NINA TAYLOR-TERLECKA
Broszurzyna dla Kazia
czyli katechizm dla Polonii amerykanskiej
W noc sylwestrowa 1945 r. Kazimierz Wierzynski napisal do mieszkajacego w Londynie Tymona Terleckiego o nowej serii wydawniczej. "Chcemy miec ogolna, ´katechizmowaª rzecz o tym, ze ´Polska walczy dalejª od Arciszewskiego i wlasnie Pana. Mysle o temacie emigracji, ktory tak Pana obchodzi. Czy nie bylby Pan laskaw napisac trzy arkusze [...] pod tytulem: ´Co jest zadaniem naszej emigracji?ª [...] Niech Pan rozwazy te mysl - i nie odmowi!".
Poeta z Drohobycza znal eseje mlodszego kolegi o celowosci emigracji politycznej. Terlecki dosc szybko wyrazil zgode, obiecal nawet, ze zabierze sie do roboty za tydzien. Wahal sie tylko, gdyz domyslal sie, ze "to musi byc bardzo ´popularneª, a ja nie umiem tej sztuki. Ale zrobie caly wysilek". W kolejnym liscie Wierzynski upewnial go: "Ksiazka Pana niewatpliwie pomoze nam wszystkim w tej przeprowadzce duchowej, ktora zreszta powinna odbyc sie czem predzej".
Zajety swoim pisaniem, prelekcjami o etosie emigracyjnym, wspolpraca z nowym ruchem politycznym Niepodleglosc i Demokracja, Terlecki usprawiedliwial sie w marcu 1946 r.: "...wpadlem w tej chwili w taki wir pracy, spolecznikowanie, tak jakos rozpaczliwie usiluje poruszyc te stojaca wode, ze trzeba by mi co najmniej* podwojenie godzin pracy". Wierzynski jeszcze w kwietniu wraca do tematu, nalegajac, ale rownoczesnie jak gdyby sie wycofujac: "Co z rozprawa o zadaniach emigracji? Jakos Pan nic o tym nie pisze. Tu piekielnie trudny teren. Ksiazka polska jest wlasciwie nikomu niepotrzebna, jesli nie zakupia jej organizacje lub stowarzyszenia - wszystko lezy". W Wielki Czwartek Terlecki obiecuje, ze wkrotce zacznie, prosi tez: "Gdyby byly jakie zahamowania w waszym wydawnictwie i widoki druku niepewne - prosze najusilniej o odwrotna wiadomosc. Nie ma sensu w moich ciezkich warunkach i przy znikomej ilosci czasu zabierac sie do roboty bez pewnosci, ze ma szanse wyjscia na swiat". Uwazal zreszta, ze sedno tego co mial do powiedzenia na ten temat juz wypowiedzial.
Wiadomosci i pewnie tez Trybune (organ NiD) czytal oczywiscie Wierzynski, ktory tak zareagowal: "Bardzo jestem wzruszony Pana artykulami o emigracji, czuje ze sa to fragmenty mysli z zamierzonej ksiazki i dumny jestem, ze ja ja prowokuje. Niech Pan to koniecznie napisze". I prosi o nadeslanie rekopisu najpozniej w polowie lipca.
Na poczatku czerwca Terlecki wyjechal na urlop. Po dwoch dniach w Yelverton w hrabstwie Devon pisal do Toli Korian: "Zaczalem skrobac te broszurzyne dla Kazia, ale bardzo mi to niesporo idzie. Juz co wiedzialem, to napisalem. Nie mam nowych faktow, a o poglebienie ujec, o nowosc oswietlen jakos mi trudno. W kazdym razie jestem zdecydowany kontynuowac ten najgrubszy szkic, bo bez tego nigdy nie wywiaze sie z obietnicy". W dwa dni pozniej: "Pisze dosc pilnie okolo 2-3 godziny kazdego rana, ale nie jestem zadowolony. Trzeba bedzie nad tym jeszcze duzo pracowac, aby cos istotniejszego wyszlo". A po tygodniu: "Skonczylem dzis pierwszy szkic broszury o emigracji. Brakuje mi, jak mysle, okolo 1/3, aby siegnac rozmiary postulowane przez Kazia, w ogole jest to gruby zarys, ale jest. [...] Jesli Bog da moze skoncze [...]".
W dwa dni pozniej pisze do Wierzynskiego: "Naszkicowalem juz broszure o emigracji, ktora Pan zamowil. [...] Mam nadzieje, ze cala impreza jeszcze zyje i ze zamowienie jest aktualne. Staralem sie rzecz ujac jak najprosciej dla czytelnika amerykanskiego. Polozylem duzy nacisk na stosunek emigracji politycznej do Polonii i vice versa. Rozumiem to cale przedsiewziecie jako przyczynek do zwiazania tej wielkiej masy polsko-amerykanskiej z nami, z naszym przeznaczeniem i naszym dzialaniem. Mysle, ze te wszystkie tendencje ida po mysli Pana i wydawnictwa". I odlozyl rekopis ad acta, do pozniejszego szlifu.
Po otrzymaniu tego listu Wierzynski, nie ludzac sie obiecankami, domagal sie dalszego opracowania tematu: "Ciesze sie, ze pisze Pan rzecz o emigracji. Kiedy ja wydamy, nie wiem, bo ´Bibl.ª stanela [...]. Niezaleznie od wszystkiego dobrze jest, ze zabral sie Pan do pracy nad tymi zagadnieniami. Trzeba to napisac koniecznie - chocby dlatego, by byl jakis start do calej sprawy. Nadaje sie Pan do tego, jak nikt z nas". Namawia, czaruje, typuje tez przyjaciela na autora "wspolczesnej naszej ´Legendy utraconej Polskiª, jakiejs rzeczy, ktora objelaby wszystko od literatury do polityki i skonczyla na Panskiej ´religii kulturyª. [Mowa o artykule pod tym tytulem, drukowanym w W Drodze przyp.- NT-T]. Panie Tymonie - niech Pan pozostale pisze i po ´Emigracjiª zasiadzie do takiej ´Legendyª, co?" (list z 5 VII 1946 r.).
Nie bez kozery Terlecki zaczynal zywic powazne watpliwosci co do pierwotnej obietnicy Wierzynskiego, ktory znowu pomnaza zachety. "Kochany, daleki, milczacy Panie Tymonie - co z Pana ksiazka o emigracji? Niech Pan to koniecznie napisze. Nie dla naszej ´Biblj. Pol.ª bo to fikcja, ale dla nas wszystkich. Jak daleko jest Pan w tej pracy? Czy jest jej trzon gotow?" (list z 13 XI 1946 r.).
Wstapiwszy do NiD-u pod koniec 1946 r., Terlecki pisal do Wierzynskiego trzezwo i bez zludzen: "Moja broszureczka zamowiona przez Pana lezy w pierwszym szkicu, ale watpie, czy moze spelnic swoje zadanie nawet, jesli ja wykoncze, bo byla pisana specjalnie pod katem czytelnika amerykanskiego, czytelnika z Polonii. Szkoda, ze ´B. P.ª nie moze jej wydac" (list z 21 XII 1946 r.). Nie chcial jednak dac za wygrana. Po nowym roku, w lutym, znowu wypytuje: "Prosze mi doniesc, czy sa jakie widoki wydania broszury o emigracji, ktora za pobudzeniem Pana napisalem. Tutaj rynek wydawniczy i ksiegarski wyglada w tej chwili zalosnie. Jest zupelne zalamanie sie sprzedaznosci ksiazki wywolane rozmaitymi wzgledami: oszczednoscia, przesylkami do Kraju, marazmem, zniecheceniem do wszystkiego, nastawieniem sie na t.zw. sprawy praktyczne" (list z 22 II 1947 r.).
Wierzynski juz coraz wyrazniej uchyla sie od odpowiedzialnosci, wyraza sie nader dyplomatycznie: "Co do rozprawy o emigracji, niema goretszego jej entuzjasty a priori niz ja. Czy teraz, gdy tu wszystko bankrutuje (ludzie tez) da sie ja wydac, to kwestja, ktora omowie przy pierwszym spotkaniu z kierownikiem ´Bibljotekiª". Ale konsekwentnie namawia do dalszej roboty. "Blagam Pana, niech Pan to nie hamuje w pracy. Ksiazka taka powinna wyjsc przed wszystkimi innymi i w Londynie bedzie z pewnoscia wiecej znaczyla niz tu. Wszystkie ksiazki tu wydane - leza z kretesem. Jesli u was jest kryzys czytelniczy, tu ksiazka jest postrachem czlowieka. Czy Pan jest gotow z pisaniem?" (list z 1 III 1947 r.).
Zajety mnostwem prac, Terlecki dopiero w maju odpisal. Porusza tez w swym liscie sprawe zamowienia. "Bardzo mi przykro, ze sprawa mojej broszury o emigracji tak zle stoi. Pisalem ja z mysla o rynku amerykanskim. Jesli nic z tego zamowienia nie wyjdzie, bede sie staral rzecz oglosic tu. Niesmiale pytanie i goraca prosba: czyby Pan do tego nie chcial napisac przedmowy?" (list z 7 V 1947 r.).
Na to Wierzynski prawi przyjacielowi komplementy, choc nie kwapi sie z pomoca: "...oczywiscie ja [tj. przedmowe] napisze jesli Pan sobie tego zyczy, ale uwazam, ze takie wstepy sa niepotrzebne. Pan nie potrzebuje mojej introdukcji wobec czytelnika", sam temat "obszedlby sie bez postronnej rekomendacji" (list z 19 V 1947 r.). W pol roku pozniej, zawsze gratulujac mu kolejnej pozycji drukowanej, ale zdegustowany ponura groteska nierozwiazanego kryzysu prezydenckiego pisze: "...nie smialbym juz Pana namawiac do pisania o niej!" [o emigracji - przyp. NT-T, list z 19 XI1947 r.). W zaistnialej sytuacji, ktora sam uwazal za beznadziejnie smutnawa i glupia, Terlecki tym bardziej chcial dzialac, bronil poczynan NiD-u. "Sa to proby, napewno nieudolne, ale przeciez proby, aby nas wyprowadzic z zaulku bialej emigracji, uwolnic masy jako tako jeszcze normalnych ludzi od starego maniakalizmu" (list z 19 XII 1947 r.).
Wierzynski stanowczo odciagal Terleckiego od wszystkiego, co nie stanowilo tworczosci sensu stricto. Namawial go "do spraw wielkiej, powszechnej rzeszy nas wszystkich, tu i w Kraju, na teraz i na zawsze", namawial na wspolczesna Legende Polski, "nie nowej, lecz wiekuistej" (list z 28 I 1948 r.). Przed tymi zakusami Terlecki stanowczo sie bronil; chcial byc wewnatrz zycia, nie swiadkiem czy statysta.
W tej sytuacji sprawa "rzeczy katechizmowej" najwidoczniej odpadla. Trudnosci merytoryczne i czasowe sprawialy, ze nie bylo wiekszego sensu w przeredagowaniu dla innego odbiorcy broszurki pierwotnie przeznaczonej dla Polonii amerykanskiej. Teczka przelezala ponad pol wieku w archiwum, gdzie na nia natrafilam wiosna ub.r. podczas ukladania innych, drukowanych wczesniej esejow o idei emigracyjnej, ktore maja sie ukazac w wydawnictwie UMCS w Lublinie z przedmowa prof. Jerzego Swiecha.
Nad tym rekopisem dlugo sie wahalam. Nie bylo mowy, zeby dolaczyc do ksiazki, mial bowiem zgola inny rodowod i inne przeznaczenie. Gros drukowanej spuscizny Terleckiego lezy nadal w rozproszeniu, Nowa emigracja polska, czyli "broszurzyna dla Kazia" jest tylko brudnopisem. Autor uwazal ja za "gruby zarys", jeszcze wymagajacy duzego wkladu pracy. Na tym terenie sam sie czul niepewnie, bodaj po raz pierwszy zwracal sie nie do waskiego grona czytelnikow Wiadomosci, lecz do kilkumilionowej rzeszy nieznanych rodakow. Bylo to przeciez w 1946 r., na kilka lat zanim wyruszyla za ocean elita inteligencka, grono kolegow NiD-owcow, przyszlych profesorow politologii i historii.
Zachowany w archiwum brulion pt. Nowa emigracja polska z nadpisem "Jest to rekopis (i szkic) broszury, ktora napisalem na zyczenie K. Wierzynskiego - niedrukowany z powodu trudnosci materialnych", planowany na 3 arkusze, a liczacy sobie 56 stron, sklada sie z 14 rozdzialkow pisanych jednym rzutem w pierwszym tygodniu wspomnianego urlopu - czyli po pare odcinkow dziennie, pisanych w ciagu dwoch-trzech porannych godzin. Przewijaja sie przezen w nieco innym ukladzie znane juz watki eseistyki uprawianej przewaznie na lamach Wiadomosci, a wiec: I Dziedzictwo; II Antrakt niepodleglosciowy; III Wojna swiatowa; IV Od wojny do emigracji; V Glos protestu; VI Zagadnienie organizacji emigracji; VII Zwiazek z Zachodem chrzescijanskim; VIII Walka polityczna; IX Walka spoleczna; X Walka o kulture; XI Na co emigracja stawia; XII Emigracja i Kraj; XIII Emigracja i Polonia; XIV Wobec Historii (standard moralny).
Juz w rozdzialku pt. Walka o kulture przewiduje przewodnia role dla Polakow amerykanskich. Postuluje ocalanie dokumentow i utrwalenie drukiem pamietnikow i swiadectw z wojny. Glosi niezbednosc zalozenia osrodka badan nad wkladem Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie i nad Polska Podziemna, przy tym: "Byloby kwestia do rozstrzygniecia czy ten drugi punkt archiwalny nie powinien powstac w Stanach Zjednoczonych, gdzie wprzod ukazala sie ksiazka o polskim panstwie podziemnym, gdzie wprzod ukaze [sie] ksiazka o powstaniu warszawskim". Wzorem moglby byc Raperswil. Ale "Kto wie, czy taki zywy, tetniacy krwia osrodek i jednoczesnie symbol Polski walczacej wobec swiata nie powinien powstac na wolnej ziemi amerykanskiej, zamknac sie nie w starym, romantycznym zamczysku, ale w nowoczesnym gmachu, nie w kraju przeszlosci, ale w kraju przyszlosci. Jest to istota dzialania kulturalnego: przenosic przeszlosc w przyszlosc, wiazac je pamiecia, swiadomoscia zywa, przenikajaca cale zycie i calego czlowieka".
Oto rozdzial
Emigracja i Polonia
Jesli bol oddarcia od zywego ciala i tesknota jest okolicznoscia niezmienna i nieunikniona w kazdej emigracji, o tyle odnalezienie czesci ojczyzny poza Krajem przez emigracje 1945 - stanowi fakt pierwszy i niebywaly. Moze tez fakt najwyzszej wagi i najzywszej nadziei.
Wszystkie emigracje poprzednie szly szlakiem nieprzetartym, dziewiczym - w swiat, w ktorym nie bylo elementow polskiego odczucia spraw, nie bylo polskich oddechow, polskiego spojrzenia na rzeczy. Nowe wychodzstwo polityczne spotyka na swojej drodze wielkie skupienia polskie uksztaltowane na innej zasadzie, powstale z innych pobudek: w poszukiwaniu zarobku i chleba, zwiazane juz druga lojalnoscia wolno przybranych ojczyzn, ale ciagle z polskoscia gleboko wrosnieta.
Gdy w r. [-] wspomniany juz Jez, arcyemigrant, zaczal przeprowadzac idee Skarbu Narodowego, funduszu niezaleznego od kogokolwiek, gotowego na potrzeby najwyzszej wagi, niespodziana pomoc przyniosl Zwiazek Narodowy Polakow w Ameryce, pierwszy czy jeden z pierwszych zwiazkow polskich, ktore z czasem urosna w wielomilionowa organizacje Kongresu Polonii Amerykanskiej. W ten sposob, z gora ponad pol wieku temu, zostala otwarta karta jalmuznictwa emigracji zarobkowej na cele wspolne.
W ostatniej probie ten zakres wspoludzialu niepomiernie sie rozszerzyl. Polonia zachodnioeuropejska podzielila z emigracja polityczna trud walki zbrojnej, dala jej zolnierzy [ile?]. Po tej wojnie - przegranej dla nas, mimo ze bylismy po stronie zwyciezcow - Polonia amerykanska podjela dzialanie polityczne. Ten podzial rol, podzial stref wspoldzialania dokonal sie niejako automatycznie. Wsparl wysilek Kraju w dwu dramatycznych momentach. Fakt takiego szerokiego, rozlozonego wspoldzialania emigracji zarobkowej z emigracja polityczna jest czyms niezdarzonym w historii naszej i bodaj w historii powszechnej.
Przypadek Polonii amerykanskiej da sie tylko porownac - oczywiscie uwzgledniajac proporcje zjawisk - z emigracja angielska do dzisiejszych Stanow. W obu jest to samo przejscie z plaszczyzny ekonomicznej na plaszczyzne spoleczno-polityczna, to samo wzrosniecie z postawy samoobronnej do postawy walczacej, odmienienie walki o byt na walke o idee.
Dokonania Polonii amerykanskiej sa juz bardzo wielkie. Polonia postawila sprawe polska na zachodniej polkuli jednoczesnie z emigracja polityczna. Od jednego zamachu podwyzszyla jej cyfre z dziesiatkow tysiecy do milionow. Dzieje strategii nie znaja takiego cudownego pomnozenia szeregow, stokrotnego, dwustokrotnego, jakie sie dokonalo w chwili haniebnej umowy w Jalcie, w chwili nowego rozbioru Polski dokonanego nie przez wrogow, ale przez sprzymierzonych - w obliczu walczacych zolnierzy i w obliczu straszliwych ofiar narodu.
Ale mozliwosci Polonii sa jeszcze wieksze. I beda rosly, a nie malaly. Znajduje sie ona poza zasiegiem walki konkurencyjnej jaka pseudo-rzad pseudo-polski prowadzi i bedzie nieustannie i w sposob najbardziej brutalny, nieprzebierajacy w srodkach prowadzil z emigracja polityczna. Fakt obywatelstwa amerykanskiego stawia Polonie amerykanska poza zasiegiem presji i zakusow przesladowczych, ktore administracja narzucona Polsce moze swobodnie stosowac do Polonii zachodnioeuropejskiej.
To jedno. Drugie to okolicznosc, ze los umiescil Polonie w punkcie najbardziej newralgicznym na przeciwstawnym komunizmowi biegunie swiata. Rola Stanow Zjednoczonych w ukladzie stosunkow na swiecie nie bedzie malala, ale bedzie rosla. Rownolegle z tym moze i winna rosc waga dzialania Polonii amerykanskiej na rzecz Polski.
Dzialanie to stoi przed zagadnieniem podwojnej lojalnosci: wobec starej i wobec nowej ojczyzny. Miedzy tymi lojalnosciami nie ma i nie moze byc zderzenia, sprzecznosci, jak nie bylo w sluzbie i smierci konfederata z Baru, Kazimierza Pulaskiego, jak nie bylo w sluzbie naczelnika Powstania 1794 Tadeusza Kosciuszki. U dna odczuwania amerykanskiego lezy ten sam idealizm, to samo przywiazanie do pewnych wartosci, ktore kazalo tamtym dwu przeprawiac sie przez ocean na ziemie amerykanska i walczyc o sprawe jej swobody.
Ten stan rzeczy ustala naturalny stosunek miedzy Polonia a emigracja polityczna. To co jest obowiazkiem drugiej, pierwsza pelni jako sluzbe ochotnicza, pojmuje jako akt samoistnej wiernosci. Polonia winna od emigracji otrzymac wszelka pomoc, wsparcie. Winna czuc w niej wdziecznosc, wzajemnosc kogos, kto w samotnym, ciezkim trudzie znajduje sprzymierzenca, brata i wspoltowarzysza. Musi miedzy ta wielka masa ludzi osiadlych w innym zyciu i miedzy gromada wygnancza, ktorej zycie obecne jest postojem czy marszem do ojczyzny - istniec scisle, pelne, jak najglebsze porozumienie, takie przenikniecie wzajemne, jak w chwili smiertelnej walki nastepuje miedzy zolnierzem z poboru i zolnierzem ochotnikiem, bo obaj walcza o to samo - o zycie czasem juz nie swoje, ale swoich bliskich, o zycie duszy zbiorowej, o zycie narodu, ktorej sa synami.
Z drugiej strony Polonia jest dla emigracji politycznej wzorem, ze walka o byt, prowadzona dwoma rekami zaczyna sie z niczego w obcych warunkach - nie musi prowadzic do wyzbywaniu sie idealow. Byloby to tragedia i pomylka straszliwa i wina, gdyby emigracja polityczna pod naciskiem okolicznosci zewnetrznych zapominala o swoim rodowodzie, o swoim hasle i znaku, gdyby emigracja polityczna przeistaczala sie w emigracje czysto zarobkowa, gdyby z emigracji walczacej o dobra wyzsze zamieniala sie w emigracje zwierzeco broniaca tylko nagiego istnienia. Grzeszylaby wtedy przeciw sensowi i celowi swego bytu. Bylaby niegodna Polonii, ktora na naszych oczach juz nie z emigracji zarobkowej, ale z grupy ludnosciowej innego panstwa przeobrazila sie w sile polityczna, rzucajaca swoj glos w obronie praw pierwszej ojczyzny, w obronie "starego kraju", kraju lat dziecinnych albo juz tylko kraju ojcow i dziadow. Jest to zjawisko tak przejmujace, na inny sposob rownie patetyczne, jak opor Kraju.
Bo w istocie swojej emigracja kazdego typu jest swiadectwem zywotnosci narodu. Emigracja zarobkowa zaswiadcza jego zywotnosc biologiczna, emigracja polityczna jego zywotnosc moralna. Tylko narody martwiejace nie szukaja poprawy bytu, nie wykazuja preznosci wobec przemocy natury, podlegaja jej biernie. Tylko narody porazone w instynkcie moralnym, duchowo rozlozone nie sprzeciwiaja sie zlu, ktore na nie spada, tylko one poddaja sie bez walki, nie zdobywaja sie na gest protestu, na przedsiewziecie proby, na akt wiary w sprawiedliwosc i akt woli, aby sprawiedliwosc stala sie cialem, chlebem, mieszkala miedzy ludzmi i zywila ich na co dzien.
W tej plaszczyznie spotykaja sie te dwa nurty w istocie swojej tragiczne: wychodzstwo po chleb i wychodzstwo po walke. W tej plaszczyznie okazuja sie one te same: przejawieniem sily narodu, nie slabosci, woli nie paralizu. W tej plaszczyznie zdaja sie poreka jego niesmiertelnosci i obietnica lepszego bytu.
*
Wierzynski zamawial "katechizmowa rzecz", a wiec cos dla szerokiej rzeszy emigrantow. I katechizmowo wybrzmiewa zakonczenie nieukonczonego manuskryptu: "Kazdy z nas i wszyscy razem stoimy przed zaslonietym obliczem historii. Ona bedzie czytac w naszych sumieniach i bedzie nas oceniac z naszych czynow, nie pragnien, ze stopnia naszego rozumu, wiernosci i wytrwania".
Mozna sie dziwic brakowi rozeznania czy realizmu Kazimierza Wierzynskiego, kazacego mlodszemu koledze marnowac energie na nierealne zamowienie. Mylil sie tez sadzac, ze jest glownym zrodlem inspiracji ideologicznej dla Terleckiego, ktory przypatrywal sie, przemysliwal zjawisko i wyciagal wlasne wnioski juz od pierwszych paru lat wojennych, o czym swiadcza jego owczesne druki i listy. Ale chyba nie ulega watpliwosci, ze pomysl polaczenia sil dwu tak zywotnych emigracji mialo duzo do zaofiarowania.
Tekst Terleckiego ma poza tym wydzwiek przyszlosciowy. Tuz po wojnie Wierzynski zaczal namawiac go do przeniesienia sie do Ameryki, byl gotow poreczyc za niego. Na razie Terlecki dziekuje tylko "za zaofiarowanie pomocy w wyjezdzie do Stanow. Moze z tego skorzystamy. [...] Ja chcialbym wytrwac w wojsku do konca. [...] chcielibysmy sie trzymac tego tragicznego kontynentu" (list z 30 IX 1945 r.). O ile mi wiadomo, pierwszy dowod, ze zastanawial sie nad ewentualnym wyjazdem, stanowi zaswiadczenie z 20 III 1951 r. o jego "dobrym charakterze", wystosowane dla Konsulatu Generalnego Stanow Zjednoczonych przez Stowarzyszenie Polskich Kombatantow. Ziemi amerykanskiej dotknal po raz pierwszy dopiero w dziesiec lat pozniej. Z Tola Korian przyjechal na Kongres Etnomuzykologow do Montrealu i po jego zakonczeniu spedzil jakis czas u Aleksandra Janty w Nowym Jorku, spotkal sie tam m.in. z Maria Modzelewska, Zbigniewem Chalka i Janem Kottem, w Polskim Instytucie Naukowym wyglosil odczyt o Helenie Modrzejewskiej. Wreszcie 1 pazdziernika 1964 r. mianowany siting professor na wydziale jezykow i literatur slowianskich na University of Chicago zaczal vinad jeziorem Michigan kilkunastoletnia profesure.
----------------------
* W cytatach zostala zachowana oryginalna pisownia
- przyp. red.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |