[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (25 kwietnia 2003)


ANDRZEJ KORASZEWSKI

Wolnosc,
niepodleglosc,
korupcja

Dlugo marzylismy o wolnym panstwie. Mamy wolne panstwo, ale czy wiedzielismy, o czym marzymy, jakiego panstwa chcemy? Wiekszosc polskiego spoleczenstwa ma dzis poczucie zawodu. To wolne panstwo nie jest panstwem z naszych marzen? Kto wie, moze zawinil tu nasz osobliwy patriotyzm? Tradycja umierania za Ojczyzne i brak tradycji uczciwego placenia podatkow?

Czwarta czesc doroslych mieszkancow mojego miasteczka to bezrobotni. Jakos zyja, czesc z nich ciezko pracuje, oczywiscie na czarno. Stawka pracujacego na czarno robotnika wynosi tu mniej niz dziesiec dolarow za dniowke. Oplaty legalizujace te prace wynosilyby drugie tyle lub wiecej. Na czarno pracuje sie glownie w budownictwie i w rolnictwie. Tak naprawde nikt nie wie, jaka czesc polskiej gospodarki znajduje sie w szarej strefie. W moim miasteczku prawdopodobnie grubo ponad 50 procent. Oznacza to, ze ci ludzie, najczesciej mlodzi, nie tylko zle zarabiaja, ale rowniez nie odkladaja na swoje emerytury, nie placa do wspolnej kasy na wypadek prawdziwego bezrobocia, nie placa za swoje ubezpieczenie zdrowotne, nie loza na ksztalcenie swoich dzieci, nie loza na obrone, policje, drogi itp.

Szara strefa zabija legalna przedsiebiorczosc. Spotykam na ulicy prezesa SKR - kolka rolnicze utrzymuja sie ze swiadczenia uslug dla rolnikow. Zeby mogly stac sie prawdziwa spoldzielnia, przedsiebiorstwem swiadczacym uslugi wysokiej jakosci, musialyby zainwestowac w szkolenie kadr, w zakupy nowego sprzetu, w reklamowanie nowych form dzialalnosci. Z braku kredytow wyprzedaja swoje budynki i sprzet, a zamiast racjonalizowania - ograniczaja dzialalnosc. Podczas gdy szara strefa skutecznie unika placenia podatkow, legalnie dzialajace przedsiebiorstwa uginaja sie pod ciezarem podatkowej presji. Wspomniany SKR jest interesujacym przykladem - najwiekszym obciazeniem spoldzielni jest podatek od nieruchomosci, zmora spoldzielni jest zadluzenie rolnikow. Zamozniejsi rolnicy stopniowo rezygnuja z uslug SKR - kupuja sprzet i wzajemnie swiadcza sobie uslugi.

W gimnazjum organizujemy konkurs na projekt malego przedsiebiorstwa. Podczas dyskusji na korytarzu uczniowie opowiadaja o swoich obserwacjach. Tylko wariat moze sie zdecydowac na zalozenie malego przedsiebiorstwa. Przeciez trzeba wziac kredyt w banku. Potem zaczyna sie cos robic. Raz albo dwa moze sie udac i klient zaplaci za robote, za trzecim razem kupuje sie material, wykonuje prace i... czlowiek zostaje z dlugami. "Tylko wtedy mozna wierzyc drugiemu czlowiekowi, kiedy pieniadze przechodza z reki do reki". To sa doswiadczenia ich krewnych i to widza w telewizji. Masowe oszukiwanie drobnych przedsiebiorcow jest dzis zjawiskiem powszechnym, a sady nie probuja ich nawet bronic.

Najwieksze krajowe dzienniki informuja, jak oszukiwac panstwo, jak uniknac zaplacenia takiego czy innego podatku. Ani istniejacy system podatkowy, ani informacje o zachowaniach politykow i samorzadowcow nie wzmacniaja uczciwosci podatkowej. Do podatkowej uczciwosci nie wzywa rowniez Kosciol, a sami kaplani nagminnie daja tu jak najgorszy przyklad. Zyjemy w panstwie, w ktorym istnieje potezna kultura ostrzegania przed panstwem i oszukiwania wlasnego, wolnego panstwa. System podatkowy ewidentnie faworyzuje najzamozniejszych. Z wszelkiego typu ulg korzystaja glownie ci, ktorzy maja wysokie dochody i wysokie wydatki, dla tych najmniej zarabiajacych proba legalizacji dochodow czesto koliduje z mozliwoscia przetrwania. Podniesienie progu dochodow niepodlegajacych opodatkowaniu i radykalne zmniejszenie opodatkowania w kolejnej grupie powaznie zmniejszyloby krag ludzi naruszajacych prawo, zapewne nie zmniejszajac wielkosci wplywow do skarbu panstwa. Legalizacja szarej strefy gospodarczej wymaga skomplikowanej strategii, ktora musi uwzgledniac faktyczne mozliwosci podatnika, psychologie spoleczna, jak i nasza fatalna tradycje.

Dziennikarze i publicysci uwielbiaja narzekac na to, ze rolnicy nie placa podatkow. Oczywiscie chodzi tu tylko o podatek od dochodow. Rzeczywiscie, sprawa jest postawiona na glowie. Kiedy rozmawialem o tym z kolejnymi ministrami rolnictwa, wyjasniano mi, ze polski rolnik nie jest w stanie prowadzic ksiegowosci. Kiedy mowilem, ze od tego nie da sie uciec i ze trzeba powoli wdrazac normalne zasady ekonomii do chlopskiego gospodarstwa, patrzono na mnie jak na idiote. W polskim systemie podatkowym ten sam czlowiek, kiedy prowadzi warsztat mechaniczny - rozlicza sie z panstwem jak kazdy inny przedsiebiorca, a jako rolnik jest traktowany jako istota nizszego gatunku. Teoretycznie mozna by to rozwiazac rownie prosto jak rozliczenia podatkowe wprowadzone dla dziennikarzy, pisarzy czy tlumaczy - po prostu polowe dochodow automatycznie deklaruje sie jako koszty uzyskania przychodu (i w ten sposob nawet niezbyt rozgarniety dziennikarz moze poradzic sobie z ksiegowoscia i zarabiac na wyrazaniu swojego oburzenia, ze rolnicy placa zbyt niskie podatki).

Moralnosc podatkowa to tylko jedna z wielu dziedzin pokazujacych, jak slabo patriotyzm, natretnie wrecz deklarowany, laczy sie z zyciem codziennym. Przyslowiowa jazda na gape jest czescia naszej kultury. Zalatwianie fikcyjnych rent, lewe zwolnienia chorobowe, wykorzystywanie sprzetu w miejscu pracy do celow prywatnych. Na kursy etyki biznesu nie ma chetnych, kursow etyki obywatelskiej nikt nie prowadzi. W rozmowach obraz otaczajacej nas rzeczywistosci jest jednoznaczny - my jestesmy uczciwi, wszyscy inni wylacznie kradna.

Obawiam sie, ze samo zwiekszenie rygoryzmu prawnego nie doprowadzi do radykalnej zmiany tej sytuacji. Zaostrzenie kar za jazde samochodem w stanie nietrzezwym nie przynioslo spodziewanego rezultatu. Prawnicy i policja tlumacza to tym, ze jest zbyt malo kontroli na drogach i ze sprawy w sadach czekaja zbyt dlugo na rozpatrzenie. Byc moze jeszcze powazniejszym powodem jest brak otwartego potepienia spolecznego. Podobnie jest z lewymi zwolnieniami z pracy czy z ktorakolwiek z dlugiej listy naszych spolecznych plag. Wszyscy mamy pretensje do panstwa, wszyscy zadamy, aby to panstwo dzialalo sprawniej i wszyscy je naprawiaja. Czesc politykow o liberalnej i ultraliberalnej orientacji uwaza, ze te oczekiwania sa nieracjonalne, ze panstwo nie moze spelnic tego rodzaju oczekiwan i ze nalezy ograniczyc role panstwa do minimum. Oczywiscie autorzy tej tezy nie odpowiadaja nam na pytanie, jak daleko siegaja ich prywatyzacyjne zapedy, jak wlasciwie wyobrazaja sobie role panstwa?

Powtarzane bez konca stwierdzenia o nieuchronnie zle dzialajacych instytucjach panstwowych sa samospelniajacym sie proroctwem. Nikt nawet nie zabiega o to, aby te instytucje funkcjonowaly sprawnie. Zle funkcjonuje, bo panstwowe; panstwowe, wiec zle funkcjonuje. Zaakceptowalismy te bzdure, znakomicie wzmacniajaca nasza gleboka niechec do naszego wymarzonego, wolnego panstwa.

Jesli idzie o podatki, to zawsze jestesmy niechetni ich placeniu, w glebokim przekonaniu, ze i tak te pieniadze rozkradna albo tylko zmarnuja, wiec raczej niech placa inni, bo dlaczego wlasnie ja mam placic?

Niechec do placenia podatkow jest zjawiskiem uniwersalnym, ale poziom podatkowej moralnosci jest bardzo zroznicowany. Amerykanski pisarz Harold Kushner w ksiazce Komu potrzebny jest Bog opisuje czlowieka, ktory mial obyczaj na kazdym czeku pisac - "dziekuje". To "dziekuje" na rachunku za gaz, wode czy elektrycznosc, a nawet przy kolejnych ratach splat kredytu mieszkaniowego bylo stosunkowo latwe. Dziekowal za swiadczona mu bezposrednio usluge i nawet jesli nikt tego "dziekuje" w banku nie zauwazal, mial wrazenie, ze to podziekowanie jest potrzebne. Nieco trudniej bylo z czekami dla urzedu podatkowego. Czy jest jakikolwiek powod do dziekowania urzedowi podatkowemu za uszczuplanie naszych dochodow? Jesli rzeczywiscie cenimy sobie to, ze mamy wlasne, wolne panstwo, to jest rowniez powod do powiedzenia "dziekuje".

Mam wrazenie, ze dzis w Polsce dziennikarze patrza na wszystko przez pryzmat tzw. afery Rywina. Kiedy ponad 30 lat temu przyjechalem do Szwecji, dostalem wydrukowana po polsku broszure, w ktorej miedzy innymi ostrzegano mnie, ze w Szwecji proba przekupstwa urzednika jest nie tylko karalna, ale skazana jest rowniez na niepowodzenie. Czytajac to zdanie, czulem sie upokorzony, spoliczkowany. Ktos uznal, ze my, Polacy, jestesmy jako narod zdemoralizowani. Z czasem mialem przekonac sie, ze identyczne ostrzezenia kierowane byly do imigrantow ze wszystkich krajow, ze Szwedzi, podobnie jak Dunczycy i Norwegowie, sa przekonani o tym, ze uczciwosc w innych krajach jest cnota wyjatkowa, a u nich powszechna; co wiecej, ze to dosc aroganckie przekonanie nie jest tak zupelnie pozbawione podstaw.

W jezyku szwedzkim od trzech stuleci istnieje idiomatyczne okreslenie "polski sejm", oznaczajace prozne gadanie, niezdolnosc porozumienia sie i podjecia jakiejkolwiek decyzji. O potrzebie naprawy Rzeczpospolitej dyskutujemy od stuleci. Cos nam to jednak nie wychodzi.

Niejednokrotnie pisalem w roznych miejscach, ze po 1989 r. najwiekszym grzechem naszej mlodej demokracji byla zla ordynacja wyborcza. Ostatnio odkrywaja to rowniez moi koledzy po piorze. Osobiscie jestem zwolennikiem ordynacji wiekszosciowej, ale prawdziwy problem nie zostal spowodowany tym, ze opowiedziano sie za ordynacja proporcjonalna, ale tym, ze wprowadzajac zasade piecioprocentowego progu, zdecydowano sie na "niewinne" oszustwo w postaci dopuszczenia koalicji przedwyborczych, a tym samym na zrobienie z polskiego Sejmu zbiorowiska ludzi nie reprezentujacych nikogo.

Amerykanscy prezydenci przysiegaja na wiernosc konstytucji, na wiernosc wobec precyzyjnie okreslonych regul gry. Polscy politycy przysiegaja na wszystkie swietosci, ze beda dobrze sluzyc narodowi. Interpretacja tego, czy ktos narusza konstytucje, czy nie, jest latwiejsza niz spory o to, czy to, co robie, sluzy narodowi, czy nie. Jestesmy pod glebokim wplywem literatury romantycznej, emocjonalnego podejscia do polityki i glebokiego przekonania, ze jest zle, a przeciez powinno byc dobrze.

Romantyzm zywi sie mysleniem magicznym, symbolizmem, brzydzi go cos tak nudnego, jak namysl nad regulami gry. Komunizm kusil swoim rewolucyjnym romantyzmem, wyrosla szkarada, ktora nasze pokolenie (ponownie z rewolucyjnym romantyzmem) probowalo obalic. W efekcie byly to tylko dzialania wspomagajace, gdyz w rzeczywistosci komunizm runal pod ciezarem wlasnej glupoty i niewydolnosci. Po blisko czternastu latach od jego upadku nasze wymarzone wolne panstwo zalamuje sie pod ciezarem nieudolnosci, nieuczciwosci i wzajemnej nieufnosci.

Nasze zycie publiczne skazone jest brakiem przejrzystych regul gry. W moim miasteczku nie udaje sie odbudowac spoldzielczosci, poniewaz sasiad nie ufa sasiadowi, poniewaz umowy nie maja gwarancji prawnych, poniewaz wszystko funkcjonuje jak na konskim targu.

Kilka stuleci temu wezwania posla Mikolaja Reja do uporzadkowania zasad elekcji zostaly zignorowane, zas w kilka dziesiatkow lat pozniej zachety posla Jana Zamoyskiego do pospiesznego wyboru ordynacji wedle zasady viritim przyjete zostaly z ochota.

Odmawiam patrzenia na Polske przez pryzmat afery Rywina. Patrze na Polske przez pryzmat szkoly w malym miasteczku, w ktorym mieszkam, w jednym z najbardziej zaniedbanych zakatkow naszego kraju. Marzy mi sie, aby nasze dzieci umialy organizowac sie w grupy, dyskutowac, podejmowac i szanowac zbiorowe decyzje, aby ich dyskusje nie byly "polskim sejmem". Mam nadzieje, ze zanim dorosna i zaczna brac udzial w wyborach, polski Sejm zdola uchwalic lepsza ordynacje wyborcza.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail