[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (2 maja 2003)


MALGORZATA MARKOFF

Jan Marcin Szancer
- malarz dzieciecych marzen

Dwa dziurawe buty szly po podlodze.
W kazdym bucie bylo po jednej nodze.
A na dwoch nogach ubranych w spodnie
Jan Marcin Szancer przechadzal sie godnie.
To ten artysta, slynny ilustrator,
Znany od Amsterdamu az po Ulan Bator.
Jan Marcin Szancer psa rudego mial,
Pies ten byl rasy, co sie zwie czau-czau
I nie uzywa jezyka hau-hau.
Gdyz na przekor psim obyczajom
Psy czau-czau mrucza, ale nie szczekaja.
Otoz pies ten codziennie od rana
Mruczal u nog swego pana
I lasil sie do niego dopoty
Az z milosci zaczal obgryzac mu buty.
Taka sobie wymyslil zabawe.
Dlatego wlasnie buty te byly dziurawe.

Jan Brzechwa

W listopadzie 2002 roku minela setna rocznica urodzin Jana Marcina Szancera, tworcy ilustracji do ponad dwustu ksiazek dla dzieci i doroslych. Na jego ilustracjach do basni Andersena, Pinokia, bajek Brzechwy i wierszy Tuwima wychowalo sie kilka pokolen Polakow.

Patronat nad obchodami tej rocznicy objal prezydent Aleksander Kwasniewski. W Galerii Grafiki i Plakatu w Warszawie zorganizowano wystawe prac artysty, na ktorej, miedzy innymi, ogladac mozna bylo ilustracje ksiazkowe z Przygod pana Kleksa, Pinokia, Jasia i Malgosi. Czesc z nich przeznaczono do sprzedazy. O artyscie pamietal tez Poznan. W listopadzie 2002 r. w Muzeum Literackim im. Henryka Sienkiewicza otwarto wystawe pod tytulem Jan Marcin Szancer - w setna rocznice urodzin.

Szancer byl prawdziwym czlowiekiem renesansu. Jest pamietany przede wszystkim jako ilustrator, a przeciez byl takze scenografem teatralnym, kostiumologiem, malarzem, dziennikarzem, podroznikiem, krytykiem, nauczycielem akademickim, aktorem, pisarzem, wspoltworca Telewizji Polskiej, wspolzalozycielem czasopism dla dzieci - Plomyczka i Swierszczyka, czlonkiem Panstwowej Rady Kultury.

Urodzil sie w 1902 r. w Krakowie. Jego babcia byla aktorka w teatrze wiedenskim i to dzieki niej, jak twierdzil, zainteresowal sie teatrem. Do malowania przekonala go natomiast ciocia Helena, kupujac mu na urodziny pedzelek i farbki. Ojciec, wybitny matematyk, pracowal w firmie ubezpieczeniowej "Florianka". Rodzina Szancerow wiodla typowo mieszczanskie zycie, nie zaniedbujac jednak czestych wizyt w teatrze i muzeach. Juz od najmlodszych lat Jan Marcin slyszal od ojca, ze zostanie aptekarzem. Kiedy mial lat kilkanascie, rodzice wyslali go do dalekich krewnych na aptekarska praktyke. Zawod "pigularza" wydal mu sie wtedy najnudniejszy na swiecie. Z ulga powrocil do Krakowa i swych artystycznych pasji. W autobiografii wspominal po latach: "Na moje zamilowania artystyczne, na to wieczne bazgranie po zeszytach, na byle skrawku papieru i nawet na gazecie, patrzono z poczatku poblazliwie, nawet pochwalono mnie, ze udalo mi sie narysowac cos <podobnego do ludzi>".

W gimnazjum ilustrowal szkolne pisemko Swiatlocienie. W tym czasie przezywal okres fascynacji sztuka Dalekiego Wschodu, zwlaszcza Japonii. Podczas wojny polsko-sowieckiej w 1920 r. zaciagnal sie do armii i wyjechal do Warszawy. Jednak ze wzgledu na slaby wzrok zwolniono go ze sluzby, wrocil wiec do rodzinnego miasta. Po wojnie przyjeto go do Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie. Studiowal z Janem Cybisem i Jozefem Czapskim. Czesto uczestniczyl w spotkaniach literackich, na ktorych czytano wiersze futurystow, miedzy innymi Brunona Jasienskiego i Stanislawa Mlodozenca. Mimo tych mlodzienczych fascynacji nigdy nie przylaczyl sie do futurystow, kubistow, surrealistow czy formistow. Podczas studiow statystowal w teatrze, by zarobic kilka zlotych. Poznal Irene Solska i Stanislawe Wysocka. Za zaoszczedzone pieniadze wybral sie na wycieczke do Florencji, Rzymu i Wenecji. Do konca zycia pozostal pod urokiem sztuki wloskiej. "Jest cos niepojetego w spotkaniu z oryginalem, z tym plotnem, ktorego dotykal swa reka artysta, nasycal je barwa swojej wyobrazni" - zanotowal.

Po powrocie do Krakowa kontynuowal studia pod okiem Jozefa Mehoffera, ale konflikt z wielkim artysta zmusil go, choc na krotko, do zmiany uczelni. Wybral historie, ale szybko przeniosl sie do Miejskiej Szkoly Dramatycznej przy Teatrze Slowackiego. Marzyl o wielkich rolach, ale przeszkoda okazala sie jego wrodzona niesmialosc.

Niemal przypadkiem wystawil w pracowni profesora Teodora Axentowicza kilka swoich wczesniejszych prac i nieoczekiwanie otrzymal za nie nagrode. Axentowicz roztoczyl nad nim artystyczna opieke. Szancer poznal takze Xawerego Dunikowskiego i pozowal mu do postaci sw. Jana.

Po ukonczeniu studiow w 1926 r. ozenil sie i podczas gdy czesc jego kolegow wyjechala do Paryza do pracowni Jozefa Pankiewicza, on sam zaczal zawodowe zycie od malowania scenografii teatralnych. W Warszawie projektowal scenografie w Operetce, a w Krakowie uczyl rysunkow w dwoch gimnazjach. Na krotko wyjechal z zona do Paryza, gdzie wynajal skromna pracownie malarska. Gdy skonczyly im sie pieniadze, powrocili do rodzinnego miasta. Szancer zaprezentowal swe prace: rysunki, portrety olejne, pejzaze i ilustracje do bajek w Palacu Sztuki, ale wystawa przeszla niemal bez echa. Wtedy, w 1929 r. uslyszal od Dunikowskiego: "Bo ty bedziesz ilustratorem".

"To bylo proroctwo, ale, jak wiadomo, nie bardzo lubimy proroctwa sprzeczne z naszymi marzeniami, wiec i ja obrazilem sie smiertelnie" - wspominal Szancer. Zaraz po wystawie otrzymal oferte pracy. Byla to posada rysownika i felietonisty w Ilustrowanym Kurierze Codziennym. "Pisalem o sztukach magicznych i lunaparku, o tym, jak wygladaja mosty w roznych czesciach swiata; felietony o architekturze, teatrze i przedmiotach niezwyklych i powszednich".

Ciagnelo go jednak do teatru, wiec ponownie zaczal projektowac scenografie. Nieoczekiwany spadek po dalekim krewnym przeznaczyl na wyprawe do Maroka i Wloch. Krotko redagowal Gazete Artystow, ale klopoty finansowe zmusily go do szukania szczescia w stolicy. Korzystajac z pomocy przyjaciol udal sie do Cyrulika Warszawskiego i przedstawil swe rysunki Fryderykowi Jarossy’emu. Na poczatek dostal zamowienie na makiete konia i dorozki, ale kolejnych zamowien nie bylo. Na szczescie jego ilustracjami zainteresowaly sie warszawskie wydawnictwa. Szancer zaczal projektowac okladki ksiazek. Pisal tez felietony z pieszych wedrowek po stolicy. Z lat 30. - co ciekawe - wyjatkowo cieplo wspominal swa wspolprace z Wanda Wasilewska i Janina Broniewska. Ilustrowal wtedy Plomyk, pismo dla mlodziezy.

Dlugie rozstanie z zona, ktora caly czas przebywala w Krakowie, doprowadzilo do rozpadu malzenstwa i rozwodu. Jan Marcin Szancer nie porzucil Warszawy, choc kilkakrotnie tracil prace. Znalazl tymczasowe zajecie przy kreceniu filmow, do ktorych projektowal kostiumy i rekwizyty. Dekorowal takze wielkie sale dancingowe stolicy. Powaznym przedsiewzieciem okazal sie film Wandy Jakubowskiej Nad Niemnem. Cala ekipa spedzila kilka dni w Bohatyrowiczach, tak szczegolowo opisanych przez Elize Orzeszkowa. Niestety, film splonal we wrzesniu 1939 r. Wybuch wojny przerwal tez realizacje filmu Zolnierz krolowej Madagaskaru. We wrzesniu 1939 r. Jan Marcin Szancer opuscil Warszawe i wraz z grupa warszawiakow ruszyl w kierunku Lwowa. Tam odnalazl matke i krewnych, szybko jednak powrocil do stolicy, gdzie przezyl niemal cala okupacje. Ozenil sie z mloda aktorka Zofia Sykulska, a jego mieszkanie bylo miejscem spotkan czlonkow ruchu oporu. Nie przestal malowac nawet podczas wojny. To wlasnie wtedy zilustrowal basnie Andersena, opowiadania Hanny Januszewskiej, Ewy Szelburg-Zarembiny i bajki Jana Brzechwy. Typowa dla niego nierowna kreska szkicowal postacie i wnetrza, dbajac o najdrobniejsze szczegoly charakterystyczne dla danej epoki historycznej i stylu. Juz w roku 1940 polaczyla go prawdziwa przyjazn z Brzechwa. "Beda mi wiec wiersze Janka towarzyszyly przez lata okupacji jak usmiech. Nawet w najtragiczniejszych momentach przychodzily mi na mysl znakomite, surrealistyczne puenty wbijajace sie w pamiec jak przyslowia".

W roku 1944 Jan Marcin Szancer projektowal ulotki powstancze. Po wojnie wrocil do Krakowa i zglosil sie do redakcji Czytelnika ze slowami: "Chcialbym tu pracowac i przyjme kazda prace pod warunkiem, ze dostane chleb". Kiedy wydawnictwo przeniesiono do Lodzi, Szancer zamieszkal w Grand Hotelu. Stracil jednak prace i tylko dzieki zonie otrzymal mieszkanie w budynku zamieszkanym przez wybitnych artystow - Erwina Axera, Nine Andrycz, Jerzego Kreczmara i Jana Rybkowskiego. Niebawem losy zaprowadzily go znow do Warszawy, gdzie w dodatku do Glosu Robotniczego wykonywal ilustracje dla dzieci.

"Oczywiscie uradowany chwalilem sie na prawo i lewo, ze znowu mam prace. Po kilku dniach wezwal mnie do siebie redaktor Uzdanski i oswiadczyl mi, ze otrzymal od moich przyjaciol informacje, ze jestem rozrabiaczem, czlowiekiem bardzo trudnym i ze ostrzegaja przed wspolpraca ze mna".

Po kolejnej wyprawie do Paryza Szancer rozpoczal prace przy scenariuszu do filmu o powrotach z obozow. Film okazal sie totalna klapa, do czego sie otwarcie przyznawal. Kiedy redakcja Czytelnika przeniosla sie do Warszawy, Jan Marcin Szancer dostal kolejna szanse. Poczatki byly jednak bardzo trudne, a pozbawiony dachu nad glowa artysta na krotko zamieszkal w biurze. Ogromne wrazenie robilo na nim tempo odbudowy stolicy. "Ktos sobie pokpiwal, ze Polacy nie pracuja, tylko walcza, zdobywaja, osiagaja, bo u nas lubi sie uzywac wielkich slow nawet w stosunku do normalnych spraw. Nie bardzo sobie jednak moge wyobrazic, aby w ogole mozna bylo odbudowac Warszawe, szczegolnie w pierwszym okresie, bez tego polskiego romantycznego zrywu".

Na poczatku lat 50. nawiazal wspolprace z Julianem Tuwimem, ilustrujac jego slynna Lokomotywe wydana przez Ksiazke i Wiedze w 1951 roku. Zostal rowniez wykladowca w warszawskiej Akademii Sztuk Pieknych, a latach 1953-54 tworzyl zreby polskiej telewizji, w ktorej byl kierownikiem artystycznym. "Nie zalowalem nigdy lat spedzonych w telewizji, nie zaluje rowniez rozstania z ta instytucja, bo jesli kiedys film nazywano slusznie fabryka snow, to telewizja jest na pewno fabryka bezsennosci".

Do konca zycia najwieksza radosc czerpal z ilustrowania ksiazek (czesto do tych ilustracji pozowaly mu zona i corka oraz Misia - suczka rasy chow-chow, uwieczniona w Krasnoludkach i sierotce Marysi) i egzotycznych podrozy. W latach 60. powrocil do projektowania kostiumow i scenografii dla warszawskich teatrow. Jego dzielem byly kostiumy do filmow Awantura o Basie i Panienka z okienka, w ktorym zadebiutowala jego corka Malgosia.

Jan Marcin Szancer zmarl 21 marca 1973 roku. We wstepie do autobiografii Curriculum vitae wydanej w 1969 r. napisal: "Sa ludzie, ktorzy szczyca sie, ze na jednym miejscu przepracowali cale zycie. Podziwiam ich, ale moja niespokojna natura i czasy, w ktorych danym mi bylo zyc, nie pozwolily niezaleznie od mojej woli na tak uregulowane bytowanie".

 

Zrodla:

Jan Marcin Szancer, Curriculum vitae, Czytelnik, Warszawa 1969;
Jan Marcin Szancer, Teatr cudow, Czytelnik, Warszawa 1972.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail