JERZY R. KRZYZANOWSKI
Slowacki
i znaki zapytania
Istnieje w polskiej nauce o literaturze niezbyt piekny, ale ogolnie przyjety termin "mickiewiczologia", oznaczajacy wiedze o wszystkim, co dotyczy Mickiewicza i jego dziela. Nie ma natomiast okreslenia "slowackologia"(?), co wyraznie swiadczy o roznicy w naszym stanie wiedzy o obu poetach. Totez kazda nowa praca poswiecona Slowackiemu zasluguje na baczna uwage, jako przyczynek do zwiekszenia naszej znajomosci biografii i tworczosci poety stawianego niejednokrotnie na rowni z Mickiewiczem. Ukazanie sie ksiazki Juliusz Slowacki Aliny Kowalczykowej w serii "A to Polska wlasnie" Wydawnictwa Dolnoslaskiego nalezaloby powitac jako taki wlasnie cenny wklad naukowy, tym bardziej ze autorka, profesor w Instytucie Badan Literackich Polskiej Akademii Nauk (i, jak podaje notka biograficzna, "honorowa obywatelka gminy Sawin"), ma w swojej obszernej bibliografii duza, przeszlo 400-stronicowa prace o Slowackim (1994, 1999), okreslona jako monografia.
Uzylem tu trybu warunkowego, poniewaz ksiazka juz od poczatkowych stronic nasuwa szereg watpliwosci, w miare zas dalszej lektury watpliwosci te rosna. "Krzemieniec - czytamy. - Miasteczko na Wolyniu, polozone w waskiej, esowatej dolinie, nad ktora dominuja Gora Bony z ruinami zamku i Gora Czercza. Widok z nich na miasto - z wiezami kosciolow, budynkiem Liceum, rzeczkami Irwa i Ikwa, i domkami w zielonych ogrodach - byl podobno najpiekniejszy w swiecie" (s. 5). Co to znaczy "byl podobno najpiekniejszy w swiecie"? Byl? Dla kogo? A jesli zalozymy, ze dla poety, to dlaczego "podobno"? Pierwsze znaki zapytania, ktore dalej mnozyc sie beda coraz czesciej.
Praca sklada sie z dwunastu rozdzialow, z ktorych dziewiec zatytulowanych jest nazwami miast, gdzie kolejno przebywal Slowacki, co od poczatku sugeruje biograficzny raczej niz analityczny charakter ksiazki. W biografie poety wpisane sa zrecznie krotkie omowienia najwazniejszych utworow powstajacych w poszczegolnych miejscowosciach, z tym oczywiscie, ze w czesci poswieconej okresowi poczatkowemu, az do wyjazdu z kraju, zawarte sa przede wszystkim fakty z zyciorysu Slowackiego, te przynajmniej, jakie udalo sie ustalic.
Kowalczykowa porownuje "podstawowe fakty", ktore "nie budza watpliwosci" (s. 22) z wersja "subtelna i melancholijna, oparta na tym, co Slowacki sam napisal" (s. 23), przy czym do tej drugiej podchodzi nie bezkrytycznie, okreslajac przyszlego poete jako "dziecko utalentowane, lecz nad miare egocentryczne, starajace sie skupic na sobie uwage otoczenia. Rozpieszczany i chimeryczny, wieczne utrapienie dla matki" (s. 25). Te cechy podkreslane beda w trakcie calej opowiesci o poecie i jego poezji, tam oczywiscie, gdzie mozna je wytropic w jego korespondencji i utworach.
Ale juz w szczegolach biografii zaczynaja sie znaki zapytania, zarowno stawiane przez autorke, jak i czytelnika. Pyta Kowalczykowa: "Jakie ukrainskie zamki mogl w tamtych okolicach widziec?" (s. 63); "Czy - wracajac z Odessy - widzial zamek w Kamiencu Podolskim?" (s. 69); "Czy Slowacki byl w Zbarazu?" (s. 70); "Moze zatem nie tedy jechal?" (s. 72) - a te i dziesiatki podobnych pytan bez odpowiedzi nie dodaja jasnosci wykladowi, a ksiazce wiarygodnosci. Dorzucmy jeszcze od siebie kilka innych pytan, mniej moze merytorycznych, a bardziej dotyczacych metody pisarskiej: co to znaczy, ze Slowacki "byl typowym profesorskim dzieckiem"? (s. 27). Ze Julke Michalska "troszeczke uwodzil"? (s. 46). I w dalszych partiach tekstu, ze ktos "brzydko go oplotkowal" (s. 205). A czy mozna ladnie? Itd., itp. na kazdej niemal stronie ksiazki.
Interesujaco przedstawia autorka atmosfere wilenskiego domu prof. Bécu, ojczyma Slowackiego, tak niefortunnie przedstawionego potem przez Mickiewicza w III czesci Dziadow ("zabity od piorunu"). Okazuje sie, ze juz po procesie i zeslaniu filomatow bywali u pani Salomei Bécu "tropiciel nowych, zakazanych zwiazkow szkolnej mlodziezy, oslawiony Waclaw Pelikan", a w jej saloniku "rej wodzili Pawel Kukolnik, ktory objal po wielbionym przez mlodziez Joachimie Lelewelu katedre historii powszechnej (wykladal w jezyku rosyjskim) i jego brat, rowniez profesor, Platon Kukolnik; bywali profesorowie Karol Podczaszynski, odznaczony przez cara ´za szczegolna gorliwosc w sluzbieª, i Konstanty Porcjanko, najblizszy wspolpracownik Pelikana" (s. 30). Idac dalej tym samym tropem autorka wykazuje inne jeszcze "swiadectwa bliskich wiezow z procarska elita", takich jak np. nadanie Slowackiemu przy bierzmowaniu imienia Waclaw po Pelikanie, udostepnienie calej rodzinie poety apartamentu Nowosilcowa i inne. "Nie dziw - dodaje autorka - ze takimi koneksjami z ludzmi politycznie skompromitowanymi Juliusz Slowacki pozniej sie nie szczycil" (s. 31). Nieco mniej enigmatycznie przedstawiony jest epizod powstania listopadowego i bierny w nim udzial mlodego poety, zajmujacego wtedy w Warszawie urzednicza posadke. Powital je nie tylko znanym Hymnem (Wolnosci blyszczy zorza, wolnosci bije dzwon), ale oddawszy sie do dyspozycji ksiecia Adama Czartoryskiego, wyslany zostal do Paryza i Londynu z kurierska misja i Polske opuscil na zawsze.
Polroczny pobyt w Dreznie i Londynie omowiony jest glownie z uwagi na turystyczne zainteresowania Slowackiego, ktorego "zachlanna ciekawosc swiata wyrozniala dalece sposrod poetow i ´wygnancowª polskich" ( s. 147), jednak zarowno w tym, jak i w nastepujacym bezposrednio potem okresie paryskim autorka podkresla jego fascynacje Szekspirem i zainteresowanie teatrem, a zwlaszcza technika scenografii, co nie pozostalo bez sladu w pozniejszych dramatach autora Kordiana.
Okres paryski to poczatki wielkiej poezji Slowackiego, wielkich ambicji i wielkich nadziei. Kowalczykowa omawia te sprawy i zrecznie je laczac z ogolnymi wrazeniami, jakie poeta wynosil z mieszkania w tym miescie, i konkluduje: "Przybycie Mickiewicza do Paryza oznaczalo koniec slawy Slowackiego jako ´pierwszego poetyª, jako poety w ogole" (s. 149). Trudno sie z tym drugim twierdzeniem zgodzic, dowodem bowiem uznanej tworczosci poetyckiej beda wiersze i dramaty pisane w latach nastepnych, w Szwajcarii, we Wloszech i znowu w Paryzu, proby wspolzawodnictwa z Mickiewiczem, wysokie oceny krytyczne pochodzace od ludzi takich jak Zygmunt Krasinski i inni. Faktem jest jednak, ze po wyjezdzie z Francji Slowacki przezywal kryzys tworczosci, przezwyciezony dopiero podroza na Bliski Wschod i wstapieniem na nowa droge poezji i dramatu mistycznego. Dodac warto, ze wsrod obfitych ilustracji, jak zawsze w wydawnictwach serii "A to Polska wlasnie" zamieszczono doskonale reprodukcje wlasnorecznych rysunkow Slowackiego z podrozy do Egiptu (s. 180-181).
Kowalczykowa umiejetnie ukazuje dramatyczne problemy lat czterdziestych XIX wieku, m.in. krotkotrwaly wplyw Towianskiego na poete i jego zerwanie z Mickiewiczem na tle ogolnej atmosfery opetania religijnego, jakie ogarnelo wtedy emigracje. Juz w 1843 r. Slowacki zdolal wyzwolic sie z tych wiezow i rozpoczal okres tworczosci ostatni, mistyczny, najciekawszy, ukoronowany praca nad nieukonczonym poematem Krol Duch. I tu jednak, co trzeba z zalem stwierdzic, narracje o tym trudnym, prawdziwie tragicznym okresie zycia poety raz po raz psuja niezrecznosci stylistyczne tak razace, ze nie sposob je pominac nawet w krotkiej recenzji. Wszyscy pamietamy wyzwanie Slowackiego na pojedynek przez krytyka Stanislawa Ropelewskiego, dopiero jednak z pracy Kowalczykowej dowiadujemy sie, ze pojedynek nie doszedl do skutku, poniewaz Ropelewski
"skrewil" (s. 212). Tego rodzaju kolokwializmy sa szczegolnie razace w pracy o literaturze. Czytamy, ze bohaterowie poematu W Szwajcarii "razem lataja po murawach" (s. 196), ze podczas Wiosny Ludow "Norwid siedzial w Rzymie" (s. 228) - nie wiadomo, na krzesle czy moze w wiezieniu? - a kochankom rozkosze pierwszych milosci zatruwaja "uzurpatorski Kosciol i straszne baby" (s. 210). Czytamy tez, ze "mozna traktowac przeszlosc jak kufer kolportera" (s. 206), a w Beniowskim "mnogosc ironicznych polemik prowadzi do wielkiego serio" (s. 211). Sadze, ze wystarczy tych kilku przykladow, zeby stwierdzic, ze albo pani profesor nie umie poprawnie pisac po polsku, albo w wydawnictwie zabraklo odpowiedzialnego redaktora, ktory by wskazal ustepy lub wyrazenia zaczerpniete z oryginalnych tekstow Slowackiego, normalne w jego czasach, ale razace dzisiejszego czytelnika.
Omawiajac w zakonczeniu dzieje posmiertnej slawy poety, autorka przypomina wielkie uroczystosci pogrzebowe sprowadzonych do kraju jego prochow i twierdzi, ze na tym wlasciwie zakonczyla sie jego slawa, gdyz "w latach 30. malo sie nim interesowano". Z jednym tylko rzekomo wyjatkiem, kiedy to "kolejnym mocnym akcentem w dziejach jego slawy stala sie przesmiewcza lekcja polskiego w Ferdydurke. ´Slowacki wielkim poeta bylª. Wielkim, bo takze Gombrowicza uwiodl: autor Trans-Atlantyku wiklal sie wciaz w polemiki przeciw znaczonej nazwiskami Slowackiego i Sienkiewicza sarmackiej szlachetczyznie, tkwil w tym kregu" (s. 235).
Sadze, ze nie o taka slawe chodzilo poecie, ktorego kresowy rodak, Joseph Conrad nazwal "dusza calej Polski" (Il est l'amé de toute la Pologne, lui). I nie na taka zasluzyl.
------------------
Alina Kowalczykowa, Juliusz Slowacki,
Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 2003, s. 252, ilustr. cena
20 dol. plus NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia
z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |