[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (25 kwietnia 2003)


JERZY PIEKARCZYK

Dwaj ludzie
bez szafy

Przed wakacjami letnimi 1947 roku, podczas przygotowywania kolejnej audycji radiowego teatrzyku "Wesola Gromadka", Maria Bilizanka wprowadzila do studia krakowskiej rozglosni Polskiego Radia malego chlopca. Byl po mutacji i mowil prawie basem. Chcac sie wkupic, zaczal opowiadac gwara goralskie dowcipy.

- Bardzo nam sie wszystkim spodobal - mowi Leopold Rene Nowak 56 lat po swoim pierwszym spotkaniu z Romanem Polanskim. - Tak zaczela sie nasza przyjazn. W sensie znajomosci bezposredniej, oprocz Ryszarda Horowitza czy Romy Ligockiej, nikt go nie zna tak dlugo. Przed rokiem, na pogrzebie drugiej zony jego ojca, Wandy, powiedzial: "Tylko ty mi zostales w Krakowie, nic mnie tu juz z niczym nie wiaze". Kiedy go poznalem, mial 14 lat.

- Czego sie Pan wtedy o nim dowiedzial?

- Niewiele. Wtedy wazne bylo to, ze on i ja mielismy rowery. Wiedzialem, ze jego ojciec ma zone, pare lat starsza od Romka. Nigdy mi jednak nie mowil, ze w czasie wojny ukrywal sie pod zmienionym nazwiskiem. Romek jest skryty i wszystko, co dotyczylo jego osobistych spraw, chowal gleboko w sobie. Chcial imponowac, nie chcial pokazac siebie jako ofiary. Nawet nie wiedzialem, ze jest Zydem. Do glowy mi nie przyszlo. Mialem kolegow, ktorzy sie z tym nie kryli, ale nie on. Nie lubie wnikac w cudze zycie osobiste, bo uwazam, ze kazdy ma prawo do prywatnosci, dlatego czegos wiecej o Romku dowiedzialem sie dopiero z historii jego rodziny spisanej przez jego ojca. No i potem z autobiografii Polanskiego.

W czasie gdy go poznalem, chodzilem do podstawowki, ale juz bylem na wlasnym utrzymaniu, zarabialem w "Wesolej Gromadce" Marii Bilizanki, wystepowalem w teatrze Towarzystwa Uniwersytetow Robotniczych i w Starym Teatrze. Romkowi to wszystko imponowalo, gdyz jego utrzymywal ojciec. Zapraszalem go do baru Wisla na fasolke po bretonsku, on mnie do Wierzynka. Szalenie mi imponowalo, ze nie placil, tylko wolal do kelnera: "Panie Stasiu, rachunek, i niech pan sobie dopisze 10 procent". Placil ojciec, bo nie chcial dawac pieniedzy Romkowi, aby nie przepuscil.

- Znal Pan jego ojca?

- Poczatkowo nie, Romek go jakby ukrywal, tato byl, ale nic wiecej. Mial zaklad Dzentelmen, eksportowal bielizne do Zwiazku Sowieckiego, w ogole prowadzil roznego rodzaju dzialalnosc gospodarcza i widac to bylo po Romku: buty na zamowienie, "dzolerskie", na grubej, sztywnej podeszwie, zawsze w garniturze, bialej koszuli, do tego amerykanski krawat, kupiony na tandecie. Uwielbial balangi, ale mial tez wyjatkowy talent do prowokowania awantur.

- Swiadomie prowokowal?

- Niezupelnie. Wystarczylo jednak, ze ktos mu powiedzial: "Cicho gowniarzu", bo lubil glosno mowic, od razu byla riposta: "Pan pierwszy byl gowniarzem", i tak ze wszystkim. Ciagnelo go do "agarow" z Grzegorzek i Kazimierza, byl zadziorny, stawial sie i obrywal zupelnie niepotrzebnie, pakujac przy okazji wszystkich w te afery.

- Mieliscie mlodszych kolegow?

- Wokol byli sami dorosli. Kiedy dostalismy etat w teatrze "Groteska", dla Romka byly to pierwsze samodzielnie zarobione pieniadze. W "Grotesce" byl wtedy ciekawy sklad osobowy: Jaremowie, Skarzynscy, Kazimierz Mikulski, orkiestre prowadzil Jerzy Katlewicz, Marian Konieczny spiewal w chorze. Pamietam potworne awantury miedzy Andrzejem Stopka a Romkiem, ktory sie sprzeczal, kto jest wazniejszy, czy on jako aktor, czy Stopka jako scenograf. Bylismy obsadzeni w tej samej roli, ale Romek zagral ja dopiero wtedy, gdy zostalem zaangazowany do filmu Pierwszy start i pojechalem do Lodzi. Doradzal mi w listach, jak starszy kolega, zebym sie nie dal oszukac, zebym nie przepuscil pieniedzy. Laczyla nas naprawde duza przyjazn. Zreszta czesto do niego mowili Renek, o co sie wsciekal, a do mnie Romek. Mial wtedy przezwisko "Szpejo", bo nosil w kieszeniach jakies sruby i czesci rowerowe, kupowane na tandecie.

Nasza przyjazn byla jakas forma rywalizacji. Duzo czytalismy, co pare dni zdajac sobie relacje z przeczytanych ksiazek. Chodzilismy na wszystkie filmy, ktore byly potem tematem niekonczacych sie dyskusji. Obywatela Kane ogladalismy wielokrotnie.

- Kino bylo dla Was rozrywka czy czyms wiecej?

- Wylacznie rozrywka. Romek po raz pierwszy zobaczyl, jak sie robi film, gdy w czerwcu 1950 roku przyjechal do mnie z Krakowa rowerem na plan Pierwszego startu. Krecilismy wtedy na gorze Zar kolo Zywca. Oslupial widzac, ze na planie najwazniejszy jest rezyser. Po awanturze z kierownikiem produkcji Ludwikiem Hagerem Romka wyproszono. Odgrazal sie wtedy, ze kiedys sie w zyciu spotkaja, a wowczas okaze sie, kto jest wazniejszy. Fakt, ze Hager po wyjezdzie z Polski zmarl w Monachium jako nikomu nieznany emigrant.

- A skad Pan znalazl sie w filmie?

- Leonard Buczkowski szukal odtworcy glownej roli w filmie Pierwszy start. Bylem najmlodszy. W tym filmie statystowali wtedy Jurek Kosinski, Staszek Mikulski, Wiesiek Wilk, Bogdan Tuszynski - pozniejszy znany dziennikarz sportowy. W ostatnim momencie dowiedzialem sie, ze gram. Zaproponowali mi 5 tys. zl dziennie - duze pieniadze, bo etat w "Grotesce" to bylo 20 tys. zl miesiecznie. Chcialem sie na to zgodzic, ale kierownik zdjec Eugeniusz Gelba powiedzial mi, abym sie nie dal i zadal 10 tysiecy. Zarobilem wtedy duzo pieniedzy, bo krecilismy prawie rok. Kiedy Romek dowiedzial sie, ze za film sa takie pieniadze, gdy po premierze zaczely przychodzic listy, gdy pojawily sie zdjecia w gazetach, to go zafascynowalo. Nikt z Krakowa nie gral wtedy w filmie, poza Jurkiem Zlotnickim, ale to byl maly epizod dziecka w Ulicy granicznej. Ola Slaska byla juz w Warszawie, Adam Hanuszkiewicz, Zygmunt Kestowicz o filmie jeszcze nie marzyli, Jozek Nowak zagral dopiero w Celulozie. Chodzilismy do najlepszych restauracji, placilem za wszystko gotowka, kupilem najlepszy rower, motocykl, kajak, takze wodoszczelnego, antywstrzasowego atlantika, bo Romek imponowal wszystkim swoim szwajcarskim zegarkiem, ktorym rzucal o podloge, a oni glupieli z podziwu.

Potem dostalem role w Pierwszych dniach, Przygodzie na Mariensztacie - pierwszym polskim filmie kolorowym, i to na Romku robilo wrazenie. Namowilem go, aby poszedl do liceum plastycznego, bo bardzo dobrze rysowal. W tym liceum podkochiwal sie zreszta w Hance Lomnickiej, siostrze Tadeusza. W "Grotesce" byl bardzo krotko, bo poklocil sie z Jarema. Szwendalismy sie razem wszedzie. Ja gralem wieczorami, nie mialem tyle czasu, co on, czesto wiec przychodzil do Starego Teatru na spektakle. Bylismy przedwczesnie dojrzali, a chcialo sie jeszcze pograc w pilke nozna, pojezdzic zima na nartach w Lesie Wolskim. Interesowalem sie sportem, Romek tez, ale glownie rowerami, pozniej nartami. Dzisiaj jezdzi doskonale, ale wtedy nazywalismy go "postrachem Gubalowki". W wyscigu kolarskim dookola Wawelu przyjechal ostatni, ale jego to pasjonowalo, chcial we wszystkim uczestniczyc. Poza tym zawsze wyroznial sie inteligencja, polotem, blyskotliwoscia.

- Ambicja rowniez?

- Tak, olbrzymia ambicja. Im bardziej mu cos nie wychodzilo, tym wiecej pracowal. Zawsze mowil: musze byc kims. Chcial odniesc sukces, wielki sukces, chcial zaistniec. Wszystko robil tak, aby sie to stalo. Wydawal przyjecia urodzinowe, imieninowe. Zawsze musial miec wokol siebie towarzystwo i pod tym wzgledem sie nie zmienil. Za nim musialo isc duzo ludzi. Stawial za pieniadze, ktore tato dawal. Ja wydawalem na co innego. On sie smieje, ze ja zawsze inwestowalem. Kiedy kupilem dom w Lanckoronie, mowil: "Idioto, zachowujesz sie jak burzuj". Dzisiaj zna kilka jezykow: angielski, francuski, hiszpanski, wloski, ale wtedy imponowalo mu, ze ja mowie po angielsku, niemiecku, francusku, bo sam nie znal obcych jezykow, ale dla szpanu nosil pod pacha kupowane w MPiK zagraniczne gazety.

- Jaki byl pierwszy kontakt Polanskiego z lodzka wytwornia filmowa?

- Romek przyjechal do Lodzi po raz pierwszy w 1952 roku. Krecilem wtedy Przygode na Mariensztacie. Spodobalo mu sie, ze znalem tak wielu ludzi w wytworni i szkole filmowej. Mimo roznicy wieku, mimo ze byli kims, traktowali mnie jak partnera, kolege. Mowilismy sobie po imieniu i Romkowi to tak imponowalo, ze w Krakowie namowil kilku kolegow, aby zdawali do szkoly aktorskiej, sam ich nawet przygotowal do egzaminu. Zdali - z wyjatkiem Romka. Wtedy ojciec, chcac go uchronic od wojska, zalatwil mu przyjecie do szkoly cyrkowej w Julinku, gdzie Romek byl tylko rok. Stamtad poszedl do szkoly filmowej, gdy ja zaczalem studiowac historie sztuki na Uniwersytecie Jagiellonskim. On coraz bardziej wsiakal w Lodz, a kiedy przyjezdzal do Krakowa, zatrzymywal sie u mnie, bo juz nie mial mieszkania. Pozniej, z Basia Kwiatkowska, zawsze nocowali w moim mieszkaniu. Kiedy przyjezdzal, wozilem go swoja amfibia - fioletowym volkswagenem. Potem Romek wyjechal z Basia do Paryza, gdzie ja zaproszono do filmu, a kiedy wrocil, przyjechal do Krakowa pokazac mi kupionego mercedesa, czerwonego, sportowego, ktorego mi zostawil na pol roku. Mialem peugeota 403, ale jezdzilem tym mercedesem na francuskiej rejestracji, bo to robilo wrazenie.

- Mowi Pan, ze jest jedyna osoba, ktora - poza Polanskim - zna historie jego rodziny.

- Spisal ja jego ojciec Ryszard, na zamowienie Romka. Sporzadzili nawet kontrakt w 1972 roku w Los Angeles. Bylem pierwsza osoba, ktora to czytala, bo Ryszard traktowal mnie jak kogos z rodziny. Swietnie to napisal. Jeden z trzech egzemplarzy dal Romkowi, drugi mnie, jeden zachowal dla siebie, ale po smierci ojca w 1983 roku Romek nie znalazl swojego egzemplarza, wiec powiedzial, abym mu dal moj.

- Odnalazl Pan cos z tego w autobiografii Polanskiego?

- Tylko pewne punkty. Juz wczesniej radzilem mu w listach, aby napisal wlasna biografie, bo zbyt wiele bzdur pisza o nim inni.

- Dlaczego bzdur?

- Romek jest zupelnie inny, niz go opisywali. Oczywiscie, byla w nim jakas fascynacja niesamowitosciami, lubil straszyc, lubil makabre, ale to jeszcze nie powod, aby go demonizowac. Jest twardym, a rownoczesnie bardzo delikatnym czlowiekiem. Sentymentalny, w zwiazku z czym potrzebuje przyjazni, lojalnosci, uczciwosci i jest na to bardzo wyczulony. Wyczulony na to, czego brakowalo mu w zyciu. Nie lubi byc sam. Teraz ma dwoje dzieci, jest opiekunczy i dobrze zorganizowany, podobnie jak jego ojciec. Poza tym jest tytanem pracy. Ma patent sternika morskiego, jest pilotem, jezdzi dobrze samochodem, bral lekcje u Jackie Stewarta, mistrza swiata Formuly 1, o ktorym zreszta zrobil film dokumentalny.

Sztuka jest byc soba, miec odwage powiedziec to, co sie chce, a on tak wlasnie czyni. Zawsze pracowal nad soba, chcial byc lepszy, mocniejszy. Nie mogl byc wyzszy, ale staral sie byc wiekszy w wymiarze intelektualnym. Jego niedawny powrot do Polski odbyl sie w prawdziwie amerykanskim stylu. Pojawil sie w aureoli sukcesu w Krakowie, gdzie go nikt nie znal, bo zaistnial dopiero od Lodzi, po Dwoch ludziach z szafa, a w Pokoleniu zagral, kiedy byl juz w szkole filmowej. Podczas kazdego pobytu w Polsce zagladal do mnie. Kiedys, podczas Wigilii, powiedzial: "Cholera, jaka dluga droge przeszlismy, aby znalezc sie tutaj naprzeciwko siebie".

- Osiagnal swoj cel?

- Tak, ale nie mowi, za jaka cene. Bardziej jednak niz konkretnym filmom zawdziecza swa slawe burzliwej biografii. Wokol niego musi byc ruch, bo on wtedy istnieje. Tragedia Romka byloby, gdyby o nim nikt nie wiedzial.

- Kiedy sie Pan dowiedzial, ze Polanski przymierza sie do wspomnien Wladyslawa Szpilmana?

- To bylo dla mnie zaskoczenie. Pomyslalem sobie, ze cos sie za tym musi kryc.

- Co takiego?

- To, ze nie bedzie to film o Szpilmanie, tylko o Romku Polanskim. Getto warszawskie jest w istocie gettem krakowskim, cezura - dzien likwidacji tego getta. Wtedy Romek byl swiadkiem scen, ktore sa w Pianiscie, ale on je widzial na placu Zgody, w krakowskim Podgorzu, a to, co obejrzal pozniej w moich filmach dokumentalnych o losie krakowskich Zydow, w Spodosie i Diasporze, bylo tylko dokumentacja tamtych zdarzen. Romek tez sie uratowal z likwidowanego getta, gdy inni trafili do obozu. Potem to zagubienie, ukrywanie sie w Wysokiej kolo Kalwarii Zebrzydowskiej, wreszcie Krakow, wkroczenie Rosjan, nie ma nikogo z bliskich, pustka. W zakonczeniu Pianisty widzimy sukces, jaki odnosi Szpilman koncertujac w filharmonii, ale jest to rowniez sukces Romka jako rezysera. Koncert Szpilmana w filharmonii jest koncertem Polanskiego, tyle ze on gra filmem.

- Czy moze Pan powiedziec, ze Polanski spelnil sie jako artysta?

- Za Pianiste nalezy mu sie Oscar. W moim przekonaniu jego najlepszym filmem jest Tess, ale Pianista trafil w odpowiedni czas. Z Oscarem za Pianiste, ktory jest protestem przeciwko wojnie, zbiegla sie wojna w Iraku.

- Tego nie mogl przewidziec.

- Ale nastapil taki wlasnie zbieg okolicznosci.

- Jaka cene zaplacil Polanski za chec bycia kims?

- Rzeczywiscie, nic nie ma za darmo. Romek dalby wszystko za sukces. Zawsze chcial odniesc sukces, wielki sukces, chcial zaistniec. I to mu sie udalo.

- Ale powiedzial Pan, ze nie ma nic za darmo.

- To jest kwestia sposobu bycia. W cene wkalkulowac trzeba upokorzenia, jakie przezyl, aresztowania, dramaty osobiste, przesluchania.

- W tym rzedzie nalezy postawic rowniez niemoznosc odebrania Oscara osobiscie.

- Tak, to tez bylo upokarzajace, a Romek tego nie znosi. Amerykanie skadinad tez sa perfidni. Gdyby go uniewinnili za gwalt czy narkotyki, skazaliby go za to, ze uciekl. A wypuscili go z aresztu wlasnie dlatego, zeby uciekl i nie mogl powrocic.

- Czy wierzyl Pan, ze Polanski dostanie Oscara?

- Wierzylem, ze kiedys dostanie. W Hollywood jest wielu lepszych rezyserow, ale za Romkiem przemawia jeszcze zyciorys, jego barwnosc, kontrowersyjnosc. Z kolei gdyby nie byl rezyserem, jego zycie nie mialoby tej barwy, i on sam pewnie czulby sie zle. Polakom pasuje Roman Polanski jako polski rezyser, ktory zdobyl Oscara, ale jego prywatne zycie juz nam nie pasuje, nie pasuje ta jego wypowiedz, ze w Ameryce "chcieli mu jaja przyszpilic gwozdziem do sciany", ktora zaszokowala swa wulgarnoscia, a przeciez Romek potrafi byc rowniez taki.

- Zasluzyl na te nagrode?

- Tak, bo ten film jest inny. Romek pokazal sie w nim z innej strony, glebszej intelektualnie, bardziej wrazliwej. Zobaczono nagle czlowieka, ktory cos przezywa; nie wymysla niczego gdzies tam, przy stoliku, tylko dotyka sprawy ponadczasowej, ktora dzis jest wciaz aktualna. Mowia, ze szczescie sprzyja lepszym. On widzi, co jest ciekawe, zapamietuje i potrafi wykorzystac w odpowiednim czasie. Wspomnienia ojca wykorzystal w filmie o Szpilmanie. Robiac film o kims innym, robil go o sobie. Bo byl 13 marca 1943 roku na placu Zgody i widzial to, co sie tam dzialo, a w tym wieku takich rzeczy sie nie zapomina do konca zycia.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail