IZABELA BOZEK
Serdeczny research
czyli portretow Gorczynskiej ciag dalszy
Dawniej swiat urzadzony byl zupelnie inaczej. Czlowiek przynalezal do adresu: rodzil sie, zyl i umieral w tej samej solidnej kamienicy czynszowej, zacisznym dworku czy w jakimkolwiek innym miejscu wypelnionym krewnymi roznych pokolen i gromadzonymi przez generacje sprzetami, fotografiami, przedmiotami. Nawet jesli podrozowal, to po krotszej czy dluzszej wedrowce wracal w to samo miejsce, do znanej nazwy ulicy i przypisanego mu numeru domu...
Czasy sie zmienily. Adresy przestaly byc nacechowane swoja, wydawaloby sie, nienaruszalna staloscia, a ich wlasciciele udali sie na wedrowke znaczona obco brzmiacymi nazwami krajow, miast, placow i ulic. O takich ludziach, ich nieprzewidywalnych nowych adresach, tesknocie za starymi, dobrze znanymi miejscami pisze w swojej najnowszej ksiazce Jestem z Wilna i inne adresy Renata Gorczynska.
Szesc rozdzialow; kazdy z nich ma innego bohatera, choc czasem, jak w Trojglosie amerykanskim, czytamy o trzech roznych postaciach zwiazanych ze soba rowniez faktem oddalenia od kraju. Te szesc rozdzialow odroznia od siebie przede wszystkim metoda ich napisania, a takze osobisty stosunek Gorczynskiej do przywolywanych postaci. Gabriel Sedlis - nowojorski architekt, Alicja Rakoczy - matka autorki ksiazki, Ola Watowa - "wdowa literacka", Czeslaw Straszewicz - pisarz i dziennikarz emigracyjny (i w tym samym rozdziale Witold Gombrowicz i Jozef Wittlin), Josif Brodski i wreszcie Julian Tuwim. A metoda? Czytamy w slowie od autorki, ze pierwszy z owych dokumentalnych szkicow byl zamierzony jako sluchowisko radiowe. Taki cel narzuca forme wywiadu, przynajmniej czesciowego, i w takiej tez formie znajdujemy ow szkic w wydaniu ksiazkowym. Wywiad pojawia sie rowniez w szkicu o Josifie Brodskim. Dwa inne rozdzialy, o Straszewiczu i Tuwimie, to wyraznie szkice literackie, podbudowane solidnymi badaniami, opatrzone cytatami i komentarzami. I wreszcie dwa ostatnie - najbardziej chyba przemawiajace do czytelnika, napisane z pasja i - smiem twierdzic - bolem. To szkice bardzo osobiste, intymne: pierwszy o matce autorki i o niej samej, drugi o Oli Watowej, przyjaciolce.
Wrocmy do pierwszego z nich, do tego o Gabrielu Sedlisie, ktory poproszony o najkrotsza charakterystyke siebie, odpowiada jednym zdaniem: "Jestem z Wilna". I owo "jestem z Wilna" jest tak znaczace, ze stanie sie tytulem calej ksiazki: okresla przynaleznosc miniona i - paradoksalnie - wciaz trwajaca. Gabriel Sedlis byl wilnianinem, wilenskim Zydem. Bycie Zydem w Wilnie bylo zapewne czyms szczegolnym; w owym Wilnie wielokulturowym, gdzie przez stulecia prowadzili ze soba rozmowe Litwini, Bialorusini, Polacy, Zydzi, a takze i Rosjanie, powstal Bund, zalozono w 1916 Trupe Wilenska, czyli teatr zydowski, a w 1937 roku - jak pisze w jednym ze swoich szkicow Tomas Venclova - ukazywalo sie 16 zydowskich gazet i magazynow. Trzeba tez pamietac o Wilnie jako o miescie rozkwitu szkolnictwa zydowskiego i studiow nad Kabala, dzieki czemu zyskalo miano Jerozolimy Polnocy. W tym oto Wilnie, liczacym przed II wojna swiatowa okolo 60 tysiecy Zydow (a liczba ta w poczatkowym okresie okupacji szybko wzrosla do 80 tysiecy), jak wszedzie indziej Niemcy zorganizowali getto. Jak w wielu innych, w tymze getcie planowano wzniecenie powstania. Gabriel Sedlis byl jednym z grupy mlodych ludzi, ktora dzialala w podziemnej organizacji na terenie getta, jednym z niespelna tysiaca tych, ktorym udalo sie z niego wydostac. Gabriel Sedlis wyszedl z getta, by stac sie czlonkiem zydowskiej partyzantki, zolnierzem. Rozmowa, ktorej sluchamy, jest opowiescia o wydarzeniach, o ktorych gdyby nie groza wojny, mozna by bylo powiedziec - coz za przygody! W tej barwnej opowiesci o unikaniu smierci wiele jest niezwyklych przypadkow, cudownych ocalen i wiele smutku i goryczy
Dalsza droga Gabriela Sedlisa wiodla z Puszczy Rudnickiej do Lublina i Sanoka, stamtad do Rumunii, potem do Wloch, by zakonczyc sie w Nowym Jorku, w mieszkaniu na Manhattanie. Z niezmienna perspektywa na Wilno.
Druga rozmowa w Jestem z Wilna
jest rozmowa z Josifem Brodskim. Trudna. Musiala byc trudna dla obu stron - prowadzona zapewne w pospiechu, w atmosferze oczekiwania na jej nagle przerwanie w kazdym momencie - zona poety wlasnie oczekiwala zblizajacego sie porodu. Zasadnicza jednak jej tresc dotyczy zwiazkow Brodskiego z literatura polska. I z tego powodu jest ona dla nas interesujaca. Wiadomo, ze poeta nauczyl sie jezyka polskiego chcac miec mozliwosc bezposredniego obcowania z polska literatura. Poszukiwal kontaktow ze srodowiskiem, sam je nawiazywal, rozwijal. Ta rozmowa to przyjemnosc dla czytelnika, mile lechtanie naszego poczucia wlasnej wartosci - genialny Brodski pochylajacy sie przed polska poezja: "
sam nie uwazam siebie za liryka. Nie dorownuje Miloszowi".
Szkic poswiecony miedzy innymi Czeslawowi Straszewiczowi przybliza sylwetke malo znanego pisarza, od 1939 roku pozostajacego w wiecznej podrozy, posiadajacego adresy biegunowo rozne: od Montevideo poprzez Francje do Londynu i Niemiec. Straszewicz napisal powiesc Turysci z bocianich gniazd, uwazana przez krytykow za jeden z najlepszych portretow emigracji polskiej. Byl wspoltowarzyszem podrozy Gombrowicza; razem opuszczali Polske na MS "Chrobry" w sierpniu 1939 roku. Obaj, jak pisze Gorczynska, "nalezeli do najbardziej obiecujacych prozaikow mlodego pokolenia" (zadebiutowali w tym samym, 1933 roku).
Dwa nastepne, napisane w podobnej poetyce szkice dotykaja czytelnika i w jakims sensie draznia. Pierwszy z nich, najbardziej chyba osobisty, bo opisujacy rodzinne sprawy Renaty Gorczynskiej, sprawia, ze w czytelniku budzi sie strach, iz w jakims momencie przekroczona zostanie delikatna granica pomiedzy relacja, ktorej jestesmy w stanie sprostac, a dotknieciem spraw, o ktorych nie chcemy wiedziec, bo moga wywolac w nas samych zbyt bolesne konotacje. Drugi, dotyczacy Oli Watowej, takze poswiecony jest refleksji o starosci i odchodzeniu. Oba opowiadaja od starzeniu sie ludzi i przedmiotow, o tracacych aktualnosc adresach i o nieuniknionosci tych zjawisk. Tak, te dwa szkice wciagaja pieknem swoich opisow, zachwycaja miekkim szczegolem, jednoczesnie odpychajac twardoscia sformulowan. A przeciez oba przepelnione sa liryzmem. Oba sa elegijne.
I ostatni szkic: jego bohaterem jest Julian Tuwim, "pan od polskiego", jak go okresla na wlasny uzytek Renata Gorczynska. Ten z kolei jest podbudowany solidnym researchem, badaniami nad podroza poety rozpoczeta we wrzesniu 1939 roku w punkcie Warszawa i zakonczona w siedem lat pozniej w tym samym miejscu. Rozpoczeta bez - jak sie zdaje - przygotowania psychicznego, finansowego, bez planu, czemu trudno sie dziwic, bo przeciez wiekszosc owczesnych uchodzcow wyruszala w droge w takim stanie ducha. Towarzyszymy zatem Tuwimowi od chwili, kiedy ten pojawia sie wczesnym wrzesniowym rankiem w redakcji (tam, gdzie teraz znajduje sie Czytelnik) z dwiema walizkami pelnymi cennych pism, notatek, kuriozow lingwistycznych z prosba o ich zakopanie - poprzez wszystkie miejsca, w ktorych w czasie tej wedrowki znalazl sie wraz ze swoja zona Stefania. A bylo tych miejsc niemalo: Rumunia, Francja, Portugalia, Brazylia, wreszcie Stany Zjednoczone. Wszystkie adresy Tuwima w tym czasie nosza znamiona niedostatku, by nie powiedziec wprost - biedy. Jakies pieniadze od przyjaciol (to podobno Kiepura oplacil bilet Tuwimowi do Ameryki Poludniowej), jakies nedzne zasilki od rzadu londynskiego, jakies drobne zarobki z szycia Stefanii.
Jednak pobyt w Nowym Jorku nie oznaczal dla Tuwima siedzenia w jednym miejscu, w brownstone przy 72 Zachodniej Ulicy. I tu zaczyna sie sprawa z zyciu Tuwima, ktora trudno pojac i ktora nielatwo wyjasnic. Pomiedzy rokiem 1942 a 1944 odbyl poeta (czesciowo sam, czesciowo z zona) przynajmniej dziesiec podrozy na Srodkowy Zachod, biorac udzial w wiecach robotniczych. Tym samym zmienil swa polityczna orientacje - stal sie oredownikiem nowej Polski, zwiazanej "nierozerwalna przyjaznia" ze Zwiazkiem Sowieckim. Szybko cofnieto mu zasilek rzadowy, obwolano agentem Moskwy. Tuwim jeszcze bardziej pograzyl sie w nowojorskiej samotnosci, dostajac w zamian stojace owacje na robotniczych spedach.
Pisze Gorczynska: "Usiluje pojac, jak odbyla sie jego metamorfoza polityczna, za sprawa jakich sil, jakich ugrupowan". Coz, chyba nie o ugrupowania tu chodzilo, nie bylo tez zadnej konkretnej, dzialajacej wowczas sily. Z jednej strony byla tesknota za Polska, przemozna chec powrotu do kraju, przekonanie, ze tylko tam moze nastapic odrodzenie talentu, z drugiej - obawa przed powrotem do Polski takiej, w jakiej zyl pod koniec lat 30. Albowiem Tuwim, chodzacy bez uszczerbku po ostrych sztachetach polszczyzny, majac grono swoich zagorzalych wielbicieli i czytelnikow, byl jednoczesnie dla niektorych poeta znienawidzonym i bezustannie atakowanym, byl wrecz "parchem". Wystarczy przypomniec tu skierowana przeciw niemu kampanie Nowaczynskiego, nie mozna tez nie dostrzec zwiazku pomiedzy choroba umyslowa Anieli Tuwimowej, matki poety (ktora w 1937 roku znalazla sie w Otwocku w eleganckim co prawda, ale szpitalu psychiatrycznym), a stanem zagrozenia, w ktorym Tuwim zyl i tworzyl. Takiej wiec Polski Tuwim nie chcial. Moze stad zatem jego sentyment do nowej idei, ktora obiecywala puszczenie w niepamiec metrykalnych roznic?
Jestem z Wilna
to ksiazka napisana ze szczegolnego punktu widzenia: zawiera ogromna ilosc faktow, informacji, cytatow poetyckich, wyjatkow z korespondencji, ale nie pozostaje jedynie suchym badaniem naukowym czy beznamietnym esejem. Jest serdeczna, a jednoczesnie pelna pasji kolekcja portretow ludzkich. W pewnym sensie przypomina "szeroki gest" jezyka Simona Schamy, brytyjskiego historyka, autora swietnej i chyba nieznanej polskiemu czytelnikowi ksiazki Landscape and Memory. Rozpoznaje u Renaty Gorczynskiej podobna jak u Schamy zarliwosc frazy, docieranie "na nogach" do miejsc opisywanych, uzywanie najcienszej kreski i glebokiego oddechu w kresleniu sylwetek ludzkich. Ksiazka opatrzona jest dwoma osobnymi indeksami - miejsc i nazwisk.
I jeszcze slowo na temat okladki Jestem z Wilna
Jest to wspolna praca Ryszarda Horowitza i Janusza Kapusty. Na zdjeciu zrobionym gdzies w Dolinie Smierci przez Horowitza, przedstawiajacym nostalgiczny liliowofioletowy krajobraz poszarpanych lancuchow gorskich, Kapusta polozyl rysunek przedstawiajacy kawiarniany stolik i dwa krzesla. Na gornym obrzezu stolika pojawia sie niewyrazny zarys domow, ulicy. Jaki to adres?
------------------------
Renata Gorczynska, Jestem z Wilna i inne
adresy. Wydawnictwo Krakowskie, Krakow 2003, s. 172, cena
10 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia
z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |