Kazimierz Dejmek
(1924-2002)
Smutek tej chwili jest przytlaczajacy. Pozegnanie bolesne. Stare lacinskie przyslowie glosi: "O zmarlych - tylko dobrze". Zas majestat smierci, ktora przenosi w wiecznosc, domaga sie tylko prawdy, bo tez tylko ona ostoi sie w oslepiajacym swietle wiecznosci. Historia, "korektorka wieczna" - jak ja nazywa Norwid - oceni zycie, postepowanie, wybory i tworczosc Kazimierza Dejmka. Dzis, z zaduma i szacunkiem, zgromadzmy i przypomnijmy podstawowe fakty i dokonania zmarlego.
Fakt pierwszy, niewatpliwy: juz od konca lat 40. minionego stulecia az prawie do konca lat 90. zajmowal wazne miejsce w polskim zyciu teatralnym. Wiele jego przedstawien weszlo do historii polskiego teatru. Wiele jego decyzji mialo daleko idace konsekwencje. Wiele jego wyborow mialo znaczenie i range symbolu. Byl, calymi latami, "postacia sztandarowa". Jako artysta byl inscenizatorem. Kroczyl sladami Leona Schillera. Z rozmachem budowal wielowarstwowe, polifoniczne, pelne wyobrazni widowiska. Jako czlowiek byl pelen energii, sily i determinacji w dzialaniu.
Kazimierz Dejmek urodzil sie w 1924 r. w Kowlu i tam chodzil do szkol. Gdy mial lat 15, byl swiadkiem sowieckiego najazdu na Polske i zaboru ziem wschodnich. Gdy mial lat 19, wstapil do partyzantki Batalionow Chlopskich. W wieku lat 20 zglosil sie do teatru w Rzeszowie. Tam niebawem zadebiutowal jako amator rola Jaska w Weselu Wyspianskiego (2 XI 1944 r.). Gral nadal male rolki w teatrze i uczyl sie w Studium Aktorskim. Na nastepny sezon zaangazowal sie do teatru w Jeleniej Gorze i stamtad pojechal wiosna 1946 r. do lodzkiej szkoly teatralnej na eksternistyczny egzamin aktorski. Zdal go. Zostal przyjety do Teatru Wojska Polskiego i douczal sie, chodzac na niektore zajecia do Panstwowej Wyzszej Szkoly Teatralnej. I teatrem, i szkola kierowal Schiller. W 1947 r. Dejmek poznal w Lodzi Janusza Warminskiego, ktory przyszedl do Teatru Wojska Polskiego jako aktor i rownoczesnie podjal studia na wydziale rezyserii. Obaj, wraz z kolegami z teatru i szkoly, zorganizowali w1948 r. Grupe Mlodych Aktorow, dzialajac poczatkowo w ukryciu zarowno przed dyrekcja teatru, jak i rektoratem szkoly, ale pod patronatem komunistycznego Zwiazku Mlodziezy Polskiej. Studiowali marksizm-leninizm i metode Stanislawskiego. W rok pozniej Grupa wystosowala memorial do ministerstwa kultury (napisany na jego zlecenie), w ktorym stwierdzila, ze jest za "teatrem socjalistycznym" i postulowala przyznanie jej osobnej sceny. Co sie tez stalo. Zarzadzeniem ministerialnym utworzono Teatr Nowy, dano mu siedzibe (po Teatrze Kameralnym Erwina Axera, ktory wtedy przeniosl sie do Warszawy), przyznano etaty i dotacje. Kierownictwo zbiorowe objeli Dejmek, Warminski, Jerzy Merunowicz i Antoni Macharski, ale juz od 1 X 1949 r. kierownikiem artystycznym zostal Dejmek. Na inauguracje Teatru Nowego (12 XI. 1949 r.) dano socrealistyczna Brygade szlifierza Karhana czeskiego pisarza-komunisty Vaka Kani. Niebawem Teatr Nowy stal sie wzorcowa placowka wlasnie wtedy zadekretowanego socrealizmu. Otrzymal Order Sztandaru Pracy i zespolowa nagrode panstwowa. Wystawil kolejno: sowiecka sztuke Makara Dubrawe Aleksandra Kornijczuka; polski "produkcyjniak" Janusza Warminskiego Zwyciestwo; sztuke "antyimperialistyczna" Tankowiec Nebraska Herba Tanka; sztuke "antysanacyjna" Domek z kart Emila Zegadlowicza; propagandowy Poemat pedagogiczny Antona Makarenki, ktory byl debiutem rezyserskim Dejmka (7 IV 1951 r.). W tym czasie Dejmek wstapil do PZPR. Mianowano go rektorem PWSTiF w Lodzi, ale niezainteresowany pedagogika zrezygnowal po roku. Natomiast jako rezyser i dyrektor kontynuowal linie socrealistyczna. Przygotowywal tez czesto artystyczna oprawe roznych akademii.
Jednakze, gdy pojawily sie pierwsze oznaki "odwilzy", Dejmek dokonal zwrotu i wystawil groteskowa Laznie Majakowskiego (11 XII 1954 r.), przelamujac przy okazji zakaz cenzuralny na sztuki pisarza, ktory swoj sprzeciw wobec stalinizmu wyrazil samobojstwem w 1930 r. Zaraz potem Dejmek zaangazowal sie w przemiany popazdziernikowe i wystawil zakazane dotad Swieto Winkelrida Jerzego Andrzejewskiego i Jerzego Zagorskiego, komediowa metafore systemu wladzy totalitarnej. Przedstawienie sciagalo do Lodzi i tam, gdzie grano je w objezdzie, tlumy, ktore zasmiewaly sie, ogladajac Andrzeja Szalawskiego w roli Burmistrza, upodobnionego do znienawidzonego premiera Jozefa Cyrankiewicza, i grajaca role Burmistrzowej Wieslawe Mazurkiewicz, ktora brawurowo karykaturowala zone premiera, aktorke Nine Andrycz. "Pazdziernikowe" rozliczenia kontynuowal Dejmek w swej adaptacji Ciemnosci kryja ziemie Jerzego Andrzejewskiego (1957 r.). Dal rowniez serie upolitycznionych interpretacji Szekspira (Miarka za miarke, Juliusz Cezar), zwrocil sie ku zabronionej od lat narodowej klasyce (Noc listopadowa, Akropolis, Nieboska komedia - ta ostatnia w rezyserii Bohdana Korzeniowskiego). Sladem Schillera, siegnal do niedostepnych przed "pazdziernikiem" staropolskich, religijnych misteriow, wystawiajac Zywot Jozefa Mikolaja Reja i Historie o chwalebnym zmartwychwstaniu Panskim Mikolaja z Wilkowiecka; zastepowal w nich religijna obrzedowosc zywiolem gry i ostentacyjna teatralizacja, narzucajac interpretacje komiczna, wzbudzajaca salwy smiechu na widowni. Po latach mial powrocic do staropolskich dramatow wystawiajac je solennie i powaznie. Teatr Nowy, jeszcze niedawno twierdza socrealizmu, stal sie osrodkiem odnowy.
Sam Dejmek zostal awansowany: w 1961 r. otrzymal nominacje na dyrektora Teatru Narodowego w Warszawie. Powtorzyl tam swe lodzkie inscenizacje staropolskie. Ponadto wystawil m.in. Zakladnika Ralfa Hohuta - sztuke zaklamana, antykoscielna, napastliwa wobec papieza Piusa XII, z Gustawem Holoubkiem w roli glownej. Zaczal mierzyc sie z najwieksza narodowa klasyka, acz czyniac to niechetnie. Powiedzial w jednym z wywiadow: "Z trwoga mysle o Dziadach i owych wszystkich mszach i tajemnych obrzadkach narodowych. [Jednak] rozumiem, ze do obowiazkow dyrektora Teatru Narodowego naleza rowniez dobre stosunki ze wszystkimi duchami, jakie fruwaja i brodza po naszej romantycznej literaturze". Po Kordianie (dwie wersje 1965, 1967 r.) wystawil Dziady (1967 r.) z Holoubkiem w roli Gustawa-Konrada. Inscenizacja byla hieratyczna, obrzedowa i szopkowa: brzmialy spiewy i przesuwaly sie chory, pojawialy sie kudlate i rogate diably oraz anioly w szatach liturgicznych. Przedstawienie, poczatkowo chwalone przez recenzentow, zostalo wykorzystane we frakcyjnych walkach o wladze na szczytach PZPR i padlo ofiara prowokacji. Dejmka zaskoczylo polecenie zdjecia Dziadow z afisza w koncu stycznia 1968 r. Mlodziez studencka demonstrowala przeciw tej decyzji. Stalo sie to zarzewiem Marca. Dejmek wystapil z PZPR. Zostal wyrzucony z Teatru Narodowego.
Nastepne siedem lat rezyserowal goscinnie w kraju, glownie w warszawskim Ateneum, kierowanym przez swego dawnego wspolpracownika Warminskiego, i za granica. W 1975 r. objal ponownie dyrekcje Teatru Nowego w Lodzi, gdzie od razu zwrocil na siebie uwage barwna inscenizacja polskiej prapremiery Operetki Witolda Gombrowicza. Zamilowany w nowosciach, wystawil tam pozniej m.in. polska prapremiere Vatzlava Slawomira Mrozka. Od sezonu 1981/82 wrocil do Warszawy i objal dyrekcje Teatru Polskiego, gdzie zaraz przygotowal prapremiere Ambasadora Mrozka. Odczytal sztuke w sposob aktualizujacy: akcja toczy sie w ambasadzie polskiej w Moskwie po upadku panstwa polskiego; ostatni polski ambasador postanawia trwac do konca, mimo zblizajacej sie zaglady. Nastroj na premierze, danej 22 pazdziernika 1981 r., byl napiety i ponury. Niewiele osob smialo sie z dowcipow Mrozka, okraszajacych smutna sztuke. Ambasador szedl kompletami, ale po wprowadzeniu stanu wojennego (13 XII 1981 r.) Dejmek postanowil zdjac go z afisza, podobnie jak inna sztuke oddajaca nastroj dni "Solidarnosci" - Oltarz wzniesiony sobie Ireneusza Iredynskiego.
Okazalo sie wtedy, ze Kazimierz Dejmek podjal wspolprace z wladzami junty partyjno-wojskowej gen. Jaruzelskiego. Wszedl do tzw. Rady Konsultacyjnej przy przewodniczacym Rady Panstwa. Zwalczal bojkot masowych srodkow przekazu praktykowany przez olbrzymia wiekszosc srodowisk teatralnych, artystycznych, naukowych. Po latach mial nazwac bojkot "gestem kabotyna". Rownoczesnie jednak zabiegal o zwolnienie z wiezienia aktorki Haliny Mikolajskiej, czlonkini KOR-u i dzialaczki niepodleglosciowej, a gdy zostala wypuszczona - zaangazowal ja do Teatru Polskiego i obsadzil w roli Hestii w Wyzwoleniu Wyspianskiego (premiera 15 VII 1982 r.). Jej wejscie na scene - w pelni stanu wojennego - wywolywalo nieodmiennie dlugotrwale, manifestacyjne owacje. W tym tez czasie Dejmek wspoldzialal w likwidacji ZASP-u i zalozeniu utworzonego przez wladze tzw. neo-ZASP-u. W latach 1988-1989 byl prezesem tej organizacji. Gdy zas obrady okraglego stolu doprowadzily do ugody pomiedzy rezimem komunistycznym a "Solidarnoscia", Dejmek zorganizowal okragly stol ludzi teatru, spotkanie dzialaczy ZASP-u i neo-ZASP-u, na ktorym postanowiono obie organizacje zjednoczyc, a na prezesa wybrano - wtedy posla na Sejm z listy "Solidarnosci" - Andrzeja Lapickiego.
Rok 1989 r. nie stal sie cezura dla Kazimierza Dejmka. Nadal kierowal Teatrem Polskim, manifestujac tradycjonalizm w repertuarze i stylu widowisk, takich jak Wesele, Tango, Pan Jowialski, Damy i huzary. Gdy skonczyly sie rzady solidarnosciowe, zostal ministrem kultury w rzadzie Waldemara Pawlaka. Sprawowal ten urzad w latach 1993-1996. Jedna z jego najwazniejszych decyzji byla de facto likwidacja Teatru Narodowego w Warszawie poprzez polaczenie go z Teatrem Wielkim. Wywolalo to protesty srodowiska i stan poprzedni, to jest samodzielne i osobne funkcjonowanie Teatru Narodowego zostalo przywrocone po odejsciu Dejmka z rzadu. Bedac ministrem zrezygnowal z kierownictwa Teatru Polskiego, ale po zakonczeniu swej rzadowej kadencji powrocil - po raz trzeci - na stanowisko dyrektora Teatru Nowego w Lodzie.
Spory na temat jego osiagniec i roli, jaka odegral, beda trwac. Jest jednak pewne, ze byl wielka osobowoscia, pasjonatem teatru. Bodaj wlasnie tak, w strasznej pasji, widzialem go, dawno temu, po raz ostatni. Na jesieni 1982 r. odwiedzalem Andrzeja Szczepkowskiego w jego garderobie w Teatrze Polskim. Gral wtedy w Terrorystach Iredynskiego. Mielismy wtedy z panem Andrzejem wiele wspolnego i wiele do omowienia, bo on trwal niezlomnie przy sterze jako prezes ZASP-u, juz raz "zawieszonego", wtedy "odwieszonego", ale majacego juz niebawem ulec rozwiazaniu. I trwal przy kontynuowaniu bojkotu, mimo wzrastajacego nacisku wladz, aby go zakonczyc. Akurat podziemna "Solidarnosc" zorganizowala w Warszawie "Tydzien solidarnosci z aktorami" - dziekujac im za bojkot i podtrzymujac w tej decyzji. Ludzie przychodzili do wszystkich teatrow z nareczami kwiatow, niewazne - na dobre czy zle przedstawienie, rzucali na scene bukiety, klaskali nieprzytomnie po zakonczeniu spektaklu, skandowali, wolali. Wszyscy wiedzieli, jaka postawe zajmuje Szczepkowski. Ile razy tego wieczoru wchodzil na scene, witala go burzliwa, dlugo niemilknaca owacja. Czekalem w garderobie na jego powrot, aby kontynuowac rozmowe. Slyszalem te wrzawe i oklaski z glosnika. Gdy Andrzej Szczepkowski po raz kolejny wrocil do garderoby i znow zaczelismy rozmawiac, drzwi otwarly sie gwaltownie i pojawil sie w nich dyrektor Dejmek. Byl zaczerwieniony, gniewny, zdenerwowany, wolal cos w rodzaju: "Panie Andrzeju, musimy cos z tym zrobic, oni nam rozwala teatr, oni doprowadza do zamkniecia teatru!". Zauwazyl mnie. Urwal. Przywitalismy sie. Dodal tylko: "Andrzeju, musimy o tym pogadac...". Wybiegl. Mysle, ze Kazimierz Dejmek wtedy naprawde obawial sie, ze wladze - mimo jego koneksji - zamkna mu teatr, a to by byla dla niego najstraszniejsza katastrofa. Jego pasja byla wyrazem milosci teatru. Ta milosc pozostanie.
Kazimierz Braun
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . .
"Nigdy nie jest dobrze"
Cisza na scenie i w kulisach. Widownia pograzona w ciemnosci, rozswietlana tylko mala lampka przytwierdzona do rezyserskiego pulpitu. Nad nim kleby papierosowego dymu, zza ktorego poblyskuja okulary w grubej oprawie. Ukrywajacy sie za nimi czlowiek o pospolitej twarzy i wydetych lekko wargach zarzadza rozpoczecie proby, po czym slychac wertowanie kartek egzemplarza sztuki. Szary kundel nie odstepuje na krok swego pana. Pies nie robi sympatycznego wrazenia, warczy, kiedy chce sie go przywolac albo poglaskac. Jego pan rowniez nie wydaje sie sympatyczny; bez cienia usmiechu, w dodatku ten stale zniecierpliwiony ton glosu, zdradzajacy gotowosc do skrajnej irytacji. Na jej rezultaty nie trzeba dlugo czekac - "ty powinnas krowy pasc, a nie damy grywac" - rzuca jednej z aktorek, "to nie ksiaze biskup, tylko wikary z Pcimia" - slyszymy pod adresem aktora probujacego role biskupa warminskiego Ignacego Krasickiego. "Ty nie jestes zaden pierwszy komik Lodzi, tylko pierwszy szmirus Lodzi" - zdarzalo sie slyszec Ludwikowi Benoit, "twoje malpiarstwo powinno byc pokazywane w zoo, a nie w teatrze - to uwaga skierowana to jeszcze innego wykonawcy. Bywalo gorzej - "popatrz Misiek, zwracal sie do wspomnianego kundla, te s...syny maja dyplomy szkol teatralnych, a wszystkich liter nie umieja wymowic!" albo: "pytalem Miska, czy mu sie podoba wasza gra, powiedzial, ze nie, mnie tez nie". Pozytywne komentarze nie wydobywaly sie z owych wydetych warg i nie przebijaly sie przez owe kleby dymu, albowiem "nigdy nie jest dobrze". Na pocieszenie slyszalo sie takze: "ja, Dejmek, tez nigdy nie jestem wystarczajaco dobry".
*
Byl tyranem. Kiedy pojawial sie w teatrze, prostowali sie na jego widok nie tylko wszyscy pracownicy, ale takze sciany, od piwnic az po dach. Blysk wspomnianych okularow zza reflektorow na balkonie lub w lozy dyrektorskiej z miejsca podnosil temperature gry na scenie, wzmagal donosnosc glosow, uwyraznial dykcje. Inspicjenci zwiekszali czujnosc, maszynisci chodzili na palcach, suflerzy wodzili palcem po tekscie, slowo za slowem. Nikt nie znal dnia ani godziny. Portier, ktory nie wiedzial, czy pani Krafftowna przyjechala juz na probe, z miejsca tracil prace...
Teatr Dejmka byl swiatynia. Zwykle przedstawienie mialo byc tam wydarzeniem rownie waznym jak premiera. Dlatego nadzorowal niemal kazde, jesli nie sam, to przez asystentow. Pracownicy techniczni chwalili tyrana, ponoc byl sprawiedliwy. W zespole artystycznym roznie bywalo, tam zreszta sprawiedliwosc nie byla mozliwa. W Lodzi jednak aktorzy tak sie go bali, ze nikt nie wystepowal ze slowami buntu. Polubili nawet jego wyzwiska i dopraszali sie wiecej, w mysl zasady: wyzywa, wiec widzi. Doszlo w koncu do tego, ze "mysleli Dejmkiem" nie tylko na scenie, ale i w zyciu. W Warszawie natomiast tyran bal sie Eichlerowny, klekal przed Barszczewska, plakal podczas Wielkiej improwizacji Holoubka, czul respekt przed zlosliwym dowcipem Szczepkowskiego, wieloma jednak pomiatal. O dziwo, przynosilo to pozytywne rezultaty - aktorstwo w przedstawieniach tyrana bylo zawsze na wypilowanym przez niego, solidnym poziomie. Moze bez specjalnej fantazji, ale warsztatowo bylo perfekcyjne i zgodnie z oczekiwaniami mistrza z "niejednego dzioba ogien lecial".
*
Rezyserowanie nie bylo dlan celem samym w sobie, bylo srodkiem do naprawienia swiata, a przynajmniej pokazania tego, co powinno byc naprawione. Po paroletnim zachlysnieciu sie "ustrojem sprawiedliwosci spolecznej" Dejmek zaczal pokazywac, co nalezy poprawiac w tymze ustroju, a potem juz nie mial don zludzen. Lewicowe myslenie bylo mu nadal bliskie, ale rzeczywistosc polityczna go rozwscieczala. Na scenie chcial wymierzac jej sprawiedliwosc i poprzez scene na nia oddzialywac. Uwazal sie i przez wielu byl uwazany za polityka, ktory swoimi przedstawieniami pietnuje, wyszydza, daje do myslenia. Wiele jego spektakli to wypowiedz na najwazniejsze tematy, w mysl przytoczonej juz w innym kontekscie zasady, iz nigdy nie jest dobrze. Spektakl slynnych Dziadow stanowi tu apogeum jako swiadomy (mimo pozniejszych odzegnywan) bunt przeciwko despotyzmowi.
*
Dejmek jako polityk dzialajacy na scenie zadomowil sie w swiadomosci spolecznej, zwlaszcza ze w nowej Polsce dal sie poznac takze jako wzbudzajacy kontrowersje rzeczywisty polityk, m.in. na stanowisku ministra kultury. Dobrze sa takze opisane jego zaslugi we wskrzeszeniu teatru staropolskiego. Mniej sie natomiast pamieta o Dejmku moraliscie. W cieniu politycznych spektakli pozostala nie tylko wspaniala Patna wedlug Lorda Jima, przypominajaca czlowiekowi o jego obowiazkach wobec innych w chwilach zagrozenia, ale takze Elektra Giraudoux i Sulkowski Zeromskiego, upominajace sie o kryteria etyczne w spojrzeniu na historie. W tym cieniu jest rowniez Wujaszek Wania, ze swoim przeslaniem, iz sukcesy jednych sa wspierane ofiara innych. Nieslusznemu przesunieciu na drugi plan ulegaja tez dokonania Dejmka w dziedzinie rezyserii operowej, mierzone takimi osiagnieciami jak Henryk VI na lowach, wysmakowany pod kazdym wzgledem Wolny strzelec Webera w Teatrze Wielkim w tejze Lodzi czy uszlachetnione Diably z Louden Pendereckiego w operze warszawskiej. Przed zapomnieniem nalezaloby takze uchronic tryptyk antyczny wystawiony w Teatrze Narodowym, zlozony z Agamemnona Ajchylosa, Elektry Eurypidesa i Zab Arystofanesa.
*
Gdybym mial szukac klucza do jakze zlozonej i niejednoznacznej postaci Kazimierza Dejmka, zaczalbym od jego fascynacji drewniana i ubozuchna szopka, z jaka chodzili wiejscy kolednicy, krecac nad nia papierowa gwiazda, podswietlana od srodka swieca. Jestem dziwnie przekonany, ze tam znalazlbym zrodlo tego, co w jego sztuce i w nim samym bylo najcenniejsze i co wzruszalo nawet jego przeciwnikow.
Andrzej Jozef Dabrowski
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |