[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (10 stycznia 2003)


EWA BERBERYUSZ

Kartki
ze skazonej strefy

Gdy slysze slowa "Unia Europejska" i "Adam Malysz", zamykam oczy i zatykam uszy.

Nie mam nic przeciwko Unii, przeciwnie, popieram ja cala moca, chociaz w moim osobistym zyciu emerytki z pewnoscia podniesie koszty zycia. Nie o to wszakze chodzi. Nie mam nic przeciwko Malyszowi. Przeciwnie, przepadam za nim nie tylko jako skoczkiem narciarskim, ale glownie jako czlowiekiem. Rzadko sie zdarza sportowiec tak naturalny i sympatyczny. I tak szczery: "Dlaczego nie udal ci sie skok?", pyta dziennikarz. "Gdybym wiedzial, to bym powiedzial", odpowiada zapytany. Malyszowi gwiazdorstwo nie uderzylo do lba.

Unia i Malysz sa w porzadku. To z mediami dzieje sie cos niedobrego. Miedleniem obu tematow w nadmiarze i na najwyzszym, jednostajnym diapazonie zachwytow zabijaja ludzka przychylnosc. Niezbywalny nawyk prasowy z poprzedniej epoki.

Unia. Nie ustaje krzyk chwalby nad naszym geniuszem mediacyjnym. Zgoda. Dobrze poprowadzilismy sprawe. Trzeba o tym poinformowac, pokazac co ciekawsze momenty i zakonczyc sprawe. Glowna negocjatorke (bo o ministrze Cimoszewiczu lepiej cicho), Danute Hiibner, kazdy moglby podziwiac i byc z niej dumny. Ale skoro jej inteligentna, skupiona, a zarazem umeczona praca twarz podaje sie na sniadanie, obiad i kolacje - ma sie w koncu dosyc. (Tym bardziej ze ani slowa o Janie Truszczynskim, ktory tez sprawial sie swietnie).

Nie wolno tak propagowac Unii. Nie w laudacjach naszego negocjacyjnego oreza, ale konkretnie, w scisle odmierzonych dawkach, przy stosownych okazjach, nalezy skrupulatnie informowac, ile kazdemu Unia moze wniesc przy spelnieniu odpowiednich warunkow. Armia urzednikow, ktorym niemalo placimy, powinna chlopom pomagac wypelniac skomplikowane unijne kwestionariusze, od jakich zaleza pieniadze itd., itp. Tego niestety brak.

Wiem, ze negocjatorom naleza sie nagrody. Tak robi sie we Francji, Anglii, Wloszech... W krepujacych sytuacjach lubimy powolywac sie na kraje, gdzie tak jest. Czysta hipokryzja. Tamte kraje sa w porownaniu z nami bogate. W naszej finansowej sytuacji nagrody pieniezne sa po prostu niestosowne. Nie daje sie ich wtedy, kiedy - zeby wziac pierwszy z brzegu przyklad - obiecane przed piecioma laty zrownanie plac strazakow z placami policjantow zostaje niespelnione. Strazacy naprawde haruja, wybawiajac nas od powietrza, ognia i wody. Dlatego raza mnie nagrody za dzielo, chocby znakomicie spelnione, dla wysokich urzednikow. I bez nich sa swietnie oplacani. Wydaja mi sie czyms nie tylko niesmacznym, ale taktycznie chybionym. Bo takie wlasnie "drobne" posuniecia wzburzaja spoleczenstwo. Spoleczenstwo, dodajmy, gdzie panuje 20-procentowe bezrobocie. Dlatego ludzie "chromola" politykow, nawet tych nielicznych, ktorzy na to nie zasluguja, i daja posluch skrajnym populistom.

Adam Malysz nalezy do czolowki skoczkow na swiecie. Takich jak on jest kilku, moze nawet kilkunastu. Zwycieski skok zalezy od wielu czynnikow: formy, leciutkiego podmuchu wiatru, ulamka sekundy dekoncentracji, wreszcie ladowania na drobnej nierownosci sniegu, na ktora zawodnik mial nieszczescie sie natknac. Kibice to wszystko wiedza. Jednakze polscy kibice, nieodmiennie, krzycza wielkim glosem: "Adam jest najlepszy, Adam jest najlepszy, Adam jest najlepszy!"...

Pamietam jak przed laty - Boze, kiedy to bylo?! - polscy pilkarze doszli do polfinalu mistrzostw swiata. Gdy grali o wejscie do finalu z Niemcami, przegrali. Zdobyli trzecie miejsce. I wtedy polscy kibice wrzeszczeli: "To dlatego, ze deszcz padal, to dlatego, ze deszcz padal!"... Dla naszych padal, dla Niemcow nie padal. Na tym samym boisku.

Malo w nas patriotyzmu, wiele idiotycznego szowinizmu, nie wspominajac nacjonalizmu, ktory dotyczy troche innych spraw.

*

Umarl Kazimierz Dejmek. Dokladnie na przelomie roku 2002 z 2003. Okragla data zamknal burzliwy okres Teatru Narodowego w Warszawie.

O Dejmku bylo i bedzie wiele. Nie tylko o wystawieniu Dziadow, ktore dalo poczatek wielkiemu ruchowi spolecznemu w Polsce w marcu 1968 roku. Rezyser Kazimierz Dejmek wejdzie do historii teatru i do naszych dziejow narodowych.

Zapamietalam go wczesnie. Wygladal wowczas szalenie prawidlowo: jak z obrazu malarza socrealisty. Bura koszula, szeroko rozpieta na szyi, zgrzebne, niezgrabne spodnie, jakie sie wowczas nosilo, twarz proletariacka; jeszcze bez okularow. Byla w nim jakas robotnicza przystojnosc i zawadiackosc.

Zobaczylam go w drewnianym, koslawym baraku w miejscu, gdzie dzis stoi hotel Victoria, czyli w reprezentacyjnym, odszykowanym sercu Warszawy. Barak byl teatrem o nazwie Placowka pod egida wojska. Wnetrze mroczne, skrzypiace deski. Przygnala mnie tam pewnie jakas redakcja. Miala byc proba. Ale na razie byly tylko dwie osoby: Leon Schiller i ow mlody chlopak, ktorego nazwiska jeszcze nie znalam. Zorientowalam sie, ze asystent. Schiller dawal polecenia co do ukladu sceny, ktore chlopak w lot chwytal i powtarzal nie slowami, ale cialem i ruchami, jakby ustawial wyobrazane ksztalty. Czesto ramieniem ocieral pot z twarzy.

Mistrz i uczen. Rozni, podobni i wybitni.

*

Mamy nadal dwa ideowo rozne zwiazki pisarzy. Powstale w 1989 roku Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, bedace kontynuacja rozwiazanego w 1983 roku przez wladze stanu wojennego Zwiazku Literatow Polskich, i drugi - powolny owczesnemu porzadkowi Zwiazek Literatow Polskich, ktory powstal w tymze 1983 roku i z miedzianym czolem zawlaszczyl sobie tradycyjna nazwe. Oba zwiazki w jednym stoja domku. W naroznej kamienicy patrzacej na kolumne krola Zygmunta na placu Zamkowym w Warszawie. Nawiasem mowiac, do gruntu, na ktorej stoi ta przepiekna kamienica, zglasza pretensje rodzina Rzewuskich. Wiec nie wiadomo, jak dalej bedzie, zwazywszy, iz Rzewuscy zachowywali sie w historii, delikatnie mowiac, roznie. Ale nie o tym chce mowic. Chce przytoczyc pare mysli szefa oddzialu krakowskiego Zwiazku Literatow Polskich, wstyd powiedziec.

Otoz pan prezes z Krakowa, Konrad Strzelewicz, zamieszcza w wydanym w Krakowie almanachu pisarzy artykul pt. "Hanba domowa". Oto probki: o Czeslawie Miloszu: "jako matuzalem powrocil do Polski, niestety do Krakowa, po drodze zalapawszy sie na Nobla. W Krakowie dali mu chalupe i honorowe obywatelstwo, lecz on ma to chyba w czterech literach, bo bredzi publicznie, ze czuje sie Litwinem...". Dosc chyba. Palce nie chca mi trafiac w klawisze.

"Leppery" gniezdza sie na wszystkich szczeblach. Mieniacych sie literackimi - rowniez.

*

Toczy sie niecodzienna afera pod haslem: "Przychodzi Lew do Michnika". Dla tych, ktorzy sie z nia nie zetkneli, streszcze w dwu slowach: Lew Rywin, potentat filmowy, przyszedl do gabinetu Adama Michnika w Gazecie Wyborczej z propozycja ulatwien ustawowych dla Agory (wydawca GW), zamierzajacej kupic stacje telewizyjna Polsat. Agora mialaby za to dac lapowke wynoszaca kilkanascie milionow dolarow. Rywin przedstawial sie jako posrednik: pieniadze mialy byc nie dla niego, lecz dla "grupy trzymajacej wladze". Adam Michnik rozmowe potajemnie, jak rozumiem, nagral. Przedstawil prokuraturze nagranie. Gazeta rzecz opisala. Sprawa, nazwana najwieksza afera III Rzeczpospolitej, zatacza coraz szersze kregi. Rozwija sie na oczach wielowatkowo. Pytaniom nie ma konca.

Ja mam tylko jedno, podniesione jak dotychczas tylko przez Trybune: wolno nagrywac rozmowy potajemnie? W rozlicznych komentarzach wiarygodnych lamow odpowiedzi nie otrzymalam.

*

Zglosilismy film mlodego Piotra Trzaskalskiego Edi do Oscara. Zgloszenie nie oznacza zrobienia odpowiedniej promocji. Jestesmy w tym zadziwiajaco niemrawi. Nominacja bylaby wspaniala reklama.

Film Oscara nie dostanie, ale kariere zrobi. Bo jest swietny. Pod wieloma wzgledami, o ktorych rozwodzili sie krytycy. Szczegolnie o "anielskosci" tytulowego Ediego. Niektorzy uwazali, iz jest on nawet ciut za anielski. Ja mam zdanie przeciwne: Edi nie jest "dobrota". Nie zglosil policji zbrodni dokonanej na koledze, choc o niej wiedzial. Nie ze szlachetnosci, ale dla zabicia wyrzutow sumienia kupil synkowi zamordowanego drogi samochodzik. Podobnie, nie z czystej dobroci, w koncowej, rozczulajacej scenie oddaje dziecko, ktore pokochal, matce, chociaz je oddala, a na Ediego sprowadzila nieszczescie. Oddaje, w gruncie rzeczy, niemowle we wladanie zbrodniczych wujkow, bo wie, ze gdyby tego nie zrobil, zabiliby bez wahania i jego, i jego bliskich. Edi nie jest wiec aniolem. Edi jest osoba, ktora ma rzadka u ludzi wiedze o sobie i swoich mozliwosciach. Upatruje w tym glowny walor filmu. Koniecznie zobaczyc!

Ogladalam go w sylwestra, w kinie obok Palacu Kultury. Wsrod swiatel, petard i fajerwerkow. Balam sie, ze sala bedzie pusta i albo odejde od kasy, albo zaplace za szesc biletow, bo taki jest wymog. Byla pelna.

Gdy wyszlam z kina i chcialam przyjrzec sie sylwestrowemu szalenstwu pod zegarem zainstalowanym a la Big Ben na wierzcholku Palacu, straznicy zatrzymali mnie przy bramce, jak na lotnisku, sprawdzajac torebke. Chodzilo o szklo. We wszystkich wielkich miastach swiata ludzie pija w sylwestra musujace wino. Ale tylko w Polsce rzucaja w siebie pustymi butelkami na chybil trafil. Prawde powiedziawszy i ja mialabym ochote walnac, ale w scisle wybranych osobnikow. Jednak tacy na mrozie sie nie bawia.

Warszawa, styczen 2003 r.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail