karkulowska, takze po wroclawskiej Wyzszej Szkole Sztuk Plastycznych; Krystyna Spisak-Madejczyk, rzezbiarka po Wyzszej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu; Andrzej Suda po Akademii Sztuk Pieknych w Warszawie, specjalizujacy sie we wzornictwie przemyslowym, a z pasji artystycznej - malarz. Jadwiga Przybylak, czlonek Zwiazku Polskich Artystow Fotografikow, zajmujaca sie fotografia kreacyjna; Tadeusz Parzygnat, rzezbiarz.
Organizacja powstala w efekcie bardzo skromnego pomyslu Tadeusza Chabrowskiego, poety i dzialacza, ktorzy chcial stworzyc cos w rodzaju klubu artysty plastyka przy Zjednoczeniu Polsko-Narodowym na Greenpoincie. Na jego apel przyszla do siedziby Zjednoczenia przy Noble St. mniej wiecej dwudziestosobowa grupa artystow. Ci mlodzi imigranci z Polski zorientowali sie, ze "kolko plastyczne", to nie dla nich i natychmiast zaczeli myslec o wiekszej organizacji, bardziej odpowiadajacej ich ambicjom. W planach, nie wszystkich zrealizowanych w pozniejszym okresie, znalazly sie projekty zbiorowych i indywidualnych wystaw, wydawanie wlasnego pisma, utworzenie komisji reprezentujacej artystow wobec zleceniodawcow.
Pierwsza wystawa PAAS-u odbyla sie na poczatku maja 1986 r. w gmachu ZNP przy 155 Noble St. Ekspozycja byla czynna zaledwie cztery dni, zamknieto ja z powodow prozaicznych - rozpoczal sie remont budynku.
Druga ekspozycja, do ktorej maly plakat przygotowal Andrzej Czeczot, miala miejsce w Polish Slavic Center we wrzesniu 1986 roku.
Wystawa w Arsenale
Nieoczekiwanie, po raczej skromnych poczatkach, ruch mlodych polskich artystow nowojorskich nabral przyspieszenia. Zdolano zorganizowac trzytygodniowa (od 12 listopada do 5 grudnia 1986 r.) wystawe w Arsenal Gallery na Manhattanie. "Polish American Art Salon", na ktory prace wybrala specjalnie do tego powolana komisja, stal sie wydarzeniem artystycznym o zasiegu wykraczajacym poza nowojorska Polonie. "Na wernisazu zjawil sie taki tlum, ze ci, ktorzy pozniej przybyli, nie mogli dostac sie do galerii" - pisal Marek Bartelik w Przegladzie Polskim.
W czwartek 13 listopada 1986 r. w Arsenal Gallery w Central Parku przy 5 Alei i 64 Ulicy oficjalnego otwarcia wystawy trzydziestu polskich artystow, zrzeszonych w PAAS, dokonal komisarz nowojorskich parkow Henry J. Stern. W przemowieniu podkreslil, ze jego wydzial z najwieksza zyczliwoscia odnosi sie do wysilkow polskiej grupy artystow. Przypomnial, ze kilka dni wczesniej, rowniez w Central Parku, odbyla sie uroczystosc ponownego odsloniecia pomnika Wladyslawa Jagielly dluta Stanislawa Ostrowskiego.
Nastepnie przemawial zastepca burmistrza do spraw etnicznych Herbert Rickman. Dziekowal Grazynie Bogucie i komisarzowi praw czlowieka Boleslawowi Wierzbianskiemu za pomoc w doprowadzeniu wystawy do skutku.
Wypowiedz Rickmana rzuca dodatkowe swiatlo na okolicznosci zorganizowania tej efektownej wystawy. Lata 80. byly ostatnia dekada, kiedy przedstawiciele polskiej grupy etnicznej pracowali dla wladz miasta, zajmowali w niej platne czy honorowe stanowiska, byli wiec obecni przy podejmowaniu wielu decyzji, a przynajmniej na pewno mieli znaczacy wplyw na decyzje dotyczace naszej grupy etnicznej. Talent mlodych polskich artystow wymagal wsparcia z zewnatrz, pomocy ze strony miasta, by mogli zaprezentowac swa sztuke szerokiej publicznosci.
Bardzo trafnie uchwycil ten aspekt Steven Heller, autor wstepu do katalogu wystawy, zarazem redaktor New York Timesa. "Talent jest niezbedny, cierpliwosc - cnota, a upor - koniecznoscia. Lecz te cechy same w sobie nie zawsze rownaja sie powodzeniu. Ostatecznie kluczem jest poparcie. Bez niego latwo o zagubienie i zapomnienie. Poparcie przyjmuje rozmaite formy, na przyklad moze to byc patron (...), pracodawca, ktory rozumie i wspiera potencjalne mozliwosci nowego podopiecznego, badz towarzystwa przynoszacego wspolna korzysc, jak wlasnie Stowarzyszenie Artystow Polsko-Amerykanskich".
W sobote 6 grudnia wystawe zamknieto. Ponad dwa tysiace osob przewinelo sie przez Arsenal w okresie jej trwania. Zwiedzano ja indywidualnie, ale takze przychodzily zorganizowane grupy ze szkol artystycznych; poswiecono jej wiele omowien i recenzji. Bylo to doprawdy wielkie wydarzenie, w ktorym wzieli udzial: Maciek Albrecht, Dariusz Cholewinski, Grzegorz Czeczeluk, Andrzej Czeczot, Jerzy Grochocki, Katarzyna Gruda, Maria Hagadus, Danuta Jaskiewicz, Elzbieta Kisala Karkulowski, Zbigniew Karkulowski, Andrzej Kenda, Maria Konwicka, Maria Kostrzewska, Bojana Leznicka, Mariola Markiewicz, Barbara Maryanska, Marek Marszalek, Roman Muller, Rafal Olbinski, Tadeusz Parzygnat, Jadwiga Przybylak, Krystyna Spisak, Sabina Szafrankowska, Kamila Szalewicz, Wojciech Trembinski, Andrzej Urbanowicz, Krzysztof Zacharow, Stanislaw Zagorski, Piotr Zaleski-Sokol, Hanna Zawa-Cywinska.
Wystawa ta byla pierwsza od lat 50. (kiedy w Museum of Modern Art pokazano polskie malarstwo) powazna prezentacja polskiej sztuki w Nowym Jorku. I od tego czasu nie mielismy w tym miescie podobnej. Impreza nie byla, bo nie miala byc tzw. wizytowka polskiej plastyki. Polscy artysci, ktorzy akurat w tym czasie znalezli sie w Nowym Jorku, po prostu pokazali najlepsze swoje dziela. Zreszta trudno byloby mowic o jakiejs specyficznej odmiennosci polskiej sztuki. Wspolczesnie, w dobie daleko posunietej integracji kulturowej, etniczne odmiennosci zanikaja i sztuka wszedzie (a na pewno wszedzie na Zachodzie) przemawia mniej wiecej tym samym jezykiem. Liczy sie indywidualna inwencja i wysoki poziom profesjonalny. Stworzyla jednak wspaniala szanse polskim tworcom na przedstawienie sie Ameryce, utorowanie im drogi na amerykanski rynek artystyczny. Steven Heller napisal we wspomnianym wstepie: "Pomimo zwyczajowo cieplego przyjecia emigracyjnych artystow, nadal ciezko im chocby tylko zahaczyc sie w Nowym Jorku. Miasto przynosi mnostwo rozczarowan, nawet tutaj urodzonym. Zas dla imigracyjnego artysty istnieje przeszkoda jezyka, a dla grafikow i ilustratorow moze to byc bardzo trudny problem do przezwyciezenia. (...) Malarz i rzezbiarz, choc tworza bez tych krepujacych wiezow w bardziej uniwersalnym jezyku artystycznym, musi mimo wszystko celowac w swej sztuce, by zwrocic uwage galerii w miescie, w ktorym jest nadmiar artystow".
PAAS jako organizacja powstal w duzej mierze jako remedium na wszelkiego rodzaju klopoty, z jakimi borykali sie polscy artysci-emigranci. "Probujemy sie jakos znalezc w trudnym nowojorskim swiecie sztuki - powiedziala pozniej Krystyna Spisak-Madejczyk, rzezbiarka aktywnie uczestniczaca w powstaniu i dzialalnosci organizacji. - PAAS dal mi poczucie przynaleznosci do srodowiska ´swoichª, czego bardzo mi brakowalo od momentu przyjazdu do USA. Kontakty zawodowe z artystami mobilizuja mnie i dopinguja do pracy tworczej" (Przeglad Polski, 19 lutego 1987 r.).
Boleslaw Wierzbianski w komentarzu redakcyjnym Nowego Dziennika pisal w zwiazku z ta wystawa, ze "spolecznosc polsko-amerykanska ma obowiazek talenty polskie popierac, otwierac im mozliwosci, nabywac ich prace, polecac galeriom. Przewaznie mlodzi polscy artysci wykazali dynamike, zorganizowali sie, sa ambitni".
Wlasna galeria
I poparcie sie znalazlo. W rok po powstaniu PAAS-u polskim artystom udostepniono pomieszczenie na galerie w Domu Zolnierza przy Irving Pl. Od tej pory Stowarzyszenie organizowalo regularne wystawy w malej salce na Manhattanie. Lokal ten przekazali polskim artystom gospodarze budynku - Stowarzyszenie Weteranow Armii Polskiej w Ameryce z inicjatywy Zbigniewa Konikowskiego i Eugeniusza Kaleniaka.
Pierwsza wystawa indywidualna przy 19 Irving Pl. zostala otwarta 24 marca 1987 r. Obrazy prezentowal Zbigniew Krygier, absolwent wydzialu malarstwa Krakowskiej Akademii Sztuk Pieknych, ktory po kilkuletnim pobycie we Francji a potem w Kanadzie, w koncu 1986 r. osiadl w Nowym Jorku.
Bardzo predko to miejsce stalo sie doskonale znane Polakom w Nowym Jorku, punktem spotkan rowniez i towarzyskich, wymiany pogladow, rozmow, nawiazywania znajomosci. Galeria PAAS-u, znakomicie ozdobiona na zewnatrz, rzucala sie w oczy, atmosfera wernisazy i jakosc prezentowanych dziel zjednywala sympatykow. Stala sie znaczaca placowka kulturalnego zycia Polakow w Nowym Jorku, przyciagajaca takze amerykanskich artystow i milosnikow sztuki.
Ze Stowarzyszeniem i jego galeria zwiazalo sie mnostwo osob.
- Nie wiem, czy w ogole mozna mowic o jakiejkolwiek charakterystyce tej wielkiej liczby ludzi - odpowiada Andrzej Kenda na pytanie o grupe PAAS-u. - Laczylo ich wlasciwie tylko to, ze przyjechali tutaj i zamieszkali w Nowym Jorku. Co najwyzej mozna ja charakteryzowac pokoleniowo. Grupa powstala na skutek tego, co sie stalo w Polsce. Od samego poczatku istnienia wylonila sie pewna czolowka artystow. Ta czolowka to bezsprzecznie Andrzej Czeczot, Andrzej Dudzinski, Janusz Kapusta, Rafal Olbinski, Krzysztof Zacharow i jeszcze na pewno nalezalo by dodac pare nazwisk. Swietnie sprawdzili sie ludzie, ktorzy zakladali organizacje. PAAS spelnial w fenomenalny sposob funkcje integracyjna; nie tylko powstala grupa ludzi, ktorzy chetnie przychodzili do nas, chcieli miec swoje wystawy, pokazac, co potrafia, ale jednoczesnie wytworzyla sie wspaniala atmosfera. Na wernisaze i wystawy przychodzila grupa mniej wiecej stalych bywalcow. Dzieki galerii artysci, jak i osoby zainteresowane sztuka mieli mozliwosc spotkania sie, przyjrzenia sie wzajemnie swym dokonaniom, porozmawiania o sztuce. I to byla kapitalna rzecz, ktora dzisiaj wielu wspomina i tego tez najbardziej zal: spotkan, atmosfery, zainteresowania.
- Nasza zasada bylo, ze robimy wystawe kazdemu, kto jej potrzebowal - odpowiada Kenda na pytanie o kryteria doboru tworcow dopuszczanych do wystawiania swych dziel w galerii PAAS-u. - Nawet jesli uwazalismy artyste za slabszego, to go nie odrzucalismy. Chcielismy dac szanse kazdemu, nie tylko Polakom. Urzadzilismy wiele wystaw mlodym Amerykanom, Francuzom czy Wlochom mieszkajacym w Nowym Jorku. Ci ludzie przyprowadzali do nas swoje towarzystwo artystyczne, zapraszali z kolei nas, tak ze PAAS spelnial rowniez wazna role instytucji, poprzez ktora nastepowala osmoza artystyczna ze swiatem nowojorskim. W tym miedzy innymi z artystami polskimi i polsko-amerykanskimi od dawna juz zadomowionymi w Nowym Jorku
- Znakomicie sie udala wystawa rzezbiarki Ursuli von Rydingsvaard - wspomina Kenda. - Spotkanie dla wszystkich czlonkow PAAS-u zrobilismy u niej w pracowni na Williamsburgu. Doskonala byla wystawa Zbigniewa Dlubaka. Wsrod kilku innych fotografikow polskich znakomicie zaprezentowal sie Ryszard Horowitz ze swoimi oryginalnymi fotogramami akurat na naszej setnej ekspozycji. Przychodzil do nas Tadeusz Myslowski, Jerzy Kosinski, ktory choc zainteresowany sztuka, a zwlaszcza fotografia, sam nie wystawial. Bylo bardzo duzo wspanialych imprez, niezapomnianych wrazen...
Tysiace ludzi przewinelo sie przez to malutkie pomieszczenie galerii na Irving Pl.
- Bardzo trudno powiedziec - odpowiada Kenda na pytanie o liczbe czlonkow Stowarzyszenia. - Sprawa czlonkostwa nie byla do konca sformalizowania, czasami ludzie mieli trudnosci z placeniem skladek. Nigdy nie byla to liczba stala, poniewaz bardzo wielu artystow przyjezdzalo z Polski czy skadinad, a po paru latach wyjezdzalo. W kazdym razie lacznie w latach 1986-1998 odbyly sie 132 wystawy indywidualne w galerii PAAS-u. Jesli tyle ich bylo to znaczy, ze mielismy przynajmniej tylu czlonkow, ale zorganizowalismy tez szesc wystaw grupowych. Ponadto przedstawiciele naszego Stowarzyszenia brali udzial w ekspozycjach w Toronto i w Mexico City. Mielismy duzo wartosciowych osiagniec, sporo sie dzialo, wielu czlonkow PAAS-u dostalo stypendia.
Przyklady
Projekt dwoch polskich artystek, Krystyny Spisak-Madejczyk (rzezbiarki) i Anny Chmury (architektki) wygral konkurs "Creative Stations" zorganizowany przez Metropolitan Transit Authority na rozwiazania plastyczne wnetrz stacji nowojorskiego metra. Zdobyly one pierwsza nagrode za projekt stacji Continental - Forest Hills 71 Ave. W slad za wyroznieniem poszla realizacja, ale ze wzgledow technicznych na innym przystanku - Union Turnpike - Kew Gardens. W czwartek 1 wrzesnia 1988 r. program MTA Art for Transit otworzyl projekt Underground Skies - Cloud Forest. Dzieki dodaniu drewnianych wycinanek, dwadziescia stalowych kolumn nabralo urody.
Andrzej Kenda i rzezbiarz Tadeusz Parzygnat wykonali medal upamietniajacy stulecie Statuy Wolnosci. Bylo to duze osiagniecie i wielkie wyroznienie dla dwojki polskich artystow, a droga do tego przedsiewziecia - powiklana. Na obchody setnej rocznicy odsloniecia statuy przewidziano wielkie uroczystosci w Nowym Jorku. Z tej okazji prezydent Ronald Reagan przyznal specjalne medale dwunastu zasluzonym obywatelom USA, urodzonym poza Stanami Zjednoczonymi. Po ogloszeniu decyzji podniosly sie glosy protestu przedstawicieli grup etnicznych, ktore czuly sie pominiete, w tym wloskiej, irlandzkiej i polskiej. Wowczas burmistrz Nowego Jorku Edward Koch zapowiedzial, ze wreczy wlasne Medale Wolnosci. Projekt wspomnianych polskich artystow wyrozniono w ogloszonym wczesniej konkursie. Medal zostal wykonany z brazu przez firme Malcolm & Hayes Co. Na 86-osobowej liscie osob nim uhonorowanych znalezli sie Polacy - Tadeusz Sendzimir, Zbigniew Brzezinski i Isaac Bashevis Singer. Kandydatow z naszej grupy do honorowego medalu rekomendowal Jan Kubik, dzis profesor Rutgers University, wtedy doktorant Uniwersytetu Columbia, pracownik Biura Etnicznego administracji miejskiej.
Zamkniecie galerii
W 1998 r. Stowarzyszeniu wypowiedziano salke w Domu Zolnierza i polscy artysci stracili galerie. - To wlasciwie spowodowalo, ze nasza dzialalnosc zamarla - mowi Andrzej Kenda.
Ale byly tez i inne, glebsze powody tego, ze wraz z likwidacja lokalu wystawowego rozpadla sie grupa PAAS-u. Wazna przyczyna dezintegracji srodowiska byla okolicznosc, ze wielu polskich artystow, ktorzy poczatkowo trzymali sie razem, zaczelo isc swoja droga. To naturalny proces i trwal on nieustannie. Z drugiej strony, ciagle przybywali nowi, mlodsi, ktorzy poszukiwali "swojego" srodowiska.
Tworcy osiedlajacy sie w Ameryce poddawani sa innej niz w komunistycznej Polsce probie: ich wartosc mierzy sie w kategoriach sukcesu finansowego, ich sztuka podlega prawom rynku. Naturalna koleja rzeczy bardzo wielu Polakow pragnelo zmierzyc sie z tymi kryteriami. Bardzo wielu sie to udalo, zaczeli wiec odchodzic, weszli w inne uklady, od ktorych zalezalo ich zycie zawodowe, ich kariera, ich przyszlosc. Mlodsi, nowsi przybysze nie znalezli juz oparcia wsrod starszych, bardziej doswiadczonych kolegow, ktorzy sprawdzili sie na tutejszym rynku. PAAS stracil wiec sile przyciagania jako instytucja integrujaca srodowisko.
|