CZESLAW KARKOWSKI
Wielka sztuka
ilustracji
Wystawa w School of Visual Arts o zgrabnym tytule "Picturing the Times: Eastern European Illustrators at The New York Times" pokazuje przyklady dokonan 17 artystow z Europy Srodkowo-Wschodniej, ktorzy przez ponad 30 lat publikowali w najwiekszej nowojorskiej gazecie rysunki na stronie op-ed (opposite editorial) albo w NYT Book Review. Polityka redakcji pisma byla taka, ze raczej nalezalo sie zdecydowac, z ktora sekcja New York Timesa wspolpracowac. Artysci, emigranci z panstw komunistycznych, stawiajacy czesto pierwsze kroki na tej ziemi, ale utalentowani, ambitni i pragnacy zademonstrowac swoje umiejetnosci, zwykle wybierali op-ed w dzienniku, bowiem dawalo to szanse na czestsze publikacje.
Niezmiernie interesujaca wystawa, ktorej otwarcie przyciagnelo tlumy sympatykow i milosnikow sztuki, sprawia wrazenie, jakby powstala z inicjatywy Janusza Kapusty, rekordzisty, jesli chodzi o liczbe opublikowanych w tej gazecie rysunkow. Kapusta od lat zabiegal o zorganizowanie podobnej prezentacji, ale wylacznie polskich artystow w New York Timesie. Naliczyl ich 28. Jesli zas uwzglednimy Rolanda Topora, czestego goscia na lamach nowojorskiej gazety, syna polskich emigrantow mieszkajacego we Francji, oraz TIM-a (Louisa Mitelberga), urodzonego w Kaluszynie, ktory wyjechal na studia do Paryza w 1938 r., by juz do Polski nie wrocic, to ich liczba wzrosnie do 30. Jest to niewatpliwie rekord - z zadnego innego kraju tylu tworcow nie publikowalo swych prac w obcym pismie.
Pare lat temu doszlo nawet do spotkania w konsulacie RP grupy osob zainteresowanych projektem Janusza Kapusty. Jednak pomysl nie doczekal sie realizacji.
Obecna wystawe zorganizowano po czesci przy pomocy School of Visual Arts, New York Timesa i przy wspoludziale konsulatu RP. Kapusta byl obecny nie tylko jako uczestnik wernisazu, ale takze jeden z polskich artystow, ktorego wiele prac z lat 80. i 90. pokazano na ekspozycji. Oprocz niego wystawiono rysunki Andrzeja Dudzinskiego, ktory sposrod emigrantow z PRL chyba najwczesniej trafil do New York Timesa, oraz Rafala Olbinskiego. Zalowac nalezy, iz nie znaleziono miejsca dla innych polskich artystow - Jana Sawki, Andrzeja Czeczota, Bartka Malysy, Macieja Albrechta czy innych, takze czesto obecnych na lamach pisma. Byl to wrecz fenomen: w polowie lat 80. doprawdy trudno bylo otworzyc New York Timesa, by nie natknac sie na ilustracje jednego z calej plejady znakomitych polskich artystow. Byli oni tak doskonali, tak oryginalni na tutejszym rynku i tak wszechstronni, ze gazeta chetnie korzystala z ich prac. W tym okresie nawet pol zartem zaczeto mowic o "polskiej mafii", ktora opanowala dzial graficzny nowojorskiej gazety.
Ich sukces wynikal z wielu przyczyn, ale najwazniejszy byl poziom artystyczny i intelektualny proponowanych gazecie rysunkow. Polacy - i nie tylko oni - ale w ogole rysownicy z Europy Srodkowej i Wschodniej, ktorzy w tamtych latach znalezli sie w Nowym Jorku, zaprezentowali sztuke graficzna odmienna od tej, do ktorej przyzwyczajeni byli Amerykanie, holdujacy raczej doslownosci przedstawienia i zasadzie sluzebnosci rysunku wobec tekstu. Graficy zza zelaznej kurtyny zdobyli szturmem New York Timesa, bo pokazali cos zupelnie nowego: rysunek bedacy ilustracja i zarazem komentarzem do danego tekstu, ale jednoczesnie zupelnie samodzielnym dzielem, jakby plastycznym uzupelnieniem slownej wypowiedzi. Miast doslownosci zaproponowali metafore, ironie, dowcip, intelektualny pomysl, ktory wciaga odbiorce do gry w odczytywanie kulturowych znaczen zawartych w rysunku. Swoisty surrealizm, poczucie absurdu odkrywaly zarazem inna, mniej zauwazalna strone rzeczywistosci, pozwalaly zaprezentowac zupelnie nieoczekiwany punkt widzenia. Takie podejscie zaznaczalo tez odpowiednie poczucie dystansu wobec ilustrowanej i komentowanej tematyki. Ow dystans wyrazal charakterystyczna dla Europy Srodkowo-Wschodniej niewiare w polityke, ironiczne wzruszenie ramion, specyficzna postawe osob z panstw komunistycznych, gdzie zawsze istniala tendencja do doszukiwania sie ukrytych znaczen w otwarcie gloszonych deklaracjach, wielosci sensow w politycznych dzialaniach, podtekstow albo kontrastujacego ze slowami, odzegnujacego sie od nich komentarza.
Tego Amerykanie nie znali, totez "inwazja" rysownikow z Europy Srodkowo-Wschodniej byla dla nich prawdziwym odkryciem. Kiedy na przyklad Andrzej Dudzinski rysuje ogromna piesc, ktorej spod palcow przeciskaja sie i wymykaja male ludzkie postaci (ilustracja do tekstu: "Defectors: A Profile"), oddaje tym samym w ogromnym metaforycznym skrocie istote totalitaryzmu, a zarazem sile i przemozna wole wolnosci. Jest naturalnie w tej ilustracji cos znacznie wiecej, ale opowiadanie wszystkich sensow i tak nie wyczerpie slownie tego, co w swym dziele jednym niejako rzutem oka pozwala nam uchwycic artysta. Kiedy Igor Kopelnitsky (ukrainski artysta, ktorego oprocz trojki Polakow stawialbym w czolowce wspolpracownikow New York Timesa, choc to ryzykowna opinia, albowiem wszyscy z 17 prezentowanych na tej wystawie artystow sa bardzo dobrzy, wysoce oryginalni, pomyslowi, slowem: doskonali) rysuje do artykulu: "A Right to Bear 50 Assault Weapons" sylwetke czlowieka jako tarczy strzelniczej z plama rozprysnietej rany od strzalu oddanego przez napastnika z glowa tak samo rozprysnieta, to mowi nam w tym prostym obrazie bardzo wiele o kulcie broni, o kulturze przemocy, o stanie umyslow ludzi siegajacych po karabin czy pistolet.
Warto tu podkreslic, ze zarowno Kopelnitsky, jak i trojka wspomnianych Polakow publikowala sporo swoich prac w latach 80. na lamach Przegladu Polskiego, a Janusz Kapusta i obecnie co miesiac ilustruje "Kartki ze skazonej strefy" Ewy Berberyusz (patrz str. 3).
Niewatpliwie artystyczne wzgledy decydowaly w pierwszej kolejnosci o sukcesie tworcow zza zelaznej kurtyny. Dan Nadel, autor artykulu opublikowanego w specjalnym ilustrowanym dodatku do tej wystawy, zwraca nadto uwage na ich dobre techniczne przygotowanie: opanowali swietnie sztuke rysunku, umiejetnosc jego zdaniem niezbedna w biedniejszych krajach komunistycznych, gdzie tworcy nie mieli do dyspozycji kosztownych srodkow, jak fotografia, komputer czy wideo.
Janusz Kapusta podaje jeszcze inny powod (oprocz powyzszych, naturalnie) sukcesu artystow z bloku komunistycznego. Zwraca uwage na specyfike pracy dla op-ed: trzeba bylo wykonac szybko przynajmniej dwa-trzy projekty ilustracji, sposrod ktorych redakcja wybierala jeden do publikacji. Bardzo czesto tworca mial zaledwie pare godzin na przedstawienie swoich propozycji. Nie wszystkim to odpowiadalo. Amerykanie nie byli przyzwyczajeni do takiego tempa, do koniecznosci ruszenia wyobraznia, do pracy w wielkim przymusie i ogromnym napieciu, a poza tym... no coz, przybyszom z "innego swiata" bardzo zalezalo na zaistnieniu w USA, na zaprezentowaniu swoich umiejetnosci. W koncu tez kazdy z nich na poczatku swej kariery w Stanach Zjednoczonych po prostu potrzebowal pieniedzy, a New York Times, jedna z najwazniejszych gazet na swiecie, placil stosunkowo dobrze. Co rownie istotne, rysunek opublikowany w prestizowym pismie byl nobilitacja artysty o nazwisku nieznanym na tutejszym rynku.
Strona op-ed w New York Timesie zrodzila sie w burzliwych latach 60., okresie wielkiej polaryzacji spolecznej, zacieklych dyskusji na tematy polityczne i kulturalne. Dzial redakcyjnych komentarzy (editorials) juz nie wystarczal, skoro nalezalo udzielic glosu odmiennym pogladom, przedstawic opinie reprezentujace inne punkty widzenia. Otwarto wiec dla nich lamy obok, dotychczas zarezerwowane dla nekrologow.
Op-ed stala sie wielkim sukcesem. Okazalo sie, iz istnieje ogromne zapotrzebowanie na taka wlasnie prezentacje i dzisiaj wszystkie znaczace dzienniki na swiecie przyjely recepte redakcyjna zapoczatkowana przez New York Timesa - lacznie z opracowaniem graficznym: rysunki publikowane na tej stronie to nie tylko ilustracje i uzupelnienia do tekstu. To zarazem oddzielne komentarze, w innym medium wyrazona odrebna opinia. Dzis jest to juz formula znana, uznana i przyjeta. Przy okazji tej niezmiernie interesujacej i bardzo pozytecznej wystawy warto wiec pamietac i o tym, ze artysci z Europy Srodkowo-Wschodniej (w tym przede wszystkim Polacy) znacznie przyczynili sie do wypracowania wzorca graficznego komentarza, obecnie traktowanego jako wrecz kanon.
Wystawa w muzeum Szkoly (209 East 23 Street, Manhattan) czynna jest codziennie w godzinach od 9 rano do 6:30 wieczorem, w czwartek - od 9 do 8, a w sobote - od 9 do 5. Trwac bedzie do 25 marca. Uswiadamia nam ona wplyw polskich artystow na tworzenie specyficznej kultury plastycznej w Ameryce i nie tylko (New York Times byl i jest przeciez wzorem do nasladowania przez inne gazety). Z pewnoscia warto wrocic do projektu wystawy prezentujacej tylko Polakow i ich zwiazki z nowojorskim dziennikiem. Na taka ekspozycje sale konsulatu RP swietnie by sie nadaly.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |