PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (11 kwietnia 2003)


TERESA SIEDLAR-KOLYSZKO

Teatr Polski
we Lwowie

Odpowiem Ci kim jestem i skad sie tu wzialem.
Janie, ja jestem polskiej poezji aniolem.
Pan Bog mi piecze nad nia powierzywszy w niebie,
Kazal jak oczu w glowie strzec was - jej i ciebie.
Bo ona sie zaczela tak slicznie, tak jasnie,
W twym domu, na tej lawie,
pod tym drzewem wlasnie, (...)
Bedzie szla - od tej lipy przez swiat -
coraz gladsza,
Patrzysz - coraz piekniejsza i coraz bogatsza.
(...) Ona wawrzynem wodza przystroi zwyciezce,
Ona podzwignie narod po najgorszej klesce.
Ona blyskawicami potrafi zlotemi
Z ziemi uderzac w niebo - i z nieba do ziemi
Spadac rojem gwiazd. Ona, zolnierzowi rany
Jak wierny pies bedzie lizac, ona, gdy wygnany
Na obcej ziemi stanie nagi i bez broni,
Ramieniem go obejmie, przed hanba obroni,
W usta go ucaluje, z rak mu zdejmie peta -
Ona, poezja polska - od ciebie poczeta.

Te strofy o poezji polskiej padly ze sceny Teatru Polskiego we Lwowie w sztuce Mariana Hemara Ostatni tren. Wypowiedzial je "gosc", ktory nawiedzil Jana Kochanowskiego w Czarnolesie.

Wieczor spedzony w Teatrze Polskim we Lwowie byl dla mnie wzruszajacym i glebokim przezyciem nie tylko ze wzgledu na to, ze bylo to spotkanie ze starymi wyprobowanymi przyjaciolmi, ale przede wszystkim dlatego, ze moglam zobaczyc i uslyszec "na zywo" tworczosc dramaturgiczna Mariana Hemara, ktorego znalam dotad tylko z wierszy i piosenek.

Zanim rozpoczelo sie przedstawienie pt. Wspomnij mnie, na ktore zlozyly sie trzy jednoaktowki Mariana Hemara, Zbigniew Chrzanowski - w jednej osobie dyrektor, rezyser i aktor - przedstawil w krotkiej wzruszajacej gawedzie nielatwe dzieje tego teatru, ktory dziala juz 45 lat! Przypomnial tez przybylej z Polski mlodej publicznosci postac i tworczosc lwowianina z krwi i kosci, Mariana Hemara, autora znakomitych tekstow i piosenek kabaretowych, ktore daly mu ogromna popularnosc, ale rowniez autora dziesiatek swietnych sztuk, a miedzy innymi takze tych krotkich jednoaktowek, ktorych bohaterami sa polscy pisarze i poeci: Jan Kochanowski, Ignacy Krasicki i lwowianin Aleksander Fredro. Na scenie przedstawiony jest, jak mowil pan Zbigniew, spor Fredry z Sewerynem Goszczynskim. Zreszta jedna z ich "wymian zdan" przerodzila sie w taka klotnie, ze Fredro wychodzac trzasnal drzwiami i ponoc od tego czasu pisal tylko do szuflady. Dzis obaj pisarze, pogodzeni, spoczywaja w lwowskiej ziemi. Pomnik Seweryna Goszczynskiego stoi na cmentarzu Lyczakowskim, a Aleksander Fredro odpoczywa po powtornym pochowku w krypcie kosciola w Rudkach pod Lwowem.

Tak wiec wieczor w Teatrze Polskim we Lwowie byl spotkaniem z polska literatura, i do tego po czesci lwowska, bo Marian Hemar - nieodrodne dziecko Lwowa - najpierw w Warszawie, a pozniej na emigracji tesknil do miasta swojej mlodosci, pisal o nim wiersze, ktore dzis lwowski teatr ma w repertuarze.

Pozno juz wieczorem, a wlasciwie noca zasiedlismy z panem Zbigniewem w glebokich fotelach i przy herbacie, podanej obowiazkowo z dobrymi konfiturami, rozmawialismy o tym niezwyklym teatrze, o garstce Polakow, ktora stworzyla teatr polskiego slowa.

- Teatr trwa - zaczal pan Zbigniew - i moze grac ambitny repertuar, bo znalezli sie utalentowani ludzie kochajacy teatr. To sa wprawdzie amatorzy: inzynierowie, nauczycielki, plastycy, ale mozemy z nimi grac nawet wielka dramaturgie polska i swiatowa, oczywiscie bardzo rozwaznie uwzgledniajac nasze warunki, bo przeciez przedstawienia odbywaja sie na malej scenie, 5 na 5 metrow, ale jak nam za malo sceny, potrafimy wyjsc na widownie. Tak bylo z Kartoteka albo w Snie nocy letniej - cala widownia z publicznoscia byla wlaczona w przedstawienie. Nasz teatr miesci sie w dawnym palacu Bielskich, ale po 1939 roku tu byla siedziba Zwiazku Literatow Polskich, rej wodzila w nim Wanda Wasilewska. Sala, w ktorej gramy, byla w dawnym palacu prawdopodobnie sala bilardowa, bo balowa, tzw. lustrzana, miescila sie w skrzydle frontowym. Budynek zaprojektowal znakomity lwowski architekt Baginski; do konca zycia byl profesorem Politechniki Lwowskiej, a dzis spoczywa na cmentarzu Lyczakowskim.

- Wiem, ze Pan nie mieszka teraz we Lwowie.

- Tak los zrzadzil. A kiedy musialem opuscic Lwow w 1983 roku, zatrzymalem sie najdalej jak mozna bylo, bo w Szczecinie. Tam zaproponowano mi prace w Teatrze Polskim, tam zetknalem sie z codzienna praca w zawodowym zespole. Roznie sie moje losy toczyly, ale powolutku zaczalem sie znow zblizac do Lwowa. Przez Walbrzych, Wroclaw, gdzie pracowalem jakis czas w telewizji. A kiedy pojawila sie mozliwosc objecia dyrekcji Zamku Kazimierzowskiego, ktory jest filia Centrum Kulturalnego w Przemyslu, szybko sie zdecydowalem i od tego czasu jestem w Przemyslu. Bardzo sobie to chwale, bo to przeciez blisko Lwowa. Nie musze zrywac wiezi z moim teatrem, moge bywac tu przynajmniej raz w tygodniu. Moge zaplanowac proby, moge przyjechac tylko na przedstawienie, tak jak dzisiaj, i jutro wrocic do pracy. Przez jakis czas moj kontakt byl bardzo utrudniony nie tylko ze wzgledu na odleglosc, ale nie bardzo chcialem ingerowac w sprawy teatru, zeby nie zrobic zespolowi wiecej szkody niz pozytku. Bo trzeba powiedziec, ze zostalem z tego teatru usuniety dyscyplinarnie.

- Za co?

- "Nie w pore" zlozylem kwiaty pod pomnikiem Mickiewicza, w grudniu 1981 roku, kiedy w Polsce trwal juz stan wojenny. Zdaniem owczesnych lwowskich wladz partyjnych byl to wyraz mojej politycznej niepoprawnosci... Zwolniono mnie, zakazano pracy z teatrem, na szczescie nie zlikwidowano zespolu. Byly wprawdzie przymiarki roznych ludzi, ktorzy chcieli teatr firmowac, ale skonczylo sie tym, ze wzial go w swoje rece Walery. [O Walerym nalezaloby napisac osobno, bo to wyjatkowa postac w zyciu teatru. Rosjanin, przybyl do Lwowa z Syberii, by byc blizej kultury polskiej. Nauczyl sie wladac jezykiem polskim w sposob doskonaly. W czasie swego dyrektorowania wystawil znakomicie Zemste Fredry i zagral Papkina! Obiecuje wiec czytelnikom przywiezc kiedys wywiad z Walerym - przyp. TS-K].

W 1988 roku juz moglem pojawic sie we Lwowie i ponownie objac teatr. A bylo to wlasnie rowne trzydziestolecie istnienia sceny.

- Gdzie zespol grywal przez te wszystkie lata, czy tylko we Lwowie, czy tez udalo sie w innych miastach Zwiazku Sowieckiego, kiedys polskich?

- Od 1964 roku czesto bywalismy w Wilnie. Nasza przyjazn z tym miastem zaczela sie od programu z okazji rocznicy Mickiewiczowskiej. Wystapilismy tam i od tego czasu nasza wspolpraca byla regularna. W Wilnie jest znacznie wiecej Polakow niz nas we Lwowie, sa liczne zespoly artystyczne, jest przede wszystkim zespol Wilia, ktory nas zapraszal, zalatwial sale. Pozniej zajmowal sie nami wilenski zespol dramatyczny, ktory, tak jak my, pracuje do dzisiaj. Teraz spotykamy sie z nimi tylko w Polsce, na spotkaniach teatrow polskojezycznych z zagranicy. Ale wystepowalismy rowniez w Moskwie, i to dwukrotnie. W Moskwie podczas festiwalu polskiej dramaturgii zaprezentowalismy Wesele Stanislawa Wyspianskiego. Do dzis pamietam stojacego za kulisami Stanislawa Lapinskiego i Tadeusza Lomnickiego, ktory ze wzruszenia nie mogl wydusic z siebie slowa. 1969 rok, Moskwa! Wystepowalismy tez w Leningradzie dzieki wspolpracy instytucji pokrewnych, czyli Lwowskiego Obwodowego Domu Nauczyciela i tamtejszego Palacu Kultury. Teatr miescil sie w legendarnym palacu ksiazat Jusupowow, czyli tam, gdzie zostal zamordowany Rasputin. Bylismy w Gabinecie Lustrzanym, w ktorym go schwytano. To przepiekny dworski teatr z widownia mniej wiecej na sto osob, z pieknym barokowym wystrojem, z carska loza posrodku. Ksiazeta Jusupowowie goscili carska pare na specjalnych pokazach czy dworskich spektaklach. I tam wlasnie wystepowalismy.

- Ciekawe: polski teatr ze Lwowa reprezentowal polska kulture w takim miejscu...

- Dzieki temu, ze w Moskwie i w owczesnym Leningradzie znalazlo sie grono ludzi prawdziwie kochajacych polska kulture. To oni jakby utorowali nam droge. Wsrod nich byla niezyjaca juz dzis pani Helena Hodunowa, ktora pracowala w Moskiewskim Towarzystwie Teatralnym. To ona zasugerowala, zeby Wesele Wyspianskiego pokazac na festiwalu, w ktorym braly udzial tylko profesjonalne zespoly!

Mowiac o historycznych scenach, na ktorych gralismy, nie moge pominac jeszcze jednej, tutaj, we Lwowie - Teatru Skarbkowskiego. Wspolnie z ukrainskimi aktorami zrobilismy jubileuszowy wieczor poswiecony Aleksandrowi Fredrze. Przyjechal wtedy profesor Bohdan Zakrzewski z Wroclawia, mial piekne slowo wstepne i oni zagrali Damy i huzary w mojej rezyserii, bo rezyserowalem w tym teatrze w 1975 roku. To byl spektakl, ktory przez dlugie dlugie lata nalezal do repertuaru ukrainskiego teatru, a my z kolei zagralismy jednoaktowke, ktora pani widziala, Dawny spor piora Mariana Hemara. Zagralismy tez fragmenty Zemsty. Na tej historycznej scenie w roku 1998 obchodzilismy 40-lecie. Przygotowalismy galowy wieczor, na ktory skladaly sie fragmenty naszych najlepszych przedstawien, ktore do dzis utrzymaly sie w repertuarze. Ten program powtorzylismy na innej historycznej scenie, zagralismy przedstawienie jubileuszowe w Krakowie na legendarnej scenie Teatru im. Juliusza Slowackiego. Pamietam, jakie tlumy byly na tym krakowskim spektaklu, jak ta sala wspolnie z nami jednym oddechem zyla, to sa chwile niezapomniane... Pozniej, w rownie legendarnym saloniku artystycznym, w ktorym kiedys siadywal Solski, w tej garderobie ze scianami wymalowanymi przez roznych scenografow i autorow zostalismy podjeci symboliczna lampka wina.

- Powiedzial Pan, ze krakowscy widzowie i lwowscy aktorzy "jednym oddechem zyli"...

- Krakowianie potrafia czuc. A to przeciez byl Krakow i Lwow, i kilkusetletnia tradycja kultury polskiej.

Musze powiedziec o jeszcze jednej scenie, niezapomnianej, ale ktora byla obok nas, bo musielismy zagrac na wiekszej przestrzeni. W Palacu Potockich w Lancucie zagralismy Odprawe poslow greckich w sali balowej, gdzie odbywaja sie wspaniale letnie koncerty. Obok tej sali jest slynny teatr dworski marszalkowej Potockiej. Ale to jest malenstwo, "bombonierka" z zachowanym XVIII-wiecznym wystrojem.

A Zemste zagralismy na dziedzincu Zamku Kazimierzowskiego w Przemyslu i w Odrzykoniu pod Krosnem, a wiec tam, gdzie spor Czesnika z Rejentem rzeczywiscie mial miejsce. Spor o mur rozdzielajacy dwie sklocone z soba rodziny. Zamek nazywa sie Kamieniec, jest to cudowne miejsce, prawdziwie "orle gniazdo". Wznosi sie na skale nad dolina i ta sceneria, piekno i swiadomosc, gdzie jestesmy, to wszystko bardzo nas wzruszylo.

Niezapomniany byl tez nasz wyjazd do Londynu i kilku innych miast Anglii w 1994 roku. Niezapomniany z wielu powodow, ale przede wszystkim dlatego, ze jechalismy wprawdzie do obcego kraju, ale do rodakow, do ludzi bliskich, do lwowiakow. Oni nas zaprosili i goscili, a przyjmowali - nie zawaham sie powiedziec - entuzjastycznie. Pamietam, ile bylo obaw, niepokoju, niepewnosci przed ta podroza, jak nas przyjma, czy bedzie dobry odbior, czy bedziemy sie podobac. Ale tak sie zlozylo, ze jeszcze zanim wyjechalismy, spotkalismy sie u nas we Lwowie z legendarna Wlada Majewska i juz ona rozwiala czesciowo nasze obawy, mowiac: "Co sie pan martwi, oni tam czekaja na was, chca zobaczyc tych lwowiakow, ktorzy przyjezdzaja ze Lwowa". Teatr byl przyjmowany entuzjastycznie i pozostawil i tam, na wyspie, i w sercach lwowiakow niezatarte, mile wspomnienia.

- Jak bylo z cenzura w tych trudnych przeciez czasach?

- Zawsze sie zastanawialem, co moge wprowadzic do repertuaru, zeby nie zaszkodzic teatrowi, a ponadto musialem tez uwazac, by nie byc za nowoczesnym, boby mnie okrzyknieto formalista i oskarzono, ze nie gram w duchu realistycznym.

- Czy mlodzi garna sie do pracy w waszym teatrze?

- Sa, sama pani dzisiaj widziala aktorke, bardzo zdolna dziewczynke, ktora w tym roku skonczyla Polska Szkole im. Marii Konopnickiej. Niestety, wyjezdza na studia do Polski. I to jest nasz bol, ze mlodziez, ta najzdolniejsza, korzysta z szansy studiowania w Polsce, jaka ma w tej chwili, a my tracimy najlepsze sily, bo ci mlodzi ludzie nie zawsze wracaja do Lwowa.

- A mlodzieniec, ktory gral Goszczynskiego?

- Ocalal, choc mial dluga przerwe. Studiowal w Drohobyczu i teraz wrocil do teatru. Jest zdolnym aktorem, oczywiscie jeszcze duzo pracy przed nim, ale jest na tyle dojrzaly aktorsko, ze w tej chwili szykujemy go na Papkina w Zemscie. Poza tym jest dobrym muzykiem, wywodzi sie zreszta z muzycznej rodziny. Jego siostra, ktora wczesniej przyszla do naszego teatru, Marysia Latarowicz, wyjechala na studia do Krakowa, skonczyla akademie muzyczna i tam juz zostala. Jak tylko przyjezdza na swieta do rodzicow, gra z nami w okresie zimowym w kilku programach. Mamy taki bozonarodzeniowy program pt. "Szopka lwowska" i Marysia razem ze swoim bratem biora w nim udzial. Ale zdarza sie to coraz rzadziej, bo jest bardzo zdolna pianistka i praca, ktora podjela w Krakowie, nie pozwala na czeste wizyty we Lwowie.

- Dzisiejszy spektakl zlozony z trzech jednoaktowek Mariana Hemara zatytulowaliscie "Wspomnij mnie". Dlaczego?

- Nazwalismy tak program przygotowany przez nas z okazji jubileuszu Mariana Hemara, ktory przypadl w 2001 roku. Jest to jakby apel poety, aby i w jego rodzinnym miescie o nim pamietano.

- Bardzo sie wzruszylam, kiedy Pan na dzisiejszym spektaklu zaczal spiewac "Swieta milosci kochanej Ojczyzny"... Czy wasza publicznosc reaguje podobnie, czy sa wsrod Polakow tacy, ktorzy znaja te piesn?

- O tak! Nieraz mi sie zdarzalo slyszec poszczegolne osoby na sali spiewajace razem ze mna. Jeszcze spiewaja...

- Duzo podrozuje, wszedzie spotykam lwowiakow. Bardzo tesknia, bardzo im ciezko bez Lwowa. Pan jest w szczesliwym polozeniu - przeniosl sie Pan do Przemysla, czyli prawie na rogatki.

- Mnie sie udalo, ale nie wszyscy tak moga zrobic. Moge powiedziec, ze jestem uprzywilejowany, chociaz kazda podroz to prawdziwa wyprawa: dwie granice, a na kazdej postoje, formalnosci, ktore trwaja zwykle ponad poltorej godziny. Jednak jak juz jestem za Mosciskami, jak wjezdzam do Lwowa, czuje, ze wcale nie jestem zmeczony! To miasto tak na mnie wplywa. Chocby dzis - po przyjezdzie poszedlem do teatru, wyglosilem spore slowo wstepne, zagralem przedstawienie, i to po tej wyczerpujacej podrozy, a nie jestem juz mlody. Lwow dodaje mi sil!

- Dziekuje za Pana trud, za rozmowe i zycze, by teatr przez nastepnych 45 lat rozkwital. Moze kiedys zagra "Odprawe poslow greckich" na Wawelu?

- Dziekuje, moze kiedys...

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail