O ksiazkach
i ksiegarstwie
Z Halina Tymoszczuk, dyrektorka i wspolwlascicielka Glownej
Ksiegarni Naukowej im. Boleslawa Prusa w Warszawie, rozmawia
Aleksandra Ziolkowska-Boehm
Aleksandra Ziolkowska-Boehm: - Warszawiacy, ale i przyjezdni, wiedza, ze jezeli chca kupic ksiazke, ktora nielatwo dostac, trzeba udac sie na Krakowskie Przedmiescie 7, gdzie naprzeciwko Uniwersytetu Warszawskiego, w starej zabytkowej kamienicy, utrwalonej w "Lalce" Prusa, jest ksiegarnia, ktora ma wszystko. Prowadzona przez Pania od wielu lat ksiegarnia uwazana jest za najlepsza w Polsce. Czy zawsze miala taka dobra opinie?
Halina Tymoszczuk: - To prawda... W 1949 roku w miejscu, gdzie kiedys Wokulski mial swoj sklep, powstala ksiegarnia, ktora w 1952 roku nazwano Ksiegarnia Naukowa, pozniej imienia Boleslawa Prusa. Wrosla ona juz w krajobraz warszawski i wiele pokolen studentow ja odwiedzalo. Ja pracuje tu 29 lat, w maju 2004 bedzie okragla rocznica. Trafilam w to miejsce troche przypadkowo, bowiem z pierwszego wyksztalcenia i wyuczonego zawodu jestem, a wlasciwie bylam... ceramikiem. Na szczescie trafilam do znakomitej ksiegarni pod fachowa opieke przedwojennego jeszcze ksiegarza pana Witolda Gamsa. I mimo zblizajacej sie trzydziestki nadal lubie tu pracowac, i bede pracowac do konca swoich dni, poniewaz od dwunastu lat wraz z Grzegorzem Stepniem jestem wspolwlascicielka ksiegarni.
Zawsze staralismy sie trzymac wysoki poziom i nigdy nie dalismy sie skusic literaturze komercyjnej. A do profilu naukowego obliguje nas sasiedztwo wspomnianego uniwersytetu, Polskiej Akademii Nauk i wielu innych instytutow naukowych. Tym bardziej ze malo jest podobnych ksiegarn w Polsce.
- Co jest najwazniejsze, zeby ksiegarnia dobrze prosperowala? Dlaczego czesc z nich zupelnie dobrze sobie radzi, niektore kwitna, a inne sie zamykaja? Czy jednym ze zrodel sukcesow jest wspaniala lokalizacja?
- Lokalizacja jest oczywiscie podstawowym warunkiem sukcesu w kazdej branzy handlu. Jednak kazde, nawet najlepsze miejsce mozna zepsuc, nie byc jego godnym. Ot, dla przykladu... nie, nie podam przykladow, bo mi nie wypada. Niemniej sa ksiegarnie w bardzo dobrych punktach, ktore niestety zamykaja sie lub ledwo wiaza koniec z koncem. Przyczyna tego jest przede wszystkim to, o czym wspomnialam: ksiegarnia nie moze bazowac na literaturze latwej, koniunkturalnej. Nalezy dbac o stalych klientow i o ich czytelnicze i kulturalne potrzeby, a nie sprzedawac tylko to, co jest chwilowym bestsellerem. Takimi w latach 90. byly tzw. ludlumy i harlekiny, obecne masowo w kazdej (prawie kazdej) ksiegarni. Klienci po paru latach znudzili sie ta literatura, a ksiegarze powoli i z trudem, a czasem niestety bezowocnie, odbudowywali zaufanie wyrobionych czytelnikow. Przyczyna nastepna, byc moze najwazniejsza, byl brak, i wciaz jest, kapitalu na rynku ksiazki.
Czy 10-12 lat to duzo dla nowopowstalego sektora prywatnego w polskiej ksiazce?! Ja uwazam, ze nie. Wszyscy chcielibysmy, zeby bylo lepiej, ale wymaga to czasu.
- Jaka jest obecnie sytuacja w ksiegarstwie polskim? Jakie etapy przeszlo od zmian w 1990 roku?
- Rok 1990, a moze nawet rok-dwa wczesniej, to czas powstania sektora prywatnego w polskiej ksiazce. Prywatyzowaly sie wydawnictwa i ksiegarnie, powstawaly setki nowych oficyn, zakladanych przez bylych pracownikow wydawnictw panstwowych, przez autorow, pracownikow naukowych. Sprywatyzowano prawie wszystkie ksiegarnie. Nasza dosc pozno, bo w 1991 roku. Do obslugi setek, ba, tysiecy starych i nowych juz wowczas podmiotow gospodarczych powstaly dziesiatki, setki hurtowni duzych i malych. Do polowy lat 90. ksiegarnie, wydawnictwa i hurtownie przezywaly prawdziwy boom. Nareszcie ksiazki byly! Pamietam setki tlumaczen literatury sensacyjnej, wspominane "ludlumy" i "harlekiny". Ale jak dlugo mozna czytac taka literature? Poza tym pauperyzacja czytajacej czesci spoleczenstwa z kazdym rokiem powoduje spadek sprzedazy ksiazek. Stad klopoty i ksiegarn, i wydawcow. Naklady spadaja, koszty rosna. Mimo ze studentow jest coraz wiecej (powstaja coraz to nowe szkoly wyzsze), wybor podrecznikow jest tez coraz wiekszy, wiec dochody ze sprzedazy tychze rozkladaja sie coraz hm... cieniej. Dochodzi do tego proceder - tak, proceder! - kserowania, nie zawsze zgodny z prawem. Ogromnym konkurentem dla ksiegarn niezaleznych (okreslenie to przejelismy od ksiegarzy amerykanskich, chociaz wole okreslenie indywidualnych, bo przeciez ktoz w dzisiejszym swiecie zaleznosci finansowych moze sie czuc niezaleznym?) sa empiki i supermarkety. Ksiazki tam sprzedawane sa niejednokrotnie tansze, ale przede wszystkim sa tam w sprzedazy ksiazki najpopularniejsze. Natomiast ksiegarz indywidualny zobligowany jest do sprzedawania rowniez i tej trudniejszej, a wiec i majacej mniejsze wziecie literatury.
Sytuacja podobna jak w przypadku podrecznikow szkolnych, ktorych juz ok. 50 procent jest sprzedawanych przez wydawcow bezposrednio w szkolach, a wiec z pominieciem ksiegarn. A dla wielu (60-70%) ksiegarn podreczniki stanowia 60-70% dochodu.
- Jakie ksiazki w Polsce ciesza sie najwiekszym powodzeniem? Jakie ma Pani zdanie o czytajacych Polakach?
- Oczywiscie jak najlepsze, bowiem to dzieki tym wlasnie Polakom kraj nasz uwazam za wysoce wyksztalcony i swiadomy. Dowody tego dala chociazby najnowsza nasza historia lat 80., literatura podziemna tego okresu. Swiadectwem jest tez ok. 20 tysiecy nowych tytulow rocznie wydawanych w Polsce, w tym cala wielka literatura swiatowa z wielu dziedzin.
Poczatek lat 90. to zainteresowanie ksiazkami poswieconymi powstaniu warszawskiemu, potem ogolnie mowiac Pilsudskiemu, potem, wlasciwie do dnia dzisiejszego, literatura wspomnieniowa z okresu przedwojennego wraz z literatura tzw. szlachecka, herbowa, literatura emigracyjna, a wlasciwie - kiedys emigracyjna.
- Jakie jest zainteresowanie ksiazkami polskich autorow w stosunku do tlumaczen?
- Na szczescie wydaje sie coraz wiecej polskich autorow, ale poczatek lat 90. to byly prawie wylacznie tlumaczenia. Jest to calkowicie zrozumiale, gdyz wczesniej przekladow literatury swiatowej bylo jak na lekarstwo, a i to pojawialy sie tytuly wybrane, jak wiadomo, po cenzurze. Po wypelnieniu tej luki w dostepie do literatury swiatowej proporcje sa juz normalniejsze.
Jest duzo debiutow, wydawnictwa oglaszaja konkursy. Autorskie tuzy, rowniez emigracyjne, wydaja w Polsce, czasem wracaja do Polski. Uwazam, ze jest niezle. Mamy dostep wlasciwie do calego kanonu literatury swiatowej, tym bardziej ze coraz wiecej Polakow moze czytac i kupowac ksiazki w oryginale.
- Jak sie rodza bestsellery?
- Dobra ksiazka za pomoca reklamy moze stac sie bestsellerem, ale zlej ksiazce nawet reklama nie pomoze.
- Skad prowadzacy ksiegarnie dowiaduje sie o nowej ksiazce? Kiedys byly wydawane "Zapowiedzi wydawnicze", jak jest teraz?
- Zapowiedzi byly bardzo pomocne w pracy ksiegarskiej, bo obejmowaly prawie cala produkcje wydawnicza, rozprowadzane byly bezplatnie do ksiegarn. Z upadkiem Skladnicy Ksiegarskiej upadly i one. Poniewaz zbieranie informacji o ksiazkach jest i czasochlonne, i kosztowne, nie reaktywowano tego katalogu.
Obecnie informacje sa rozproszone, trzeba je zdobywac z roznych zrodel: katalogow wydawcow, internetu, prasy, radia, telewizji, z informacji od klientow itd. Od inwencji i staran ksiegarza zalezy i zaopatrzenie ksiegarni, i informacje o nowych pozycjach.
- Czy prasa, radio i telewizja wystarczajaco popularyzuja ksiazki? Czy uwaza Pani, ze dobra, a nienaglasniana ksiazka utoruje sobie droge do czytelnika?
- Zawsze jest za malo mowienia o ksiazkach. Szczegolnie opiniotworczym medium jest telewizja, ale, niestety, w telewizji malo sie o nich mowi. Nie jest to jednak wylacznie polski problem, takie same bolaczki maja wydawcy i ksiazki na calym swiecie. Dobra ksiazka znajdzie zawsze swojego czytelnika, ale bez odpowiedniej reklamy rozejdzie sie w marginalnym nakladzie.
- Narzeka sie, ze wiele ksiegarn nie ma na polkach dobrych tytulow, zamawiaja kilka egzemplarzy, a po ich sprzedaniu nie sprowadzaja nastepnych. W USA, w ksiegarniach takich jak Barnes & Noble czy Borders, mozna na miejscu zamowic kazdy tytul. Sprzedawca zamawia przez komputer kazda pozycje, nawet te dawno wydane, o ile jeszcze sa dostepne, i powiadamia klienta, gdy ksiazka przyjdzie.
- Wszelkie porownywania Polski z Zachodem sa bez sensu i wywoluja u mnie zle emocje. Jak mozna porownywac 50-letni (nie biorac pod uwage czasu przedwojennego) okres normalnego rozwoju ksiegarstwa niemieckiego czy innego zachodniego z naszym 13-letnim? My doskonale wiemy, jak wyglada ksiegarstwo angielskie czy francuskie. Prosze nie zapominac, ze to, co jest teraz, tworzy sie dopiero od lat kilkunastu.
Gdybysmy mieli takie warunki jak w USA czy Europie Zachodniej, polski ksiegarz "zakasowalby" kolege z krajow zachodnich. Prosze pomyslec: telefony sa drogie, komputery znajduja sie w niewielkiej liczbie ksiegarn i sluza raczej ksiegowosci, o internecie szkoda mowic, poczta droga, a marze ksiegarskie niskie, niewystarczajace na pokrycie kosztow dzialania przedsiebiorstwa, bo przeciez wlasciciel ksiegarni musi oplacic bardzo wysokie podatki i oplaty za pracownikow itd. Wiec gdzie tu miejsce na prace z pojedynczymi klientami? Oczywiscie, ze wielu ksiegarzy tak pracuje, jak pani mowi, bo zalezy im na kliencie i na opinii o ksiegarni. Wymaga to jednak o wiele wiecej pracy i staran niz we wspomnianych amerykanskich sieciach, gdzie komputer zalatwia 80%, a moze i 99% myslenia i zaradnosci czlowieka.
Brak wystarczajacej oferty w polskich ksiegarniach jest spowodowany glownie mala ich powierzchnia - to zwykle najwyzej 100 metrow kwadratowych. Na takiej powierzchni nie zmiesci sie cala oferta, a przy braku komputerow niemozliwe jest ogarniecie calej produkcji wydawniczej. Jestem jednak dobrej mysli i mam nadzieje, ze kiedys i my bedziemy mogli tak pracowac, co przy naszych umiejetnosciach i naszej wiedzy na pewno da znakomite rezultaty.
- Jak rozwija sie w Polsce sprzedaz ksiazek z katalogow, a jak dalece popularna jest sprzedaz przez internet (np. www.merlin.com.pl)?
- Katalog zaczyna byc terminem nieznanym wielu wydawcom, szczegolnie tym nowym. Starzy ksiegarze - przyzwyczajeni do pracy z Katalogiem Skladnicy Ksiegarskiej, ktorej juz dawno nie ma, czy do pracy z wydawcami - wola pisana forme takiego katalogu. Nie kazda ksiegarnia ma komputer czy dostep do internetu. Praca ksiegarza wymaga czasem wielu telefonow, zeby zdobyc ksiazke czy chocby informacje o ksiazce. Chyba ze mowa tu o katalogach wysylkowych, takich jak Swiat Ksiazki Bertelsmanna. Zasady takiej sprzedazy sa znane wszystkim. Jest to oczywiscie kolejna konkurencja dla ksiegarn, tym bardziej ze sa tu zainwestowane ogromne pieniadze, o ktorych ksiegarze indywidualni nie moga marzyc. Szacuje sie, ze poprzez tradycyjne ksiegarnie sprzedaje sie zaledwie 50% ksiazek, a drugie 50% poprzez kluby, supermarkety i internet. Tak wiec dotychczasowe formy sprzedazy kurcza sie, a przy braku inwestycji nie ma co marzyc o rozkwicie zwyklych ksiegarn.
Wielu wydawcow sprzedaje ksiazki poprzez swoje witryny internetowe. Czynia to rowniez ksiegarnie, ale tych jest znacznie mniej. Oczywiscie my posiadamy swoja strone i sprzedajemy ksiazki poprzez internet (www.ksiegarniaprus.pl). Mamy klientow na calym swiecie. W Polsce nie jest to jeszcze tak popularna forma sprzedazy jak w USA, ale rozwija sie z kazdym rokiem.
- Przecietny nauczyciel nie moze sobie pozwolic na regularne kupowanie ksiazek. Czy uwaza Pani, ze cena jest jedna z przyczyn, ze ludzie nie kupuja ksiazek?
- Ksiazki nie sa drogie, to zycie jest drogie. Chleb jest drogi, a pensje niskie. Najpierw musza byc zaspokojone potrzeby podstawowe, zas kulturalne w drugiej kolejnosci. Pauperyzacja spoleczenstwa zaczyna byc widoczna. Wiele branz podupada, ksiegarska rowniez. Konkurencyjnosc innych towarow jest tak ogromna, ze ksiazki kupuja ci, ktorzy musza. Jestem przekonana, ze nasze spoleczenstwo jest na tyle rozczytane, ze gdyby moglo sobie pozwolic na kupno wszystkich ksiazek, ktore chce, to rynek ksiazki by kwitl.
- Jak wspolpracuje ksiegarz z wydawca?
- Od poczatku dzialania na wlasna reke obralam kierunek bezposredniej wspolpracy z wydawcami. Po pierwsze, jest to korzystne dla mnie, bo mam i ksiazki, i informacje o nich bezposrednio i szybko, a po drugie, wydawca szybko sie dowiaduje, co sie dzieje z jego ksiazka na rynku. Nie bez znaczenia jest rowniez fakt, ze jest to dla ksiegarni dodatkowy zarobek, choc troche wiecej pracy "papierkowej". Czas pokazal, ze to ja mialam racje, decydujac sie na bezposrednia wspolprace z wydawcami, a nie poprzez hurtownie. Plajty kolejnych hurtowni spowodowaly, ze zostal przerwany ciag informacji i doplyw ksiazek. Ksiegarnie zostaly odciete od wydawcow i zawsze troche czasu musi uplynac, zanim nowa wiez zostanie wypracowana. Oczywiscie, ze dla malej ksiegarenki nie jest oplacalna taka bezposrednia wspolpraca, rowniez wydawcy sie nie oplaca wysylanie jednego egzemplarza (koszty pocztowe) na drugi koniec Polski i potem pilnowanie zaplaty (koszty telefonu). Ale niezaleznie czy ksiazki otrzymywane sa bezposrednio od wydawcy, czy poprzez hurtownika, to oczywiste jest, ze wydawca powinien wspolpracowac z ksiegarzem w sferze informacji i promocji. A z tym roznie bywa. Sa wydawcy, ktorym bardzo zalezy na wspolpracy z ksiegarzami, ale sa i tacy, ktorzy w swoim zadufaniu sadza, ze wlasnie ich ksiazka i bez tego bedzie miala powodzenie. Tak nie jest. Kazda ksiazke uda sie dobrze sprzedac, jezeli bedzie miala odpowiednia, szeroka i glosna reklame. Ot, chociazby Tryptyk rzymski Jana Pawla II czy Harry Potter J.K. Rowling. Naglosnienie i ogromna praca promocyjna (szczegolnie przy Harrym Potterze) przyniosla wymierne efekty.
- Jak Pani sadzi, czy dobry jest pomysl, aby powstal fundusz wspierajacy wydawcow i jednoczesnie biblioteki? Moglby powstac np. z tantiem za dziela autorow, ktorych prawa autorskie wygasly. Fundusz ten pozwolilby kupowac od wydawcy stala liczbe egzemplarzy kazdego tytulu (oprocz moze wysokonakladowej klasyki) i rozprowadzac je po bibliotekach, ktore nie maja od lat pieniedzy na kupno nowosci. Tylko bowiem wybrane biblioteki w kraju, o ile pamietam okolo szesnastu, otrzymuja od wydawnictw egzemplarze ksiazek, wszystkie pozostale nie maja od lat nowosci.
Wydawcy mowia, ze na przyklad regularny zakup 500 egzemplarzy bylby dla nich ogromna pomoca, a obdarowywane biblioteki by odzyly. Co Pani sadzi o takiej inicjatywie?
- Jak kazda inicjatywa poszerzajaca czytelnictwo - jest ona ze wszech miar godna poparcia.
Polska Izba Ksiazki podejmowala podobne akcje i pomysly, ale... np. jezeli te ksiazki wydawcy mieliby sprzedawac bezposrednio do bibliotek, to gdzie tu jest interes ksiegarza? Dlatego ksiegarze nie godza sie na tego typu pomysly. Wystarczy, ze wydawcy edukacyjni "weszli" bezposrednio do szkol i sprzedaja tam podreczniki. Uwaza sie, ze ok. 50 procent podrecznikow jest sprzedawanych w ten sposob. Wiele malych ksiegarn przez to upada, co w konsekwencji odbija sie i na samych wydawcach, bo jesli likwiduje sie jedyna ksiegarnie w malej miejscowosci, to tam nie sprzedaje sie ksiazek innych wydawnictw. No coz, krotkowzrocznosc wielu wydawcow, spowodowana dazeniem do uzyskania szybkiego i duzego zysku, jest powodem mizerii ksiegarstwa polskiego i spadku sprzedazy ksiazek przy jednoczesnej ich nadprodukcji. Bo rzeczywiscie ksiazek wydaje sie coraz wiecej, a przy malejacej sprzedazy coraz wiecej ich trafia na przeceny, i coraz wiecej wydawnictw boryka sie z trudami dnia codziennego.
- Czy to znaczy, ze ksiazka nie ma przyszlosci, bowiem mozna ja przeczytac chocby w internecie?
- Podobnie jak nie nastapil kres teatru i kina wraz z powstaniem telewizji, tak i nie nastapi upadek ksiazki z powstaniem internetu. Jest on pomocnym narzedziem i moze sluzyc ksiazce. Ale przeciez nic nie zastapi zapachu ksiazki, dotyku papieru, okladki. Ksiazka w domu swiadczy o jego mieszkancach. Zdobi dom i umysl.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |