PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (28 marca 2003)


JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK

Oficer polskiego wywiadu
w amerykanskiej powiesci


Nie czytuje powiesci sensacyjnych, wiec do niedawna nie mialam pojecia, kim jest Alan Furst. Ale minionej jesieni zauwazylam w ksiegarni tytul: The Polish Officer. Nieduza ksiazeczka, kieszonkowe wydanie, na okladce wojak i cywil z papierosami w ustach. Paryski zaulek, noc. Czytam notke wydawcy (Random House) i fragmenty entuzjastycznych recenzji z pierwszego wydania w 1995 r.: "Powiesc zaczyna sie we wrzesniu 1939 r. w Warszawie i okolicach, jej bohaterem jest oficer wywiadu podziemnej armii polskiej, najpierw w kraju, potem we Francji i na zapleczu wschodniego frontu". Recenzent The Boston Globe pisze: "Najlepsza powiesc szpiegowska, jaka czytalem od wielu lat... Wykracza poza gatunek... Wielbiciele le Carré znajda w niej wszystko, co u niego podziwiaja i wiecej...". Chicago Tribune: "Wspaniala wyobraznia i niepodwazalny autentyzm szczegolow...". Zagladam do lezacych obok Polskiego oficera dwoch innych powiesci Fursta, The World at Night i Dark Star. W cytowanych recenzjach z najbardziej prestizowych czasopism literackich porownania z Grahamem Greenem, Somersetem Maughamem i - Kafka! Moj duszek snobizmu nabija tyton do fajki: kup i czytaj!

Pierwsza akcja, ktora dowodzi tytulowy polski oficer, kapitan Aleksander de Milja (z zawodu kartograf, rodzina ojca ze Slaska, matki z Kresow) to ewakuacja z kraju - konkretnie z warszawskiego Dworca Gdanskiego podmiejska kolejka do Rumunii - skarbu panstwa polskiego w sztabach zlota. Wartosc, pisze Furst: 11 milionow 400 tysiecy dolarow. Tyle o tym wiedzialam, ze nasze zloto rzeczywiscie zostalo uratowane, wywiezione wraz z rzadem do Rumunii. "Rozkradzione przez sanacje", uczono mnie w szkole. Nie ma o tym nic w mojej Historii Polski 1914-1991 Wojciecha Roszkowskiego. Dzwonie do oczytanych znajomych. Tez nie bardzo wiedza. Jedni mowia, ze najprawdopodobniej zloto poplynelo statkiem do Kanady, inni, ze to nie mogl byc pociag, tylko ciezarowki, ze jakies bzdury ten Amerykanin powypisywal. Ktos, ze w akcji podobno uczestniczyla jakas baronowa. Wreszcie sluszna rada, zeby zajrzec do Zeszytow Historycznych. Szukam i oczywiscie znajduje sporo informacji, bardzo jednak fragmentarycznych, co odzwierciedla owczesny stan umyslu zrozpaczonych wychodzcow, usilujacych ratowac i mienie panstwowe, i rodzinne.

W numerze 20. Zeszytow Stanislaw Kirkor, b. wyzszy urzednik Ministerstwa Skarbu, pisze o chaosie panujacym w ministerstwie w zwiazku z planami ewakuacyjnymi, o furmankach, na ktore ladowano akta i papiery wartosciowe, przy czym byl obecny, ale o losach rezerw zlota dowiedzial sie bedac juz w Lucku, gdzie "czesc zapasow zlota Banku Polskiego pod straza wojskowa ladowano 9 wrzesnia na samochody ciezarowe". Transport ten przybyl do Sniatynia, na granicy rumunskiej, 12 wrzesnia. "Reszta przybyla szczesliwie wnet potem koleja z Brzescia, wzglednie samochodami z Zamoscia, tak ze wszystkie transporty mogly razem odejsc 13 wrzesnia do portu w Konstancy". Kirkor pisze, ze znane bylo nazwisko pulkownika, ktory prowadzil transport z Brzescia, ale go nie podaje, natomiast, nie bylo znane nazwisko porucznika, ktory dowodzil konwojem z Zamoscia, "zdaje sie w najtrudniejszych warunkach". W tym samym numerze Ludomir Rayski wspomina, ze "bedac wtedy Szefem Lotnictwa", sprzeciwil sie ewakuacji zlota - przeszlo 70 ton - samolotami LOT-u, poniewaz wymagaloby to okolo 50 lotow. Nastepnie zetknal sie z ta sprawa w Zamosciu, a potem w Brzesciu, dokad polowa transportu zlota dotarla na ciezarowkach konwojowanych przez majora Raychmana (sic), b. ministra przemyslu, a druga polowa pojechala przez Brzesc koleja do granicy rumunskiej. Prowadzacy ten transport pulkownik, ktorego nazwiska, pisze Rayski, "niestety nie pamietam", zameldowal sie u niego 13 rano w Sniatyniu. "Kierownictwo transportu od stacji Sniatyn (Kuty) objal Ignacy Matuszewski (b. kierownik Ministerstwa Skarbu). Pociag wywozacy zloto byl pelen ´elityª Ministerstwa Skarbu wyjezdzajacej za granice z rodzinami - ´na wojneª".

Nieco dokladniej pisze o tej sprawie Alfred Poninski (nr 6 Zeszytow), dyplomata w polskiej ambasadzie w Bukareszcie, ktory wsrod konwojentow dziesieciu wagonow z rezerwami zlota, juz w Rumunii, wymienia Matuszewskiego, Floyard-Rajchmana i tajemniczego Krystyna Ostrowskiego. Ostrowski, nazwisko panienskie matki bohatera powiesci Ostrow... Moze to ten? Wreszcie siegam po egzemplarz Najnowszej historii politycznej Polski Wladyslawa Pobog-Malinowskiego, gdzie w poswieconym ewakuacji zlota akapicie znajduje jeszcze jedno nazwisko konwojenta, plk. Adama Koca. Pobog-Malinowski szacuje wartosc uratowanych rezerw na 324 miliony zlotych, Floyard-Rajchman (teczka w archiwum Instytutu Jozefa Pilsudskiego) - na 360 milionow. We wszystkich tych przejrzanych przeze mnie wspomnieniach i dokumentach zwraca uwage ton polemiczny z silnym zabarwieniem emocjonalnym. Jedni zarzucaja drugim niescislosc, swiadectwa i fakty sluza roznym wersjom tamtych tragicznych i powiklanych wydarzen. Ostatecznie polskiego oficera z powiesci Alana Fursta nie znalazlam.

Z dusza na ramieniu dzwonie do autora, do Sag Harbor na Long Island. Odbiera sam telefon! Mowie, ze mam jedno pytanie. Czy Aleksander de Milja to postac historyczna? Nie, odpowiada, fikcyjna, ale skomponowana z elementow prawdziwych losow bohaterskich polskich zolnierzy, agentow wywiadu podczas drugiej wojny swiatowej. Dziekuje i obiecuje przyslac artykul. O tym, co jest w jego powiesciach, z nadzieja, ze posypia sie listy od czytelnikow, ktorzy z racji zawodu, a moze z rodzinnych przekazow znaja ten rozdzial historii Polski.

Juz przed blyskawicznym zorganizowaniem wywozu zlota podwarszawska ciuchcia kapitan de Milja zgodzil sie na propozycje wstapienia do wojskowego wywiadu. Wrocil wiec z Bukaresztu do Warszawy, ale przed podjeciem nowych zadan udal sie do Tarnopola, odwiedzic przebywajaca w sanatorium psychiatrycznym zone. Nie chciala z nim stamtad wyjechac. Po bardzo pieknie opisanym zblizeniu milosnym (erotyka jest mocna strona wszystkich powiesci Fursta), na tarasowym lezaku w wietrznej jesiennej pogodzie, malzonkowie zegnaja sie na zawsze. Wiadomosc o smierci zony dotrze do de Milji dwa lata pozniej, w punkcie kontaktowym na przedmiesciu Barcelony. Przekaze mu ja pulkownik Wyborg, ten sam, ktory zwerbowal go w pierwszych dniach wojny do pracy w wywiadzie i ktory nadal we Francji, a pozniej z Londynu bedzie kierowal jego agenturalnym losem.

Wrocmy jednak do Warszawy pierwszych wojennych miesiecy. W pokoju nr 9 - czytamy w drugim rozdziale powiesci - w piwnicy szpitala Swietego Stanislawa zaczyna funkcjonowac jedna z komorek operacyjnych Zwiazku Walki Zbrojnej. Jej pierwsza udana akcja, ktora dowodzi de Milja, to porwanie z malego sportowego lotniska w Pruszkowie niemieckiego smiglowca w celu rozrzucenia ulotek podpisanych przez Dziesiate Skrzydlo RAF-u, z zapewnieniem solidarnosci i pomocy dla Polski. Czy bylo takie lotnisko w Pruszkowie? Czy KEDYW - Furst pisze Komenda Dywersji - rozpoczela dzialalnosc sabotazowa juz zima 1940 r.?

Do jej wczesnych zadan nalezalo zaklocanie transportow sowieckich surowcow do Niemiec, w czym oczywiscie uczestniczy nasz bohater, zakwaterowany na Mokotowie w pokoju pewnej niebanalnej wdowy. Kwatera zostaje wsypana, de Milja cudem, skaczac po parapetach szostego pietra, ucieka przed strzelajacymi do niego "szkopami", ale zostaje trafiony. Po zagojeniu sie ran dostaje rozkaz objecia stanowiska kierownika operacji dywersyjnych we Francji jako agent Szostego Oddzialu (Sztabu Naczelnego Wodza). Przypomnijmy, ze "Szostka", moze mniej efektowna niz "Dwojka", zajmowala sie lacznoscia z okupowanym krajem, wysylaniem kurierow i "cichociemnych", a takze wspolpraca z alianckim wywiadem.

W Hôtel des Invalides przy avenue de Tourville, 6 czerwca 1940 r. de Milja rozmawia z szefem S.R. majorem Kerchevalem, ktory opisuje sytuacje na froncie francusko-niemieckim: sytuacja stabilna na linii Sommy, troche logistycznych problemow na rzece Oise, moze to jeszcze potrwa dwa tygodnie. Zartuje, ze Niemcy, nordycy, nie lubia upalow. "De Milja kiwal przytakujaco glowa, udajac, na ile mogl, entuzjazm, z przyklejonym do warg sztucznym usmiechem. Situation statique na Sommie byla taka, ze osaczona Dziesiata Armia zostala kompletnie rozbita, o czym de Milja wiedzial. Ale dla Kerchevala los armii mial w tej chwili drugorzedne znaczenie wobec jego postawy w rozmowie z de Milja. Wazniejsze bylo to, aby fatalne i upokarzajace informacje nie zostaly wypowiedziane w obecnosci cudzoziemca, na dodatek i nizszej rangi, i spolecznej pozycji. A co do uwagi Kerchevala, ze ´bez wzgledu na rozwoj wydarzen, czesc naszej dokumentacji zostanie zabezpieczonaª, idac w strone metra po wyjsciu przez budke wartownika, de Milja minal szescdziesiat ciezarowek czekajacych na wjazd na podworze".

Z willi w Neuilly, gdzie przed zasnieciem czytal pozostawiona na nocnym stoliku przez nieobecnego wlasciciela powiesc Jozefa Rotha Marsz Radetzky’ego, de Milja ucieka przed depczaca mu po pietach francuska policja do mieszkania kosmopolitycznej paryzanki Geni Beilis. Genia, do niedawna kochanka rosyjskiego poety Lezewa, ktory popelnil samobojstwo, ma posade w wydawnictwie Parthenon i wkrotce efektowna Mlle Beilis i de Milja, alias Lezew, wchodza w towarzystwo niemiecko-kolaboranckie, spedzajace szampanskie wieczory w wytwornej Brasserie Heininger. Oczywiscie zawarte tam znajomosci wkrotce okaza sie bardzo pozyteczne. Ale czytelnik nie tylko z zapartym oddechem towarzyszy de Milji w jego manewrach poczatkujacego asa wywiadu. Alan Furst, Amerykanin zakochany w Paryzu, swietnie oddaje okupacyjna atmosfere w stolicy Francji, jej dzienny i nocny koloryt w cieniu pomalowanych na niebiesko latarni, widoki przez szpary zaslonietych okien, niepognebiony seksapil paryzanek w letnich sukniach "powiewajacych nawet w bezwietrznym sierpniowym upale", stosunek Francuzow do niemieckich okupantow: gorycz upokorzenia i estetyczny wstret. Obserwujacy to wszystko obcy tu Polak reprezentuje poniekad - bo w innym historycznym kontekscie - zafascynowanego Francja autora.

Pelne wyrazu sa takze drugoplanowe postaci tej bardzo filmowej powiesci, nawet jesli pojawiaja sie na krotko, bo siatki agenturalne sa nietrwale, kontakty jednorazowe, no i smierc kosi anonimowe szeregi, zanim ten czy owa zdaza sie wpisac do pamiatkowej ksiegi historii. Jedna z takich efemerycznych bohaterek jest 17-letnia radiotelegrafistka Janina, alias Marie Ladoux, ktora przez kilka miesiecy sama jedna z poddasza obskurnego Hôtel Bretagne przekazywala do Rubens Hotel przy Buckingham Road w Londynie informacje o przygotowaniach Niemcow do inwazji na Anglie. Kiedy oddzial gestapowcow wywalil kopniakami drzwi pokoiku Janiny, nie mogli uwierzyc wlasnym oczom: "Odwazna, niesamowicie odwazna!". Wepchnieta do ich mercedesa "zrobila to, co wiedziala, ze musi zrobic", aby nikt nie musial sie pozniej obawiac, czy sprostala nadludzkiej probie odwagi. Jej oprawcy uslyszeli "chrzest rozgryzionego szkla". A jednak spoznili sie. Tej samej nocy 17 wrzesnia 1940 r. samoloty RAF-u zbombardowaly zakamuflowane w poblizu Calais niemieckie lodzie pancerne. Byl tam i de Milja, ktoremu udalo sie wysadzic tankowiec z ropa naftowa Malacca Princess. Wybuch oswietlil cale pole ataku. Polski oficer i jego garstka podkomendnych uniemozliwili desant.

Na poczatku stycznia 1941 r. pulkownik Wyborg przedstawi de Milji dokladny rezultat wrzesniowej bitwy. Zwyciestwo nie bylo calkowite, RAF zniszczyl 214 sposrod 1900 niemieckich barek, 21 sposrod 170 transportow z zolnierzami. De Milja, alias Lezew, alias Anton Stein, nadal organizuje akty sabotazu, przyjmuje zrzuty spadochronowe, z pomoca miejscowych ksiezy rekrutuje Polakow z Alzacji. Nie wszystkie akcje sie udaja, gina najlepsi z najlepszych. W maju wezwany do Londynu, "gdzie wszyscy sa bladzi, zmarznieci, uprzejmi, oczy blyszczace z przemeczenia", de Milja dowiaduje sie wielu rzeczy, takze tego, ze kto inny obejmie jego stanowisko we Francji. W Genewie i Madrycie tez nie ma dla niego miejsca. Natomiast sektor wschodni potrzebuje znajacych jezyk rosyjski ochotnikow. Wielu ochotnikow, bo tam staz kazdego bedzie krotki. Wychowany na Wolyniu de Milja, odpowiada jednym slowem: - Wiem.

21 czerwca na nadbuzanskim moscie grupa sowieckich straznikow podleglych NKWD zatrzymuje szpiega, ktory twierdzi, ze jest dezerterem z Wehrmachtu, komunista i ma do przekazania wazna informacje: jego oddzial otrzymal rozkaz zaatakowania granicy nazajutrz o godzinie 3:00. Przychodzi odpowiedz od "wierchuszki", ze dezerter jest prowokatorem, z misja zaklocenia sowiecko-niemieckiej przyjazni. - Rozstrzelac.

Tak zaczyna sie ostatni rozdzial Polskiego oficera, jeszcze jedna historia jego ucieczki, samotnie, we dwoje i zapewne znow samotnie. Do spraw polskich - juz nie bezposrednio, bo z bohaterem, ktory jest polskim Zydem, poczatkowo korespondentem Prawdy (1wrzesnia 1939 zastaje go w okolicy Rzeszowa, gdzie ma zbierac material do artykulow o przesladowaniu mniejszosci narodowych w Polsce), a potem agentem alianckiego kontrwywiadu, spotkamy sie znow w innej powiesci Alana Fursta,The Dark Star. Akcja wszystkich jego ksiazek dzieje sie w latach 1933-1945, a wiec w okresie, ktory w historii Polski jest pasmem wielkich spraw, nadziei i cierpienia, bohaterstwa i kleski, ale wbrew pozorom nasza wiedza o tym okresie jest coraz bardziej fragmentaryczna, przycmiona przez rozne polityczne i politykierskie cenzury, wciaz i w historiografii, i w literaturze pelna bialych plam. Od bardzo wielu lat stawiamy sobie zarzuty mitologizacji tamtych (i innych) losow Polski i najwyzej cenimy te utwory literackie, ktore "demitologizuja" przerozne "legendy patriotyczne". Ironia bywa madra i gleboka, uczy samowiedzy, bywa tez - kiedy staje sie obowiazujaca, splycona norma - przedprogiem cynizmu. W rezultacie coraz mniej wiemy, jakie to byly w rzeczywistosci fakty i czyny, z ktorych owe narodowe legendy powstawaly, kim byli demaskowani, dewaluowani, dekonstruowani prawdziwi bohaterzy, skoro nie ma ich ani na ekranach, ani na kartach nielicznych historycznych powiesci. Ach, "czemu o tym nie piszecie, panowie"?... I kto napisal? Znow jakis przedstawiciel pogardzanej przez naszych intelektualistow kultury amerykanskiej.

Moze nalezaloby mu przyznac honorowa nagrode Nike. Ucieszylaby sie, ze ktos sobie wreszcie przypomnial, czego jest symbolem.

-------------------

Alan Furst, The Polish Officer. Random House Trade Paperbacks, New York 2001, stron 294.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail