KRZYSZTOF CWIKLINSKI
Co sie zdarzylo
pod rynna
Andrzej Bobkowski wobec komunistycznego rezimu w Gwatemali
25 czerwca 1948 roku mlody, bo niespelna 35-letni pisarz Andrzej Bobkowski wraz z zona Barbara zaokretowal sie na statek pasazerski "Jagiello", odplywajacy z Cannes do Cristobal Colon w Panamie. Ten rozczarowany Europa Europejczyk ostatecznie opuszczal zohydzony przez hitleryzm i zagrozony przez komunizm kontynent. Zapowiadal to zreszta od dawna. Jeszcze przed wojna zamierzal wyjechac do Argentyny. Teraz realizowal odkladany przez lata plan osiedlenia sie w jakims dalekim, egzotycznym, malo znanym kraju, w ktorym nie slyszano o totalitaryzmie w jakiejkolwiek jego odmianie, w ktorym mozliwe bylo zycie rozumiane jako ciagle przezycie, jako maksymalne poszerzenie osobowosci i doswiadczenie wolnosci. Latem 1942 r. zanotowal: "Zaczynam zbierac pieniadze na wyjazd z Europy". Wybral malenka, bo zajmujaca niecale 30% obszaru przedwojennej Polski, Gwatemale.
Przyczyny podjecia tej radykalnej decyzji byly rozliczne, od ekonomicznych poprzez psychologiczne do politycznych. Bobkowski, czlowiek nadzwyczaj inteligentny i przenikliwy, dostrzegal wszystkie slabosci Europy powojennej, jej wyznaczonego w Poczdamie ksztaltu nie akceptowal, jej histeria irytowala go, rozklad systemu demokratycznego przerazal. Widzial kleske swojej Europy, w ktora do niedawna jeszcze bezgranicznie wierzyl, zwlaszcza we Francje, ktora byla rodzajem otaczanego nabozenstwem mitu. Dostrzegal zelazna kurtyne na dlugo przed jej ustanowieniem, ale obawial sie tez, ze moze ona runac pod uderzeniem dywizji sowieckich, ktore - nie ludzil sie - nie zatrzymaja sie na Renie, ale w najlepszym razie na Pirenejach. Byl to wszak czas z jednej strony najwiekszego strachu przed azjatycka nawala, z drugiej zas czas najwiekszych zludzen co do Stalina i komunizmu. Zachodnia Europa coraz wyrazniej ulegala komunistycznej ideologii, slepy kult Sowietow ogarnial coraz szersze kregi nie tylko tzw. warstw nizszych, ale przede wszystkim inteligencji, szczegolnie zas intelektualistow. We Francji, gdzie mieszkal od marca 1939 roku, bylo to szczegolnie jaskrawe i stan ten porownac mozna bylo jedynie z odreagowujacymi faszyzm neofickim zaangazowaniem w nowa, komunistyczna religie Wlochami. Obawy Bobkowskiego nie byly wiec bezpodstawne.
Pisarz nie mial zludzen, komunizm nie byl dla niego wynaturzona groteska, ale ponura, nieludzka rzeczywistoscia, ktorej szczesliwie nie doswiadczyl, ale z ktorej na tyle dokladnie zdawal sobie sprawe, zeby nie chciec doswiadczyc nawet jej najdrobniejszego, zablakanego refleksu. Ze wszystkich sil pragnal wolnosci i niezaleznosci. Byly one racja jego istnienia i nie poswiecilby ich nawet na oltarzu ojczyzny. Komunizm byl mu nienawistny, jakikolwiek rodzaj kolektywnosci - z gruntu obcy. Nie widzial innego wyjscia, jak tylko uciekac jak najdalej spod ideologicznego deszczu, ktory z perspektywy tego, co przezyl w Ameryce Srodkowej, okazal sie zupelnie niegrozna mzawka, ba, zwyczajnym sobie letnim kapusniaczkiem. Spod owego kapusniaczku pisarz wpadl prosto pod rynne w czas najgorszej ulewy.
Rzecz wygladala tak. Bobkowski, wbrew temu, co deklarowal w swojej korespondencji, doskonale wiedzial, co bedzie robil w Gwatemali, gdzie mieszkal (Jerzemu Giedroyciowi zostawil nawet swoj gwatemalski adres) i ile zarabial. Nie byla to - by uzyc okreslenia Kazimierza Wierzynskiego - byronistyczna fantazja dyktowana wyprawa w nieznane, a kraj osiedlenia nie byl wybrany na chybil trafil palcem na mapie. Bobkowski byl realista, nie fantasta. Mial znajomego Hiszpana, ktory osiedliwszy sie w Gwatemali zakupil spory majatek ziemski w poblizu stolicy kraju, ale sam nie mial ochoty nim zarzadzac. To miala byc rola pisarza. Ow Hiszpan mial nadzieje, ze hacjenda i plantacje w rekach wyksztalconego ekonomisty przyniosa mu gory zlota, ktore on bedzie mogl bez ograniczen przepuszczac. Zawiodl sie srodze. Pisarz rowniez, bo po niespelna trzech miesiacach spakowal swoj skromny dobytek i rozpoczal poszukiwanie pracy w stolicy. Najpierw byl tragarzem, potem buchalterem w wielkim magazynie traktorow i maszyn rolniczych. Ale mniejsza o to. Istotne jest cos innego, a mianowicie zastanawiajacy u Bobkowskiego brak orientacji w sytuacji politycznej Gwatemali. Albo tego nie sprawdzil, albo zostal wprowadzony w blad. Byc moze, jak wiekszosci Europejczykow, ta bananowa republika kojarzyla mu sie z ekscentrycznymi dyktatorami, operetkowymi zamachami stanu, o ktorych fryzjerzy informowali swoich klientow z trzydniowym wyprzedzeniem, i codziennymi strzelaninami, bedacymi ulubiona zabawa towarzyska tubylcow. Bylo w tym nieco prawdy, bo sam Bobkowski opisywal w jednym z listow rewolte, ktora buntujac lokalny garnizon wywolal majordomus wdowy po jednym z dyktatorow, gdy ta nie otrzymala na czas renty po mezu. Niepunktualny rzad zostal obalony. Juz w drodze do Gwatemali, w wenezuelskim porcie La Guaira, pisarz mial przedsmak latynoskiego sposobu uprawiania polityki; w dzienniku podrozy zanotowal: "Kupuje dwie gazety i czytam je po obiedzie. (...) Kilka depesz o rewolucjach w takich i siakich republikach. To wszystko takim tonem, jakim u nas pisze sie o wypadkach samochodowych. Dowiaduje sie, ze w ubiegla sobote byla jakas weekendowa rewolucja w Panamie, czyli incidentes, w czasie ktorej zabito cztery osoby, po czym aresztowano przeszlo osiemset. Przywodcy incidentes schronili sie w Canal Zone, ale maja byc wydani. A w Paragwaju byla jakas bardzo ekskluzywna revuelta wojskowa. Sadzac z wymienionych przy nazwiskach stopni, wszystko odbywalo sie od kapitana wzwyz. Przed wyjazdem z Paryza Janta opowiadal mi bardzo dowcipnie, jak to jakis jego znajomy, przebywajacy w jednym z tych krajow, wyszedl pewnego dnia na miasto i widzi nagle wisielcow na kolumnach otaczajacych glowny plac. Zapytuje kogos, co sie stalo, kim sa ci powieszeni. Na to przechodzien odpowiada mu uprzejmie i z radosnym usmiechem: - To nasz poprzedni rzad.
Poniewaz za kilka dni mam byc w Panamie, wiec wolalem upewnic sie i zapytalem jednego z szefow policji wenezuelskiej, co o tym mysli. Usmiechnal sie poblazliwie i powiedzial mi, zebym sie nie przejmowal, bo to zupelnie nie dotyczy zwyczajnych ludzi. No wiec kogo? (...) Moze oni te rewolucje zalatwiaja tak jakos klubowo, tylko z udzialem czlonkow i co najwyzej za zaproszeniami?".
Operetka z prawdziwymi trupami musiala nawet po makabrze II wojny swiatowej wywolywac zgroze u Europejczyka, choc dla mieszkancow Ameryki Srodkowej, o czym Bobkowski wowczas jeszcze nie wiedzial, stanowila rodzaj pozadanej rozrywki, w ktorej nie tkwilo nawet ziarno metody i nie miala ona niczego wspolnego z systemowym okrucienstwem. Niewiarygodne, a jednak prawdziwe.
Bobkowski plynac do Gwatemali najzupelniej nie zdawal sobie sprawy z tego, ze demokratycznie wybrany rzad tego kraju najwyrazniej orientuje sie na Moskwe, korzysta z jej wsparcia i powoli staje sie jej satelita. Marionetkowy rzad komunistyczny manipulowany z Kremla bylby pod ta szerokoscia geograficzna szczegolnie grozny dla calego regionu, moglby bowiem spowodowac powstanie podobnych agentur w krajach sasiednich. Jak do tego doszlo? Kiedy w czerwcu 1944 roku armia zazadala ustapienia dlugoletniego dyktatora Jorge Ubico, ten - co nieczesto zdarzalo sie tamtejszym dyktatorom - ustapil bez walki, desygnujac na stanowisko prezydenta swego przyjaciela Federico Poncego. Zamiar jego byl prosty: powrocic do wladzy, gdy burza ucichnie. Armia, obawiajac sie, ze Ponce w sprzyjajacym momencie przekaze wladze bylemu dyktatorowi, obalila go w pazdzierniku tegoz roku. Rozpisano wybory prezydenckie. Uchwalono nowa, liberalna konstytucje, wzorowana na konstytucji meksykanskiej z 1917 roku, ktora ograniczala wladze prezydenta, a wzmacniala wladze parlamentu, nacjonalizowala zloza bogactw naturalnych, ograniczala wielka wlasnosc ziemska, gwarantowala prawo panstwa do wywlaszczen i ingerowania w ekonomike, okres sprawowania prezydentury ustalala na szesc lat, bez prawa reelekcji. Byla to jedna z najbardziej w owym czasie demokratycznych konstytucji nie tylko w rejonie Karaibow, ale i bodaj na calym swiecie. Problem wszakze - jak zwykle zreszta - tkwil nie w zalozeniach, ale w checiach, mozliwosciach i w sposobie ich realizacji. Rychlo okazac sie mialo, ze obalenie dyktatora to przyslowiowe wyganianie diabla Belzebubem.
Prezydentem Gwatemali zostal Juan José Arevalo Bermejo, profesor pedagogiki, intelektualista, ktory wieksza czesc dyktatury Ubico spedzil na emigracji w Argentynie. Bermejo nie byl komunista, uchodzil za sympatyka socjalizmu i umiarkowanego reformiste zapatrzonego we wzory peronizmu, wszakze objawszy wladze zdecydowany byl spelnic przedwyborcze obietnice i wprowadzic w zycie konstytucje, co tez uczynil. Ozywienie spoleczno-polityczne, utworzenie zwiazkow zawodowych, zmiany w szkolnictwie, wprowadzenie ubezpieczen spolecznych i kodeksu pracy, reforma rolna, swobodny rozwoj prasy itp., a wiec reformy niewatpliwie pozadane, spowodowaly duzo zamieszania w zyciu publicznym oraz gwaltowny wzrost sympatii prokomunistycznych i temperatury nacjonalistycznej, wymierzonej przede wszystkim w Stany Zjednoczone i panstwa Europy Zachodniej. Pozornie, przynajmniej w poczatkowym okresie, komunisci nie pragneli wladzy; zreszta bylo ich wowczas nie wiecej niz pieciuset (Komunistyczna Partia Gwatemali byla partia typowo kadrowa), zatem opanowywanie przez nich kluczowych stanowisk musialo odwlec sie nieco, tzn. do czasu, gdy poparcie Zwiazku Sowieckiego mialo przybrac ksztalt konkretnych faktow, przede wszystkim polityczno-militarnych, i przyniesc, podobnie jak i dzialania propagandowe, odpowiednie efekty. Komunisci zdecydowali sie rozpoczac walke o wladze od opanowania zwiazkow zawodowych. Swoja retoryka przyciagali robotnikow, chlopow i biedote miejska, a potem zaczeli tworzyc zbrojne bojowki po cichu zaopatrywane w bron przez Zwiazek Sowiecki, Polske i Czechoslowacje, w koncu opanowali aparat policyjny i wojsko. Niepostrzezenie Gwatemala zeszla z drogi reform na droge stalinowskiego totalitaryzmu. Zapanowal terror. Podsycajac nienawisc klasowa i rasowa, komunisci zaczeli dazyc do rozpalenia ognia rewolucji na calym obszarze Ameryki Srodkowej, jednoczesnie szermujac haslami rownosci, wolnosci i pokoju.
Bobkowski dosc szybko zorientowal sie w sytuacji. W liscie do swego szwagra, Jana Birtusa, lekarza mieszkajacego w Metzu, i jego zony pisal: "Od trzech dni punktualnie o 6-ej po poludniu strzelanina, ofiary wsrod gapiow i ´wesoloª. Ale juz dzis nie mozna mowic o operetce. Sprawa - (musze was troche poinformowac, zebyscie sie nie usmiechali dobrodusznie, jak wszyscy w Europie na wiesc o tutejszych burdach) - jest powazna i jak wszedzie - ta sama: komuna. Tutejszy obecny rzad, wyloniony w nastepstwie rewolucji przeciwko dlugoletniemu dyktatorowi (...), wybrany ´demokratycznieª i ´demokratycznyª, zjechal bardzo szybko na linie moskiewska. Zaczelo sie od wprowadzania roznych ´postepow socjalnychª, tworzenia syndykatow robotniczych, organizowania roznych ´zadan klasy pracujacejª, a skonczylo sie na masowym importowaniu hiszpanskich komunistow, zamordowaniu rok temu przez rzad kandydata na nowego prezydenta (reakcyjny, proamerykanski) i wydawaniu juz otwarcie tygodnika komunistycznego Octubre z sierpem i mlotem, tudziez zatwierdzeniu projektu reformy rolnej, polegajacej na odebraniu uprawnej ziemi tym, ktorych dziadkowie w czola pocie uczynili ja uprawna, i rozdzieleniu jej wsrod Indian (...), ktorzy nie beda jej uprawiac, zasiewajac ja jedynie fasola i kukurydza na wlasny uzytek. To wszystko w kraju, w ktorym zaledwie 10% terenu jest pod uprawa dzieki inicjatywie bialego, a 90% lezy odlogiem i mogloby dac nie wiem ile terenu uprawnego, gdyby bylo kim to skolonizowac. W sumie i w skrocie sytuacja doszla obecnie do punktu krytycznego. Wywiad angielski i amerykanski juz nie kryje sie, ze Gwatemala jest centrum komunistycznego promieniowania na caly okreg Morza Karaibskiego i Srodkowa Ameryke: mowi sie otwarcie, ze rzad tutejszy zmierza do uformowania bazy rosyjskiej (zaopatrzenia lodzi podwodnych itp.) i w ogole ´dywersji na tylachª. W kraju obudzila sie opozycja, jak zwykle zle zorganizowana, i ona to od trzech dni, o 6-ej po poludniu zbiera sie na glownej ulicy, aby manifestowac swe niezadowolenie zadajac dymisji rzadu. A rzad wysyla kontrmanifestantow, najgorsze mety podmiejskie, juz od dawna uzbrojone przez rzad i niechybnie wynika strzelanina. (...) Operetka operetka, ale strzelaja naprawde i tym razem nie jest to zwykla strzelanina o dojscie do zlobu, lecz jakby malenki froncik wsrod setek innych, ktore tworzy obecnie Moskwa. A Amerykanie nic. Ciekaw jestem, czy i kiedy, i jak zareaguja (...). Cala Gwatemala zamknieta. (...) Sklepy zamkniete. Rzadowy dziennik zapowiada grzywny dla kupcow, ktorzy zamkneli ´nielegalnieª, poza tym pelen tryumfu ´mas pracujacych nad reakcjaª. Slownik znajomy, ten sam, klasyczny, przeszczepiony wprost stamtad tu, gdzie malo lub prawie nikt nie czuje jeszcze jego pochodzenia, nie rozumie go. ´Mojª sklep zamkniety, wpuszczaja mnie chylkiem. W tym sklepie uswiadomilem juz troche personel, pogawedki, niby zbieramy sie do roboty, ale w sumie zupelnie to nie idzie. ´Co pan mysli?ª, pytaja mnie. Mysle, ze nic z tego nie bedzie, ze rzad dysponujacy bojowkami robotniczymi zorganizowanymi fachowo przez Hiszpanow, dysponujacy policja i zdezorientowanym wojskiem, w ktorym nie ma w tej chwili nikogo, kto objalby dowodztwo nad buntem, ze ten rzad wygra partie jeszcze raz przeciwko opozycji zlozonej z kupcow, adwokatow, lekarzy, studentow itd. - w sumie ludzi wygodnych, niezbyt sklonnych do narazania wlasnej skory".
Bobkowski nie pomylil sie. Bunt krwawo stlumiono, jego przywodcy schronili sie w Hondurasie, czesc opozycjonistow szukala azylu na terenie ambasad; zapelnily sie wiezienia, w koncu wedlug najlepszych wzorow lagrow sowieckich w miejscowosci Salama zorganizowano oboz koncentracyjny, w ktorym osadzano przeciwnikow politycznych - tam znecano sie nad nimi takze wedlug najlepszych wzorow rodem z NKWD. Czegos takiego Ameryka Lacinska dotad nie znala. Opozycjonistow czy tylko ludzi podejrzanych o nieprawomyslnosc, jesli nie osadzano w Salamie i jesli nie znikali w tajemniczych okolicznosciach, by sie juz nigdy nie odnalezc, sila doprowadzano do granicy i zmuszano do jej przekroczenia bez prawa powrotu - ci ludzie mogli sie uwazac za wybrancow losu.
Dyktatura tymczasem wygrywala, wygrywala - wbrew deklarowanemu internacjonalizmowi - na nacjonalizmie i rasizmie. Bobkowski tak to definiowal: "Komunizm w krajach, w ktorych kolor skory nie jest bialy albo miesza sie tylko z bialym jak tu, rozpoczal dzis gre na nienawisci rasowej i wsunawszy ja zrecznie w swoj klasyczny repertuar, wygrywa na niej najsilniej. Nienawisc do bialego wsuwana jest w sposob niemal niedostrzegalny, ale metodycznie. Pod powierzchnia oficjalnej taktyki komunistow wyczuwa sie juz najdokladniej przemyslana taktyke rasizmu kolorowego. Komunisci maja w nim sprzymierzenca, ktory w tych krajach jest bodaj ze silniejszy od wszystkich argumentow gospodarczo-spolecznych. Posluguja sie nim na kazdym kroku wyzwalajac z pet kompleksu ´niedobieleniaª miliony ludzi. Czekoladowy tubylec (szczegolniej nieanalfabeta) doszukujacy sie dotad z duma wszystkich bialych domieszek od chwili wejscia Hiszpanow i petany rownoczesnie ciaglym strachem, ze jakis bialy lub - co gorsze - o jeden odcien bielszy od niego chlasnie mu nagle w twarz obelzywe tu Indio degraciado, czuje sie nagle wolny. Nie tylko wolny; czuje sie teraz tym bardziej dumny, czym jest ciemniejszy. Tej dumy ucza go komunisci na kazdym kroku.
Jest to taktyka doskonale przemyslanej prowokacji wobec bialego, wobec budowniczego calej cywilizacji zachodniej. Moskwa doskonale wie, ze w obecnej sytuacji moze niemal w mgnieniu oka rozbic te cywilizacje, gdyby udalo sie jej przesunac akcent z konfliktu ideologicznego i rozpetac wojne rasowa. Rozbudzajac rasizm i kolorowe nacjonalizmy, stara sie rozbudzic rasistowska reakcje po naszej stronie. Jezeli nie wytrzymamy nerwowo, mozemy latwo zginac".
Sad to kontrowersyjny, ale nie pozbawiony slusznosci. Komunizm staral sie, i to czesto skutecznie, wygrywac dla swoich celow kazdy nieszczesny spadek po kolonializmie, samemu formujac nowa postac kolonializmu i imperializmu.
Za ten stan rzeczy pisarz winil przede wszystkim polityke amerykanska, ktora go jakby nie dostrzegala lub obawiala sie dostrzegac. W jednym z listow do Jerzego Giedroycia pisal: "Sprawy ida bardzo szybko. Amerykanom wydaje sie, ze komunizm jest jeszcze ciagle najgrozniejszy w Europie. Tymczasem moim zdaniem na ocalonych czesciach Europy ludnosc zostala juz w pewnym sensie szczepiona, uodporniona. Amerykanie nadal laduja szczepionki nie widzac, co sie dzieje tuz obok, na ich bezposrednich tylach, w calej Ameryce Srodkowej i Poludniowej".
Po skrytobojczym mordzie dokonanym na prawicowym kandydacie na prezydenta, plk. Francisco Javierze Aranie, wybory prezydenckie w marcu 1951 roku, uzyskujac 65% glosow, wygral plk Jacobo Arbenz Guzman, notabene rowiesnik Bobkowskiego, polityk bardziej radykalny i bardziej zdecydowany od swego poprzednika, dreczonego watpliwosciami intelektualisty. I on nie byl, przynajmniej formalnie, komunista, ale - by tak rzec - "paktowal z diablem", niezmiennie komunistyczny byl natomiast rzad, dowodztwo armii, samorzady miejskie i gminne. Komunizm juz nie penetrowal, ale opanowywal kraj. Sola w oku rezimu stal sie amerykanski koncern United Fruit Company, monopolista w uprawie i eksporcie owocow, zapewniajacy swoim pracownikom warunki pracy i egzystencji nieznane i nieosiagalne w warunkach sterowanej, komunistycznej gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Pod bokiem United Fruit trudno bylo tworzyc kolchozy, a zatem wypowiedziano mu wojne. Chodzilo o to, by pracownicy sie zbuntowali, ale ci jakos buntowac sie nie mieli zamiaru. Postanowiono wiec znacjonalizowac majatek koncernu za czesciowym odszkodowaniem, wynoszacym ok. 3, 75% jego rzeczywistej wartosci. Rozpoczeto wszakze od realizacji zapowiadanej reformy rolnej; z wywlaszczonych terenow uprawnych 500 tysiecy hektarow przydzielono 60 tysiacom rodzin, co dalo srednia 8 h na gospodarstwo. Bobkowski tak to opisal w dzienniku Z notatek modelarza:
"Przygotowuja ustawe o wywlaszczeniu nieruchomosci w obrebie miasta, o upanstwowieniu handlu miesem i tym podobne. Obdarowani reforma rolna Indianie sprzedali zbior kawy z przypadajacych im w udziale kawalkow plantacji, pieniadze w wiekszosci wypadkow przepili albo przejezdzili taksowkami jezdzac z odleglych miasteczek i wiosek do stolicy po zakup elektrycznych gramofonow, zelazek, ubijaczek, wyciskaczek sokow itd., choc po wsiach nie ma elektrycznosci, a teraz karczuja plantacje kawy i sieja kukurydze i fasole. Postep. Demokracja tez, bo ´bosi Indianie jezdza taksowkamiª, jak mi powiedzial z zachwytem jeden z tych zaslinionych ´demokratowª.
Sowietyzacja zycia w Gwatemali stala sie jawna, przestano juz nawet ukrywac, ze chodzi o cos innego. Transporty broni plyna ze Szczecina, w okolicach Puerto Barrios buduje sie specjalne doki dla okretow podwodnych, choc Gwatemala nie ma ani jednego takiego okretu. Kazda dziedzina zycia poddana zostaje presji wzorow sowieckich i scislej kontroli.
Szaleje cenzura i policja polityczna. Nikt nie moze juz czuc sie bezpieczny.
Stalinizacja kraju, terror, galopujaca inflacja, coraz powszechniejsza nedza doprowadzaja w roku 1954 do otwartego buntu. Przeciwko komunistycznemu rezimowi wystepuja wszystkie warstwy spoleczenstwa. To juz nie operetkowy przewrot okraszony okolicznosciowa strzelanina, ale grozba prawdziwej katastrofy, jaka jest wojna domowa. Mezczyzni masowo uciekaja do Hondurasu, by przylaczyc sie do antykomunistycznych sil plk. Armasa, korzystajacego juz z bez mala oficjalnego poparcia USA, a takze powaznie zaniepokojonych sasiadow - Hondurasu i Nikaragui. Autor Szkicow piorkiem tak to opisuje:
"Wychodze na osloneczniony plac, przystaje w cieniu katedry, jestem w Ameryce i dusze sie. Dusze sie z bezsilnej wscieklosci i zazdroszcze Leszkowi. Bo Leszek, porucznik armii Bieruta (nie matura, lecz chec szczera), uciekl w Polski w 1948 roku, przedostal sie do Gwatemali, ozenil sie z tutejsza nauczycielka, wybielil z nia juz dwoje dzieci i gospodarowal teraz na kawalku ziemi z jej posagu. Wczoraj przyszedl do mnie do sklepu pozegnac sie. ´Gdzie pan wyjezdza?ª - pytam. ´Do Castillo Armasa bic tych sk... Zebys pan siedzial na wsi, to bys pan dopiero widzial, co sie tu naprawde dziejeª. Ciezka praca dorobil sie malego traktora. Teraz mu go chca odebrac tworzac gminne stacje traktorow. Tym razem wyglada to na dobrze zorganizowane przedsiewziecie. Leszek dostal mape z punktami przejscia, dokladne wskazowki na droge i kontakty. W wyprawe Castillo Armasa zaangazowana jest olbrzymia ilosc ludzi wewnatrz kraju. Pracuja kobiety i mlodziez, bogaci i biedni. Wszystko razem nazywa sie potem ´interwencja amerykanskaª".
I tym razem Bobkowski sie nie pomylil. Powszechny bunt i wkroczenie powstanczych wojsk Armasa obalaja Arbenza, ktory sklada wladze w rece jednego ze swych najbardziej zaufanych wspolpracownikow plk. Diaza, komunisty szkolonego w Moskwie. Kilka godzin pozniej Diaz zostaje obalony przez wojsko. Carlos Castillo Armas wkracza do stolicy entuzjastycznie witany przez jej mieszkancow. Jest 28 czerwca 1954 roku, ostatni dzien komunistycznej dyktatury w Gwatemali, ktora pod roznymi postaciami trwala ponad dziewiec lat. Arbenz uciekl za granice, podobnie jak czesc jego rzadu, inni natomiast szukali schronienia w ambasadach, do ktorych nie chcieli ich wpuscic jeszcze ciagle przebywajacy tam antykomunisci. Nie znaczy to, ze komunizm w Gwatemali przestal tego dnia istniec. Istnial jeszcze dosc dlugo w formie marksistowskiej, a nawet maoistowskiej partyzantki, ktora wslawila sie porwaniami i zabojstwami, z ktorych najbardziej spektakularne bylo zamordowanie uprowadzonego w 1970 roku ambasadora RFN Karla-Marii von Spretiego. Do wladzy probowal powrocic Arevalo, probowano przeszczepic do Gwatemali rewolucje kubanska - wszystko bez skutku, choc kraj byl jeszcze niejeden raz targany puczami i zamachami stanu, zaden z nich wszakze nie mial juz koloru czerwonego.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |