GRAZYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
Gdzies dobrze juz w polowie pierwszego aktu Nine scena sie niespodziewanie zaciemnia, wszystko wycisza. Z czelusci polciemnosci ktos sie wylania, zbliza krok po kroku ku proscenium. Muzyka pulsuje cichym werblem. Widzimy ciemny zarys sylwetki. Slyszymy powolny stuk obcasow o deski sceny, szelest taftowych falban. Dramatyczne swiatlo przecina nagle mrok jak blyskawica, roziskrza sie, rozswietla cala przestrzen. Orkiestra wybucha radosna kaskada przyspieszonych rytmow. Rozbrzmiewa niski, charakterystyczny gardlowy glos - i slowa piosenki gina zagluszone eksplozja oklaskow.
Jakze szczodre powitanie musi byc wspaniale dla Chity Rivery: huk oklaskow otulajacy cie czule i entuzjastycznie. I jakze to jest wspaniale dla nas, widzow, kiedy entuzjazm powitania poteguje sie z kazda minuta rozwijajacego sie przed naszymi oczami wachlarza numeru-piosenki, a nasza poczatkowa przyjemnosc nabiera coraz nowych blaskow. Nastepna fala oklaskow to nie tylko nostalgiczne uznanie dla aktorki-spiewaczki-tancerki znanej ze swietnych rol z przeszlosci: w The Kiss of the Spider Woman i The Rink, jako Velma w pierwszej inscenizacji Chicago na Broadwayu i w wersji filmowej, z popisow w West Side Story, Guys and Dolls, Can-Can. To podziekowanie za tu i teraz, za wielka przyjemnosc specjalnego momentu. Chita Rivera nie rozczarowuje, nadal spiewa wysmienicie, a kiedy tanczy plomiennie tango, robi to tak, ze moglibysmy patrzec i patrzec, i tylko chciec patrzec dalej.
Jest to magiczny moment - kiedy cala sale przeszywa dreszcz wspolnie przezywanych emocji, narasta temperatura kolektywnego ciala aktorow-widzow, zespolonych podziwem dla talentu w piekna jednosc. Na taki moment ludzie teatru czekaja cierpliwie i z bezgraniczna pasja, czasem przez lata. Potrafia opowiadac o nim bez konca, marzac o przezyciu go raz jeszcze. Aktor jest zan sklonny zaprzedac dusze diablu. Mnie taki moment pozwala przetrwac cierpliwie i w miare spokojnie wylysiale polacie niczego-szczegolnego w wielu przedstawieniach.
Tak naprawde jest to jedyny magiczny moment wzmozonej temperatury i przyspieszonego tetna w Nine, adaptacji muzycznej slynnego filmu Felliniego 8 1/2. Coz, inaczej odbiera sie film o robieniu filmu czy niemoznosci zrobienia filmu, a inaczej oglada sie aktorow na scenie imitujacych scene filmowa o impotencji tworczej rezysera filmowego. Dystans do rzeczy jest wiekszy i magia juz nie ta sama. Do tego trudno sprostac jakiemukolwiek dzisiejszemu aktorowi dwuznacznej sile przyciagania, jaka w roli Guido mial Marcello Mastroianni: jednoczesnie pelen wdzieku, bezwzglednosci i seksapilu.
Lecz w sumie rzecz jest niezla. Antonio Banderas prezentuje sie zgrabnie, powierzchownosc ma sympatyczna, glos mily. Spiewa tez zaskakujaco dobrze, zwlaszcza kiedy szemrze cieplo, ze nie chcialby nikomu sprawic przykrosci, lub aksamitnie obiecuje, ze wszystko bedzie dobrze, gdy mu sie wszystko wybaczy. Glosowo nie wytrzymuje tylko wtedy, kiedy muzyka przynagla go, by wspinal sie na wyzyny, zonglujac na falach histerycznych crescendo. Glos mu wtedy niknie wsrod halasu muzyki, ale przeciez nie wszyscy musza przekonujaco ciagle krzyczec. Ponadto jest pelen chlopiecego wdzieku, wyraznie lubi siebie, wiec i nam latwo go polubic.
A przede wszystkim, ile sie kreci wokol niego wspanialych kobiet! Do tego z jaka klasa grajacych! Pelno nas czeka w Nine pod tym wzgledem niespodzianek. Wymienie tu kilka glownych: wizualna przyjemnosc, kiedy obserwujesz delikatna Laure Benanti jako Claudie (wzorowana na Claudii Cardinale), artystyczna muze Guido, albo Jane Krakowski w ryzykownie przesadnej roli Carly, blond seksbomby - glupiutkiej, nieskonczenie glodnej uwagi i nieodparcie uwage przyciagajacej. Akustyczne przyjemnosci, kiedy sie poddajesz czarowi delikatnego a bardzo dzwiecznego glosu Mary Stuart Masterson w roli zatroskanej i madrej zony. Ogolne zadowolenie, kiedy przyswiadczasz talentom w pelnym rozkwicie, podziwiajac wysmienita gre i spiew Mary Beth Peil, (matka Guido) czy swobodna zmyslowosc Myry Lucretii Taylor (jego pierwsza dziecieco-mlodziencza milosc).
Ci, co widzieli slynna inscenizacje Nine na Broadwayu, z Raulem Julia, Karen Akers i Liliane Montevecchi (w maju 1982 r. w The 46th St. Theatre), wybrzydzaja, ze oprawa wizualna Scotta Paska i Vicki Mortimer nie umywa sie do oryginalnej scenografii Lawrencea Millera i kostiumow Williama Iveya Longa. Mnie sie jednak wzgledna wstrzemiezliwosc Paska podoba, szczegolnie fakt utrzymania kolorytu calosci w czarno-bialo-srebrzystych tonach, ladnie sugerujacych swiat srebrnego ekranu. Podoba mi sie rowniez to, ze oprawa nie zmienia sie przez cale przedstawienie, z wyjatkiem kilku rekwizytow ladnie punktujacych akcje. Srebrzysta polpustka przestrzeni stanowi dobre tlo dla pieknych kobiet, ktore wspolnie maluja skomplikowane arabeski milosnych pragnien, rozdarc, niemoznosci i niespelnien.
Metropolitan Opera zamyka w pierwszy weekend maja wiosenny sezon. Wsrod bogatego, choc niestety juz typowo tradycyjnego repertuaru raz jeszcze pieknie sprawdzila sie opera Ryszarda Straussa Ariadne auf Naxos. Lubie wlaczac od czasu do czasu opere do kroniki teatru, by przypomniec, ze te dwie wielkie damy blisko spokrewnione stanowia dwa potezne konary wyrastajace z tego samego pnia "sztuki na zywo". Ariadne zas pasuje tu szczegolnie, bowiem jest jednym z najlepszych przykladow czaru skladania "magicznego pudelka w pudelku", czyli budowania "przedstawienia w przedstawieniu".
Libretto Hugo von Hofmannsthala opowiada o pewnym bogatym patronie w Wiedniu, ktory pragnac zabawic swych gosci szykuje specjalny program artystyczny: u nadwornego muzyka zamawia wzniosla kompozycje, zaprasza wedrowny teatr do pokazu najnowszej komedyjki. Wszyscy sa poczatkowo bardzo zadowoleni, szykuja sie z zapalem do wieczornych wystepow. Muzycy i spiewacy operowi sa pewni, ze ich powazna a natchniona sztuka jest wyzszej miary. Aktorzy komedii dellarte sa przekonani, ze to oni bardziej sie gosciom spodobaja, bawiac ich wybornie.
Rzecz sie mocno komplikuje, kiedy kaprys patrona sprawia, ze artysci otrzymuja nowe wytyczne. By oszczedzic czasu i zmiescic duchowe rozrywki miedzy biesiadna kolacja a pokazem ogni sztucznych, tragicy i komedianci maja oba przedstawienia polaczyc w jedno. Rzecz wydaje sie w oczywisty sposob nie do spelnienia. A jednak! Sztuka zwycieza. Muzyka Straussa zaczarowuje powiastke w madra przypowiesc. Cos, co mialo byc smieszne, na naszych oczach przemienia sie w nowe piekno. Kaprysny zart bogacza obraca sie przeciw niemu. Pozwala stworzyc cos wyjatkowego i prawdziwie wzruszajacego.
W Metropolitan Opera zas sztuka zwycieza takze dzieki swietnemu zespolowi solistow oraz natchnionej grze orkiestry pod batuta Jamesa Levinea. W pierwszej czesci, w Prologu, wyroznia sie Waldemar Kmentt jako pewny posluchu Majordomus rzadzacy calym domem w imie swego zamoznego pana. Susanne Mentzer z przekonaniem przekazuje sympatyczna mieszanine zadufania i niepewnosci mlodego kompozytora. Francuzka Natalie Dessay (sopran) powrocila tryumfalnie do swej dawnej roli Zerbinetty po dlugiej przerwie wynikajacej z koniecznosci poddania sie operacji gardla. W drugiej czesci, w Przedstawieniu, tryumfuje Deborah Voigt. Jej potezny sopran laczy sie harmonijnie z cieplym tenorem Richarda Margisona. Duet Ariadne i Bacchusa zegna nas i ten swiat, wstepujac ku niebiosom, w spelnieniu marzenia o milosci.
-------------------------------------------------------
Arthur Kopit i Maury Yeston, Nine, na
podstawie adaptacji filmu Felliniego 8 1/2. Tlumaczenie
z wloskiego: Mario Fratti, rezyseria: David Leveaux, dyrygent:
Kevin Stites, choreografia: Jonathan Butterell, scenografia:
Scott Pask, kostiumy: Vicki Mortimer, oswietlenie: Brian MacDevitt,
dzwiek: Jon Weston, specjalne efekty: Gregory Meeh. Wystepuja:
Antonio Banderas (Guido Contini), Laura Benanti (Claudia),
Nell Campbell (Lina Darling), Deirde Goodwin (Our Lady of
the Spa), Jane Krakowski (Carla), Mary Stuart Masterson (Luisa
Contini), Mary Beth Peil (Guidos Mother), Chita Rivera
(Liliane La Fleur), Saundra Santiago (Stephanie Necrophorus),
Myra Lucretia Taylor (Saraghina), William Ullrich (Little
Guido) i in.
Roundabout Theatre Company, premiera 10 kwietnia,
przedstawienia do 29 czerwca w The Eugene O'Neill Theatre,
230 W. 49 St. przy Broadwayu.
Richard Strauss, Ariadne auf Naxos, z
libretem Hugo von Hofmannsthala. Dyrygent: James Levine, realizacja:
Elijah Moshinsky, rezyseria: Laurie Feldman, scenografia i
kostiumy: Michael Yeargan, oswietlenie: Gil Wechsler. Wystepuja:
Wolfgang Brendel (The Music Master), Natalie Dessay (Zerbinetta),
Waldemar Kmentt (The Majordomo), Richard Margison (Bacchus),
Suzanne Mentzer (The Composer), Tony Stevenson (The Dancing
Master), Deborah Voigt (Ariadne) i in.
Sezon wiosenny 2003, Metropolitan Opera, Lincoln
Center.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |