[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (25 kwietnia 2003)


ANDRZEJ ZAWADA

Obserwatorium literackie

Polityka
i obyczaje mamutow

Poczatek roku 2003 uplywa polskiej literaturze w cieniu polityki. I nic dziwnego. Swiat zyje wojna, ktora go podzielila, jeszcze zanim sie zaczela i ktorej konsekwencje moga przerosnac nasza wyobraznie. Przy wspolczesnym poziomie techniki militarnej i strategii sklonni jestesmy wierzyc, ze akcja wojskowa moze byc pokazowa, kliniczna operacja chirurgiczna, a kazdy ruch zdalnie dowodzonego skalpela pokaza w zblizeniu swiatowe stacje telewizyjne. Ale nie da sie przewidziec wszystkich mozliwych kombinacji czynnikow, ktore tu wystapia. Kto wie, jak glebokie okaza sie cywilizacyjne, religijne i mentalne przepasci w naszej pozornie zglobalizowanej rzeczywistosci. Wojna zawsze wymyka sie spod kontroli i rozlewa po swiecie jak powodz. A rany wojenne nie zablizniaja sie nigdy.

W czasie wojny milcza muzy - stwierdzili Grecy jeszcze w starozytnosci i nie mylili sie. Moze nie milcza poeci. Moze nie spoczywaja bezczynnie piora - dzis takze laptopy, kamery, magnetofony i aparaty fotograficzne kronikarzy. Ale milczenie muz jest jednak rzeczywistoscia. Nikt nie ma na tyle spokojnego ucha, by w ich spiewie dosluchac sie piekna i madrosci. Kiedy krzyczy obdzierany ze skory Marsjasz, nie da sie sluchac harmonijnych melodii Apollina.

W Polsce glos literatury jest jeszcze dodatkowo przytlumiony przez lokalne klopoty polityczne. Korupcja i partyjnictwo osiagnely taki stopien intensywnosci, ze zaczely pozerac panstwo. Tak zwana afera Rywina jest tylko jednym z symptomow rozpadu polskiej demokracji. Sejm nie wie, co to poczucie obywatelskiej sluzby, rzad usiluje przetrwac na posadach, zachwial sie spoleczny autorytet prezydenta. Szkody sa ogromne i beda wieloletnie. Spoleczenstwo otrzymuje pokazowa lekcje, z ktorej latwo wyciagnie wiosek, ze system demokratyczny to oszustwo wyborcze. Tak jak prywata i niedojrzalosc obozu solidarnosciowego winne sa zdobycia wladzy przez postkomunistow, tak teraz postkomunisci pracuja na to, zeby wladze przejeli neobolszewicy z Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin.

Czy w takiej rzeczywistosci, bezposrednio i na co dzien obnoszacej sie ponadto z bieda, bezrobociem i niepewnoscia jutra, mozna myslec o poezji? Czy mozna chodzic do ksiegarn, kupowac ksiazki, wstepowac do bibliotek? Jeszcze chwila, a kulturalne zachowania stana sie w Polsce egzotycznymi obyczajami mamutow.

Tymczasem w polskiej literaturze zachodza przemiany niezwykle. Ukryte w cieniu wojny i narodowej mizerii nie sa przedmiotem blizszej uwagi. Poprzestaje sie na prasowych anonsach i recenzjach. A co sie takiego waznego dzieje?

Najpierw, jeszcze jesienia 2001 roku, Czeslaw Milosz opublikowal w Tygodniku Powszechnym poemat pt. Traktat teologiczny. Mozna powiedziec, ze od niego sie zaczelo, jakkolwiek glowna mysl tego utworu drazyla poezje Milosza od dawna. Wkrotce po Traktacie, ale juz w 2002 roku, Tadeusz Rozewicz opublikowal nowy zbiorek poetycki, ktoremu nadal dwuznaczny, filozoficzno-ironiczny tytul Szara strefa. A 6 marca obecnego, 2003 roku, ukazal sie poemat Jana Pawla II zatytulowany Tryptyk rzymski.

Dlaczego polaczylem te trzy fakty poetyckie? Czy tylko dlatego, ze wyszly spod piora starych, doswiadczonych poetow? Nie, nie dlatego, chociaz wiek i zyciowe doswiadczenie autorow, i nierozdzielnie zrosniete z nim poglady filozoficzno-estetyczne zasadniczo uksztaltowaly utwory, ktore tu wymienilem. Jednak o najglebszym i bliskim pokrewienstwie tych trzech utworow przesadza ich temat i forma.

Traktat teologiczny Czeslawa Milosza znamionuje niezwykla czystosc tonu, glebia brzmienia, fraza naturalna i zarazem dostojna w swojej nienowoczesnej i rozkosznie wspolczesnej prostocie. Od dawna uwazam, ze ten poeta zostal wybrany, by byl jednym z glosow czlowieczenstwa i cale jego zycie temu zadaniu zostalo poddane.

Problem wiary i niewiary dokladnie w swiadomosci wspolczesnego czlowieka wymieszanych, wzajemnie podwazajacych swoja jednoznacznosc, stanowi temat dwoch poematow umieszczonych w tomiku Druga przestrzen (2002), z ktorych pierwszy to Ksiadz Seweryn, a drugi to wlasnie Traktat teologiczny. Czytelnicy, ze sie tak wyraze, w kwestiach religii nieprofesjonalni, zachwycaja sie klarowna dobitnoscia zwlaszcza tego drugiego poematu. Czytelnicy wyksztalceni teologicznie reaguja przeciwnie - nie podoba im sie zdroworozsadkowa postawa poety, jego teologia niejako potoczna i nieortodoksyjna, ocierajaca sie o schizme, a moze nawet o grzech zwatpienia. Nie mnie rozstrzygac tak fundamentalny spor. Wypada jednak zauwazyc, ze zasluga Traktatu teologicznego jest samo podjecie tematu. I udany wysilek znalezienia jezyka, wyodrebnienia stylu, ktorym da sie o tak istotnych i zarazem tak prywatnych kwestiach mowic - jak czytamy - "ani zanadto swiatobliwie, ani zanadto swiecko".

Pragnienie odzyskania sacrum i wysilek znalezienia jezyka dla potrzeb metafizycznych, rugowanych ze sztuki przez awangardy XX wieku, okazuje sie teraz, na poczatku nowego milenium, pilna potrzeba wspolczesnego czlowieka.

Jezeli znany i swego czasu bardzo chetnie czytany francuski pisarz André Malraux powiadal ponad pol stulecia temu, ze "wiek XXI albo bedzie wiekiem religijnym, albo nie bedzie go wcale", to niekoniecznie przewidywal latwe zwyciestwo chrzescijanstwa. Ale ze srodka laicyzujacej sie Europy oznajmial, ze potrzeba religii nalezy do najsilniejszych. Co, jak juz teraz wiemy, moze objawiac sie niekoniecznie w milosci, lecz takze w czynnej i zinstytucjonalizowanej nienawisci blizniego.

Dzisiaj i literatura, i zycie bezposrednio uswiadamiaja nam sile przekonan, wyborow i potrzeb religijnych. Literatura, ktora zawsze jest czulym barometrem wspolczesnej duchowosci, stara sie dla tego procesu znalezc mozliwie klarowny wyraz. Wazka propozycja tego wyrazu jest wlasnie Tryptyk rzymski papieza Jana Pawla II.

Debniki, 8 kwietnia 2003 r.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail