[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przegląd Polski (4 kwietnia 2003)

 


MIROSLAWA PALASZEWSKA

Sasiedzi

Zofia Kossak
i Jerzy Zawieyski


Aby uchronic sie przed aresztowaniem, Zofia Kossak opuscila Polske w sierpniu 1945 r. Trzy lata pozniej jej ksiazki zostaly wycofane z bibliotek. Nie bylo tez mowy o nowych wydaniach. Dopiero w 1956 r. ukazala sie jej trylogia: Krzyzowcy, Krol tredowaty, Bez oreza. Do kraju powrocila 21 lutego 1957 r. Na warszawskim Okeciu oczekiwali jej krewni i znajomi oraz przedstawiciele czynnikow oficjalnych: Antoni Slonimski jako prezes Zwiazku Literatow Polskich, czlonek Rady Panstwa Jerzy Zawieyski i dyrektor gabinetu ministra kultury Boguslaw Plaza. Byl takze Jan Dobraczynski, redaktor naczelna Instytutu Wydawniczego "Pax" Janina Kolendo oraz rodzina: Irena Glinczyna, Marychna Kossak, Maria Szustrowa i Magdalena Samozwaniec. Pisarke powitano rogalem (zamiast tradycyjnie chlebem i sola). Otoczono zwartym kregiem sciskajac ja, calujac i obdarowujac kwiatami. Pelne wzruszenia bylo powitanie ze starszym, skromnie ubranym panem, ktory przybyl na lotnisko z bukietem kwiatow i laurka. Okazalo sie, ze byl to dawny sasiad z ul. Ludnej, gdzie pisarka mieszkala przed wojna. Byla tez Seweryna Szmaglewska, z ktora razem przebywala w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

Tego dnia Jerzy Zawieyski zanotowal w swoim dzienniku: "O drugiej wyjazd na lotnisko ze Slonimskim, aby powitac wracajaca do kraju Zofie Kossak-Szczucka. Byl caly Pax, troche dziennikarzy, film, radio. Kossak-Szczucka byla bardzo wzruszona, wyglada juz staro. Jest gruba, siwa, ale robi dobre wrazenie. Powitanie bylo dla wszystkich wzruszajace".

Najbardziej wzruszona byla chyba sama pisarka. W zbiorach Archiwum Dokumentacji Mechanicznej zachowalo sie nagranie jej wypowiedzi na lotnisku. Mowila glosem lamiacym sie ze wzruszenia: "Bardzo, bardzo przepraszam, ale trudno mi w ogole mowic, tak bardzo jestem wzruszona. To wzruszenie jest dwojakie. Pierwsze, sam fakt powrotu. Tego pojecia zadne slowa nie oddadza. To zrozumiec moze tylko ten, kto byl kilkanascie lat z dala od kraju swojego. Druga przyczyna wzruszenia jest ta serdecznosc niespotykana, ta zyczliwosc, ta liczna gromada ludzi bliskich mi i zyczliwych, ktora tu przyszla. Gdybym choc przez chwile byla w stanie uwierzyc, ze ta zyczliwosc, ta obecnosc dotycza mnie czy mojej pracy, to bylabym zdruzgotana ze wstydu. Dlatego, ze niczym na nia nie zasluzylam i nigdy nie potrafie zasluzyc. Ale na szczescie ja widze w tym co innego. Jedyna moze pozytywna cecha mojej pracy jest, ze byla ona i ufam, ze bedzie dozgonnie oddana sluzbie Bozej; tej sluzbie, w ktorej sa wszystkie swiete obowiazki czlowieka wzgledem rodziny, wzgledem blizniego, wzgledem swojego narodu.

Ja rozumiem, ze przyjscie Was wszystkich, moi drodzy i kochani, przyjaciele i krewni, jest wyrazem wspolnoty w tej sluzbie wlasnie, ze jestesmy jednym, ze czujemy to samo i dlatego przyjmuje to z radoscia, a bez wstydu. I zamiast slow podziekowania, ktore powinnam powiedziec, zamiast powitan, ja zastapie je tysiacletnim polskim pozdrowieniem: Niech bedzie pochwalony Jezus Chrystus".

Ostatnie zdanie z jej wypowiedzi nie znalazlo sie na antenie Polskiego Radia.

Pierwsze kroki w stolicy pisarka skierowala do warszawskiej katedry, aby podziekowac Bogu za powrot do ojczyzny. Pozostawila tu przed oltarzem Cudownego Jezusa Ukrzyzowanego wszystkie kwiaty, jakie otrzymala na lotnisku.

Obecny na lotnisku Jan Dobraczynski tak opisal jej powrot. "Witalismy ja radosnie, kiedy wrocila. Szla ku nam usmiechnieta przez okeckie lotnisko i wydawalo nam sie, ze z jej powrotem zrobilo sie w Polsce i cieplej, i jasniej".

Zofia Kossak zatrzymala sie chwilowo u kuzynow. Udalo mi sie dotrzec do pisma Biura Spraw Lokalowych Urzedu Rady Ministrow przeslanego 28 lutego 1957 r. do Wydzialu Spraw Lokalowych Prezydium Rady Narodowej w m.st. Warszawie, informujacego o przekazaniu 4-izbowego lokalu "Nr 60 na os. MDM bl. 50 A (ul. Polna 16/20) z prosba o przydzielenie tego mieszkania Ob. Kossak-Szczuckiej-Szatkowskiej, ktora zamieszkiwac bedzie z mezem oraz z Ob. Maria Kossakowa, ogolem 3 osoby. Mieszkanie powyzsze jest wylaczone spod ogolnie obowiazujacych norm zaludnienia". Pismo zostalo zarejestrowane 6 III 1957 r. Tego samego dnia wystawiono w Wydziale Spraw Lokalowych decyzje o przydziale powyzszego mieszkania o lacznej powierzchni mieszkalnej 58,02 m2. Zofia Kossak piszac 3 marca do bratowej informowala, ze wymienione mieszkanie miesci sie na drugim pietrze. "Nowy, porzadny blok" - dodala.

Prawdopodobnie juz w marcu albo w kwietniu 1957 r. odwiedzil pisarke Kazimierz Dziewanowski. Wowczas wykonczona byla tylko jedna klatka schodowa, dwie inne sasiadujace z nia z obu stron - jeszcze nie. "Pani Zofia Kossak-Szatkowska wita mnie - zanotowal w reportazu - zazenowana. Mieszkanie jest jeszcze nieurzadzone. W katach stoja paki i skrzynie, zbyt malo czasu, by wszystko uporzadkowac. Ale czesc ksiazek jest juz ustawiona na polkach. Wiadomo, w tym mieszkaniu jest to artykul pierwszej potrzeby i dlatego zajeto sie nimi w pierwszej kolejnosci. Wsrod wielu okladek widze takze Krzyzowcow...".

W tym samym budynku otrzymal mieszkanie takze Jerzy Zawieyski, ktory byl obecny na lotnisku podczas powitania przyszlej sasiadki. Tego pisarza i polityka (od 1957 roku posel na Sejm, czlonek Kola Poselskiego Znak oraz Rady Panstwa) takze przez kilka lat nie wydawano. Zyl wowczas bardzo skromnie dzieki pomocy Kosciola. Bral udzial w spotkaniach autorskich organizowanych w seminariach duchownych i osrodkach duszpasterskich. Czesto bywal w Zakladzie dla Ociemnialych w Laskach, gdzie przyjaznil sie z Antonim Marylskim, s. Teresa Landy, s. Katarzyna Steinberg i s. Maria Golebiowska. Spieszyl mu takze z pomoca finansowa pozniejszy prymas Polski Stefan Wyszynski. Na posilki chodzil do siostr zakonnych z parafii sw. Michala na Mokotowie. Na letni i zimowy wypoczynek byl zapraszany do klasztorow Pallotynow, Salezjanow i Marianow.

Dopiero 31 VIII 1956 r. zanotowal w Dzienniku: "Przyniesiono Notatnik liryczny. Okladka szaro-marmurowa z rysunkiem drzewa w kolorze ciemnoszarym. Litery nazwiska i tytulu o ladnym wykroju. Trudno mi bylo opanowac wzruszenie. Po raz pierwszy od osmiu lat mialem w reku swoja ksiazke".

Ale i pozniej mial klopoty z cenzura. W liscie z 16 I 1960 roku pisal: "Cenzura zatrzymala mi tom wybranych fragmentow mojego dziennika. Ze sztuka w teatrze tez mam trudnosci. Pod tym wzgledem nie chronia zadne stanowiska". Wymienione fragmenty dziennika ukazaly sie drukiem w tym samym roku w krakowskim Wydawnictwie "Znak" pt. Brzegiem cienia. Kartki z dziennika. Ale drukowane wczesniej fragmenty w prasie tez mialy cenzorskie ingerencje, miedzy innymi gdy pisal o Gombrowiczu.

Zawieyski sprowadzil sie na ul. Polna 30 kwietnia 1957 r. Zanotowal tego dnia: "Zmieniam mieszkanie, w ktorym zylem i pracowalem przez 12 lat. To takze cala tragedia. Nie potrafie jej wyrazic. Najbardziej zal mi ogrodka i klonu sprzed moich okien. Rozstaje sie z tym klonem jak z zywym, ukochanym czlowiekiem.

Musze sie oderwac od przywiazan do rzeczy, do murow, do przedmiotow. A to jest tak, jakbym umieral. Zostawiam tu wszystkie moje mysli, moje przezycia, wszystkie kleski, nadzieje. Cala radosc pisania i utrapienia z powodu pisania.

Moj pokoj jest wypelniony cierpieniem, ciagla walka, powaga mysli i zamierzen, nie zawsze szczesliwie osiagnietych. Wszystko to zostawiam".

Jerzy Zawieyski odwiedzil Zofie Kossak w nowym mieszkaniu jeszcze przed swoja przeprowadzka na ul. Polna, 3 marca 1957 r. Autor Drogi do domu i Nocy Huberta zanotowal tego dnia: "Wizyta u Zofii Kossak-Szczuckiej na jej zaproszenie. Dopiero pod koniec rozmowy poruszyla sprawe ´rozbiciaª obozu katolickiego. Zofia Kossak-Szczucka robi dobre wrazenie, jest prosta i skromna, opowiadala tez o swoich planach pisarskich, ktore obejmuja dzieje jej rodziny od 100 lat wstecz. Ta powiesc, czterotomowa, ma sie nazywac Dziedzictwo".

Kolejne spotkanie mialo miejsce dwa tygodnie pozniej:

"18.III.57: Po poludniu spotkanie z Zofia Kossak, aby ja zaprosic na wieczor autorski w naszym Klubie. Zofia Kossak jest mila, inteligentna, opowiada zywo i ciekawie. Ma zwyczaj zamykania oczu, gdy mowi, co zdaje sie jest jakas sprawa nerwowa. Zgodzila sie chetnie na moja propozycje. Ma powiedziec o katolicyzmie w Anglii, a z fragmentow prozy wybrala rozdzial z Przymierza.

Z tej rozmowy najciekawsze bylo to, co mowila o zwierzetach. Zna je dobrze, lubi je i ma o nich inna nieco wiedze, niz np. Zofia Nalkowska. Zofia Kossak zna zwierzeta z ich codziennego twardego zycia, podczas gdy Nalkowska znala je z pieszczot, zabaw, z ich niejako wynaturzonego obyczaju".

I wreszcie, ostatni zapis informujacy o odbytym spotkaniu:

"26.III.57: Po poludniu z Anna Kowalska u Kossak-Szczuckiej, raczej Szatkowskiej z zaproszeniem jej do Zwiazku Literatow na spotkanie z pisarzami. Zgodzila sie byc w piatek o piatej. Zabralem Zofie Kossak i jej meza do Klubu na wieczor autorski. Tlumy ludzi, nie moglismy sie docisnac do stolu prezydialnego.

Powitalem Zofie Kossak, podkreslajac to, ze mimo odleglosci zawsze z nami byla, ze jej ksiazki byly czytane i sa czytane, co dla pisarza zawsze jest rzecza najwazniejsza. Rowniez serdecznie odpowiedziala mi Zofia Kossak, a pozniej wyglosila wspolnie ustalony przez nas odczyt pt. 'Katolicyzm w Anglii';.

Po odczycie Andrzej Szczepkowski pieknie recytowal dwa fragmenty z powiesci Dziedzictwo i Przymierze. Na zakonczenie odpowiadala Zofia Kossak na liczne pytania, jakie jej sluchacze zadawali. Ale przewaznie mowila ´nie wiemª. Co nie wywarlo zbyt dobrego wrazenia. Chodzilo w tych pytaniach o ruch intelektualny katolikow angielskich, o pisarzy i filozofow, o organizacje mlodziezy itd.

Mimo wszystko wieczor byl udany i Zofia Kossak swoja prostota i zarliwoscia wywarla duze wrazenie, nie mowiac juz o pieknej prozie".

Jest jeszcze zapis z 7 IV 1957. "Po poludniu u Zofii Kossak, gdzie mialem sie spotkac z Anna Sadowska".

U Anny Sadowskiej, ich wspolnej znajomej mieszkajacej w Gorach kolo Bialobrzegow, spedzil pan Jerzy trzy tygodnie (od 10 sierpnia do 2 wrzesnia 1955 r.), piszac kolejne opowiadanie. Zanotowal w dzienniku pod data 25 sierpnia: "Z rana - pisanie opowiadania, pozniej plaza i kapiel. Po poludniu znow praca do zmierzchu. Przesliczny zachod slonca. Na drugim brzegu mgly, rzeka zdawalo sie dosiega horyzontu. Wieczorem gwiazdy spadajace i czerwony, nisko wiszacy ksiezyc, odbijajacy sie w rzece. Siedzielismy z Anna na tarasie, pozniej na lawie od strony zachodniej. Anna mowila o dramacie Living-room Greene’a, ktory budzi jej sprzeciwy, mimo ze uznaje swietnosc pisarska autora".

Po smierci Zofii Kossak (zmarla 9 IV 1968 r.) odbyl sie wieczor poswiecony pamieci pisarki. Jerzy Zawieyski zanotowal 17 X 1968: "Po drzemce przygotowanie sie do wieczoru w PEN-Clubie, gdzie mam mowic o Zofii Kossak. Niewiele wymyslilem. Na wieczorze pelno ludzi. Przemawial Jan Parandowski, pozniej Madzia Samozwaniec, wreszcie ja. Mowilo mi sie niezle, wydaje sie, ze powiedzialem o Zofii Kossak wazkie slowa".

Zachowalo sie ogolem siedem wymienionych przez nich listow. Cztery listy Zofii Kossak trafily do zbiorow Muzeum Literatury, natomiast trzy listy Jerzego Zawieyskiego znajduja sie w archiwum Muzeum Zofii Kossak w Gorkach Wielkich na Slasku Cieszynskim. Dwa ostatnie listy Zawieyskiego zostaly napisane po jego przeprowadzce z Polnej na Stare Miasto. Znany dramaturg zamieszkal bowiem w sierpniu 1960 roku na Starym Miescie przy ul. Brzozowej 11/13 m 3. W liscie z 18 XII 1963 r. informowal: "Prowadze zycie bardzo aktywne w wielu dziedzinach, ale mam tez odskocznie, by w skupieniu popracowac i odpoczac. Kupilem maly domeczek w Konstancinie - z hektarowym parkiem, gdzie sa stare drzewa - wsrod drzew wlasnie rozmyslam i kontempluje rzeczy boskie i ludzkie".

Pan Jerzy czesto dawal znajomym swoje dramaty do czytania. Zofia Kossak w liscie z 10 maja 1958 r. dolaczyla kartke z uwagami na temat jego sztuki Maski Marii Dominiki. Sztuka napisana w 1956 zostala wystawiona w 1957 r. na malej scenie Teatru Polskiego w Warszawie w rezyserii Romana Zawistowskiego ze scenografia Tadeusza Kantora. W roli Marii Dominiki wystapila Barbara Ludwizanka. 2 IX 1957 r. na pierwszej probie Zawieyski wyjasnial przeslanie sztuki: "Zwrocilem uwage na sprawe zawsze aktualna, na rozpoznanie wlasnego losu przez czlowieka, ktory staje wobec sytuacji ostatecznych swego zycia. Zawsze odbywamy sad nad soba, jesli nie my, to inni. Druga warstwa utworu sa aluzje do znanych wydarzen polskich, jak np. Poznan. Zwrocilem tez uwage na nowatorstwo formalne utworu i na zadania, jakie ma teatr przed soba".

31 X 1958 r., w rok po premierze Masek, autor zanotowal: "Mimo ze sztuka przepadla i ze osadzono ja bardzo zle, przywiazuje do niej wielka wage. Sztuka byla niedostatecznie zrozumiana przez teatr, rezysera, nadala ton zbyt ekspresyjny, a dekoracja Kantora jeszcze to podkreslila. Moze da Bog, ze jeszcze kiedys wystawie te sztuke i dadza interpretacje wlasciwa. Jest to przeciez monolog, wszystko jest wizyjne, wywolane pamiecia. Sa to dwie rozne rzeczywistosci. Ale calosc jest rzeczywistoscia wspolczesnego czlowieka".

A oto uwagi Zofii Kossak na temat dramatu:

"Maski. Wrazenie niedostatku, niedospiewania, niedokonczenia. Przytlaczajace bogactwo watkow, kt[ore] zapalaja sie i gasna. Wylonione z mroku [slowo nieczytelne] wracaja wen natychmiast . Sztuka ´trudnaª - ale arcyciekawa. Wymaga wysilku myslowego (to dobrze). (...)

Formalnie Maski sa wnuczkami Wyzwolenia. Ciekawe porownanie rozszerzenia problemow, od owego czasu. Skala niewymierna...".

Pisarka w samym liscie ustosunkowala sie do pozostawionych jej do lektury tekstow nadeslanych do redakcji Znaku po opublikowaniu Drogi katechumena Zawieyskiego (w numerze 43 z 1958 r.). Materialy te mialy byc opublikowane w nastepnym numerze Znaku. Sam Zawieyski okreslil jej jako: "Rzeczy okropne, napastliwe - wrecz plugawe. Ale najbardziej dotknela mnie notatka Wozniakowskiego, ktory broni przed atakami redakcje i stara sie wytlumaczyc i mnie.

Jestem do glebi oburzony i przezywam cos w rodzaju zgorszenia. Oczywiscie koltuneria bedzie miala satysfakcje, bo zostalem przez te wypowiedzi calkowicie unicestwiony, opluty, spoliczkowany".

Na szczescie, omawiany numer Znaku ukazal sie w zmienionej formule. Wszystkie materialy uderzajace w Zawieyskiego zostaly wycofane.

Zofia Kossak napisala wowczas: "Jest Pan urodzonym poeta, wiec nic dziwnego, ze wsrod rozsrozonych dewotek i Ojca Kozdala czuje sie Pan jak 'goly w cieniu'(malownicze powiedzenie slaskie). Naprawde, nie ma sie czym przejmowac. Nie zwracac uwagi i kroczyc dalej. La caravanne passe... Przejsc do porzadku dziennego nad cala sprawa. Odpowiedz Woz[niakowskiego] nie jest zla, przyzwoicie obiektywna, Pana wyjasnienie taktowne i pelne godnosci. Nie ma co juz do tego incydentu powracac".

Autorka Pozogi czesto pisala listy na maszynie. Te zas napisala recznie. Pismo miala dosc nieczytelne. Pan Jerzy napisal do niej 15 I 1960 r.: "Droga Pani! Po powrocie z Zakopanego zastalem ´gotyckiª list Pani. Pismo Pani bardzo mnie wzrusza i, choc jest nieczytelne, lubie je". Lubil tez swoich sasiadow. Ofiarowal Zofii Kossak i jej malzonkowi trzy utwory z dedykacjami. Na tomie opowiadan Romans z ojczyzna (Czytelnik, Warszawa 1964 r.) skreslil: "Bardzo drogim Panstwu Szatkowskim z najwiekszym uznaniem, podziwem i wielka sympatia, 19 III 64". Notatnik liryczny ofiarowal ze slowami: "Drogiej Pani Zofii Kossak-Szatkowskiej i Jej Mezowi z goracymi slowami przyjazni, 25 III 1964", a W alei bezpozytecznych rozmyslan - "Drogiemu Panstwu Zofii i Zygmuntowi Szatkowskim - z najglebszym uznaniem, szacunkiem i prawdziwa sympatia, Warszawa, 31 V 65 r.".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail