DANUTA DERLINSKA-PAWLAK
Wielka wystawa w Los Angeles
Jerzego Skolimowskiego
dialog ze sztuka
W prestizowym centrum sztuki Bergamot Station, w galerii Off Main (Santa Monica), 23 lutego br. otwarto wystawe obrazow Jerzego Skolimowskiego. Wernisaz zgromadzil okolo tysiaca osob. Tak duza frekwencja znawcow sztuki, przedstawicieli srodowiska artystycznego i Hollywoodu zaskoczyla nawet organizatorow. W rozstawionych na zewnatrz galerii namiotach, przy dzwiekach muzyki klasycznej wykonywanej na zywo, serwowano napoje. Impreza trwajaca kilka godzin byla przede wszystkim duzym wydarzeniem towarzyskim. W tych warunkach nie mozna bylo w skupieniu ogladac obrazow, stad wiekszosc osob zapowiedziala swoj powrot. Jednakze skala tego wydarzenia oddaje atmosfere popularnosci, jaka sie cieszy sztuka Skolimowskiego w tutejszym srodowisku i jest dla artysty duza nobilitacja.
Na wystawie pokazano dziesiec wielkoformatowych obrazow. Wiekszosc kompozycji to akryle na plycie drewnianej, ale jest i kilka ogromnych plocien (The Wail, 4 x 5 m). We wszystkich obrazach uderza indywidualnosc artystycznych wypowiedzi. Sztuka jest dla artysty proba wejrzenia w istote rzeczywistosci, a nie jej odzwierciedleniem. W kompozycji The Wail kontrastowe polaczenie czerni i bieli przyciaga uwage wysublimowana gra swiatla i mroku. Zawila czasem symbolika ma charakter spontanicznych skojarzen nie pozbawionych jednak intelektualnych przemyslen. Krytyk sztuki dla Los Angeles Weekly napisal: "Najnowsze prace Skolimowskiego znajduja idealny zwiazek pomiedzy medium a metafora, gestem a istota, powierzchnia obrazu a przestrzenia swiadomosci. Widziane z jednej strony sa proroczo zabarwiona, namalowana z furia abstrakcja, zas z drugiej strony zaistnialy one z najglebszego ludzkiego przezycia, modeli wzorcow spolecznych i psychologicznych".
Jerzy Skolimowski zawsze konsekwentnie poszukiwal nowych form wyrazu. Pisal scenariusze, byl aktorem, rezyserowal filmy, ktore przynosily mu sukcesy na miedzynarodowych festiwalach. I jest malarzem uznanym w Stanach Zjednoczonych, cenionym w Europie, choc w porownaniu z tworczoscia filmowa jego sztuka plastyczna jest ciagle mniej znana w kraju niz za granica.
Andrzej Wajda na temat tworczosci plastycznej Skolimowskiego wyrazil sie tymi slowy: "Pewny bylem zawsze, ze aby malowac, artysta musi posiadac swoj wlasny temat i osobista, przez siebie tylko obmyslana technike - co zdobyc mozna w zetknieciu z ta sztuka w mlodosci, kiedy tworzy sie nasz osobisty, indywidualny stosunek do swiata. Ogladajac prace Jerzego Skolimowskiego zobaczylem nagle, ze mozna wypowiedziec siebie, majac nieprzejednana wole wyrazenia sie w tym rodzaju sztuki, rowniez w wieku dojrzalym".
Wystawa w Santa Monica jest niecodzienna okazja do poznania refleksji artysty na temat jego sztuki i fascynacji tworczych. Skorzystalam z niej, proszac go o rozmowe.
Danuta Derlinska-Pawlak: - Jeden z wybitnych malarzy amerykanskich Julian Schnabel w przedmowie do katalogu wystawy powiedzial, ze malowal Pan cale zycie. Czy to prawda? Gdzie i kiedy Pan zadebiutowal?
Jerzy Skolimowski: - Tak, Schnabel ma racje, malowalem zawsze. Ale zaczalem wystawiac swoje prace dopiero niespelna dziesiec lat temu, i to wlasciwie przez przypadek. Pierwsza ekspozycja indywidualna miala miejsce w Turynie, we Wloszech, w 1994 r. Odbywala sie tam retrospektywa moich filmow i przy tej okazji zaproponowano mi wystawienie prac plastycznych w jednej z najlepszych galerii w miescie - Webbera. Tych kilkanascie prac spotkalo sie z bardzo przychylnym przyjeciem. Schnabel, zobaczywszy moje prace, zachecal mnie, abym czesciej wystawial. Poczatkowo malowalem na drewnie, ale rozmiary drewnianych paneli sa ograniczone i nawet laczenie najwiekszych dostepnych plyt - 2,5 x 1,25 m - nie rozwiazywalo sytuacji. Aby uniknac wszelkich ograniczen, zaczalem malowac na plotnie. Prawda jest, ze pasjonuje mnie malarstwo monumentalne. Niektorzy twierdza, ze zdradza to moja tesknote do ekranu. Niezupelnie sie z tym zgadzam. Mysle, ze jeszcze bede mial okazje wyzycia sie w swojej pasji do robienia filmow. Zreszta pracuje obecnie nad nowym projektem z jednym z najwiekszych producentow filmowych na swiecie Jeremym Thomasem. Juz kiedys nakrecilem z nim film Wrzask.Teraz polaczylismy nasze sily nad projektem zatytulowanym System; akcja bedzie sie rozgrywala w Las Vegas.
- Czy kino wywarlo wplyw na Panska tworczosc plastyczna? Pana obrazy nie przypominaja stylistyka kadrow filmowych.
- Rzecz ma sie inaczej w stosunku do filmu i inaczej w odniesieniu do malarstwa. W filmie obowiazuje temat. Jakas historia, ktora sie chce opowiedziec lub wyrazic o niej swoj poglad. Chociaz przyznaje, ze w swoich wczesnych filmach polskich tez zaczynalem od jednej sytuacji, pewnego obrazu czy sceny i dopiero pozniej podczas pisania scenariusza wokol tej poczatkowej inspiracji rodzil sie caly przyszly film. Pozniej, w pracy zawodowej na Zachodzie, musialem szukac tematu jako takiego, nie poddawac sie fascynacji, jakiemus szczegolowi, bo tutaj warunki pracy sa inne. Zeby zrobic film, trzeba miec tzw. high concept. Cos, co mozna opowiedziec jednym zdaniem i zainteresowac potencjalnych finansistow. Natomiast w malarstwie jest inaczej. Proces tworczy jest inny. Pierwsze moje wielkoformatowe obrazy - bo tylko o nich chce mowic - zwlaszcza w poczatkowej fazie byly wielka niewiadoma. Zupelnie nie wiedzialem, co namaluje, nie znalem efektu koncowego tego procesu tworczego.
- W wielu Panskich pracach granica pomiedzy sztuka abstrakcyjna a figuratywna jest bardzo zludna. Niektore motywy przypominaja ksztalty ludzkie lub zwierzece, inne moga byc po prostu symbolem. Widoczne sa tez wplywy japonskiej kaligrafii i graficznego znaku. Skad zainteresowanie sztuka orientalna?
- Pierwszy obraz wielkoformatowy, zatytulowany Agonia, namalowalem w nocy po powrocie z Japonii w 1998 r. Wizyta w tym kraju zrobila na mnie ogromne wrazenie. Tam dotarla do mnie sila graficznego znaku, sila symbolu, ktorego znaczenia sie nie zna, a jednak dziala tak silnie na wyobraznie, ze zmusza do zarejestrowania i kontemplacji. Spacerujac noca po opustoszalych ulicach Tokio, bez tlumow, bez kawalkady aut, halasu, niemal w kompletnej ciszy, widzialem te znaki wypelzajace jak zaklecia z ukrytych miejsc. Atakowaly wyobraznie w szczegolnie mocny sposob. I to bez wzgledu na to, czy byl to plakat, jakas reklama, informacja, sila japonskiego znaku byla przejmujaca, chociaz wtedy nie mialem zadnego pojecia o znaczeniu tych hieroglifow. Gdy wrocilem z Japonii, wzialem gruba dykte sluzaca do przykrycia stolu bilardowego podczas kolacji dla wiekszej liczby osob i rozlalem puszke pomaranczowej farby. Juz rozlewajac farbe i rozprowadzajac ja dluga, plaska linijka, przytomnie zostawialem niezamalowane miejsca. To zaczelo tworzyc jakies tropy. Cos sie tam wiecej dzialo, anizeli gdybym rowno rozprowadzal farbe. Dodalem troche brazowego koloru, ktory rozlewajac sie nierowna plama przypominal ksztalt zwierzecia, konajacego tygrysa. To skojarzenie spowodowalo, ze celowo domalowalem tygrysowi ogon i na gorze podpisalem japonskim hieroglifem "Jerzy", co w tym jezyku znaczy "droga do domu".
Drugi obraz, Hold Jiun Onko, namalowalem juz na dwoch panelach. Jiun Onko byl slynnym filozofem i kaligrafem zyjacym w XVIII wieku. Jego prace zrobily na mnie ogromne wrazenie. Kaligraficzny znak "dola ludzka" wykorzystalem dla wlasnej improwizacji na temat sanskrytu i podpisalem "jiun-onko" po prawej, a swoj hieroglif umiescilem po lewej stronie. Wydawalo mi sie jednak, ze czegos tu brakuje. Powodowany instynktem artystycznym wzialem puszke farby i rozlalem na drugim panelu, tworzac interesujaca kompozycje. Co ciekawe, Jiun Onko namalowal swoja mala kaligrafie w 1777 r., a moja powstala w 1999 r., a wiec wkraczamy tu w magie numerologii. Ludzie, ktorzy rozumieja japonskie hieroglify, sa zdziwieni, ze pojawiaja sie w moich obrazach jakies tajemnicze znaki. Dosc na tym, ze taki byl kolejny etap rozwoju mojej tworczosci.
Swoistym doswiadczeniem byla praca nad pokazanym na wystawie obrazem Obecnosc (1999 r.). Poczatkowo wydawalo mi sie, ze maluje flage zwisajaca w dol, na ktorej beda jakies znaki bez konkretnego znaczenia. Nie sa to japonskie hieroglify, ani nawet proba nasladownictwa sanskrytu. Wylewalem farbe rozprowadzajac ja na rozne sposoby. Pojawiajacy sie obraz prowokowal do myslenia i poszukiwan ukrytych znaczen. Przez przypadek odwrocilem obraz do gory nogami i zauwazylem postac orientalnej kobiety z pomaranczowymi wstazkami we wlosach. Nazwalem ten obraz Obecnosc, bo ktos w nim zaistnial. Od tej pory zaczalem malowac postacie.
- Mozna wiec przyjac, ze wlasnie sztuka japonska zapoczatkowala Panska tworczosc figuratywna. Wczesniejsze Pana prace, ktore widzialam w Zero One Gallery w Los Angeles w 1998 r., byly raczej refleksja konceptualna.
- Istotnie, sztuka japonska przyczynila sie do zmiany stylu mojej tworczosci. Zas okres realizacji konceptualistycznych mam juz za soba i nie chce do niego wracac. Jednym z wczesniejszych obrazow figuratywnych byl tez moj autoportret, ktory ma o tyle bardzo wazne znaczenie, ze stal sie poniekad moim "znakiem firmowym". Nigdy w zyciu nie nosilem bandany, nigdy nie mialem zabandazowanego czola i zupelnie nie rozumiem, dlaczego namalowalem siebie akurat z biala przepaska na czole. Jeden z tych portretow, zatytulowany 22, zakupilo greckie Muzeum Narodowe. Potem te postacie pojawiaja sie na paru innych obrazach i tak dochodzimy do monumentalnego plotna namalowanego w ubieglym roku XII (350 x 425 cm). Chociaz jest tam dwanascie postaci, kazda z przepaska na czole, niekoniecznie sa to autoportrety. Staralem sie nawet odejsc od wlasnych rysow, gdyz byloby to mocno pretensjonalne - dwanascie razy malowac samego siebie.
- Jak Panska tworczosc przyjmowana jest w Polsce?
- Dotad mialem tam piec wystaw. Pierwsza odbyla sie w Lodzi w 1998 r. Rok pozniej te sama wystawe pokazano w Warszawie. Wystawialem rowniez w Poznaniu i Krakowie, a w ubieglym roku zaprezentowalo moje prace Muzeum Narodowe we Wroclawiu. Wystawy byly odnotowane w prasie, niektore bardzo zyczliwie, inne z lekkim przekasem. Latwo byc celem ataku, jesli sie nie jest tzw. malarzem zawodowym, ktory od lat kreuje swoja pozycje w tym swiecie. Traktowano mnie moze troche kuriozalnie: no patrzcie, filmowiec, a jest w stanie cos namalowac. Nauczony tym doswiadczeniem, ilekroc mam wystawy na Zachodzie, a bylo juz ich sporo - Paryz, Wenecja, Saloniki w Grecji, Floryda, Atlanta, Los Angeles - staram sie przyciszyc fakt, ze jestem rowniez rezyserem. Ale musze tez oddac sprawiedliwosc polskiej prasie. Niektore gazety potraktowaly mnie zaskakujaco dobrze. Gazeta Wyborcza w tygodniowym dodatku poswiecila kilka stron na zdjecia moich obrazow. Spodziewam sie, ze coraz mniej bedzie przytykow w rodzaju: filmowiec, ktory maluje. Niech to bedzie malarz, ktory jeszcze od czasu do czasu moze zrobic film.
- Biennale w Wenecji jest dla wiekszosci artystow wspaniala okazja przynajmniej do bycia dostrzezonym. Uczestniczyl Pan w tym wydarzeniu w 2001 r. (29 sierpnia - 8 wrzesnia).
- Impreza wenecka byla wlasciwie szczesliwym zbiegiem okolicznosci. Moja wystawa byla zaliczona do oficjalnego programu Biennale. Ale poniewaz Biennale zbieglo sie w czasie z festiwalem filmowym, postanowiono moja wystawe, tak jak i zreszta kilka innych, przeniesc na wysepke Lido, gdzie odbywal sie festiwal. Bylem wiec wsrod tych kilku artystow, ktorzy mieli indywidualne wystawy na Lido pod egida Biennale.
- Charyzma ktorego z malarzy najbardziej przemawia Panu do wyobrazni?
- Takiego malarza nie ma. Jest tylko okres w tworczosci jednego artysty, ktory przemawia do mnie w pelni. To tzw. czarny okres Goi, kiedy malowal na czarno i szaro, ktore to kolory dominuja w moich obrazach. Ilekroc jestem chocby w poblizu Hiszpanii, odwiedzam madryckie Prado, bo moge na czarny okres Goi patrzec zawsze.
- Na zakonczenie konwencjonalne pytanie: jakie sa Panskie plany?
- Ciagle maluje. Te wielkie formaty mnie pasjonuja. To rodzaj obsesji graniczacej z jakas forma nienormalnosci, aby nie uzyc slowa szalenstwa, bo to mogloby zabrzmiec glupio. Kiedy rozpoczynam prace na plotnie 4 x 5 m, w dodatku nie wiedzac jeszcze, co to bedzie, ryzyko jest takie, jak skok do pustego basenu. Tylko cud moze spowodowac, ze wyjdzie sie z tego calo. Ale ja w zyciu mialem sporo niebezpiecznych sytuacji i w jakims stopniu przywyklem do ryzyka. W mlodosci bylem znany z wielu nieprawdopodobnych wypadkow samochodowych. Kiedys pod Monachium zderzylem sie czolowo z czolgiem Bundeswehry. Wyszedlem z tego obronna reka, chociaz sila uderzenia byla tak wielka, ze zerwalo mi obraczke slubna z palca. Samochod zostal zmiazdzony, czolg tez nie mogl ruszyc - pekla gasienica. Prawdopodobnie moje sklonnosci do podejmowania ryzyka zachecily mnie do malarstwa monumentalnego. Na pewno bede malowal. Licze tez na to, ze zrobie wspomniany film z Jeremym i mam nadzieje, ze jego realizacja dojdzie do skutku jesienia tego roku.
- Dziekuje Panu za rozmowe.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |