[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (3 stycznia 2003)


JERZY GIZELLA

Szczuropolacy
w Warszawie

Nowy tom opowiadan Marka Nowakowskiego sklada sie z tekstow, ktore autor publikowal ostatnio na lamach Rzeczpospolitej i Gazety Polskiej. Tym razem znany prozaik probuje opisac nowa polska rzeczywistosc, czyli czyni to, czego mlodsi od niego koledzy z literackiego parnasu unikaja na ogol jak ognia. Jesli temat wspolczesny pojawia sie w prozie mlodych i najmlodszych - jest to na ogol sensacja i cos modnego, co sie natychmiast rozdmuchuje w prasie do rangi wydarzenia na skale swiatowa. Wojna polsko-ruska Maslowskiej czy Heroina Piatka sa tego najlepszym przykladem. Mozna to ujac w formule "im gorzej, tym lepiej" - bo ciekawiej dla sprawozdawcow dziennikarskich. Wiekszosc polskich prozaikow nasladuje oczywiscie tematyke i styl ksiazek zachodnich, bez rozrozniania, ze jest to jednak makulatura - dawniej mowilo sie - literatura bulwarowa. W Polsce niewiele bulwarow, za to bulwarowej pisaniny coraz wiecej. Do tej malo ambitnej produkcji wlaczaja sie coraz czesciej pisarze posadzani kiedys o wyzsze ambicje. Polska literatura nie zmierza w strone Gombrowicza - ciazy w strone Grocholi i Wisniewskich - kuchennego romansu i ckliwej, sentymentalnej pornografii. Nad tym upadkiem literatury biadaja i szeregowi krytycy, i noblisci. A ludzie "czytaja, az im sie uszy trzesa" - jakby powiedzial sam Czeslaw Milosz. Na tym tle apele uduchowionego poety Adama Zagajewskiego zaczynaja wygladac na jakis makabryczny zart - wszyscy z radoscia tarzaja sie w blocie i swinstwie, a on, biedak zarliwie chroni wysoki styl i dobry smak. Jakby zupelnie oslepl i ogluchl albo spadl z Ksiezyca (czyli cieplarni zwanej Zeszytami Literackimi).

Marek Nowakowski jest przede wszystkim moralista (jesli tego jeszcze ktos nie zauwazyl) i to, co sie dzieje w Polsce, budzi w nim pasje. Moze od razu warto odpowiedziec na zarzuty, jakie pojawia sie po jego najnowszej ksiazce - intelektualne rozterki zostawia on pieknoduchom i ludziom zyjacym w innym swiecie, zwanym tradycyjnymi wartosciami.

Ten najbardziej behawiorystyczny pisarz wspolczesny (ale nie jedyny - wystarczy przypomniec Kazimierza Orlosia) nie rzuca gromow, nie biada nad upadkiem obyczajow, jezyka czy religii. On to tylko rejestruje niczym chlodnym okiem kamery. Emocje pozostawia czytelnikowi.

Pytanie generalne - po co opisywac cos, co wszyscy widza golym okiem? Otoz to - i w tym ogniskuje sie zamiar pisarza - nie wszyscy. Bo pozornie wszedzie widac zmiany i szalona dynamike postepu. Ale jaki to jest rozwoj? Pokrzywiony, zdegenerowany i grozny. Chory. Falszywy. Polskie spoleczenstwo sklada sie z bandytow i ich ofiar, przy czym ofiary to tez czesto bandyci, ale slabsi i tacy, ktorzy nie maja sily przebicia, lutu szczescia, ktorym sie nie powiodlo. Przyznac trzeba, ze na taka jednostronna diagnoze niewielu pisarzy ma odwage. Bohaterami opowiadan Nowakowskiego sa "lysi faceci z wydatnymi brzuchami", w zle skrojonych garniturach. A u ich boku pojawiaja sie asystenci - ogolone do golej skory na glowie, wytatuowane, atletycznej budowy osilki o niskich czolach i zelaznych bicepsach. Zaden tam Kubus Fatalista i jego pan, nic z Don Kichota i Sancho Pansy, nawet dobrotliwego Szwejka i jego nadporucznika Lukása. Synonimem pierwszego typu bohatera jest najczesciej "pan Stanislaw" - imiona drugiego typu nie sa istotne, naleza bowiem do ludzi bez twarzy i bez cech indywidualnych.

Co wiemy o zbiorowym Panu Stanislawie (lub Panu Tadeuszu?). Najwazniejsza jego cecha jest to, ze ma pieniadze, robi "kase", wie, jak ja zrobic, o czym wiekszosc ludzi nie ma zielonego pojecia. Pan S. moze wiec wszystko i kazdego - kupic. Pozycza pieniadze w potrzebie, a potem egzekwuje naleznosci. Jezeli dluznik nie ma pieniedzy, zostanie pozbawiony w najlepszym przypadku mienia i pobity. Ale to tylko najlagodniejsze sytuacje. Trup sciele sie gesto w opowiadaniach, ludzie padaja kolo domow, na przejsciu dla pieszych, sa wyciagani z biura a nawet miedzynarodowego seminarium. Pan S. nie brudzi sobie nigdy rak, rzadko podnosi glos, od mokrej roboty ma asystentow. I to w zasadzie wszystko. Ruch uliczny gluszy huk wystrzalow.

Tytuly obrazkow sa szydercze - Pan Tadeusz, Ogrody , W samo poludnie, Kino akcji, Oda do mlodosci, wreszcie To, ale nie majace nic z lirycznej transcendencji. Lokal "Arizona", pub "Montana", osiedle "Pogoda dla" lub zwyczajnie "Floryda". Jak samochod, to "merc" z przydymionymi szybami, opel albo jeep cherokee. I obowiazkowo telefon komorkowy, ktory dzwoni jeszcze w kieszeni zakatowanego na smierc czlowieka. To nie Ameryka - to "Polska wlasnie". Jedynym pozytywnym bohaterem (feministki powinny byc podbudowane) okazuje sie dzielna staruszka, ktora w pelnym sterroryzowanych pasazerow autobusie daje odpor mlodemu wulgarnemu opryszkowi. O dziwo - wygrywa. Inni nie maja takiego szczescia. Policji - kiedy trzeba - po prostu nie ma. Nie ma sensu wzywac na ratunek. Na ogol policjanci sa po sluzbie. Bezsilni, bezradni, tchorzliwi stroze porzadku. Kroluje mafia, gangsterzy, egzekutorzy, ochroniarze, goryle. Bezwzgledni, silni, bez oporow i slepo wykonujacy polecenia szefow. Licho oplacani. Ale przy takim bezrobociu chetni zawsze sie znajda. Byc moze Warszawa jest pod tym wzgledem miejscem szczegolnym, bazarem, na ktorym sprzedaje i kupuje sie ludzi jak najpospolitszy towar. A jak sie naraza lub znudza, to sie ich po prostu "skasuje".

Mogloby sie wydawac, ze Rozlogi Jana Jozefa Szczepanskiego czy Drewniane mosty Kazimierza Orlosia to horror wystarczajacy do popadniecia w depresje i bezsennosc. Jednak to, czym raczy czytelnikow w swych opowiadaniach Nowakowski, bije wspomniane niesmiale i pisane jakby z zazenowaniem utwory na glowe. Jest to dawka pesymizmu, jakiej u tego ironicznego kronikarza polskiej rzeczywistosci jeszcze nie czytalismy. Prymitywizm, zanik wszelkich ludzkich uczuc czy odruchow jest przygnebiajacy i zniewalajacy. To cos nowego. Malkontenci beda wybrzydzac na jezyk, na slownictwo, na stereotypowe postacie. I beda mieli duzo racji we wszystkich zarzutach. Czy jednak opis zla powinien byc atrakcyjny, jak w Heroinie czy w niektorych powiesciach Redlinskiego?

Na pewno w Polsce ciagle nie brakuje zastepow ludzi uczciwych i odwaznych, ktorzy zyja jak Pan Bog przykazal. Moze tych ludzi widzial ostatnio Jan Nowak-Jezioranski, patrzac z duma i radoscia na odbudowana Starowke ze schodow Domu Literatury na Krakowskim Przedmiesciu? Markowi Nowakowskiemu sentymentalna mgielka nie zaslania wzroku. Kiedy na spotkaniach z czytelnikami pytano Gustawa Herlinga-Grudzinskiego, dlaczego stale opisuje zlo, a nie dobro, pisarz odpowiadal: "Przeraza mnie zlo, ktore nas otacza. Opisuje je, bo mam poczucie, ze jestesmy opanowani i oblezeni przez zlo w roznych postaciach". W zalewie wesolkowatego szczebiotania 30- i 40-latkow nalezy chronic tworcow idacych ciemna strona ulicy, tropiacych zlo i upadek elementarnego czlowieczenstwa. Jest ich naprawde niewielu - i stale sie wykruszaja.

---------------------

Marek Nowakowski, Opowiadania uliczne, Twoj Styl, Warszawa 2002, s. 200, cena 12 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol. porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail