PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (16 maja 2003)


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy

Czym zyje Polska w maju, cudownym polskim maju? Trzeba by do Lazienek, do parkow, nawet popatrzec przez okno na kwitnace czeremchy, kasztanowce, bez. Zbrodnia siedziec przy komputerze i tluc w klawisze... Zebysmy my, Polacy, mieli choc odrobine urody, jaka hojnie obdarza nas wiosna! Jestesmy, niestety, brzydcy. Jeremiasz B., vel "Baranina", mafioso z najwyzszej polki, na ktorego rozkaz sprzatnieto ministra Jacka Debskiego, ktory moglby rzucic swiatlo na morderstwo gen. Papaly, szefa policji; otoz ten ponoc pilnie strzezony podejrzany powiesil sie (powieszono go?) w wiedenskim wiezieniu. W srodku miasta Lodzi, w kamienicy, rodzice zamordowali czworke swoich dzieci i ciala zakisili w plastikowych beczkach. Doniesienia o patologii w rodzinie byly, ale biurokracja jedynie przewalala papierki. Sasiedzi milczeli. Teraz podkladaja sie pod kamery reporterow, chca byc na wizji. Nierozwiazany supel budzetu zaowocowal pomyslem genialnym: zamrozic emerytury! Starzy nie chca dosc szybko umierac, niech wiec te ich grosze wspomoga finanse. Pomyslow na oszczedniejsze panstwo, na skurczenie wlasnych apanazy - mowy nie ma! Apel o powrot do zaniechanych afer: tzn. domaganie sie komisji specjalnych dla zbadania afery Funduszu Obslugi Zadluzenia Zagranicznego, Telegrafu itd., itp. Bylby to zamiar chwalebny, gdyby mial sluzyc prawdzie. Ale niestety jest to otwarcie puszki Pandory celem zemsty jednych nad drugimi, zeby pokazac, ze wszyscy byli brudni. Dzien, w ktorym przed komisja w sprawie zeznawal Leszek Miller, nazwano czarnym poniedzialkiem. Nielicznych opowiadajacych sie za premierem oburza fakt, ze osmielono sie tak szacowna osobe w ogole pozwac na swiadka. Wiekszosc natomiast mowi, ze za obelgi rzucone przez Millera wobec przesluchujacego go z ramienia komisji sejmowej posla, ze przytocze: "podlosc; jak pan szuka satysfakcji, niech ja pan znajdzie gdzies na boku i wreszcie: jest pan zerem"; otoz za takie zachowanie w cywilizowanym kraju swiadek zeznajacy pod przysiega, premier-nie-premier, bylby pociagniety do odpowiedzialnosci karnej... Tak wygladaja informacje z biezacej prasy, ktore przebieglam.

"Na dzien dzisiejszy" (ulubiony zwrot osob z awansu, dzis wysoko postawionych); otoz na dzien dzisiejszy najgorsze jest to, ze "przefajdamy" nasza sprawe w Iraku. Przepraszam, ze osmielam sie splagiatowac wyrazenie Marszalka Pilsudskiego, ale pasuje do tego, co czuje.

Poszlismy z Amerykanami na wojne. Nie po raz pierwszy, i nie po raz pierwszy - z sukcesem. Amerykanie nam klaszcza i na klaskaniu, obawiam sie, ze sie skonczy. Zasialismy ziarno, ale plon zbierze kto inny. Wyjdziemy jak Sobieski pod Wiedniem lub, jak kto woli, jak Zablocki na mydle...

Na wlasne zyczenie. Czy naprawde jestesmy zupelnie nierozgarnieci?! Odpowiedz brzmi: "grupa trzymajaca wladze" - na pewno. Objecie w zarzad jednej z czterech stref Iraku mogloby nam przyniesc niewatpliwe korzysci. Tym bardziej ze mamy atuty w garsci: przez lata polska firma Dromex budowala w Iraku autostrady. Tak dobre, ze nie ugiely sie pod pedzacymi na Bagdad czolgami. Irakijczycy dziwnym trafem nie czuja do Polakow niecheci, wrecz nas lubia. Dobre na poczatek. I coz my z taka propozycja robimy? Dopraszamy do rzadow Niemcow i Dunczykow. Ale jak? Tak, ze oba rzady poczuly sie urazone. Takie sprawy zalatwia sie z najwyzsza delikatnoscia. Zwlaszcza majac swiadomosc roznicy w podejsciu naszym i ich do wojny irackiej. Tymczasem propozycja pada publicznie, krotko i wezlowato, rozdmuchana przez media i natychmiast odrzucona przez adresatow, z jeszcze wieksza uraza. Minister obrony Jerzy Szmajdzinski nie bardzo umial wyartykulowac swoje racje w telewizorze. Podobnie Wlodzimierz Cimoszewicz, minister spraw zagranicznych. Angielszczyzna biegla, nabyta na zagranicznych wieloletnich stypendiach - ale umysl nie dorosl.

Mamy, mamy ludzi madrzejszych, ale chodza w pojedynke. Padaja nazwiska i zaraz westchnienie: coz zrobia sami, bez zaplecza? Bez zaplecza, czytaj: bez mas partyjnych. Moim zdaniem przy nastepnym rozdaniu masy partyjne i tak sie rozpierzchna i nie beda stanowily sily dla kandydatow. Na szczescie. Bo juz nie do wytrzymania...

*

Wracam do Iraku, ktory nie daje mi spokoju. Gwiazdka, ktora spadla nam z nieba. Niechby wreszcie utknela w naszej siatce! Gdybysmy pokazali, ze umiemy wprowadzic tam lad, korzysci moglyby byc niewyobrazalne. U siebie robic tego nie umiemy. U drugiego latwiej. Mniej wklada sie emocji, a wiecej rozsadku. Nie trace wiary, ze znajdzie sie ktos (jednym z kandydatow jest niedawny minister finansow Marek Belka), kto potrafi. Moze okaze sie nowym Eugeniuszem Kwiatkowskim?

Pierwsza korzysc: rozladowanie naszego bezrobocia. Juz teraz zglaszaja sie fale bezrobotnych chetnych do odbudowy drog w Iraku. Zglaszaja sie! Pisz do mnie na Berdyczow! Nie ma komu, jak i gdzie organizowac ich naboru w kraju. Przeciez wszystkie nasze chwalebne polskie akcje humanitarne organizowali ludzie dobrej woli spontanicznie i skokowo. Mimo wyzszych szkol administracyjnych nie wychowalismy sprawnych urzednikow. Moze i sa, ale petaja sie gdzies w pojedynke. Do urzedow i samorzadow weszli swojacy, krewni i znajomi Krolika. Obawiam sie, ze nie bedziemy umieli polozyc kamienia wegielnego pod to dzielo.

Wiec boje sie, ze my ten Irak spartaczymy. Gdybysmy sprostali zadaniu, Polska skoczylaby o dwanascie szczebli na drabinie swiatowej jako panstwo. Ale to sie nie stanie. I tego mi zal.

*

Moj ulubieniec, ktoremu dawno wywrozylam kariere polityczna, obecny przewodniczacy Platformy Obywatelskiej Donald Tusk ma pomysl na najpowazniejszy nasz problem: bezrobocie. Otoz oprocz poteznego odchudzenia wydatkow panstwa, za czym od poczatku sie opowiada, uwaza, ze kazdemu nalezy stworzyc warunki do pracy. Nic nowego: dac biednemu nie rybe, lecz wedke. Zaradniejszy zlapie rybe duza, fajtlapa - malutka. Ale kazdy cos tam zlapie, co mu pozwoli zyc. Jednemu bedzie lepiej, drugiemu gorzej, i w porzadku. Nie chcemy urawnilowki. - Bo przeciez - mowi z przekonaniem Tusk - nie ma czlowieka, ktory by wolal pobierac zasilek niz pracowac.

Za pozno, kwiatku, za pozno na takie przekonanie. Rany zadane biednym poszly zbyt gleboko. Zasilek, renta, opieka spoleczna zalazla mocno za skore wieloletniemu bezrobotnemu. Stala sie jego druga natura. Jak nalog, jak narkotyk. Zwlaszcza na wsi. Chlopi walcza o rente roznymi sposobami: skamleniem w odpowiednich placowkach, a jak sie nie da, to i przekupstwem. Odbywaja sie ciche narady, komu trzeba dac w lape, zeby przyznali. Tak wiec numer z wedka skutkuje wobec jednostek ambitnych i przedsiebiorczych. Gdzie ich szukac na wielkich polaciach bezrobocia, w zachodniopomorskich latyfundiach popegerowskiej nedzy? Tam zycie z renty wchodzi juz w drugie pokolenie.

Sekunduje Platformie Obywatelskiej. Chcialabym, zeby znalezli wlasciwa droge. Program ekonomiczny PO, opracowany przez prof. Zyte Gilowska - ta poslanka naprawde nam sie udala! - lezy w Sejmie, czekajac na rozpatrzenie. Ufam, ze jest wszechstronny. Ze nie jest adresowany jedynie do ludzi rzutkich, ale rowniez do rzeszy obywateli-fajtlapow, ktorzy nam sie namnozyli, niekoniecznie z wlasnej winy.

*

Czytam powiesci Wladyslawa Terleckiego. Pisarz duzej klasy, zupelnie zapomniany, choc zmarl niedawno. Mimo ze opisuje losy tragiczne, glownie bohaterow naszych powstan dziewietnastowiecznych - ksiazki te koja. Nie wiem, na jakiej zasadzie. Gdy mi zle, gdy chandra gryzie, gdy doprowadza do szalu robak toczacy nasza rzeczywistosc, chwytam za stare wydania, na lichym rozsypujacym sie juz papierze i zaglebiam w dzieje ludzi honoru. Honoru pojmowanego jako zwyczajna ludzka powinnosc. Nastawiam punktowe swiatlo i wslepiam sie w tajemnicza narracje dziejow Stefana Bobrowskiego ze Spisku. Mial 20 lat. Jeden z najzdolniejszych, a jednak dal sie wciagnac w pulapke zastawiona przez swoich. Ginie w pojedynku, ktory biorac pod uwage jego krotkowzrocznosc z gory byl przesadzony; nawet oficjalna prasa tego okresu uzywala slowa "mord". A tak na marginesie: jak perfekcyjnie dzialala carska Ochrana! Niech sie schowaja dzisiejsze wywiady:Intelligence Service, CIA, a nawet Mosad. Uczyc sie od starych.

Warszawa, maj 2003 r.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail