[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (23 maja 2003)


BARBARA BERNHARDT

Wierny Judasz
Ireneusza Iredynskiego


Sylvia Daneel - dyrektor New Polish Theater of Metropolitan Area i rezyser w jednej osobie - pokazala nam ostatnio sztuke Ireneusza Iredynskiego Zegnaj Judaszu w swym wlasnym przekladzie na jezyk angielski.

Choc napisana w czasach zaawansowanego komunizmu i bedaca glosem w walce z dominujacym rezimem, sztuka ta z latwoscia daje sie przeniesc z oryginalnej czasoprzestrzeni w miejsce i czas nie majace pozornie nic wspolnego z kawalkiem historii, o ktorej traktuje. Nieczesto zdarza sie w tzw. teatrze zaangazowanym, ktory w pewnym sensie tworzyl Iredynski, aby polityka stala sie pretekstem do wywodow filozoficznych o zyciu, kondycji ludzkiej i poszukiwaniach tej ostatecznej i niczym nieuwarunkowanej prawdy. Byc moze latwiej zauwaza sie ja i teskni do niej, kiedy ma sie rece bolesnie spetane - niczym sznurem - bezkompromisowa ideologia.

Dzieki temu wlasnie sztuka Zegnaj Judaszu przyjela sie znakomicie w glebie amerykanskiej demokracji przelomu wiekow. Prawda uniwersalna przyjmuje sie w kazdej glebie.

Ogladalo sie to przedstawienie troche tak, jak pije sie kawe. Czarna, mocna, duza, bez smietanki i bez cukru. Cierpka, intensywna i niekoniecznie smaczna. Lecz zdecydowanie stawiajaca na nogi. W doslownym tego slowa znaczeniu na nogi poderwalo publicznosc arlingtonowskiego teatru Spectrum znakomite aktorstwo calego zespolu, a przede wszystkim glownej postaci Judasza w elektryzujacej kreacji Wieslawa Malachowskiego.

Jest to pierwsze przedstawienie New Polish Theater w jezyku angielskim, a wiec przeznaczone nie tylko dla lokalnej Polonii - jak bylo w przypadku dwoch poprzednich - ale i dla wszystkich innych nacji zamieszkujacych nasza stolice, w roznoraki sposob zwiazanych z polska kultura lub zainteresowanych nia. Oprocz Wieslawa Malachowskiego, bylego aktora Teatru Polskiego w Warszawie, obsade stanowili profesjonalni aktorzy amerykanscy. Eksperyment sie powiodl. Sylvia Daneel nie tylko znakomicie przelozyla sztuke na angielski, lecz rowniez wyrezyserowala ow trudny tresciowo spektakl w sposob, ktory sprawil, ze ogladalismy go w napieciu i skupieniu od pierwszego do ostatniego zdania.

Dramat Iredynskiego jest opowiescia o czlowieku imieniem Judasz - bo taki byl kaprys jego ojca - konspiratorze i partyzancie, pozornie oddanym "sprawie" jakiejs tam politycznej organizacji, lecz tak naprawde "nieprzynalezacym", omotanym, zagubionym wrazliwcu, dla ktorego nie ma po prostu w swiecie politycznych absurdow miejsca.

Jego tesknoty za Rajem Utraconym - prostota, miloscia i prawda - uwidaczniaja sie w kontaktach z Mlodziutka Blada, postacia ucielesniajaca Muze Czystosci i Niewinnosci, zapomniana przez los i oszukana przez ludzi, konsekwentnie prowadzona przez pelna artystycznej ekspresji waszyngtonska aktorke Kimberly Stowell.

Biblijne analogie sa oczywiste, choc zakrzywione i wielowarstwowe. Mamy wiec Szefa i jego dwunastu zwolennikow, z ktorych poznajemy dwoch: bylego boksera Jana, interesujaca mieszanke wielkiego serca, kumpelskiej lojalnosci i niezwykle latwo dajacej sie manipulowac, gdyz nie mysli samodzielnie, ofiary swych czasow, ktorego ociezalosc umyslowa zostaje efektownie i humorystycznie przedstawiona przez Briana Mac Iana. Mamy plastycznie i psychologicznie wiarygodnie odtworzonego przez Erika Andrewsa Piotra - Mlodego Gniewnego - slepo sluzacego sprawie, bezwzglednie poswiecajacego jej wszystko, lacznie z czyms tak prymarnym jak przyjazn. Jest tu "zdrajca" Judasz (Wieslaw Malachowski) i sprostytuowana, zaglodzona, a jednoczesnie najniewinniejsza z nich wszystkich Mlodziutka Blada (Kimberly Stowell). Mamy tez Komisarza, ktory zgladzi Szefa, wskazanego mu przez Judasza, a ktory dzwiga na swych barkach ideologiczne przeslanie sztuki, upostaciowanego z dynamiczna finezja i aktorska precyzja przez Boltona Marsha.

Posadzonego o zdrade i zwiazanego przez swych towarzyszy Judasza znajduje Komisarz w opuszczonej sali gimnastycznej. Rozmowa tych dwoch, a raczej dlugie oratorskie monologi Komisarza, wypelniaja caly akt II. Bolton Marsh wykazal sie tu przykuwajacym uwage widza, prawdziwym artystycznym kunsztem. Interpretacja tej postaci podkreslil kontrast miedzy skrupulatnym, obsesyjnie wypelniajacym obowiazek, a czasami przekraczajacym go funkcjonariuszem w sluzbie panstwowej, a wyrafinowanym intelektualista, filozoficznym esteta, rozsmakowanym we wlasnym krasomowstwie glosicielem prawd ostatecznych. Jego kompulsywnie odslaniajace sie tu i owdzie tendencje homoseksualne i sadystyczne, wymagajace ciaglej kontroli balansowanie miedzy slaboscia i sila barwnie odcinaja sie w kreacji Marsha od gloszonych z poczuciem dojrzalej swiadomosci filozoficznych przekonan.

To tu wlasnie dochodzi do glosu idea buntu przeciwko maskom, ktore wklada sie i zdejmuje jak wierzchnia garderobe, rolom, ktore narzuca nam tzw. spoleczny porzadek, wielorakim, zludnym osobowosciom, ktorymi obrastamy jak cebula luska, zapominajac o drzemiacym wciaz w srodku, nieskazonym kompromisem rdzeniu. Jest to spor o ideologie, z ktora tak wielu z nas utozsamia "prawde". Lojalnosc wobec "sprawy", to, jak stwierdza Komisarz Pilat, nic innego jak absurdalna iluzja wynikajaca "z umowy i pozorow". Dlatego "marzy o nagim czlowieku", bez zniewalajacych go przyzwyczajen, nawykow myslowych, przekonan, tarcz zbudowanych z mitow i iluzji, za ktorymi sie ukrywa. Komisarz proponuje Judaszowi zdrade, ale taka, ktorej motywacja jest pozbycie sie zludnych "ja", grania rol, przybierania masek, przynalezenia, czyli tego wszystkiego, co nie ma nic wspolnego w tym, kim sie naprawde jest. Chorobliwie Wierny Judasz, jak okresla go Komisarz, musi zdecydowac, komu pozostac wiernym. Wybiera siebie, tyle tylko, ze jest juz za pozno.

Musi zakonczyc swoj los - jak jego biblijny prototyp - samobojstwem, jednak nie z powodu wyrzutow sumienia, ze zdradzil Mistrza, ale ze zdradzil samego siebie, zagubil sie ostatecznie pod warstwami osobowosci, ktore zmienial z mistrzowska latwoscia.

Akt III to powrot Judasza do Mlodziutkiej Bladej, po trzech miesiacach podrozy po swiecie, ktora mozliwa byla dzieki pieniadzom, jakie dostal za wydanie Szefa. Judasz wyruszyl w te ostatnia podroz po to tylko, aby samemu odkryc to wszystko, o czym z takim przekonaniem opowiadal Komisarz: a mianowicie, ze zycie rzeczywiscie czesto zredukowac sie moze do umow i pozorow. Podczas gdy akt II jest popisem aktorskim Boltona Marsha, w akcie III pierwsze skrzypce przejmuje Wieslaw Malachowski.

Z wielkim prawdopodobienstwem i aktorska klasa pokazal on nie tylko zlozonosc i wielowarstwowosc postaci Judasza, ale tez szczegolnego rodzaju ewolucje tej postaci - zadanie dosc trudne ze wzgledu na pozorna niekonsekwencje charakteru. Judasz latwo wciela sie w roznorakie osobowosci w zaleznosci od potrzeby chwili: sam jest ucielesnieniem tych wlasnie umow i pozorow, o ktorych mowil Komisarz. W interpretacji Wieslawa Malachowskiego jest mistrzem "przenoszenia": spelnia oczekiwania tych, ktorzy znajduja sie w jego towarzystwie, w zwiazku z tym jest inny z kazda postacia dramatu. "Mam wyjatkowego pecha, ze zawsze mnie biora za kogos innego" - mowi Komisarzowi w czasie swego szczegolnego przesluchania. Jan zna go jako kumpla, z ktorym pije sie piwo i rozmawia o niczym, Piotr jako blyskotliwego konspiratora, Komisarz jako rownorzednego, choc biernego partnera egzystencjalnych dysput, a Mlodziutka Blada jako uosobienie dobroci i szlachetnosci.

Calkowicie soba jest tylko w koncowym monologu, kiedy powoli zdaje sobie sprawe z przegranej, widzi coraz wyrazniej, ze owa blada, krucha, sponiewierana, ledwo stojaca na nogach i latwo dajaca sie naginac Prawda, do ktorej tak tesknil i ktora byla obietnica zbawienia, nie przyniesie ratunku. Jego dramatycznie przedstawiona parabola-wspomnienie z lat szkolnych o dwoch walczacych ze soba druzynach, stosujacych te same metody walki: brutalne, pozbawione regul, odarte z czlowieczenstwa jest ostatecznym rozrachunkiem z zyciem, ktore postanawia na oczach swej partnerki zakonczyc.

Ostatnie zdanie wypowiada Malachowski ze sznurem oplecionym wokol szyi. Wypowiada je z nienawiscia, cynizmem i wstretem do siebie, co stanowi znakomite ukoronowanie spektaklu, a jednoczesnie psychologicznie prawdziwe wyjasnienie decyzji postaci.

Choc ciezka to sztuka, ciemna i niespokojna, traktujaca o polityce i ideologicznych wyborach, a przez ich pryzmat i o naturze ludzkiej, jest ona jednoczesnie znakomitym przypomnieniem, ze choc zmieniaja sie czasy, warunki zycia, hasla i ideologie, pozostaje cos, co sie fundamentalnie nie zmienia. Tesknoty za "nagoscia", redukujaca do czlowieczenstwa w najbardziej podstawowym jego wymiarze i poszukiwanie prawdy o nas samych, mialy taki sam energetyczny ladunek w czasach biblijnych, jak i w latach 50. we wschodniej Europie, i jak na poczatku nowego stulecia w Stanach Zjednoczonych. Rezyseria Sylvii Daneel zdaje sie podkreslac to wlasnie przeslanie dramatu.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail