ANDRZEJ ZWANIECKI
Nowojorska
kronika kulturalna (film)
Kosmiczne Paszczaki,
spokojny Amerykanin
i straceni ulicznicy
Dreamcatcher jest antologia filmowej pop-kultury majaca znamiona miedzynarodowego konkursu bekania i puszczania wiatrow, ogladanego z perspektywy jelita grubego. Nie przesadzam. Bo prosze sie wczuc role zebatych robakow z kosmosu, ktore sa negatywnymi bohaterami tego monstrualnego dziela. Przedostaja sie one do organizmow ludzkich, w oslizlych i blotnistych czelusciach ktorego spedzaja okres inkubacji tylko po to, by wydostac sie w plenery zimowego Maine przez mroki odbytu. Biorac pod uwage te nieatrakcyjna droge przez zycie, istoty te sa nie mniej godne pozalowania niz nominalni bohaterowie filmu, zdolni do telepatii i przewidywania przyszlosci przyjaciele grani przez Thomasa Janea, Jasona Lee, Damiana Lewisa i Timothyego Olyphanta. Ta czworka spedza razem weekend, w trakcie ktorego sniezyca odcina ich chate od swiata. Psuje sie toaleta, kosmiczne robaki przypuszczaja szturm na ich i okoliczne ciala, a oblakany general (Morgan Freeman) w ramach walki z zanieczyszczeniem kosmicznym usiluje wytepic wszystko, co sie rusza. Brakuje tylko Leppera i polskich rolnikow blokujacych drogi.
Film oparty na powiesci Stephena Kinga to na swoj sposob kinowe osiagniecie. Wyglada tak, jakby byl zmontowany ze znieksztalconych i uszkodzonych watkow i sytuacji wylowionych z miejsca gigantycznego zderzenia popularnych filmow rozrywkowych - Obcego, Inwazji porywaczy cial, Gwiezdnych wojen i wielu innych. Rezyser Lawrence Kasdan, ktory wspolnie z Williamem Goldmanem napisal scenariusz, traktuje ten material jak awangardowy artysta - z kawalkow filmowego zlomu konstruuje zupelnie nowa calosc. Awangardowy, bo Kasdan nie troszczy sie specjalnie o logike, sens czy narracje, lecz wypelnia i laczy ze soba sceny, kierujac sie checia skonfrontowania naszych oczekiwan z nietradycyjnym, popkulturowym kolazem, kinowym bigosem ugotowanym na kosciach horroru i s-f z tkanki, sluzow, plynow, wydzielin i wydalin.
W Dreamcatcher najczesciej dzieje sie rownoczesnie zbyt wiele, aby mozna bylo ogarnac wszystkie wydarzenia. Ale ten polifoniczny efekt nie jest - jak mozna by przypuszczac - efektem scenariuszowego balaganu i nieudolnosci rezyserskiej, lecz swiadomym rozwiazaniem formalnym, uwypuklajacym rozne percepcje biegu zdarzen w Ich i naszym swiecie. Niezbornosc akcji jest rowniez atakiem na nasze lenistwo intelektualne, oczekiwanie klarownej narracji i sekwencji zdarzen.
Kasdan tworzac ten natchniony filmowy chaos wykazuje wrazliwosc dzikiego ekspresjonisty. Nie zaluje wiec eksplozji, ekskrementow i wydzielin, ktore nadaja filmowi agresywna aure wizualna i, chcialoby sie powiedziec, szczegolny zapach. W najmocniejszej scenie zainfekowany przybysz doslownie eksploduje pelna gama wspomnianych juz substancji w toalecie chaty bohaterow. Obraz ten siedzi w pamieci tak mocno, ze trudno sie oden uwolnic spuszczajac zwyczajnie wode.
*
Michael Caine osiagnal stadium, w ktorym jego ekranowa osobowosc jest czesto bardziej wymowna od filmow, w ktorych gra. W rysach twarzy ma zapisane doswiadczenia i ekscesy kogos, kto z niejednego pieca chleb jadl, a sposob bycia wyraza naturalny dystans kogos, kto przezyl i widzial wystarczajaco wiele, aby uodpornic sie na porywy i szalenstwa swiata. Trudno sobie wyobrazic aktora lepiej ucielesniajacego Thomasa Fowlera, bohatera nowej ekranizacji powiesci Grahama Greena Spokojny Amerykanin.
Fowler jest korespondentem brytyjskiej gazety w Sajgonie w ostatnich latach kolonialnych rzadow Francuzow w Indochinach. Mimo ze w kraju toczy sie wojna, w ktorej komunistyczni partyzanci spychaja stopniowo Francuzow do defensywy, przesiaduje glownie w kawiarni, gdzie syci sie lokalna egzotyka, albo spedza czas ze swoja wietnamska kochanka Phuong (Do Thi Hai Yen), mloda i piekna fordanserka. Dla Fowlera Sajgon i Phuong sa azylem przed zimna i odpychajaca Anglia oraz oschlym malzenstwem. Temu azylowi zagraza mlody Amerykanin wystepujacy jako wyslannik organizacji pomocy, Alden Pyle (Brendan Fraser), ktory w rzeczywistosci jest lacznikiem miedzy CIA a zwalczajacym komunistow nacjonalistycznym watazka generalem The (Quong Hai). Pyle zakochany w Phuong czeka tylko na okazje, aby odbic ja Fowlerowi.
W Quiet American historia trojkata jest metafora rywalizacji dawnych mocarstw kolonialnych i wschodzacego imperium amerykanskiego o Indochiny. Phuong jest wiec tylko sliczna porcelanowa lalka, ktorej prawdziwe uczucia - jesli takowe posiada - pozostaja do konca tajemnica. Takie ustawienie postaci jest sensowne, bo film ma wymowe polityczna. Ale historie milosna znajdujaca sie w jego centrum pozbawia to emocjonalnej sily.
W warstwie politycznej film przeciwstawia bohaterow, aby z ich konfrontacji wydobyc ostrzezenie przed niedowarzonym amerykanskim idealizmem. Pyle, w przekonaniu, ze komunizm trzeba powstrzymac za wszelka cene, gotow jest isc po trupach, aby tego dokonac. Fowler, majacy za soba doswiadczenia upadajacego imperium, ma tragiczna swiadomosc tego, ze sa sytuacje bez wyjscia. Autorzy przyznaja racje Fowlerowi; wykorzystujac archiwalne zdjecia pokazuja kleske amerykanskiej interwencji w Wietnamie.
W przededniu wybuchu wojny z Irakiem film Phillipa Noycea stara sie wiec zabrzmiec wspolczesnie. Ale ow dopisany do powiesci Greenea epilog odbiera Spokojnemu Amerykaninowi walor tragicznej konstatacji historycznej i czyni zen jednostronny film z teza. Nie ma w nim bowiem nic o tragicznej cenie wyrozumowanej biernosci - ani o brutalnosci komunistycznych rzadow, ani o dramatycznych losach boat people, ani o ludobojstwie Pol Pota.
Staroswiecki styl dodatkowo oslabia wymowe filmu. Jest to ten rodzaj kina, w ktorym w kluczowej scenie mocodawca Pylea wychyla sie teatralnie zza "kulis", zdradzajac prawdziwa nature misji bohatera, a kamera po zamachu bombowym syci sie widokiem dramatycznie upozowanych ofiar. Melancholijny glos Fowlera komentujacy zza kadru wydarzenia i wypelniajacy luki w narracji oraz piekne i okrutne, lecz martwe obrazy przesuwajace sie przed naszymi oczami jak w fotoplastikonie nadaja filmowi nostalgiczna atmosfere wydarzen z minionego wieku, ktore nas nic nie obchodza.
*
W odroznieniu od Quiet American w brazylijskim City of God pulsuje calkiem wspolczesna energia zycia w wielkomiejskiej dzungli. Tytulowe "miasto Boga" to osiedle betonowych bud na przedmiesciu Rio de Janeiro, bedace siedliskiem nedzy i wylegarnia przestepczosci. Rabunek i mord sa tam chlebem powszednim, z ktorym praca jako sposob na zycie nie wytrzymuje konkurencji.
W opartym na powiesci faktu Paula Linsa filmie jest wiec mnostwo scen szokujacego okrucienstwa i sadyzmu, zabojstw seryjnych i jakby od niechcenia, niewymownej brutalnosci i triumfow zla. Odtwarza on losy czlonkow mlodziezowych i dzieciecych gangow w okresie ostatnich trzydziestu lat. Wystepuja w nim prawdziwi ulicznicy z City of God, ktorzy po zwerbowaniu przez ekipe przeszli krotkie przeszkolenie aktorskie. Narratorem jest outsider Rocket (Alexandre Rodrigues), ktory wobec zabawnie ukazanych zahamowan zamykajacych mu droge do gangsterskiej kariery zostaje "nadwornym" fotografem bandziorow.
Splatajac watki kilkunastu postaci City of God ukazuje ewolucje gangow panujacych w City of God od bandy wesolych amatorow znanych jako Tender Trio, swego rodzaju janosikow rozdajacych lupy wsrod miejscowej biedoty, poprzez krwawo rywalizujace ze soba organizacje handlu narkotykami, dla ktorych zysk staje sie celem uswiecajacym srodki, az do luznej konstelacji ulicznikow, ktorzy zabijaja dla zabawy.
Film nie pozostawia zadnych watpliwosci co do tego, ze przemoc, raz uruchomiona, jest trudna do powstrzymania, a jej wir wciaga coraz to nowe ofiary. W filmie obrazuje to przypadek Knockout Neda (Seu Jorge), poczciwego konduktora, ktory staje na czele gangu, gdy psychopatyczny przywodca konkurencyjnej bandy Lil Dice (Douglas Silva) gwalci jego dziewczyne i morduje jego brata. Swiadcza o tym rowniez losy tych, ktorzy podejmuja tragicznie zakonczone proby zerwania ze swiatem przestepczym.
City of God nie epatuje jednak okrucienstwem, w wielu scenach wykazuje godna pochwaly wstrzemiezliwosc. Szokujacy jest wiec przede wszystkim nonszalancki stosunek niewinnie wygladajacych dzieciakow do zabijania i ich postepujace zeslizgiwanie sie w nihilizm. Najlepsza i zarazem najtrudniejsza do zniesienia jest scena, w ktorej psychopata LiL Dice, chcac ukarac niezaleznych ulicznikow, kaze siedmiolatkowi o wygladzie aniolka wybierac, czy ma go postrzelic w dlon czy w stope, i w malym, ktory przed chwila wymachiwal pistoletem, budzi sie przestraszone, szlochajace dziecko.
Rezyser Fernando Meirelles nadal filmowi luzna, ale angazujaca widza strukture ballady, poslugujac sie blyskotliwie trickami wypracowanymi w reklamie, ktora dotad byla jego domena. Ten wizualny szlif sprawia, ze film swietnie sie oglada jako obraz przedwczesnego dojrzewania i deprawacji. Cos w rodzaju Chlopcow z placu Broni widzianych przez pryzmat Chlopcow z ferajny (Goodfellas). Problem w tym, ze tak zdystansowana narracja, jak wyluzowany styl zacieraja moralne kontury wydarzen, ktore w filmie bardziej surowym mialyby szanse poruszyc sumienia. W City of God mamy do czynienia z zabawa w zabijanie, graniczaca z pastiszem filmu gangsterskiego.
W brawurowej pierwszej sekwencji banda rozwrzeszczanych dzieciakow goni koguta uciekajacego przed rosolem, walac don z pistoletow w rytm karnawalowych bebnow. W chwile potem, po konfrontacji z policja i konkurencyjnym gangiem, ulica zaslana jest rannymi i trupami, ktore Rocket obfotografowuje z zimna krwia profesjonalisty w nadziei na zrobienie sensacji. Ogladajac film Meirellesa trudno uciec od przekonania, ze brazylijski filmowiec kierowal sie podobnymi motywami.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |