[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (30 maja 2003)


ANDRZEJ ZAWADA

Obserwatorium literackie

Rozdziobia nas?

Sceneria jest nastepujaca: majowe przedpoludnie, sobota, slonce, wies. Wszystko kwitnie, ptaszki spiewaja. Przed wiejskim sklepikiem czekam na zone, ktora robi jakies niewielkie zakupy. Podchodzi do mnie jeden z mieszkancow wioski, usmiecha sie, wita. Ludzie sa tu serdeczni i bezposredni, szczerze zyczliwi. Zaczynamy rozmawiac. Oczywiscie o Unii Europejskiej. Rolnik mowi mniej wiecej tak: wszyscy kradna, Unia kradnie, panie, bedzie zle, zobaczysz pan. Nie moze to byc, jak bylo? Za komuny, panie, w naszym zakladzie (rolnik, jak sie domyslam, byl w tamtym ustroju tzw. chloporobotnikiem) kazdy kradl. A kierownik tylko mowil: nie bierz, kiedy ja patrze. Odloz. Wezmiesz, jak ja nie bede widzial.

Kiedy nadchodzi referendum w sprawie polskiego byc albo nie byc w Unii Europejskiej, z dnia na dzien wpadamy - jako spoleczenstwo - w coraz glebsza nerwice. Nie wspomne tu o fatalnie przygotowanych, detych agitkach w telewizji i radiu. Skrojone wedlug niesmiertelnych - jak sie okazuje - wzorow propagandowych realnego socjalizmu w najlepszym razie moga tylko irytowac pustoslowiem i niewiarygodnym patosem. Nie przywolam nieustannych demagogicznych popisow przeciwnikow Unii, ktorych zaprasza sie do wszystkich mozliwych programow publicystycznych, a ci plota androny o jakichs zagrozeniach, prawie ze zarazach i strzygach, ktore rzuca sie chleptac bialo-czerwona krew polskiego robotnika i chlopa. Nie powiem o pokretnym albo wrecz antyunijnym stanowisku polskiego kleru. Nie dodam, ze "Solidarnosc", ktora wyzwolila Europe Srodkowa i Wschodnia, teraz oznajmia, ze w sprawie wejscia Polski do Unii sie "nie wypowiada". Mam wrazenie, ze Polske wyjatkowo mocno zintegrowalo szczytne, liczace sobie juz sto lat haslo: "Lepsze polskie gowno w polu, nizli fiolki w Neapolu".

O tym potopie narodowego oglupienia dobrze wiemy, trudno go nie widziec. Nietrudno tez chyba odpowiedziec na pytanie w czyim - geopolitycznym - interesie jest utrzymac Polske w cywilizacyjnej i ekonomicznej izolacji od Zachodu. Nietrudno rowniez zauwazyc, ze w sprawach dotyczacych panstwa, spoleczenstwa, przyszlosci nie zabieraja glosu ci, ktorzy zapewne maja cos do powiedzenia.

Gdzie jest dzisiejszy, rowiesny nam Boleslaw Prus, ktory w Kronikach tygodniowych pilnie obserwowal, komentowal i ocenial swoich wspolczesnych? Gdzie jest Stefan Zeromski, ktory nie tylko w powiesciach, ale i bezposrednio, chocby w glosnym i prowokacyjnym Snobizmie i postepie nie patyczkowal sie z wadami i grzechami poczatkowych lat II Rzeczypospolitej? Gdzie jest nastepca Gustawa Herlinga-Grudzinskiego, gdzie sa uczniowie jego obywatelskiej pasji? Gdzie jest kontynuator spokojnych i przenikliwych obserwacji Andrzeja Szczypiorskiego? Gdzie jest Milosz mlodego pokolenia, ktory by wytlumaczyl, czym naprawde jest "rodzinna Europa" i jaki jest nasz w niej udzial?

Dosc tej przykrej litanii. Gombrowicz mialby prawo nam powiedziec: zachowaliscie sie jak gowniarze. Witold Gombrowicz, mistrz indywidualnej wolnosci, wirtuoz artystycznej pracy nad uwolnieniem sztuki od patriotycznej panszczyzny, niezalezny sedzia polskiego charakteru narodowego, autor przenikliwego Trans-Atlantyku, mialby teraz prawo do najbardziej zatrutego szyderstwa. Polscy intelektualisci wpadli w pulapke wasko, egoistycznie rozumianej wolnosci.

Od stuleci uwaza sie, ze literatura wyraza tak zwanego ducha czasu. I tak tez jest - wyraza. Wyraza tak dalece, ze czesto czyni to nieswiadomie, a nawet wbrew intencjom swoich autorow. Takze wtedy, kiedy dziela literackie uciekaja od swojej wspolczesnosci, kiedy proponuja swoim czytelnikom wycieczke w swiat fantazji, magii, projekcji historycznej albo schematycznego romansu. Rowniez taka literatura jest zwierciadlem przechadzajacym sie po wspolczesnej ulicy. W tym zwierciadle odbija sie psychika dzisiejsza, swiadomosc autora i czytelnikow. A sam wybor sztucznego swiata, do ktorego autor wabi swojego czytelnika, tez wiele mowi o lekach, jakie w nich obu budzi swiat realny.

Polscy literaci, przed rokiem 1989 poczuwajacy sie do obowiazku kontestacji socjalizmu albo kontestacji upolitycznienia zycia w ogole, zachlysneli sie wolnoscia jak niedoswiadczeni plywacy na glebinie. I poszli na dno. Cieszac sie przy tym, ze wreszcie nie musza obserwowac powszedniej, nudnej, malostkowej powierzchni.

Byloby naiwnoscia uwazac, ze fakt, iz kultura, a literatura szczegolnie, znalazly sie na najwezszym marginesie zainteresowan, bierze sie wylacznie z blednej strategii literatow. Do marginalizacji zycia intelektualnego przyczyniaja sie znacznie szersze i bardziej materialne procesy. Ale niewatpliwie pisarze wypisali sie ze spolecznych zainteresowan na wlasne zyczenie. Ale mniejsza o los pisarzy. Maja pecha - jak powiedzialby licealista, ich potencjalny, i tylko potencjalny, czytelnik.

Niestety, pecha mamy takze my, inni potencjalni czytelnicy. Literatura, uznawszy tematy spoleczne za wstydliwy anachronizm, zostawila nas samych z naszym jednostkowym, chaotycznym doswiadczeniem. Czytajac ksiazki, moglismy ewentualnie sprawdzic, do jakiego stopnia nasze losy sa powszechne, moglismy przymierzyc sie do zbiorowej wiedzy pokolen, przechowanej przez literature jak naturalny wzor zycia. Bez tego mamy jedynie pouczenia wspolczesnego folkloru, ktore moga sprowadzac sie do dyrektywy: kradnij, bo wszyscy kradna.

Teraz, kiedy nalezaloby zwyczajnie, po ludzku powiedziec, ze nareszcie przyszedl czas na normalne, wolne od zagrozen utrata niepodleglosci zycie, kiedy mozemy byc wolnymi ludzmi w stosunkowo malo podzielonej i bezpieczniejszej niz dawniej Europie, zabraklo glosow ludzi rozumnych i wiarygodnych. Zabraklo zwyczajnej, porzadnej edukacji. Zabraklo tych, ktorzy rozmawiaja. Zostali odstreczajacy agitatorzy o niejasnych intencjach.

Kiedy bylem uczniem, czytalismy w szkole opowiadanie Stefana Zeromskiego pt. Rozdziobia nas kruki, wrony. Byla w tym opowiadaniu mowa o tym, jak smiertelnie rannego powstanca - jest rok 1863 - znajduje w polu polski chlop i jak ograbia go z odzienia i broni, a jego konia z uprzezy. W pogodny sloneczny dzien sluchalem przed wiejskim sklepikiem monologu przyjaznego mi wiesniaka. Nagle ptaki umilkly i zrobilo sie prawie ciemno. Nad moja glowa zawisla czarna chmura, z ktorej wychylili sie pospolu Zeromski z Gombrowiczem. Pomachali choragiewka Unii Europejskiej, zrobili "zyg, zyg, marchewka" i znikli. Spadl deszcz.

19 maja 2003 r.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail