[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (2 maja 2003)


JERZY R. KRZYZANOWSKI

Legenda Lechonia

"W mym sercu, jak w bursztynie na zawsze przetrwaly", pisal Lechon o obrazach Warszawy, jakie towarzyszyly mu przez cwierc wieku emigracyjnego zywota, we Francji, w Brazylii, w Nowym Jorku. Niezmiernie rzadko zdarza sie spotykac poezje tak trwale zwiazana z krajem pozostawionym na zawsze, niedostepnym i przez to tesknota wypieknialym. Od czasow Wielkiej Emigracji temat tesknoty za Polska byl trwalym motywem poetyckim, a gdy z koniecznosci powrocil w tworczosci pisarzy Drugiej Wielkiej Emigracji, w poezji Lechonia znalazl swoj wyraz najpelniejszy. Dzisiaj, gdy sprawy te szczesliwie odeszly w bezpowrotna przeszlosc, wiersze Lechonia nie tylko przechowaly problemy i troski lat spedzonych z dala od kraju, ale dzisiaj, odczytywane w calkowicie zmienionych warunkach, pozwalaja raz jeszcze przezyc tragedie pokolenia tych wszystkich, ktorzy ojczyzne zamkneli w sercu jak w bursztynie, zdecydowani raczej cierpiec niz pojsc na kompromis powrotu do Polski, ktora juz Polska nie byla.

Nowe wydanie zbioru wierszy Lechonia przynosi wszystkie jego wybitne utwory, od Mochnackiego i Pilsudskiego poczynajac, a konczac na lirykach z lat 50., pisanych w Nowym Jorku, niemal tuz przed smiercia poety. Pieczolowicie wybrane przez Beate Dorosz, najwybitniejsza dzisiaj znawczynie biografii i tworczosci Lechonia, wiersze znane z przedwojennych publikacji krajowych i pozniejszych, emigracyjnych, uzupelnione zostaly kilkoma pozycjami odnalezionymi przez redaktorke tomu w amerykanskich zbiorach bibliotecznych oraz interesujacymi fragmentami dramatow poetyckich, jakie pisarz od najwczesniejszych lat uprawial. Opatrzony w dodatku przedmowa i notami bio- i bibliograficznymi tom stanowi przyklad znakomitej roboty edytorskiej, zaslugujacej na wyroznienie i wysoka ocene.

Warto zwrocic uwage na wspomniane przez autorke przedmowy zjawisko nazwane "legenda Lechonia". Jest to rzecz z wielu wzgledow istotna, a dla dzisiejszego czytelnika w wielu przypadkach znajacego nazwisko poety tylko z lektury szkolnych wypisow, zgola zasadnicza. Kim byl ten mlody poeta, wokol ktorego legenda powstawac zaczela niemal z chwila ogloszenia pierwszych wierszy? Czym na te legende zasluzyl bardziej niz wielu innych, wspolczesnych mu poetow z grupy Skamandra? Czy obecnie, po latach i zasadniczych zmianach sytuacji zarowno ogolnej, jak i literackiej, legenda ta ma szanse utrzymania sie w swiadomosci czytelniczej?

Odpowiedz na te i inne nasuwajace sie w trakcie lektury omawianego tomu pytania najtrafniej znalezc mozna w tekstach wierszy, a przytaczane w nocie biograficznej glosy krytyki znakomicie odczytania takie uzupelniaja. "Kiedy drzacy i blady skonczyl czytanie Mochnackiego, zerwala sie pierwsza w Polsce burza oklaskow na czesc poezji. Poczuli ludzie, ze sie tu bania z poezja rozbila i ze pojda z niej dymy po calej literaturze" - pisal Julian Tuwim w 1926 roku (s. 259). Wtorowal mu Kazimierz Wierzynski: "18-letni autor Karmazynowego poematu zaczal pisac jak geniusz. Nie chce sie wierzyc, ze wiersze Pilsudski albo Mochnacki powstaly w mlodocianym wieku, kiedy najwiekszym utrapieniem pisarstwa bywaja jeszcze bledy ortograficzne. Napiecie uczuciowe tego zbiorku, tresc ideowa, ktora wnosil, fuga poetycka - byly czyms oszalamiajacym" (s. 260). A Julian Sakowski skomentowal wydanie tomiku Karmazynowy poemat, debiutu poetyckiego Lechonia, krotko i rzeczowo: "Nie bylo chyba cienszego w dziejach ksiegarstwa wszystkich epok: liczyl kilkanascie stronic i zawieral siedem wierszy" (s. 7). Siedem wierszy - ale za to jakich! Oprocz obu przed chwila wymienionych byl tam slawny Polonez artyleryjski (To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pulki wali!), Sejm, Jacek Malczewski, Duch na seansie i otwierajacy tom Herostrates. Ten zwlaszcza wiersz tym sie roznil od pozostalych, ze zawieral credo poetyckie Lechonia, odmienne od trwajacej w literaturze polskiej tradycji poezji narodowej i patriotycznej:

Ja nie chce nic innego, niech ino mi placze
Jesiennych wiatrow gedzba w polnagich badylach;
A latem niech sie slonce przeglada w motylach,
A wiosna - niechaj wiosne, nie Polske zobacze.

Ale w sumie wiecej tam bylo Polski niz wiosny i tak pozostac mialo do konca poetyckiej drogi Lechonia. Wydanie nastepnego znaczacego tomu poezji Srebrne i czarne (1924 r.) nazwal Kazimierz Wierzynski "niespodziewanym wybuchem liryzmu i przejmujaca spowiedzia ludzkiej niedoli" i dodawal: "Poeta, ktory mial tyle sily, ze w pierwszym swoim slowie przemowil za wszystkich i oddal uniesienie narodu, w drugim mowil tylko za siebie i nieustraszenie schodzil w przepasc samotnego czlowieka" (s. 263). Lechon umial zespolic te dwa najwazniejsze tematy poezji slowem goracym, przejmujacym uczuciowo a zarazem niespodziewanie pieknym, swiezym i mlodym. Majac lat 25, stal sie jednym z najwybitniejszych przedstawicieli poezji powojennej Polski, rozkwitajacej nazwiskami tak pozniej slynnymi, jak Balinski, Broniewski, Iwaszkiewicz, Slonimski, Wierzynski i wielu, wielu innych przedstawicieli grupy Skamandra. Ich tworczosc zachowywala i wskrzeszala najlepsze tradycje poezji romantycznej i mlodopolskiej, jakze innej od wspolczesnych im eksperymentow futuryzmu czy awangardy, swiadomie od tradycji tych odchodzacych. Lechon do konca zachowal w tworczosci podstawowe formy klasycznej poezji lat przeszlych, rytm, rym, strofe, elementy przez dzisiejszych poetow i pseudopoetow nie tylko odrzucone, ale uznane za przestarzale. Warto porownac dowolnie wybrany z biezacego tomu wiersz Lechonia z dowolnie wybranym utworem (bo nie zawsze nazwac je mozna wierszem) pisarzy tak przesadnie rozslawianych, jak Bialoszewski, Rozewicz czy ktorykolwiek inny przedstawiciel poezji dzisiejszej, i zobaczyc, ile niepowtarzalnego piekna odrzucilismy na rzecz "nowoczesnosci". Totez przypomnienie tworczosci Lechonia wydaje sie bardzo na czasie, jesli pragnie sie ocalic najlepsze tradycje literatury, najwyzsze jej osiagniecia, jesli zechce sie pamietac, ze poza filozoficznymi rozwazaniami Milosza czy osobistymi wyznaniami Szymborskiej istnieja jeszcze inne wartosci poetyckie, bardziej zwrocone ku estetyce, bardziej liryczne, staroswieckie moze, ale piekne.

Lechon stal sie legenda miedzywojennej Warszawy, a gdy jego dalsze losy potoczyly sie nurtem losow Drugiej Wielkiej Emigracji, w wierszach odczytac mozna bylo jej wielkie tragedie i drobne triumfy, problemy, ktorymi zyla, tesknoty, jakie ja karmily. Kiedy w 1930 r. wyjezdzal z Warszawy na paryska placowke dyplomatyczna, ani on, ani nikt w ogole przypuszczac nie mogl, ze poeta opuszcza kraj raz na zawsze i ze odezwie sie dopiero po latach, wydajac w 1942 r. tom poezji Lutnia po Bekwarku, jakze inny od poprzednich, juz emigracyjny, juz pelen rozpaczy, podobnie jak nastepny zbior Aria z kurantem (1945 r.) poswiecony byl gorzkim refleksjom wojennym. Wiersz Monte Cassino, zamieszczony w tym tomie, stanowi najlepsze swiadectwo nowej poetyki Lechonia.

Pelnym jednak swiadectwem tych ostatnich lat jest jego Dziennik z lat 1949-1956 (3 t., 1967 r.), ze wzgledow zasadniczych nie wlaczony do omawianego tu tomu. Razem z ogloszonym przed czterema laty tomem Lechon nowojorski i obecnym wydaniem poezji Lechonia stanowi on podstawowa lekture dla kazdego, komu tworczosc tego niezwyklego poety lezy na sercu.

-------------------

Jan Lechon, W mym sercu jak w bursztynie. Wybor wierszy i przekladow poetyckich oraz dramaty poetyckie. Wybor i wstep: Beata Dorosz, Bertelsmann Media Sp. z oo., Libros, Warszawa 2003, s. 286.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail