Zofia i Roman Artymowscy
- geometryczny opis swiata
Z Wieslawem Ochmanem rozmawia Miroslawa Paroszkiewicz
Miroslawa Paroszkiewicz: - Co przekazali nam w swojej sztuce Artymowscy - artysci uprawiajacy abstrakcje geometryczna ? Ich starszy kolega Henryk Stazewski, ktory przez cale zycie dazyl ku formom "rozumnym i przejrzystym" poslugujac sie precyzyjnym jezykiem geometrii, twierdzil: "wielosc roznych struktur materii itp. inspiruje artyste do szukania porzadku w chaosie i uproszczenia poprzez sprowadzanie do ksztaltow geometrycznych".
Wieslaw Ochman: - Mowiac o sztuce abstrakcyjnej nalezy wyjasnic, ze to nie jest sztuka niczego nieprzedstawiajaca. Abstrakcja nie przedstawia natury czy tez pewnych jej form zwiazanych z otaczajaca nas rzeczywistoscia. Jej sens sprowadza sie, w ogolnym zalozeniu, do zabiegow czysto formalnych i malarskich niesugerujacych zadnych skojarzen z postrzegalna rzeczywistoscia, a szukajacych harmonijnego sensu w pewnego rodzaju ukladzie linii, figur i bryl geometrycznych czy plam barwnych i faktur. Kierunek zapoczatkowal Wassily Kandinsky w 1910 roku. Mozna by sztuke abstrakcyjna w sensie "tematycznym" podzielic na dwa podstawowe nurty: geometryczny, wywodzacy sie z kubizmu i niegeometryczny, ktorego zrodel nalezy szukac w ekspresjonizmie i surrealizmie. W Polsce do glownych przedstawicieli sztuki abstrakcyjnej, tej geometrycznej, nalezeli Strzeminski i Stazewski. Sadze, ze Stazewski byl bardziej "geometryczny" niz Strzeminski. Z takiego nurtu wywodzi sie sztuka Zofii Artymowskiej i w nieco dalszym skojarzeniu takze sztuka jej meza Romana Artymowskiego. Jego geometrycznosc zwiazana jest bardziej z formami spotykanymi w naturze: kolo-slonce-horyzont. Natomiast prace Zofii Artymowskiej sa blizsze technicyzacji zycia i moga byc odczytane jako symbol wspolczesnej cywilizacji. Jej obrazy, ktorych podstawowym elementem jest przetwarzany konsekwentnie w zespol roznych rozwiazan kolorystycznych i formalnych walec, moga sugerowac fragment blizej nieokreslonej maszyny, precyzyjnego mechanizmu. W przypadku Artymowskiego pojecie symbolu moze odnosic sie do Slonca, zreszta przed taka interpretacja symboliki zawartej w tych pracach nie bronil sie ich autor. Uogolniajac, mozna stwierdzic, ze sztuka abstrakcyjna jest adresowana bardziej do wyobrazni, natomiast figuratywna - do wrazliwosci.
- Jakimi ludzmi byli Zofia i Roman Artymowscy?
- Niezwykle otwartymi i milymi, na pewno zaliczyc ich mozna do ludzi w ogolnym sensie pieknych. Pani Zosia miala bardzo ciekawa, troche egzotyczna urode, on byl niezwykle eleganckim, wytwornym panem. Kiedy odwiedzalem ich, zawsze bylo to spotkanie przy obiedzie czy kolacji. Pan Roman lubil dobre wina. Rozmawialismy ogolnie o sztuce, ale nigdy na temat ich sztuki.
Mieszkali w romantycznym kompleksie, kiedys rezydencji gen. Stanislawa Klickiego w Lowiczu. Tam tez w glownym budynku na dole pani Zofia miala swa pracownie, a takze sale wystawowa. Pan Roman natomiast mial pracownie w osobnym budynku na terenie parku.
- Jaki byl ich stosunek do sztuki i u kogo uczyli sie malarstwa?
- Byli to ludzie o ogromnej wiedzy. Nie "belferskiej", jak mozna byloby sie spodziewac po profesorach akademii sztuk pieknych; ich sposob opowiadania o malarstwie byl niezwykle prosty. Pomimo ze ich sztuka byla innego rodzaju sztuka niz malarstwo Eugeniusza Eibischa, u ktorego sie uczyli, to jednak doceniali i podkreslali wielkosc malarska swojego profesora, podobnie jak Cybisa, Rzepinskiego i innych. Zreszta pani Zofia przez jakis czas byla asystentka Rzepinskiego w ASP w Krakowie.
- Artymowski byl asystentem Eugeniusza Eibischa. To zapewne mialo wplyw na ich wrazliwosc kolorystyczna. Na poczatku swej drogi artystycznej Roman Artymowski poszukiwal przeciez dla siebie form w tzw. pejzazu lirycznym. Takze w abstrakcyjnych pejzazach z Rawenny, Wenecji, Ferrary z konca lat 50. az po akwarele z Bliskiego Wschodu z lat 1968-1971 przekazuje nam w skromnych, nieduzych formatem dzielach obrazy pelne liryzmu i uroku.
- Zainteresowanie barwa widoczne jest bardziej u prof. Artymowskiego, ktory malowal tak, jak wskazywaly estetyczne pojecia Eibischa. Chociaz pozniej to zarzucil, pozostala u niego jednak ciekawa zdolnosc komponowania kolorystycznego. Kiedy byl na Bliskim Wschodzie i poznal inne swiatlo, wyostrzyl kolory, ale nigdy nie zauwazylem w jego pracach szczegolnych dysonansow. A jezeli byly, to wynikaly raczej z checi nadania ekspresji temu, co robil, niz z checi zbulwersowania widza jakims sasiedztwem kolorystycznym. Natomiast u pani Artymowskiej byly pewne swiadomie zamierzone dysonanse. Malowala formy wywodzace sie z walca. Mowi sie, ze abstrakcja nie opisuje, nie przedstawia nam swiata widzialnego, a od slowa lacinskiego abstractio znaczy "odlaczenie". Oczywiscie sa rozne formy abstrakcji. Jej sztuka wywodzi sie z abstrakcji geometrycznej, ktora z kolei ma korzenie w kubizmie (Braque i Leger). Sadze, ze wiekszosc malarzy dazy swiadomie lub podswiadomie do abstrakcyjnego przedstawienia rzeczywistosci. Nie powinnismy patrzec na te proby z niepokojem. Ostatecznie doznanie estetyczne jest reakcja na pewne zaprezentowane przez artystow za posrednictwem sztuki harmonie. Uwazam, ze sztuka winna porzadkowac chaos lub, mowiac inaczej, winna byc jego przeciwnoscia. Czyz nie jest wiec sztuka proba przedstawienia realnych rzeczy za pomoca czysto abstrakcyjnych sugestii, ktore adresowane do wyobrazni widza moga w jego umysle odpowiedziec na pytania i zagadki zawarte w dziele malarza? Odbiorca w takim przypadku nie musi przed nikim spowiadac sie z interpretacji abstrakcyjnego dziela. Odpowiada jedynie przed soba samym i wlasna wyobraznia. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wiekszosc odbiorcow obawia sie przyznac, ze nie rozumie, "co artysta chcial powiedziec" poprzez swoje dzielo. Jezeli powstaje taki problem, to odbiorca jest w porzadku, poniewaz z dziela wynika, ze artyscie nie udalo sie nic powiedziec lub tez zabelkotal w niezrozumialym jezyku. Cmokanie z zachwytem tzw. znawcow przed nicoscia artystyczna wielu tzw. dziel wspolczesnych jest raczej zwiazane z krotkotrwalym sukcesem medialnym niz z trwala obecnoscia w sztuce. Media interesuja sie jedynie nowinkami w sztuce, a one szybciej przemijaja niz damska moda.
- Sztuka Zofii Artymowskiej przetrwala dzieki swej odrebnosci. Forma walca, od ktorej rozpoczela dojrzala droge tworcza, widocznie nie zadowalala jej dazen artystycznych, bo pod koniec lat 70. porzucila formy cylindrow i zaczela kreowac tzw. magiczne przestrzenie za pomoca filarow, belkowan... Tuz po wojnie w Europie popularny byl informel, artysci bardzo emocjonalnie podeszli do sztuki, odchodzac na chwile od abstrakcji geometrycznej...
- Uwazano, ze jest to zbyt proste rozwiazanie. A tak nie jest w przypadku obrazow Artymowskiej, kiedy oglada sie te polimorficzne formy. Trzeba zwrocic uwage, ze skomplikowanie takiego obrazu, jaki tworzyla Artymowska, aby stal sie "caloscia", jest bardzo trudnym zadaniem. Jednoczesnie obraz musi zachowac swego rodzaju dzwiek, bo inaczej jest to tylko kopiowanie pewnych elementow.
- Artymowski, Strumillo, Wajda, Wroblewski nalezeli jako studenci Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie do kola samoksztalceniowego i przeciwstawiali sie koloryzmowi Eibischa, chcieli wprowadzic swoje nowe doswiadczenia jako mlodzi ludzie.
- Wtedy wiekszosc malarzy chciala zerwac z koloryzmem. To byly niesmiale proby zdegradowania tego dzialu polskiego malarstwa. Oczywiscie, ze mlodzi ludzie chcieli zrobic cos nowego. Takie zrywanie mlodych z poprzednikami jest sprawa naturalna i laczy sie z buntem pokoleniowym. Artymowski nigdy zle nie mowil o koloryzmie. Z uznaniem wyrazal sie o Rudzkiej-Cybisowej, o Eibischu, Rzepinskim i Waliszewskim, to byly takie zapatrzenia mlodosci. Zreszta okreslenie "koloryzm" troche mnie dziwi. Kolorystami sa przeciez wszyscy malarze, nie tylko ci, ktorzy buduja forme kolorem i szukaja rownowagi w intensywnosci barw na calej powierzchni obrazu i jego wyimaginowanej przestrzeni. Przeciez na pewno znakomitym kolorysta byl Tycjan, ale rowniez van Gogh. Zarowno Artymowski, jak i jego zona poza charakterystycznymi dla nich formami operowali takze kolorem, i to jak!
- Artymowskiego wymienia sie razem z Brzozowskim, Mikulskim, Boguszem, Kobzdejem, Kujawskim, Dlubakiem jako tych, ktorzy urodzili sie miedzy 1918 a 1928 rokiem i razem debiutowali na wystawach takich, jak Wystawa Mlodych Plastykow w Krakowie 1946 roku i w Warszawie w 1947. Czy Artymowski poddawal sie wplywom?
- Te wplywy innych byly niewielkie. Artymowscy zachwycali sie malarstwem dawnych mistrzow i szukali wlasnej drogi tworczej, ktora stala sie wlasnie abstrakcja geometryczna. Abstrakcja to nie jest opis realnych form w naturze, ale zbior elementow. To czysty przekaz malarski, czyste malowanie, tworzenie nowej istotnej jakosci: moga to byc trojkaty, prostokaty, walce, moga byc kropki itd. Ale uwazam, ze wszystko ma odniesienie wlasnie w naturze, w ktorej jest przeciez walec, trojkat, sa kropki i nie chodzi tu o naturalistycznie realistyczna, malarska interpretacje swiata.
- Oboje Artymowscy w latach 1959-1960 i 1963-1968 zyli i wykladali w Bagdadzie. Jak wspominali ten okres?
- Opowiadali o Bagdadzie tylko z powodow artystycznych. Spotkanie ze sztuka Bliskiego Wschodu dla kazdego Europejczyka wychowanego w innych kanonach jest fenomenalnym doswiadczeniem, podobnie jak dla Picassa szokiem bylo zetkniecie sie z prymitywnymi maskami afrykanskimi.
- I tu pojawiaja sie nam slonca Artymowskiego; sloneczka, jak sam mowil. Inne jest przeciez slonce w Polsce, a inne w Bagdadzie. Polskie slonce kojarzylo mu sie z przyjemnym cieplem, w Bagdadzie z ciemna kula, przed ktorej zarem nalezy sie chronic.
- Slonce zawsze kojarzy sie ze swiatlem, a tam wlasnie z nieco innym swiatlem. Na pewno bardziej intensywnym, o bardziej "zarliwej" barwie. Jak pokazac ogrom tego swiatla i wrazenie zwiazane z takim przezyciem? Moze wlasnie dlatego slonca na obrazach artysty sa tak wielkie i potezne w stosunku do horyzontu i dzieki temu urastaja do rangi symbolu, a nie jedynie malarskiego rozwiazania tematu. Te piekne obrazy czesto przypominaja mi doskonala grafike. Roman Artymowski malowal akrylami i farbami olejnymi, stad czesto inna "gestosc" tych prac i rozna materia. Oboje artysci byli doskonale przygotowani technicznie, byli fachowcami najwyzszej klasy. Jednoczesnie byli niezwykle konsekwentni, jesli chodzi o przekaz artystyczny; robili to za pomoca czystej formy malarskiej, bez dodatkowych opowiesci, bez sugerowania czegokolwiek.
- Pani Artymowska uprawiala malarstwo scienne, mozaike i monotypie...
- W latach 1953-1956 wraz z mezem pracowala przy polichromii odbudowanych kamieniczek Starego i Nowego Miasta w Warszawie. Swiadczy to o ich wielkiej wiedzy i talencie, a jednoczesnie stanowi dowod na to, ze jej zdecydowane opowiedzenie sie w roku 1957 po stronie abstrakcji bylo swiadomym wyborem takiej wlasnie formy wypowiedzi tworczej.
- Czy bawili sie tymi technikami?
- Sadze, ze szukali swojej drogi tworczej, a stosowanie roznorodnych technik bylo dla nich swego rodzaju pomostem. Kiedy przygladamy sie rozedrganym kolorom w mozaice, ktora sie zajmowala, i ogladamy inne prace pani Zofii, latwo dostrzec pewnego rodzaju zbieznosc, rozedrganie w tych polimorficznych formach. Mozaika to przeciez drobniutkie elementy, ktore tworza calosc, a jej walce zbudowane sa z drobnych elementow koloru.
- Informel to druga mlodosc koloryzmu. Artymowski upraszczal game kolorystyczna, malowal w tonacjach, uzywajac tylko trzech, czterech kolorow.
- Istotnie tak budowal obraz, chociaz pani Artymowska uzywala szerszej gamy barwnej. Nie znaczy to, ze jej prace byly bardziej "kolorowe". On natomiast operowal bardzo ascetycznie kolorami. Jego barwy byly zarliwe, mocne, to po pobycie na Bliskim Wschodzie. Chyba Renoir mawial, ze jezeli dochodzi piaty kolor, nalezy zastanowic sie, co robic dalej.
- Artymowski mowil o Iraku: "Irak jest na ogol plaski, na pustyni wszystko sie dzieje na linii horyzontu, pustynia zwieksza skale kazdego przedmiotu przez brak kontrastu. Maly sokol wydaje sie gigantyczny, pasterze pasacy bydlo (...) robia wrazenie, jakby byli nadnaturalnej wielkosci, wygladaja jak aniolowie pustyni".
- U wielu artystow kula na plotnie byla elementem tworczosci. Ogromne slonca Artymowskiego to nie tylko uroda swiata, ale pewnego rodzaju ostrzezenie.
- Nie tylko znak plastyczny...
- Kolo to znak wielu malarzy, widzimy je u Legera, Braquea. Slonca pana Romana to jego wielkie osiagniecie, one maja rozne kolory w zaleznosci od nastroju i sa wizytowka wrazliwosci tego artysty.
- Mowi sie, ze sztuka Artymowskich wlasnie przez geometryzacje jest taka monumentalna i ascetyczna - przez odrzucenie wielu srodkow plastycznych.
- Jest to sztuka wysublimowana, jakosc ich prac, barwa i forma jest na najwyzszym poziomie. Malujac abstrakcyjnie i byc rozpoznawalnym to juz jest wielkie osiagniecie. Bo kazdy artysta dazy do tego, by mowic wlasnym jezykiem. Oni sobie wlasny jezyk wypracowali. Chociaz ich obrazy bardzo rzadko pojawiaja sie na rynku, bo jest ich niewiele, sztuka Artymowskich nabiera wartosci. Znajduje nabywcow. A poza tym trzeba sobie uswiadomic fakt, ze Artymowscy konkretyzujac i ograniczajac formalnie swoje prace (kula sloneczna, polimorficzne elementy walca itp.) szalenie utrudnili sobie tworczosc. W takim wypadku dazenie do uporzadkowania formy zwiazanej z kolorem stanowilo na pewno cel ich wysilkow. Ich abstrakcja charakteryzuje sie artystycznym ladem, w przeciwienstwie do abstrakcji, ktora sobie nazwalem "abstrakcja wiaderkowa", a ktorej po wylaniu farby z wiaderka na plotno glownym elementem jest zupelna przypadkowosc powstalych form i barw. Rzepinski powiedzial mi, ze jezeli malarz przedstawia wiecej niz 10 obrazow, to moze okazac sie, ze jest to "produkcja seryjna". Widzialem prace zarowno Zofii Artymowskiej, jak i Romana Artymowskiego w wiekszym niz dziesiec prac zestawie i zdumiala mnie ich roznorodnosc. Mimo tych ograniczen, ktore sobie narzucili, unikneli "seryjnosci" dzieki talentowi, wiedzy i odpowiedzialnosci artystycznej. Ale czy dyscyplina nie powinna byc jednym z elementow sztuki?
- Znajomi artysty twierdza, ze natura nasladuje niekiedy Artymowskiego. Przykladem moze byc wschod slonca widziany w oknie samolotu.
- To pieknie powiedziane, ze natura nasladuje artyste, chociaz przeciez wiemy, ze wszystko jest w naturze; przekrojony lisc jest bardzo atrakcyjny malarsko, ale tez abstrakcyjny. Czlowiek nic wiecej nie wymysli...
- On na swoje obrazy mowil zartobliwie "sloneczka", ale pewnie te obrazy powstawaly takze z ogromnego skupienia, nie tylko z samych widokow wspanialej irackiej pustyni. Pani Zofia z kolei skupiala sie na zagadnieniach przestrzeni w obrazie, a zmieniajac techniki, unikala rutyny i na nowo rozwiazywala malarskie problemy. Jej obrazy wciagaja nas do wewnatrz zadziwiaja wybrzuszeniami, falowaniem, dynamicznymi spiralami.
- To zaduma nad istota swiata. Jestesmy podporzadkowani sile, ktora na nas oddzialuje. To istota i uroda tych prac. Sztuka Artymowskich jest wyznaniem, ze swiat jest nadzwyczajny, zachwycajacy, ale tez skomplikowany i nie do konca zrozumialy, moze tez byc grozny. W sztuce abstrakcyjnej zaproponowali forme idealnie zgrana z kolorytem, pewnego rodzaju porzadek, ktory zafascynowal innych artystow i odbiorcow; dlatego chetnie ich zapraszano na wystawy w kraju i za granica. Jednoczesnie byli i wspolczesni, i artystycznie doskonali. To nie byli ludzie, ktorzy chcieli zaistniec poprzez innosc.
- Patrzac na ich prace i podziwiajac zreczne poslugiwanie sie wieloma technikami, nikt nie mowi o kompleksie polskiej sztuki. Podobnie jak Kantor, mieli ze sztuka europejska wczesny i bezposredni kontakt, sa artystami europejskimi.
- Mozna tak powiedziec, bo w tym czasie, kiedy inni borykali sie z problemami wspolczesnosci, oni juz znalezli wlasna droge, ktora miescila sie w realiach naszych czasow, ich prace byly ogladane, opisywane zgodnie z kanonami wspolczesnosci.
- Interesowala ich analiza ksztaltu, ruchu, barwy, ale czy w czasach realizmu socjalistycznego nie probowali dostosowac swojej sztuki do innych wymogow?
- Nie przypominam sobie, moze jeden obraz, ale na pewno nie byl to portret Stalina czy Bierut otwierajacy trase W-Z.
- Ich sztuka doskonale ilustrowalaby poezje...
- Mysle, ze nie tylko poezje. W sensie poetyckim jest znakomita dlatego, ze odbiorca patrzac na obraz moze kreowac sobie rozne swiaty. Ich sztuka mowi o tym, co jest w czlowieku, a co jest trudne do okreslenia. To moze byc dobra ilustracja poezji, ale tez i muzyki wspolczesnej. Ich prace maja ciekawy rytm. U pani Zofii jest wieksza ekspresja, w pracach pana Romana z wielka kula wiszaca nad tym malym horyzontem pojawia sie pewnego rodzaju dramatyzm. To jest ich rozroznienie.
Ci wspaniali ludzie mieszkali w przepieknym miejscu, gdzie byl cudowny ogrod, altana. Bylo tez cos zadziwiajacego: na ich laczke przychodzil zajac, ktory nie bal sie ludzi. Zyli wsrod wspanialej natury i zgodnie z nia. Dostrzegajac to piekno, zostawiali je dla istnienia w naturze, nie przenoszac nigdy na plotno. Dla pejzazysty te widoki bylyby tematami malarskimi. To byla rozkosz bywac w ich zadbanym domu i ogrodzie.
- Podobnie jak Zdzislaw Beksinski przykladali wage do doskonalego warsztatu, byli perfekcjonistami.
- Sadze, ze nie jest odosobniony w tym dazeniu. Prace Artymowskich sa technicznie bez zarzutu. One z czasem nie ulegna przebarwieniu. Pewnie przekazali to tez swoim studentom.
- Skoro Artymowski wykladal grafike na ASP, pewnie uczyl doskonalego warsztatu.
- Ale przeciez warsztat nie jest jedyna przyczyna, dla ktorej obraz ma sie podobac...
- Dziekuje za rozmowe.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |