CZESLAW KARKOWSKI
Nowojorska
kronika kulturalna (sztuki plastyczne)
Tylko do konca marca bedzie czynna wystawa doskonalych obrazow Ewy Harabasz wystawionych w Synagogue for the Arts (49 White St., miedzy Broadwayem a Church St. godz. od 1 do 5 po poludniu, wtorki - 1-7 wieczorem). Harabasz przez ponad dziesiec lat mieszkala w Michigan, gdzie studiowala na stanowym Uniwersytecie Wayne w Detroit, wykladala tez na kilku wyzszych uczelniach Srodkowego Zachodu. W Polsce (takze w USA) pracowala jako konserwator sztuki. Od ponad pol roku mieszka Nowym Jorku.
Jej pierwsza wystawa w miescie w obejmuje ok. 20 jednorodnych prac. Sa to stosunkowo duze obrazy na desce. Zasadniczo czarno-biale (choc skala czerni waha sie od jasniejszych smug wpadajacych wrecz w blekit po smolista, gleboka czern) dziela o elegijnej wymowie wykonane sa w ten sposob, ze artystka doslownie obwiazywala je warstwa bandazy. Ow obandazowany, straszliwie poraniony swiat wlasciwie nie przedstawia niczego, albowiem spod opatrunku niewiele juz widac. To natomiast, co spod bandazy sie ukazuje, jest czarnosina rana czy blizna juz bez zycia, bez szans na odrodzenie. Na innym, wielkim obrazie Harabasz maluje dlugie smoliste pasy wygladajace jak spalone deski jakiejs drewnianej budowli po pozarze, po ktorym zostaly tylko zgliszcza i martwota wypalonego miejsca. Na jednym tylko z jej niewesolych dziel, nad jakby spalonymi krokwiami domostwa pojawia sie pomaranczowy blask - nadziei zycia, slonca, odrodzenia.
Harabasz nie epatuje widza tanim pesymizmem ani mlodzienczym spleenem latwym do wykreowania, ktory rownie latwo wpada w pretensjonalnosc. Jej rzeczywistosc przedstawiona jest wprawdzie pelna bezdennej zaloby, ale nie rozpaczy, tylko spokojnego, wyciszonego smutku. Nie jest to swiat katastrofy, gwaltownego nieszczescia, ale wylaniajacy sie juz po kataklizmie, po ktorym zostaje kir zaloby i biel bandaza daremnie zalozonego na martwa tkanke. Jest zarazem pelna koscielnego polmroku (zapewne to wplyw pracy zawodowej artystki przy konserwacji w ciemnych kosciolach), jakby modlitewnej zadumy. Sa to obrazy doskonale, robiace wstrzasajace wrazenie.
*
Galeria Kuriera Plus na Greenpoincie - jedyna polska galeria w Nowym Jorku dzialajaca od lat z duzym powodzeniem - niestrudzenie prezentuje prace polskich artystow zarowno z kraju, jak i mieszkajacych w Ameryce. Galeria zdobyla juz sobie pozycje i uznanie, ma wierna widownie, na wernisaze w Kurierze przychodza tlumy ludzi. Tak bylo rowniez na wystawie prac Janusza i Artura Skowronow ( ojca i syna), zatytulowanej "Landscape With Masks". Syn zaczyna (udanie) w trudnej sztuce malarstwa, ojciec, zwiazany z luzna grupa artystyczna emocjonalistow, ktorej patronuje Lubomir Tomaszewski, od dawna z powodzeniem uprawia grafike.
Janusz Skowron pokazal szereg grafik przedstawiajacych twarze, twarze-maski, akty z elementem pierwotnego erotyzmu, majace troche jakby schulzowski charakter z uwagi na korna adoracje kobiet, osobliwe krajobrazy - najczesciej puste, bezludne.
Zgodnie z tytulem na wystawie dominuja maski - zarowno graficzne, czarno-biale przedstawienia, jak i w kolorze. Barwa nie odgrywa jednak w nich istotnej roli, bowiem najwazniejsze jest ekspresyjne znieksztalcenie tak daleko idace, ze przeksztalca twarz w maske wlasnie. Pomocny w odczytaniu zamierzenia Janusza Skowrona moze byc chyba jego Autoportret z maska, na ktorym zza twarzy artysty wylania sie maska - swoista replika, komentarz do wlasnego oblicza, a jednoczesnie aluzja do dawnych przedstawien tanca smierci. Swiat przedstawiony jest w malarstwie artysty rzeczywistoscia ukryta, schowana, zarazem znieksztalcona, jakby karykatura (czesto grozna i nieprzyjazna) wygladow rzeczy. Podwaja sie na rzecz sama i jej replike, widziana (prezentujaca sie?) jakby w krzywym zwierciadle. Wrazenie to poteguje swoista pustka obrazow: twarze lub maski wylaniaja sie z nicosci, nie maja tla, nie maja kontekstu. W tej ich martwocie i pustce zauwazamy osobliwe pokrewienstwo masek do pejzazy - jednako surowych, jednako bez zycia, jednako nieludzkich.
*
O wystawie "Manet/Velázquez. The French Taste for Spanish Painting" w Metropolitan Museum nie sposob pisac bez emocji i zaangazowania. Jest to jedna z trzech wielkich ekspozycji trwajacych obecnie w Nowym Jorku; dwie pozostale to efektowna "Matisse/Picasso" w MoM-ie na Queensie oraz "Leonardo da Vinci: Master Draftsman" takze w Metropolitan - taka wystawe mozna zobaczyc raz na pare pokolen. Niepredko bedzie szansa ponownego obejrzenia niezwyklych graficznych dokonan mistrza wloskiego renesansu. Publicznosc ma tego pelna swiadomosc, totez zainteresowanie nia jest ogromne; w zeszlym tygodniu w ogromnej kolejce "na Leonarda" trzeba bylo czekac okolo poltorej godziny. Teraz, gdy zbliza sie pora jej zamkniecia (30 marca), czas oczekiwania zapewne sie wydluzyl. "Manet/Velázquez" takze zorganizowany zostal z ogromnym rozmachem. Wyraznie artystyczny i muzealny Nowy Jork otrzasnal sie juz z szoku po 11 wrzesnia.
Pomysl tej ekspozycji, na ktora obrazy sciagnieto z wielu muzeow swiata, wzial sie ze znanego historykom sztuki faktu, ze francuskich impresjonistow i tworcow wczesniejszych, jak EugZne Delacroix czy Gustave Courbet, fascynowala sztuka hiszpanska sprzed ponad dwoch wiekow. Kopiowano, nasladowano i czerpano inspiracje z wielkich mistrzow hiszpanskiego "zlotego wieku", przede wszystkim Diego Velázqueza, ale w jednakim stopniu Francisco de Zurbarána, Francisco Goi, Jusepe de Ribery czy Bartolomé Estébana Murillo. Wystawa ta nie przypomina koncepcji wykorzystanej w "Matisse/Picasso" - bezposredniego zestawiania hiszpanskiego dziela i jego francuskiego odpowiednika, choc ekspozycje w Metropolitan otwieraja dwa wielkie portrety - Blazna Velázqueza i Aktora tragicznego pedzla Édouarda Maneta.
Na samym wstepie niczym na tacy widz ma podana idee tej wystawy i od razu tez widac - bez zadnych watpliwosci - kto tu jest mistrzem, a kto tylko skromnym nasladowca. Mistrzostwo Velázqueza przycmilo dokonania Maneta, wybitnego przeciez impresjonisty, ale proba transponowania przez niego (i innych) sztuki typowej dla Hiszpanow sprzed dwoch wiekow wypadla blado i nieprzekonujaco. Ten niezamierzony, ale bardzo wyrazny kontrast sprawia, ze w krotkim tutaj omowieniu pomine francuskich impresjonistow. Byli oni dobrzy w swojej sztuce, ale Hiszpanie byli niezrownani w malarstwie "metafizycznym". Rzecz nie tylko w tematyce korzystajacej obficie z watkow religijnych; swietna na przyklad postac sw. Hieronima Ribery przedstawionego w ekstazie i szoku, gdy uslyszal glos Boga, albo wstrzasajace dwie wersje portretu sw. Franciszka pedzla Zurbarána.
Hiszpanie byli mistrzami czerni. Kolor ten w najrozmaitszych odcieniach dominuje na niemal wszystkich obrazach wielkich mistrzow tego kraju. Jest to nie tylko barwa, jak wiele innych - jest to przede wszystkim przeslanie. Kiedy Velázquez maluje blazna albo nastepce tronu don Diega i spowija ich w czarny stroj, to nie tylko komunikuje nam o obyczajach panujacych w Hiszpanii XVII wieku. Maluje postac, ktorej stroj, wyglad, akcesoria i ozdoby nie odgrywaja istotnej roli. Tradycyjny portret przedstawia osoby w sutych, bogatych szatach, na tle bogatych wnetrz, jakby w ten sposob chca podkreslic znaczenie, splendor i swietnosc danej osoby, calej "na zewnatrz". Hiszpanie "zlotego wieku" maluja inaczej: tlo jest zupelnie obojetne, nieokreslone, a czarny, pozbawiony ozdob ubior czlowieka natychmiast podkresla duchowy charakter portretu; maluja jakby dusze czlowieka, nie jego spoleczna role, range w hierarchii. Stad mozemy dzis podziwiac wielkosc blazna, dume i wewnetrzna godnosc nastepcy tronu czy madrosc i egzystencjalny smutek karla don Diego de Acedo (1636 r.) albo rozum i wiedze o ludziach Ezopa w wykonaniu Velázqueza (1638 r.). To sa ludzie, o ktorych znaczeniu decyduje glebia duszy, a nie spoleczna rola. Zebrak Ribery z 1642 r. cieszy sie pogoda i spokojem umyslu, a rozmiar wewnetrznej ekstazy wspomnianego sw. Franciszka Zurbarána jest tak potezny, ze okazal sie nawet zbyt intensywny dla mniszek, ktore pozbyly sie owego obrazu z klasztoru, nie mogac zniesc jego sily.
Nie wspominam tutaj w ogole o francuskich nasladowcach, pokazanych na tej efektownej wystawie. Ich dziela nikna, a dokonania wydaja sie dalekim echem potegi tworczej hiszpanskich mistrzow. Muzeum Metropolitan prezentowac bedzie te dziela do 8 czerwca, mozna wiec (i nalezy) calosc obejrzec samemu.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |