[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (30 maja 2003)


...sady o jego obrazach beda sie zmieniac, ale juz wiadomo, ze stworzyl swoj wlasny, niepowtarzalny jezyk i ze wystarczy widziec chocby z daleka jedno z jego plocien, zeby powiedziec: to Lebenstein. Z takich wlasnie utrwalonych sladow indywidualnego istnienia sklada sie sztuka danego kraju i sztuka wlasciwa calej naszej cywilizacji. Kiedy nie bylo Lebensteina, brakowalo sztuce polskiej i miedzynarodowej tego wlasnie jednego akcentu, ktory dzieki niemu teraz istnieje.

Czeslaw Milosz

ARTUR TANIKOWSKI

"Szanujacy sie kosciotrup
nigdy nie pokazuje sie nago"

O Janie Lebensteinie i jego malarstwie

"Kochany Jasiu. Malujac swoje potwory towarzyszyles nam, naszej malej konfraterni, tak samo jak Ty potworami naszego stulecia przejetej. (...) To prawda, przez kilka dziesiatkow lat probowalem Ciebie namowic do malowania spokojnych, tlustych krow na lace, jak zywych. Siebie tez probowalem namowic, ale niezbyt udawalo mi sie nasladowac mego idealnego bohatera, byka Fernando, wachajacego kwiaty. (...) Dlatego przyjmowalem z pokora Twoje upotwornienia, nawet Twoj wybor krajobrazow, wsrod ktorych ostatnio coraz czesciej pojawia sie posepny, nagi, sprazony sloncem Grand Canyon".

Fragment pisanego w Berkeley niemal 20 lat temu listu Czeslawa Milosza do paryskiego przyjaciela-malarza zawiera trzy punkty wezlowe dla zycia i tworczosci Jana Lebensteina. Po pierwsze "mala konfraternia" odnosi sie do srodowiska tworcow skupionych wokol paryskiej Kultury, ktorzy wybierajac emigracje, przestrzen swej artystycznej i obywatelskiej wolnosci na trwale wiazali z nieobojetnoscia i niezgoda na rzeczywistosc powojennej Polski i Europy.

Po drugie, noblista polzartem wydobywa ow "upotworniony", posepny rys malarstwa artysty, tak charakterystyczny dla jego percepcji swiata, w ktorej nie bylo miejsca dla "spokojnych, tlustych krow". Zas nagi Grand Canyon to nie tylko ikonograficznie przetworzony motyw niektorych poznych obrazow Lebensteina, lecz takze metafora calej Ameryki - "ziemi obiecanej" malarza, ktora poniekad stala sie dlan "ziemia wykleta".

*

Jan Lebenstein urodzil sie w 1930 roku w Brzesciu Litewskim. Syn kolejarza, po ukonczeniu warszawskiego Liceum Sztuk Plastycznych studiowal w latach 1948-1954 w stolecznej Akademii Sztuk Pieknych, m.in. pod kierunkiem dwoch znakomitych, wywodzacych sie z tradycji polskiego koloryzmu malarzy - Eugeniusza Eibischa i Artura Nachta-Samborskiego. W ciagu kilku nastepnych lat zwiazany byl z eksperymentalnym Teatrem na Tarczynskiej Mirona Bialoszewskiego, zwanym pozniej Teatrem Osobnym. Tam wlasnie mlody malarz urzadzil swa pierwsza indywidualna wystawe. Podroze zagraniczne zaprowadzily go najpierw do Holandii, a nastepnie do Francji, gdzie zetknal sie i wkrotce zaprzyjaznil ze zwiazanymi z paryska Kultura Konstantym Jelenskim, Zygmuntem Hertzem i Czeslawem Miloszem. Zwrot w jego karierze stanowil rok 1959, gdy artysta otrzymal Grand Prix pierwszego paryskiego Biennale Mlodych i wkrotce postanowil na stale osiasc nad Sekwana.

Trzy lata pozniej Lebenstein po raz pierwszy wyjechal wraz ze swoimi dzielami na wystawy do Stanow Zjednoczonych. Jego amerykanska kariera rozpoczela sie z impetem, tamtejsza krytyka z duzym zainteresowaniem odnotowywala pojawianie sie jego obrazow na zbiorowych wystawach organizowanych przez amerykanskie muzea i galerie. Nowojorska Galerie Chalette, ktora urzadzila pierwsze w Stanach Zjednoczonych indywidualne ekspozycje artysty, prowadzila Madeleine Chalette-Lejwa, ktora wraz z mezem kolekcjonerem nalezala do pierwszych propagatorow sztuki malarza w Ameryce. Potem obrazy Lebensteina lansowala nad rzeka Hudson Ewa Pape, zas nad jeziorem Michigan - Krzysztof Kamyszew, prowadzacy 1112 Gallery. Do najwazniejszych kolekcjonerow dziel malarza nalezeli dr Albert Grokoest - reumatolog, profesor nowojorskiego Columbia University, milosnik muzyki zwiazany z Filharmonia Nowojorska, lekarz i przyjaciel artysty w jednej osobie, Martin Lipschultz z Chicago, Frederick Zimmermann, Henryk i Maryna Kastonowie. Do dzis znaczacy zbior prac Lebensteina posiada Tom Podl, ktory "zaraza" swa slaboscia do artysty innych polskich zbieraczy z okolic Seattle.

O sztuce Lebensteina pisano w najwazniejszych amerykanskich czasopismach artystycznych i dziennikach. Jego dziela znalazly stale miejsce w kolekcjach takich instytucji, jak Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Hirshhorn Museum and Sculpture Garden przy Smithsonian Institution w Waszyngtonie, San Francisco Museum of Modern Art. Ale juz przed polowa lat 60. jego amerykanska kariera zaczela przygasac. Bezkompromisowy i konsekwentny w kroczeniu wlasna artystyczna droga, malarz nie poszedl na ustepstwa wobec establishmentu rynku sztuki, co przyplacal nieprzychylnymi recenzjami w prasie, zmniejszonym zainteresowaniem galerii i muzeow, a co za tym idzie, oczywiscie spadkiem notowan na komercyjnej gieldzie sztuki. Ta jego postawa znalazla uznanie nowojorskiej Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego, ktora w 1976 roku przyznala mu swoja nagrode.

W 1964 roku podjal probe powrotu do Polski, gdy na zaproszenie Zdzislawa Kepinskiego mial prowadzic wyklady w poznanskiej Panstwowej Wyzszej Szkole Sztuk Plastycznych. Epizod ten skomentowal po latach slowami: "Zrobiono wszystko, zeby te idee wybic mi z glowy. Pomijajac urzednikow, pomogli wykurzyc mnie stad tzw. koledzy. Postapiono ze mna tak samo jak z [Piotrem] Potworowskim. Przesiedzialem kilka tygodni sam w czterech scianach i wrocilem do Paryza". W 1971 r. uzyskal francuskie obywatelstwo. Na zamowienie pallotynskiego Centre du Dialogue w Paryzu, zalozonego przez ks. Jozefa Sadzika, zrealizowal witraze inspirowane Apokalipsa, swe jedyne bodaj dzielo monumentalne. Czesciej bowiem wyraz talentu niezrownanego interpretatora literatury dawal w mniejszym formacie, ilustrujac wybrane ksiegi Biblii w tlumaczeniu Milosza, polska poezje barokowa czy angielska wspolczesna antyutopie - Folwark zwierzecy George'a Orwella. Projektowal tez dekoracje i kostiumy teatralne.

Z natury samotnik, nie tylko w poznych latach zyl w Paryzu na uboczu artystycznego gwaru i wyscigu po dominacje na rynku i na salonach. Cenionego przez polskie kregi artystyczne malarza zapewne najbardziej cieszyla Nagroda im. Jana Cybisa i wystawa retrospektywna w Zachecie w 1992 r. Doczekal sie w ostatnich dekadach zycia uznania takze u oficjeli, honorowany medalami i ministerialnymi wyroznieniami.

Lebenstein zmarl 28 maja 1999 r. podczas wizyty w Polsce, gdy jego wystawa "Etapy" goscila w kilku miastach. Zostal pochowany na Powazkach w Warszawie.

Najwczesniejsze prace Lebensteina przedstawialy pejzaze z podwarszawskiego Rembertowa, widoki Woli, zaulki z okolic ulicy Tarczynskiej. Okolo roku 1955 narodzila sie koncepcja zgeometryzowanych figur, kreslonych na papierze milimetrowym. Aleksander Wojciechowski pisal o nich: "Figury, wtloczone w opustoszaly pejzaz przedmiescia, w waska uliczke, w zakratowane okno - byly wyrazem [...] metafizyki rupieci, ujetej w swiadomie toporna forme plastyczna". Poczatkowo mialy one jeszcze luzne odniesienia do sylwety ludzkiej, dosc szybko przeksztalcily sie w zhieratyzowane, samoistne twory, ukonstytuowane wokol pionowej osi, jakby rozpinane na powierzchni papieru, a z czasem takze plotna. Jak sugerowal artysta, nazwa "figury osiowe" (czasem tez zwane "figurami na osi") po raz pierwszy pojawila sie w jego rozmowach z Mironem Bialoszewskim.

Totemiczne figury przemienily sie w latach 60. w ksztaltowane polreliefowa, gesta materia, zastygle w bezruchu bestie - stwory wprawdzie nieistniejace, ale (jak twierdzono) biologicznie przekonujace. Metamorfoza dotyczyla takze struktury kompozycyjnej, w ktorej zaczal dominowac kierunek horyzontalny. Zgeometryzowany, niemal abstrakcyjny znak przeksztalcil sie w forme organiczna, wylaniajaca sie z wolna z nieregularnej, chropawej materii malarskiej, niekiedy wzbogacanej laserunkami; obrazy tych archetypicznych, "przedpotopowych" (jak nazywal je Konstanty Jelenski) stworow maja czesto niemal monochromatyczna strukture, zdominowana przez tonacje brazowa, zlotawa, czasem szarobezowa.

Po polowie lat 60. bestiarium zastyglych w martwym bezruchu kregowcow zostalo zastapione "fauna ludzka". Pojawili sie osobnicy o glowach antycznych bostw - asyryjskich lub egipskich. W ich otoczeniu znajdujemy istoty utwierdzajace mitologizacje sfery przedstawieniowej: fauny, sfinksy, Minotaura. Ale bodaj najwazniejsza postacia staje sie kobieta, juz od 1960 roku bohaterka Lebensteinowego Karnetu intymnego - Nierzadnica Babilonska (ktora pojawila sie tez w ilustracjach do Apokalipsy) albo ladacznica paryska. Doczesna witalnosc miesza sie w jej przedstawieniu z wiecznym z rozpadem, najjedrniejsze, najpowabniejsze cialo jest naznaczone pietnem psucia sie, gnicia. Ten naznaczony gorzka groteska swiat artysta powoluje do zycia w gamie nasyconych brazow, zieleni, bordo, nie stroniac od czerni; przedstawia go w ekspresyjnych skrotach.

W latach 1970. powstaly serie umownie przedstawiajace kino czy sale sadowa. Swoiscie interpretowala je Mary McCarthy: "Nie wiem, czy Lebenstein czyta Platona, ale gdy patrzylam na jego obrazy publicznosci w kinie, zafascynowanej ekranem, przyszla mi na mysl jakas smutna, zdegradowana wersja mitu ´jaskiniª". Kolejny, tym razem malowany gwaszem, nieformalny cykl przedstawial wnetrza przybytkow rozkoszy (Sweety Bar). Przestrzen organizuja w tych obrazach wyrazne podzialy plaszczyzn, na tle ktorych, wsrod innych sylwet pojawia sie Smierc. Fizjonomie czlekopodobnych istot znow maja zwierzece cechy: dzioby, pyski, kocie wasy. Czas milczacych spotkan tych stworow wydaje sie zatrzymany, a najistotniejszy staje sie czynnik przyporzadkowania cielesnosci tak Erosowi, jak i Thanatosowi, zderzenia kwitnacej, niekiedy wyuzdanej kobiecosci ze szkieletem. Nie bez powodu Milosz nazwal Lebensteina w cytowanym liscie "malarzem barokowym". Uwydatniana wykwintnoscia graficzna sensualnosc sytuuje sie w obszarze nieodleglym od obsesyjnych wizji Hansa Bellmera - takze dzieki gietkiemu konturowi czy polyskujacym wymownie, choc z rzadka refleksom swiatla.

Do ostatnich waznych cyklow nalezy Pergamon powstaly w latach 90. z inspiracji slynnym, zobaczonym w Berlinie, poznoantycznym oltarzem Zeusa, oraz seria nagich figur na schodach. Znow dala znac wpisana w cale dzielo Lebensteina dychotomia powabu i brzydoty, jedrnosci i mortualnego rozpadu.

*

Malarz, ktory nie budzaca optymizmu kondycje czlowieka dwudziestowiecznego okreslal barwami ziemi, by nie powiedziec paleta "spod ziemi", a jego sylwete z trudem wyabstrahowywal z groteskowego, polmitycznego bestiarium, zawsze "grzeszyl" wobec widza specyficznym poczuciem humoru. Dzieki temu jego mroczne, gleboko przezyte wizje nie draznily sztucznym patosem, jak w obrazach Zdzislawa Beksinskiego. A kolejny sposrod wybitnych ludzi piora swiadek XX wieku i przyjaciel Lebensteina, Aleksander Wat, mogl zadedykowac mu wiersz doskonale wpisujacy sie w malarska poetyke obrazow tworcy "figur osiowych". Zaczynal sie on od slow: Szanujacy sie kosciotrup/ nigdy nie pokazuje sie/ nago./ Tkanka tluszczowa jest jego/ ochrona. Takze miesnie. I skora, cudna skora. Ktora z wiekiem mi sflaczala. Eheu! Skora/ sflaczala, ale mam kostium od Balanciagi!.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail