PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (6 czerwca 2003)


ROMAN MARKOWICZ

Nowojorska
kronika kulturalna (muzyka)

Krystian Zimerman tej wiosny ominal nasze miasto, koncentrujac sie na Zachodnim Wybrzezu, i recital w Princeton byl jedyna mozliwoscia uslyszenia go w dwoch kompozycjach, ktorych albo dotychczas w Nowym Jorku nie gral (Sonata As-dur op.110 Beethovena) lub gral bardzo juz dawno temu (II sonata Grazyny Bacewicz). Reszte programu wypelnily dziela Brahmsa (utwory z op.118 oraz Sonata fis-moll op.2), ktore gral zeszlej wiosny - wspaniale! - w Carnegie Hall i w Purchase College. Zimerman, jak niewielu mu wspolczesnych, podrozuje dzis nie tylko z wlasnym fortepianem, ale i ze specjalna klawiatura wyregulowana przez samego artyste do wlasnych potrzeb i wymagan granych kompozycji. Fakt ten zreszta Zimerman podkreslil w krotkim przemowieniu do publicznosci, usprawiedliwiajac przy tym pewne odglosy, ktore, jak zapewnil, nie pochodzily z jego instrumentu. Bo z jego hamburskiego Steinwaya dochodzily: absolutna kontrola dotyku, dzwieku, dynamiki i barwy, mozliwa tak ze wzgledu na fantastyczna umiejetnosc gry, jak i calkowite zespolenie sie z instrumentem. Nalezy jednak watpic, czy jego gra bylaby o wiele mniej efektowna, gdyby gral na obcym sobie instrumencie, jak to normalnym "zjadaczom chleba" jest dane. Nie po raz pierwszy podkreslam fakt, iz jego podejscie do instrumentu gwarantuje potezny, nosny, bogaty dzwiek, ktory nawet w najwiekszych kulminacjach nie staje sie perkusyjny. A bylo tych kulminacji w jego programie wiele i niektore z nich wzbudzily moje pewne estetyczne zastrzezenia, choc podkreslic musze, iz sa one jedynie moim odczuciem.

O Zimermanie mowilem dotad - i poniekad jest to wciaz trafne okreslenie - ze jest nie tylko poeta, ale i arystokrata klawiatury. Ostatnie kilka wystepow pozwala mi uznac, iz pianista stal sie dzisiaj bardziej niz dotychczas wirtuozem i te wirtuozerie za wszelka cene chce udowodnic, czasami byc moze nie bardzo potrzebnie. Takie wrazenie sprawial na mnie np. final Beethovenowskiej sonaty, w ktorym energia i zywiol zdominowaly moze ponad stan przebieg kompozycji, ktora niekoniecznie musi konczyc sie z rowna furia jak, powiedzmy, koncert Brahmsa. Podobne uczucie mialem rowniez w momentach fantastycznie (inne slowo po prostu nie przychodzi na mysl) wykonanej Sonaty Brahmsa czy rownie efektownej Sonaty Bacewiczowny. Z drugiej strony, pod jego palcami pozny Brahms intermezzow i Ballady g-moll, tworzacych jego przedostatni opus na fortepian, stal sie jednoczesnie tragiczny, ale tez wciaz niepozbawiony nadziei na lepsze, wciaz silny i jak gdyby widziany przez pryzmat mlodych lat.

Ktos moze powiedziec, ze Beethoven ostatnich sonat musi byc slyszany jedynie jako sublimacja, ascetyzm, misterium raczej niz przyziemna radosc, optymizm i zmyslowosc, ktore Zimerman wydawal sie podkreslac. Co budzilo jednak we mnie pewne zaniepokojenie, to uczucie, iz momentami koncepcjom i intencjom Zimermana brakuje nieco kontroli i ze pewne detale wymykaja sie spod dawniej niezawodnych palcow.

Tak jak na poprzednich nowojorskich i nienowojorskich recitalach, artysta nagrodzil entuzjastycznie przyjmujaca go publicznosc jednym zaledwie bisem w postaci I preludium z op.1 Szymanowskiego. Na jesieni nasz rodak wystapi z Filharmonia Nowojorska w Avery Fisher Hall w IV koncercie Beethovena.

*

W Carnegie Hall uslyszalem pamietne recitale nowojorskich faworytow, jakimi sa dzisiaj Jewgenii Kissin i Murray Perahia. Repertuarowo zauwazalne bylo podobienstwo, jako ze kazdy z pianistow umiescil w swoim programie jedna z trzech ostatnich sonat Schuberta (Kissin ostatnia - B-dur D. 960, Perahia zas przedostatnia - A-dur D. 959). Na tym wlasciwie podobienstwa sie konczyly. Perahia tym razem zaprezentowal program trzech "kobyl" w postaci IV partity D-dur Bacha, Sonaty A-dur op.101 Beethovena oraz wspomnianej monumentalnej sonaty Schuberta. Kissin otworzyl program Schubertowska sonata , druga czesc programu poswiecajac krotszym kompozycjom Schuberta /Liszta oraz oryginalnym, popularnym dzielom Liszta (Sonet Petrarki nr 104 oraz Walc Mefisto).

Perahia w ostatnich latach coraz wiecej miejsca poswieca kompozycjom Bacha, zarowno w programach koncertow, jak i na nagraniach. Tym razem, po pamietnych Wariacjach Goldbergowskich, obdarzyl nas najpokazniejsza rozmiarowo Partita nr 4 i raz jeszcze udowodnil, ze styl ten stal sie dla niego czyms calkiem naturalnym. Pianista najwyrazniej poswiecil wiele czasu studiom nad ta muzyka i jego stylistyczne podejscie wydaje sie nienaganne. Przy tym wszystkim jednak nie moglem oprzec sie uczuciu, iz jest to Bach inspirowany Chopinem - choc nieromantyczny! - co samo w sobie moze byc potraktowane jako raczej pozytywna cecha.

Nastepna w programie Sonata A-dur op.101 Beethovena udowodnila sluchaczom raz jeszcze, jak wielkie zmiany dokonaly sie w pianistyce tego nadzwyczajnego muzyka . O niektorych wspominalem juz w zeszlym sezonie, opisujac pelne nieposkromionej energii i nieco agresywnego podejscia do muzyki (charakterystycznego dla gry Serkina w latach 1950-60) w koncertach Beethovena. W ostatnich latach Perahia wyzbyl sie jakby dawniejszej niesmialosci i nie obawia sie ekstrawertyzmu. To podejscie zaowocowalo szczegolnie w w dwoch allegrach Sonaty (II oraz IV cz.). Wielu komentatorow podkreslalo, iz punktowany rytm i obsesyjny ped w Alla marcia (marsz) z tej sonaty ma podobienstwo z pewnymi kompozycjami Schumanna. W finale Beethoven powraca do triumfalnego nastroju i masywnego fugata: w jego kompozycjach z tego okresu dominuje polifoniczna faktura.

Zmiana w estetyce pianisty dala sie moze jeszcze bardziej zauwazyc w ostatniej kompozycji recitalu, ktora byla Sonata A-dur Schuberta, od lat znajdujaca sie w jego repertuarze. Tutaj zaostrzone zostaly kontrasty pomiedzy pozornie niebianskim spokojem Schubertowskich fraz a napieciem - i to nie tylko w dramatycznej srodkowej czesci - Andantina .Ta "piesn bez slow" rozpoczyna sie dosc niewinnie, nie zdradza majacej za chwile nadejsc "muzycznej nawalnicy", chaosu emocji i obrazow z powodzeniem ilustrujacych wizje wcale nie pogodnej smierci - wizje, ktora zreszta przesladowala muzyke Schuberta w niejednej kompozycji. Perahia - jak rzadko dotychczas - stal sie w tym momencie gniewnym oratorem "rzucajacym gromy". Ten przerazajacy klimat nie opuscil juz kompozycji do samego konca. Czy jest to jedyna mozliwosc interpretacji tej sonaty? Na pewno nie, ale w tym momencie nawet jako krytyczny sluchacz bez oporu poddalem sie intensywnej wizji tego wyjatkowego muzyka, ktory czasami jest w stanie pozostawic mnie w stanie zachwytu. Na bis, obok tradycyjnego juz w jego recitalach Impromptu Es-dur Schuberta, uslyszelismy przepieknie zagrany Nokturn F-dur op.15/1 Chopina, pozwalajacy mi - przynajmniej na chwile - zapomniec o jakichkolwiek wczesniejszych zastrzezeniach do jego dawniejszych interpretacji.

Pragne poinformowac, ze 3 ostatnie sonaty Schuberta (c-moll D. 958, wspomniana A-dur D. 959 i B-dur D. 960) ukazaly sie ostatnio na kompaktach Sony Classical i jesli te interpretacje sa choc zblizone do opisywanych powyzej, plyty powinny sie stac nabytkiem wiecej niz wartym polecenia (S2K 87706).

Opisujac recitale Kissina recenzent powinien rozpoczac od stwierdzenia, ze jest prawie niemozliwym grac lepiej na fortepianie. Pod tym wzgledem ten 30-letni dzis fenomen klawiatury w dalszym ciagu prawie nie posiada sobie rownych. Interpretacyjnie, jak zazwyczaj, pewne kompozycje wydaja sie pasowac mu bardziej niz inne - albo pasowac moim uszom. Program recitalu, wyprzedanego do ostatniego miejsca i z dodatkowymi krzeslami na estradzie, poswiecony byl dzielom Schuberta i Liszta, w tym rowniez transkrypcjom piesni Schuberta w opracowaniu Liszta. Ten sam zreszta wzor artysta kontynuowal w trzeciej czesci recitalu, poswieconej bisom. Niejeden ze znajomych melomanow uwazal Kissinowska interpretacje wielkiej, ostatniej Sonaty B-dur za najbardziej przekonujaca z ostatnio slyszanych. Mnie niestety nie przekonala i pozostawila raczej pod wrazeniem uznania dla pianistyki niz muzykalnosci. Powolne tempo pierwszej czesci wahalo sie pomiedzy bardziej logicznym moderato (Schubert oznaczyl tempo jako molto moderato) a typowo rosyjskim largo. Jesli przyjac, ze wiekszosc melodyki w Schubertowskich kompozycjach oparta jest na wokalnej frazie, to owa fraza w pewnym sensie dyktowac bedzie tempo. Tempa Kissina (czy innych, szczegolnie rosyjskich pianistow) nie pozwolilyby na komfortowe wyspiewanie owej frazy. Podobnie bylo z andante, ktore rowniez nie "plynelo", natomiast scherzo bylo zdecydowanie vivace, choc pozbawione elegancji. Temperamentowi pianisty lepiej pasowaly piesni Schuberta /Liszta, wsrod ktorych znalazly sie Standchen (Serenada), Das Wandern, Wohin i wreszcie Auftenhalt. Jako calosc byly one z pewnoscia bardziej przekonujace niz w dawniejszych latach, choc nawet dzis nie moglem uciec od pytania, czy Kissin zna oryginaly tych kompozycji? Liszta, jak wspomnialem, reprezentowal Sonet Petrarki nr 104 i Walc Mefisto nr 1. Trudno wyobrazic sobie szybsza, bardziej ekscytujaca i precyzyjna gre. Przykro mi wiec bardzo, ze wydawala mi sie rowniez nieco bezmyslna. Nawet fenomenalnie zagrane bisy - i to dosc szczodra grupa skladajaca sie z Impromptu Ges-dur op.90 Schuberta , Valse-Caprice nr 6 Schuberta/Liszta, VI rapsodii wegierskiej Liszta i tegoz Etiudy E-dur nr 5 wg Paganiniego (La Chasse) - potwierdzily, ze Kissinowi brakuje poczucia rytmu, ktore czynilo interpretacje Horowitza tak wyjatkowymi (repertuar niestety prosil sie o porownanie). Dlatego wlasnie sama bieglosc palcowa czy nadzwyczajne oktawy budzily uczucie jedynie umiarkowanego podziwu. Czy mamy prawo krytykowac gre na fortepianie tej klasy, tej rangi? Pytanie sprowokowane jest tym, ze Kissin zbyt czesto pozostawia we mnie (i rowniez wsrod innych pianofilow) nielatwe do zignorowania uczucie niedosytu powstale z przekonania, iz jego rozwoj muzyczny nigdy nie dorownal umiejetnosciom czysto pianistycznym.

*

Jak wiadomo, plany koncertowe ustalane sa z wieloletnim wyprzedzeniem, szczegolnie w przypadku wystepow znanych artystow. Dlatego doszlo do jednoczesnej i przypadkowej chyba wizyty dwoch dyrygentow: Kurta Masura, bylego szefa Filharmonii Nowojorskiej, i Lorina Maazela, jej obecnego dyrektora, ktorzy w tym samym czasie wystapili w Nowym Jorku. Przypuszczalnie Maazel, akceptujac tygodniowa wizyte z Bavarian Radio Symphony Orchestra (ktorej szefem byl przez ostatnie 10 lat), nie wiedzial jeszcze, ze zostanie nastepca Masura w New York Philharmonic. Nie byla to oczywiscie konfrontacja, jako ze porownania byly juz dawno dokonane. Silne strony kazdego z dyrygentow sa powszechnie znane i obecnymi koncertami zaden z nich nic nowego nie udowodnil. Maazel w Carnegie Hall zaoferowal nowojorskiej publicznosci - jak sie raz jeszcze okazalo, zawsze chetnie sluchajacej Beethovena czy Brahmsa - komplet symfonii i solowych koncertow tego ostatniego. Kazdy z czterech programow zawieral wiec w chronologicznym porzadku jedna z symfonii oraz jeden z koncertow. W podwojnym Koncercie a-moll op.102 solistkami byly dwie mlode artystki - niemiecka skrzypaczka Julia Fischer oraz wiolonczelistka koreanskiego pochodzenia Ha-Nah Chang, na amerykanskich i europejskich estradach uznana juz gwiazda tego instrumentu. Oba koncerty fortepianowe wykonal Jefim Bronfman, ktory w minionym sezonie partnerowal rowniez Maazelowi-skrzypkowi w sonatach Brahmsa, zas w Koncercie skrzypcowym uslyszelismy amerykanskiego wirtuoza Gila Shahama. Nie mialem mozliwosci wysluchania wszystkich czterech koncertow, ale nawet po dwoch mozna bylo wyrobic sobie pewne wyobrazenie o zespole i solistach. Maazel przywiozl ze soba dobrze "wytrenowana" orkiestre, bez trudu potrafiaca podporzadkowac sie wszelkim zyczeniom szefa, z ktorym muzycy pracowali przez 10 lat. Jest to w koncu jedna z najlepszych niemieckich orkiestr i w przeciwienstwie do innych zespolow monachijczycy zawsze mieli pierwszej klasy dyrygentow. Maestro zaprezentowal raczej tradycyjne w charakterze interpretacje o dosc zywych tempach i stosunkowo malej liczbie "osobistych zaklocen", tak czesto antagonizujacych nowojorskich krytykow. Faktem jest, iz dosc czesto jego interpretacje sprawiaja wrazenie ciagu efektow nieco od siebie odizolowanych. Co gorsza, niektore decyzje sprawiaja wrazenie podjetych wylacznie dla zrobienia efektu. Zagrane na bis dwa Tance wegierskie Brahmsa przekroczyly w moim mniemaniu granice dobrego smaku, wkraczajac w sfere wulgarnosci.

W koncertach fortepianowych Brahmsa Bronfman nie poszedl droga mistycyzmu Arrau, kierujac sie raczej ku zdrowej, krzepkiej, nieskomplikowanej koncepcji, ktora pozwolila muzyce samodzielnie przemowic. To samo zreszta pozytywne wrazenie pianista sprawil na mnie kilka tygodni wczesniej podczas solowego recitalu zakonczonego porywajaca wersja VII sonaty Prokofiewa. Final tej sonaty artysta zagral jeszcze raz jako bis po I koncercie d-moll op.15 i niejednemu sluchaczowi musialo przyjsc na mysl legendarne wykonanie tego samego utworu, tez jako bis, po jednym z recitali Horowitza. Najwyrazniej niepoddajacy sie wymogom amerykanskich zwiazkow zawodowych bawarscy muzycy nie mieli nic przeciwko bisom. Rowniez dwie mlode artystki uraczyly zachwycona publicznosc bisem po podwojnym Koncercie op. 102. Byla to popularna Passacaglia Händla/Halvorsena, tym razem w wersji na skrzypce i wiolonczele: trudno wyobrazic sobie bardziej efektowny bis potwierdzajacy duza klase obu niezmiernie utalentowanych pan.

*

W Avery Fisher Hall podczas jednego z koncertow Masura odbyla sie nowojorska premiera niedawno skomponowanego koncertu skrzypcowego André Previna. Solistka byla Anne-Sophie Mutter, od niedawna w zyciu prywatnym zona Previna. Masur tym razem odstapil podium lepiej znajacemu partyture kompozytorowi/dyrygentowi/mezowi Mutter. Premiera dziela odbyla sie kilka tygodni wczesniej w Bostonie: koncert skomponowany zostal dla Mutter i jej tez zadedykowany, choc zamowienie zlozyla Boston Symphony Orchestra.

Koncert ten jest jak gdyby holdem dla orkiestry, ktora Previn uwielbia i czesto nia dyryguje, darem dla zony, ktora stala sie jego zaangazowana propagatorka i ktorej talent ceni ponad wszystko, a takze swego rodzaju wycieczka w przeszlosc. Idea kompozycji powstala podczas podrozy pociagiem przez Niemcy - rodzinny kraj Previna. W finale tematem wariacji jest piosenka znana mu z lat dziecinnych: "...gdybym byla ptaszkiem i miala skrzydelka, pofrunelabym do ciebie..." (nie inspirowana Chopinem!).

Jak w innych kompozycjach tego nadzwyczaj wszechstronnego muzyka - nie zapominajmy, ze podobnie jak Bernstein, Previn jest nie tylko dyrygentem i kompozytorem, ale aktywnym pianista klasycznym i jazzowym, aranzerem i tworca muzyki filmowej - w koncercie skrzypcowym mozna zauwazyc wplywy wymienionych rodzajow muzyki. Odczulem takze wplywy innych kompozytorow, szczegolnie tych zwiazanych z Hollywoodem (Korngold, Rozsa, Grunberg), a tu i owdzie pojawial sie i cien Bartoka (sam pomysl wariacji i struktura formalna). Previn nie ukrywa, iz tonalna muzyka jest mu bliska i wiele fragmentow wysoko plynacej linii skrzypcowej ma wprost romantyczny charakter. Wsrod instrumentow orkiestrowych szczegolnie wyeksponowana i trudna partia solowa jest obdarzona waltornia; wykonawca tej partii Philip Smith zasluzyl na pochwaly. Mutter grala nadzwyczajnie, stad moje obiekcje co do jej muzykowania w innych kompozycjach poszly w niepamiec. Wydobywa ona z instrumentu wyjatkowy dzwiek i potrafi czynic cuda: wydawalo sie, ze w tej muzyce nie byla w stanie zrobic falszywego kroku. Nie wiem, do jakiego stopnia kompozytor korzystal z jej rad, ale partia skrzypcowa jest efektowna i swietnie napisana. Poza pewnymi dluzyznami w ostatniej czesci (byc moze kompozytor w przyszlosci ja przeredaguje, skracajac nieco czas trwania tego 40-minutowego dziela), koncert Previna jest utworem, o ktorego wykonanie skrzypkowie powinni ze soba walczyc. Bo ostatnio na ten instrument niewiele dobrego powstalo. Nie pierwszy raz milosc przynosi nadzwyczajne artystyczne rezultaty…

Reszte programu wypelnily Brahmsowskie Wariacje na temat Haydna op.56a i VIII symfonia op.88 Dvołaka, grane z zaangazowaniem i instrumentalnym polyskiem, typowym juz dzis dla koncertow filharmonicznych. Czy stalo sie to dlatego, ze nowojorscy filharmonicy lubia Masura, czy tylko szanuja, nie ma w tej chwili znaczenia - wazne jest, ze rezultaty sa znakomite.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail