CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)
Prawie dwa miesiace (do 8 czerwca) czynna bedzie w SculptureCenter (44-19 Purves St.) w Long Island City imponujaca wystawa prac 16 polskich artystek. Do tego duzego polskiego wydarzenia kulturalnego doszlo przy wspolpracy Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku i wlasnie SculptureCenter*), nowej placowki artystycznej (otwartej w grudniu zeszlego roku) w rejonie, ktory szybko staje sie osrodkiem nowoczesnej sztuki w miescie. Centrum to powstalo w budynku starej zajezdni tramwajowej w okolicach, gdzie juz znajduje sie (tymczasowo) Museum of Modern Art, PS1, Socrates Sculpture Park, Muzeum Noguchiego, Amerykanskie Muzeum Sztuki Filmowej i Muzeum Sztuki Afrykanskiej.
Polskie artystki pod kierunkiem kuratorki Anny Szylak przygotowaly te wystawe z mysla o wystawieniu swoich prac w tym wlasnie konkretnym miejscu. Totez ich dziela znakomicie koresponduja z wnetrzami; wiecej nawet: wykorzystuja elementy dawnej konstrukcji jako srodek wyrazu.
Tytul: "Architektury plci. Wspolczesna sztuka kobieca w Polsce" (Architectures of Gender: Contemporary Womens Art in Poland) wskazuje, ze polska sztuka wspolczesna wlacza sie w najnowoczesniejsze ruchy i kierunki sztuki na Zachodzie, wsrod ktorych feminizm zajmuje wazne miejsce. Jest to zarazem polityczna deklaracja, opowiedzenie sie po konkretnej stronie w ideologicznie i artystycznie podzielonym nowojorskim srodowisku artystycznym. Obok wartosci prezentowanych dziel moze to stanowic dodatkowy czynnik zwracajacy uwage na te wystawe.
Feminizm jest i ruchem spolecznym, i filozofia, a takze estetyka i sposobem zycia. Zjawisko, ktore zrodzilo sie jako jeden z efektow postmodernizmu, generalnie zaklada, ze istnieje kobiecy punkt widzenia rzeczywistosci, radykalnie odrebny od meskiego; ze te dwa swiaty zarowno biologicznie, jak i spolecznie tworza rozne doswiadczenia. W zaleznosci od stopnia radykalizmu feministycznej orientacji - sa albo zgola nieprzystawalne badz po prostu tylko rozne.
Ale niezaleznie od ideologicznej deklaracji wystawa jest po prostu doskonala - znakomicie wyeksponowana na dwoch poziomach niezwyklych pomieszczen galerii przedstawia bardzo interesujace, swietnie pomyslane dziela. Mozna na niej zobaczyc prace artystek znanych i uznanych, jak Katarzyna Kozyra czy Zofia Kulik, i mlodszych, dopiero zaznaczajacych swa obecnosc, ale juz dzis mozna mowic o ich duzym wyczuciu i niemalych umiejetnosciach.
Nie wszystkie dziela w SculptureCenter zawieraja wyrazny feministyczny komunikat. Wykorzystywane juz wielokrotnie poprzednio gipsowe figury Mojzesza Michala Aniola, postaci typowego patriarchy i patrona patriarchalnego spoleczenstwa, zostaly swoiscie skomentowane przez Zofie Kulik. Dwie ogromne figury tworzace dzielo The World as War as Adornment, rzucaja sie w oczy od razu po wejsciu do galerii. Jedna z postaci przybrana jest jednak w sukienke i pomalowana na jaskrawe kolory - w ten sposob odebrany zostal Mojzeszowi tradycyjnie przypisany mu charakter. Ow psikus zrobiony klasycznemu kanonowi estetyki (i etyki) meskiego swiata pozbawia go oficjalnej pompy, odziera z pryncypialnosci, a jednoczesnie wskazuje jednoznacznie na te druga, zenska polowe swiata, bez ktorej ta pierwsza istniec by nie mogla.
Ale juz na przyklad przejmujace dzielo Agnieszki Kalinowskiej Just a Little Bit More, zainstalowane w jednym z podziemnych tuneli Centrum, jest po prostu dzielem sztuki wykonanym przez kobiete, ale bez feministycznego ukladu odniesienia. W korytarz zawalony konfetti i serpentynami walajacymi sie na ziemi i zwisajacymi gesto z sufitu wchodzi sie jak do pomieszczenia, gdzie przed chwila odbyla sie szampanska zabawa. Widzimy, ze zwoje serpentyny na podlodze ukladaja sie w sylwetki przypominajace figury ofiar kataklizmu w Pompei. Just a Little Bit More mowi o naglej katastrofie wsrod zabawy albo o "zabawieniu sie na smierc" - co wlasciwie na jedno wychodzi, gdyz niewatpliwie jest to dzielo mowiace o kondycji zachodniej cywilizacji.
Prosciutka a urocza na swoj sposob kompozycja Karoliny Wysockiej Cautiously sklada sie ze szklanych slupkow i takze szklanych "sznurkow" tworzacych w sumie szpaler jak w kinach czy teatrach, kierujacy ludzi (kobiety i mezczyzn) ku wyjsciu. I to jest wlasnie to: nasza swietlana, szklana droga zycia, ktora ostroznie stapamy, kierujac sie ku ostatecznemu wyjsciu.
Habitat Katarzyny Jozefowicz to gestwa pudelek przypominajacych plaster miodu, albo lepiej: poludniowoamerykanskie puebla - spietrzone bezladnie skrzyneczki i kasetki tworzace w sumie metafore wspolczesnego miasta, cywilizacji, ale tez i czlowieka z jego mnostwem poszufladkowanej pamieci badz domu mieszkalnego, w ktorym przechowujemy "skarby" skladajace sie na nasze zycie.
Nie sposob opisac wszystkie dziela. Jako instalacje sa zarazem pewnym zdarzeniem do przezycia, do doswiadczenia w bezposrednim, osobistym kontakcie. Nigdzie nie czujemy tego tak wyraziscie, jak w konfrontacji ze slynnym juz dzielem Katarzyny Kozyry Laznia meska. Wchodzimy do pomieszczenia i nagle znajdujemy sie w tej budapesztenskiej lazni, do ktorej przebrana za mezczyzne weszla Kozyra. Slyszymy szum i plusk wody, na ekranach wokol nas przesuwaja sie obrazy nagich mezczyzn, swobodnie czujacych sie ze swa golizna. Jest to w istocie utwor o nas, o wrazeniach i emocjach wobec przekroczenia barier - kulturowych, cywilizacyjnych; albo najdalszych - jak w przypadku tego dziela - spolecznych granic dzielacych kobiety i mezczyzn. Opis dziela bedzie zawsze "plaski", nieciekawy, w istocie zas utwor ow jest fascynujacy.
Feministyczna sztuka ciagle jeszcze cierpi na nadmiar ideologicznej deklaracji w stosunku do wymowy artystycznej. Jesli dzielo podporzadkowuje sie propagandowej tezie, wowczas teza, komunikowany manifest staja sie wazniejsze od sztuki podporzadkowanej agitacji. Na szczescie w SculpureCenter dziela takie naleza do nielicznych wyjatkow.
Nie wiadomo, co jest ciekawsze w przypadku Elie Nadelmana: jego zycie czy jego sztuka. Zyciorys artysty urodzonego w Warszawie w 1882 r., a zmarlego smiercia samobojcza w Nowym Jorku w 1946 r. zaslugiwalby na pasjonujacy, biograficzny film. Urodzony i wyksztalcony w bardzo spolonizowanej rodzinie zydowskiej, Nadelman wyjechal w 1904 r. do Paryza przez Monachium, wowczas takze wazny osrodek sztuki europejskiej. Jego glownym celem byla kariera artystyczna, ktora zrobil blyskawicznie. Pierwsza paryska wystawa w 1909 r. jego eleganckich niewielkich rzezb stala sie sensacja. Zawrotna kariere potwierdzila nastepna ekspozycja w dwa lata pozniej w Londynie, po ktorej Helena Rubinstein (takze pochodzaca z Polski), zawiadujaca wrecz imperium kosmetycznym tamtych czasow, kupila wszystkie prace dla ozdoby swych salonow pieknosci.
Slawa, pieniadze i ogromne powodzenie towarzyskie (Nadelman jako niezmiernie przystojny mlody czlowiek byl "lwem salonowym" cieszacym sie wielkim powodzeniem wsrod kobiet) to jeszcze nie ukoronowanie jego kariery, w ktorej wspomagal go nadto Guillaume Appolinaire (wybitny poeta francuski, takze polskiego pochodzenia). Pod koniec 1914 r., krotko po wybuchu pierwszej wojny swiatowej, Nadelman wyjezdza do Stanow Zjednoczonych. W Nowym Jorku blyskawicznie wchodzi w swiat awangardy artystycznej, wystawia swoje prace, jego popularnosc rosnie, zeni sie z dziedziczka wielkiego majatku.
I jak w klasycznej opowiesci o kole fortuny: kiedy byl juz u szczytu powodzenia i bogactwa, nastapil krach na gieldzie. Dluga uciazliwa recesja spowodowala, ze majatek jego zony szybko topnial. Nadelman zaczal wyprzedawac swa rozlegla posiadlosc na Bronksie, zamknal w koncu zalozone przez siebie Muzeum Sztuki Ludowej i Chlopskiej, musial ponownie sprzedawac swoje dziela, by zarobic na zycie. W 1946 r., kiedy jego kariera w sztuce sie skonczyla, podupadajacy mocno na zdrowiu artysta popelnia samobojstwo. Szale przechylila wiadomosc, ze w okupowanej Polsce zginela niemal cala jego rodzina.
Nadeszly nowe prady w sztuce i o Nadelmanie przypomniano sobie dopiero w latach 60., wraz z nadejsciem pop-artu. Dzis Whitney Museum po raz kolejny usiluje przypomniec tego artyste i jego sztuke. "Usiluje" - gdyz zwiedzaniu duzej (okolo 200 eksponatow) wystawy "Elie Nadelman: Sculptor of Modern Life" towarzyszy dreczaca swiadomosc, ze jest to artysta "historyczny", tzn. nalezacy do pewnej zamknietej epoki rozwoju sztuki. Jego gietkie ("plastyczne" - jak sam je okreslal), gladkie rzezby o wielkiej elegancji wykonania musza sie podobac chocby z tego wzgledu, ze nawiazuja wprost do wspanialej srodziemnomorskiej tradycji w sztuce - od starozytnego Egiptu poczawszy, poprzez Grekow i Rzymian, a na sredniowieczu skonczywszy. A przeciez ta tradycja ksztaltuje smak i wrazliwosc estetyczna czlowieka Zachodu. Choc Nadelman bardzo pieczolowicie pracowal nad swoimi rzezbami, to jednak trudno sie oprzec wrazeniu latwosci czy nawet wtornosci jego dziela. W sumie wiec najciekawsze dzis sa jego pozniejsze prace - niewielkie drewniane malowane figurki nawiazujace do amerykanskiej sztuki ludowej, jarmarcznej.
----------------------
*) Do SculptureCenter najlatwiej dojechac
metrem E lub V do stacji 23/Ely, metrem 7 do przystanku 45
Rd./ Courthouse Sq. lub metrem G do Court Sq.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |