PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (9 maja 2003)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

Czas,
ktory stoi

Lubie grube ksiazki. Tom liczacy kilkaset stronic obiecuje dlugie, nieraz intymne obcowanie z postaciami powiesci, pozwala na stopniowe ich odkrywanie, poznawanie ich tajemnic, sledzenie zawilych losow, a w koncu na konkluzje czesto prowadzace do porownan z wlasnym zyciem, z wlasna jego wizja. Totez nowa ksiazke Jadwigi Maurer Sobowtory wzialem do reki z takim wlasnie nastawieniem i przyznam, ze sie nie rozczarowalem. Rozpisany na 22 rozdzialy zyciorys anonimowej bohaterki rozwija sie stopniowo, pozwala na czytelnicze uczestnictwo w jej kolejnych przemysleniach i zyciowej podrozy od okupacyjnego Kazimierza w Krakowie, poprzez slowacki klasztor, potem Monachium, az po amerykanskie etapy. Otwieraja sie przed nami lata dawno minione, niezwykle z tego chocby powodu, ze bohaterka jest polska Zydowka ocalona od zaglady i nastepnie probujaca zbudowac sobie emigracyjne zycie. A wiec sprawy z jednej strony bliskie, z drugiej przeciez inne od dziejow emigrantow nie skazanych na calkowite zniszczenie, ciekawe.

Chronologia porzadkujaca tok rozdzialow, czy - scislej mowiac - samodzielnych opowiadan ukladajacych sie w rozdzialy powiesci, jest jednak w znacznym stopniu drugorzedna, glowne bowiem miejsce w powiesci zajmuja lata nastepujace tuz po wojnie, spedzone przez bohaterke w Monachium, ksztaltujace jej osobowosc i psychike, okres, ktory nalezaloby okreslic angielskim terminem the formative years. Z malej dziewczynki, ktora w czasie okupacji zdawala sobie sprawe z pietna, jakie na niej ciazylo, w kazdej chwili grozac tragicznym zakonczeniem zycia, wyrasta w Niemczech najpierw dziewczyna, a potem kobieta zamknieta w kregu swojej polsko-zydowskiej biografii, usilujaca dazyc dokads, ale mimo rozwoju wydarzen i rosnacej w ich miare swiadomosci stojaca wlasciwie w miejscu. Opisujac symboliczna linie bohaterka wyjasnia jej znaczenie: "To, panie doktorze, jest czas. Czas, ktory jest stala i sobie stoi. A tu, w tym miejscu, jestem ja. Nie naprawde, ale das Ich" (s. 245). Stolowka klubu zydowskich studentow przy Schillerstrasse staje sie dla niej punktem odniesienia, miejscem blizszym od dzielonego z rodzicami mieszkania, blizszym od sublokatorskich pokoikow, jakie przyjdzie jej kolejno zajmowac. Na Schillerstrasse zawiazuja sie najtrwalsze przyjaznie, pozostaja we wspomnieniach na zawsze, tak ze bohaterka wraca do nich nie tylko mysla, ale i fizycznie, przyjezdzajac w odwiedziny ze Stanow Zjednoczonych, gdzie w koncu osiadla. Trzej monachijscy koledzy z tego studenckiego kolka zajmowac beda w jej opowiadaniach miejsce wazniejsze od ledwie wspominanych kolezanek czy nawet przelotnych amantow, stana sie niejako prototypami dalszych, samodzielnych losow ludzi na najdziwniejszy okres zycia rzuconych do tego bawarskiego miasta, ich "antyojczyzny", jak je w jednym z opowiadan nazwie. Totez rozdzialy traktujace o Krakowie i Slowacji, podobnie jak satyryczne obrazki ukazujace amerykanskie osrodki uniwersyteckie, mozna uwazac za rame opowiesci monachijskich stanowiacych centrum nie tylko uwagi, ale losow bohaterki. Czas zatrzymal sie dla niej w tamtych latach i ich wizja przeslonila wszystko, co zdarzylo sie przedtem i zdarzyc sie mialo potem.

W Monachium konczy gimnazjum, w Monachium idzie na studia i otrzymuje najpierw dyplom, potem samodzielna prace w blizej nieokreslonym instytucie, w Monachium mieszka i - chcialby sie powiedziec - zyje, gdyby owczesna egzystencje mozna nazwac zyciem. Przez caly bowiem ten okres, kilku czy nawet kilkunastu lat - znowu nie dowiadujemy sie dokladnie ilu - bohaterka powiesci trwa w stanie zawieszenia. Probuje zdac sobie sprawe z wyjatkowosci sytuacji czlowieka ocalonego z masowej zaglady i stale w cieniu zaglady pozostajacego. Jest to stan do tego stopnia wyjatkowy, ze absorbuje ja bez reszty. Studia, praca, przyjaznie, lektury i drobne rozrywki, takie jak studencki bal czy kino, odbywaja sie jakos mimochodem, na marginesie swiadomosci, niejednokrotnie pasjonujaco pochlonietej rozwazaniem tego stanu psychicznego. Jak to sie stalo, ze ich - ich wszystkich z przeszlosci i lat dziecinstwa - nie ma, a ja jestem? Ze ocalalam? Jakie to ma znaczenie dla mnie, dla mojego zycia? Czy ocalalam moze po to, zeby zostac kronikarzem tego okresu, o ktorym za pare lat nikt juz nie bedzie pamietal? Czy tez mam isc droga jakiejs kariery zawodowej? Pytania, pytania bez odpowiedzi, tak absorbujace, ze bohaterka powiesci sama spycha sie na jakis margines rzeczywistosci, zyje w wymiarze tylko dla niej istniejacym, przez nia tylko stworzonym. Czytelnik znajacy realia tego czasu na prozno szukalby najmniejszej nawet wzmianki o wspolczesnej Polsce i Polakach, o problemach politycznych, na prozno usilowalby odnalezc na sciezkach parku Angielskiego olbrzymi gmach rozglosni Wolna Europa, uslyszec jedna chocby wiadomosc o tym, co sie wokol, na swiecie, dzieje. Tych spraw w powiesci po prostu nie ma. Bohaterka, owszem, czesto spaceruje po parku Angielskim, chetnie siaduje na laweczkach i w ogrodowych kawiarniach, dostrzega jednak tylko swoje problemy i swoje malutkie srodowisko zlozone, paradoksalnie, z polskich Zydow. "Ten park, jak wiele innych rzeczy i spraw, zyje wlasnym zyciem w mojej wyobrazni" (s. 105). Totez obraz Monachium, jaki sie z powiesci wylania, jest na pewno ciekawy, oryginalny, ale ograniczony, sciesniony do najwezszej perspektywy wyimaginowanej codziennosci, wyizolowanej z reszty otaczajacego swiata. I to jest bez watpienia slaboscia tej powiesci tak innej od innych, jak inna od innych jest jej anonimowa bohaterka.

W centrum jej zainteresowan sa oczywiscie mieszkajacy w Monachium Zydzi, te kilkadziesiat czy kilkaset rodzin, ktorym udalo sie ocalec. Ich losy sa rownie skomplikowane jak dzieje bohaterki. Na zewnatrz, wobec swiata, stanowia dobrze zorganizowana gmine, pomagaja sobie wzajemnie, uczestnicza w swoich uroczystosciach i rocznicach, pokazani jednak z bliska okazuja sie wewnetrznie polamani, naznaczeni cieniem wydarzen, z ktorych udalo im sie uniesc glowy.

Sporo miejsca zajmuja w powiesci Niemcy i nie ma w tym nic dziwnego - ostatecznie czas zatrzymal sie nie w prozni, ale w Monachium, gdzie codzienne z nimi kontakty staja sie koniecznoscia - na uczelni, w pracy, w miejscach zamieszkania czy po prostu na ulicy. Sprawa najbardziej istotna, podobnie jak w calej ksiazce, jest ich stosunek do Zydow. Zdarzaja sie tacy, ktorymi powoduje poczucie winy, bywaja inni, kierowani ciekawoscia, nie brak tez Niemcow, najczesciej mlodych ludzi ze srodowisk arystokracji, dla ktorych problem zydowski rzekomo nie istnieje - traktuja bohaterke po prostu jak kolezanke, czasem okazje do flirtu, to jednak, jak wiekszosc przezyc bohaterki, nie zajmuje szczegolnie waznego miejsca w jej zyciorysie. "Raz jechalam z ksieciem jego mercedesem [...]. I nie dowiedzialam sie nigdy, dokad wlasciwie jechalismy i jakie ksiaze mial wobec mnie zamiary. [...] We wszystko wkreca sie tu polityka i przeszlosc, lepiej nic nie zaczynac i tylko tak sobie lazic po Monachium, samotnie i bez celu" (s. 153-154). Samotnie i bez celu - to okreslenie zdaje sie najtrafniej sumowac jej stan psychiczny w zatrzymanym sztucznie czasie.

Polacy pojawia sie pozniej, w okresie amerykanskim, najczesciej jako stypendysci z PRL-u tlumnie odwiedzajacy uniwersyteckie kampusy. Bohaterka, ktora w Niemczech konczyla bodajze medycyne (to tez, jak wiele innych spraw, nie jest do konca wyjasnione), pojawia sie na tym nowym etapie jako polonistka i stad czeste z przyjezdnymi kontakty. Jesli jednak postaci powiesciowe okresu monachijskiego traktowane byly z poblazliwa sympatia, przybysze z Polski ukazani sa najczesciej bezlitosnie satyrycznie. "Oni tu przyjezdzali i nic im sie nie podobalo. Dawali nam do zrozumienia, ze tam u nich ludzie byli wybitnie inteligentni, ze tam podrastaly same cudowne dzieci, ze tam w Ludowej Demokracji bily te wlasciwe serca, znajdowaly sie te wlasciwe mozgi, intelekty, a nas tu zycie jakos ominelo.

Oni wiec byli gotowi za stosunkowo niewielkie sumy, ktore mielismy inwestowac, pokazac nam, jak sie kreci filmy, robi teatr, pisze ksiazki" (s. 302). Wlasciwie jedyna pozytywna postacia Polaka jest anonimowa sylwetka profesora, w ktorym bez trudu rozpoznac mozna Waclawa Lednickiego z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Dla niego jednak Polska to nie Polska geograficzna, a "Polska idealna", w ktorej "mieszka na zawsze" (s. 309). Zalowac tylko nalezy, ze i do tego sympatycznego portreciku wkradla sie nutka lekcewazenia.

Nie, bohaterka Sobowtorow w Ameryce tez nie czuje sie dobrze. Ani Amerykanie, ani Zydzi, ani Polacy nie znajduja w jej oczach uznania. "Obserwuje - pisze - sama zamknieta tu hermetycznie jak Aldona w swojej wiezy i bardziej od niej oderwana od spraw toczacych sie na swiecie" (s. 301). To oderwanie prowadzi nieuniknienie w monachijska przeszlosc, totez ksiazke podsumowac mozna jednym jeszcze, obszernym cytatem: "Byly to piekne czasy, blogoslawione czasy, unrrowskie czasy. Kto nie znal tych czasow, nie ma zielonego pojecia o nadziejach, o radosci zycia, o jego pelni. W ogole mozna smialo powiedziec, ze czlowiek, ktory nie zaznal unrrowskiego szczescia puszkowego, kocowego, papierosowego, szczescia z przydzialu, o ktore nie trzeba walczyc, ktore sie czlowiekowi nalezy, kto nigdy nie gapil sie z nabozenstwem na wywieszone przed urzedem emigracyjnym ogloszenia opiewajace, gdzie i jak mozna jechac i na jakich warunkach, ten jest czlowiekiem gruntownie przez los pokrzywdzonym. Siedzialam tak przypominajac sobie to i owo, drobne, dla mnie tylko wazne fakty, a popoludnie przetaczalo sie nade mna niezauwazone, sloneczne, w bezsensownej, wiecznej kalifornijskiej wiosnie, puste i pozbawione wszelkiego znaczenia" (s. 301). Ten fragment nalezy przeczytac dwukrotnie i starannie przemyslec, zawiera bowiem sformulowania zasadnicze dla zrozumienia zarowno postawy bohaterki, jak i pisarstwa Jadwigi Maurer.

Z dolaczonej do tekstu noty edytorskiej dowiadujemy sie, ze wszystkie rozdzialy tej ksiazki byly pierwotnie drukowane jako samodzielne opowiadania w ogloszonych na emigracji zbiorach Liga ocalalych (Londyn, 1970 r.) i Podroz na wybrzeze Dalmacji (Londyn, 1982 r.), totez wydanie obecne jest ich pierwszym wydaniem krajowym. Tom zamyka ilustrowane zdjeciami autorki poslowie Jerzego Daniela, ktory cytuje fragment jej listu: "Bardzo mi zalezy na tym, aby moj czytelnik rozumial, ze to, co pisze, nie jest autobiografia" (s. 378) i konkluduje: "W swoim pisarstwie Jadwiga Maurer prowadzi nieustanny dialog polsko-zydowski wkraczajac w rewiry opanowane przez mity i pelne schematow myslowych" (s. 390). Chocby dlatego Sobowtory warto przeczytac.

-------------------

Jadwiga Maurer, Sobowtory. Opowiadania zebrane, Scriptum, Kielce 2002 r., str. 392.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail