MALGORZATA KOMOROWSKA
Muzykowanie w dawnym stylu
- z polskim rozmachem
Od czterech lat odbywa sie w Polsce niezwykly festiwal - festiwal bez konca, gdyz nowe programy koncertowe, wykonywane poczatkowo raz na dwa miesiace, a potem raz na miesiac, obecnie odbywaja sie co dwa tygodnie. Festiwal wystartowal w Poznaniu w przymierzu z Wroclawiem, ale stopniowo na trasie prezentacji jednego programu pojawily sie kolejne miasta: Zielona Gora, Torun, Warszawa, ostatnio Gdansk i Kalisz. Koncerty transmitowane przez radio przyciagaja liczna publicznosc. Festiwal zatacza coraz szerszy krag krajowy i miedzynarodowy. Organizatorzy nadali mu nazwe "Muzyka dawna - persona grata". Powodzenie i rozmach calego przedsiewziecia, odniesienie muzyki dawnej do alegorycznej osoby "milej, waznej i w towarzystwie pozadanej" (persona grata!) wlasnie w Polsce, moze wydac sie zaskakujace. Z Polska bowiem dzisiejszy swiat muzyczny kojarzy raczej wspolczesnych kompozytorow, kilku szerzej znanych jazzmanow, dyrygentow, pianistow, skrzypkow i spiewakow; czyli w sumie tego typu artystow, ktorych domena pozostaje tworczosc i wykonawstwo muzyki XIX i XX wieku.
Natomiast z silnych osrodkow uprawiania muzyki dawnej (wiazac z tym pojeciem muzyke epok sredniowiecza, renesansu i baroku) slyna takie kraje, jak Niemcy, Austria, Anglia, Holandia, Francja, od pewnego czasu Wlochy, a takze Japonia. Melomanom ze Stanow Zjednoczonych przypomne, iz najwybitniejszy przedstawiciel tej dziedziny muzycznego wykonawstwa, 58-letni dzis William Christie, ukonczywszy Harvard i Yale osiadl w Paryzu, gdzie kontynuowal rozpoczete w USA studia gry na klawesynie i zalozyl wspanialy zespol Les Arts Florissants, z ktorym on, rodowity nowojorczyk, odkrywa przed Francuzami arcydziela francuskiego baroku. Piekne przedstawienia oper Rameau i Lully'ego przywozil do Nowego Jorku. Po zaprezentowanej w 1994 roku w Academy of Music na Brooklynie Medei Charpentiera dlugo nie mozna sie bylo otrzasnac z wrazenia...
Tymczasem rowniez w Polsce fascynacja muzyka dawna ma juz dluga tradycje i nie sposob pisac o fenomenie festiwalu "Muzyka dawna - persona grata" bez zarysowania jego tla, czyli stopniowego rozszerzania sie srodowiska wykonawcow, odkrywania repertuaru i rosnacego zainteresowania publicznosci. Jesli siegnac naprawde wstecz, do czasu poszukiwania rekopismiennych zabytkow, wydawnictwa i koncerty zaczely sie w latach 30. ub. wieku, w okresie II Rzeczpospolitej. Po wojnie, w ktorej przepadlo wiele bezcennych partytur, pierwszy bodaj na polu muzyki dawnej zaczal dzialac Stefan Sutkowski (oboista Filharmonii Narodowej), tworzac u progu lat 60. najpierw zespol instrumentalny Musicae Antiquae Collegium Varsoviense, a potem Warszawska Opere Kameralna (rozne formy swych przedstawien prezentowala nieraz w USA i w Kanadzie). W Bydgoszczy Stanislaw Galonski powolal instrumentalno-wokalna formacje Capella Bydgostiensis - i tam odbywal sie pierwszy polski festiwal muzyki dawnej. Pod egida dyrektora Polskiego Wydawnictwa Muzycznego Tadeusza Ochlewskiego powstal w Warszawie smyczkowy zespol kameralny Con moto ma cantabile. Nieco pozniej bracia Kazimierz i Leon Piwkowscy, fagocista i puzonista orkiestry filharmonicznej, utworzyli tu grupe Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses. W odroznieniu od poprzednikow postanowili grac na instrumentach odpowiadajacych muzyce przeszlych wiekow. Sami musieli je zrobic. Siegneli do rycin w historycznych traktatach. Warsztat stolarski urzadzono w kuchni mieszkania Kazimierza, ktory mial wyrozumiala zone: wymiatala wiory, a na koncertach pelnila role "perkusistki" i uderzala w maly dzwoneczek. W latach 70. zespol Piwkowskich objechal wiele renomowanych festiwali Europy.
Nastepnie zrodzil sie ciekawy festiwal muzyki dawnej w Starym Saczu - tam bowiem, w klasztorze Klarysek zostal swiezo odnaleziony pierwszy polski zapis muzyki dwuglosowej z XIII wieku Benedicamus Domine. Pojawila sie grupa Ars Nova zalozona przez wyksztalconego w Szwecji multiinstrumentaliste Jacka Urbaniaka. Zespol zyskal popularnosc, przebil sie na polski rynek plytowy, zaistnial w radiu i w telewizji. Urbaniak wyroznial sie wyjatkowo otwartym stosunkiem do rozmaitych zjawisk w kulturze: jego zespol uczestniczyl wiec w widowisku operowym, muzykowal z kurpiowska spiewaczka ludowa Apolonia Nowak, nagral koledy z Andrzejem Hiolskim. Z czasem zmienil sie w Orkiestre Zlotego Wieku, jako ze epoka odrodzenia i czasy Jagiellonow bywaja nazywane zlotym wiekiem kultury polskiej i muzyka, wciaz nie do konca rozpoznana, zajmowala w tej kulturze wazne miejsce. Totez dzieki Ars Nova poszerzyla sie wiedza o charakterze piesni, tancow i psalmow wykonywanych na dworach polskich krolow w Krakowie i Warszawie. Zespoly wczesniej wymieniane tez zreszta najchetniej zajmowaly sie muzyka polska.
Wielkie dziela Bacha i Händla rozbrzmiewaly jeszcze wtedy w filharmoniach z udzialem duzych orkiestr i monumentalnych chorow. Kiedy nawet siegaly po nie mlode zespoly kameralne, zwiastujace nowe tendencje, jak Polska Orkiestra Kameralna Jerzego Maksymiuka czy Concerto Avenna - zespol utworzony przez kontrabasiste Andrzeja Mysinskiego i wybitnego klawesyniste Wladyslawa Klosiewicza, ich innowacje polegaly na oryginalnych interpretacjach muzyki dawnej, nie zas na historycznym podejsciu do samej muzycznej materii. W koncu lat 80. ta sytuacja gwaltownie sie zmienila. Styl tzw. historycznego wykonawstwa, juz wczesniej uznawany na calym swiecie, dotarl do Polski. Stalo sie jasne, ze nieustajaca mode na Bacha nalezy obrocic w mode na Bacha brzmiacego tak, jak w czasach Bacha. Wymagalo to wiedzy i wyobrazni, a takze specjalnych umiejetnosci w zakresie dawnych technik gry i spiewu oraz znajomosci instrumentow z epoki. W sztuce wykonawczej nastapil przelom. To rzeczywiste odrodzenie muzyki dawnej wplywowy amerykanski muzykolog i krytyk muzyczny Richard Taruskin uznal za najwieksze wydarzenie w zyciu muzycznym kultury zachodniej w drugiej polowie XX wieku.
W Polsce swiadomosc tej sytuacji znalazla odbicie na sesji muzykologicznej urzadzonej w 1990 roku w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellonskim. Jej temat stanowily zmiany w stylach interpretacji muzyki dawnej. Padl tam pomysl zalozenia pisma poswieconego tej problematyce. Pierwszy jego numer, pod tytulem Canor, ukazal sie w 1991 roku w Toruniu. Zawiazalo sie Polskie Towarzystwo Muzyki Dawnej; jego prezesem zostal Jacek Urbaniak. Ruszyly coroczne festiwale PTMD - Festiwal Muzyki Dawnej na Zamku Krolewskim w Warszawie bedacy przegladem powstajacych i niknacych krajowych zespolow, Miedzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej w Krakowie i odrebny, miedzynarodowy festiwal w Jaroslawiu "Piesn naszych korzeni". Pasjonatka skrzypiec barokowych Agata Sapiecha powolala Akademie Muzyki Dawnej i co roku latem odbywa sie w palacu w Wilanowie kurs z koncertami, z udzialem znakomitych specjalistow w dziedzinie sztuk muzycznych baroku i tanca.
Na tej fali w 1993 roku w Poznaniu malzenstwo skrzypkow, Ewa i Aureliusz Golinscy, wraz z grupa przyjaciol zawiazali orkiestre Arte dei Suonatori, co tlumaczyc mozna jako "sztuke muzykantow" w znaczeniu "sztuki tych, co razem potrafia muzykowac". Ewa Golinska studiowala w klasie skrzypiec w poznanskiej Akademii Muzycznej, lecz nie znajdujac tam zrozumienia dla swej ciekawosci barokowego stylu i sposobow gry, zmienila studia na uniwersyteckie muzykologiczne. Taki los bywa udzialem wielu instrumentalistow zaprzedanych muzyce dawnej, i to nie tylko w Polsce. Swego czasu glosnym echem odbilo sie zwolnienie Williama Christie z Konserwatorium w Paryzu, gdzie wykladal 14 lat i przyciagal uczniow z calego swiata. Oburzeni studenci porownywali te decyzje wladz uczelni do niszczycielskiej sily rewolucji francuskiej, kiedy to na placu de Grave splonelo szescset klawesynow i zamiast nich zaczeto budowac gilotyny... Moze dlatego, ze odsuwani, traktowani niezbyt powaznie, trudni do wpasowania w szablonowe systemy ksztalcenia i organizacji zycia muzycznego wykonawcy muzyki dawnej wytworzyli tak silne wiezi srodowiskowe laczace ich ponad granicami panstw, roznicami jezykow i ras.
To poczucie wspolnotowej wiezi wykorzystal Cezary Zych, prawnik i filozof, ktory zostal redaktorem naczelnym pisma Canor, powolal jego miedzynarodowa Rade Programowa, nawiazal wspolprace z wydawanym w Oksfordzie kwartalnikiem Early Music, a jego kompetencje takie zyskaly uznanie, ze zostal czlonkiem komitetu redakcyjnego tego najslynniejszego na swiecie pisma poswieconego muzyce dawnej, swoistej Biblii calego tego ruchu. Zych doprowadzil tez do zalozenia w 1993 r. Fundacji Canor majacej cele wydawnicze, naukowo-badawcze i promocyjne, a w 1998 roku wymyslil festiwal o szczegolnej formule artystycznej i mocnych podstawach organizacyjnych, zostajac jego dyrektorem generalnym. Stalym elementem festiwalu uczynil orkiestre Arte dei Suonatori, z zasada ciaglych zmian w skladzie, zaleznym od zestawu instrumentow w konkretnych utworach. Na cykl prob i koncertow dolaczaja zatem do orkiestry pojedynczy muzycy z roznych miast w Polsce i z roznych krajow. Mozna to porownac do jamboree, z tym ze jazzowe jamboree ciagnie sie, bywa, przez noc do switu, a to z muzyka dawna trwa, jak dotad, cztery lata... Na lidera-dyrygenta-soliste okreslonego programu Zych zaprasza znanego muzyka ze swiata, oferujac: orkiestre podatna na indywidualne gusta interpretacyjne, spelnienie repertuarowych marzen nie zawsze mozliwych w panstwach do cna juz skomercjonalizowanych, sprawna obsluge formalnoprawna i finansowa przez powolana w tym celu Agencje Artystyczna Guido i... niewygorowane honoraria. Orientacja dyrekcji w obsadzie renomowanych europejskich festiwali, na rynku plyt i w programach radiowych zapewnia trafny dobor zapraszanych artystow. Caly ten system okazal sie szczesliwy.
Pierwszy koncert festiwalu "Muzyka dawna - persona grata" odbyl sie w listopadzie 1998 roku w poznanskim kosciele sw. Wojciecha z udzialem Brytyjczykow, flecistki Rachel Brown i wiolonczelisty Marka Caudle'a. Potem przyjezdzali wirtuozi baroku z Wloch, rozwazni Finowie, zywiolowi Czesi, ekspresyjni Hiszpanie, poruszajacy Niemcy. Polscy muzycy z Arte dei Suonatori byli ich pelnoprawnymi i coraz lepszymi partnerami. W kantatach Bacha i Händla blysnela mloda polska spiewaczka Anna Mikolajczyk. Sensacje stanowily recitale klawesynowe Davitta Moroneya z Wielkiej Brytanii. Francuz Martin Gester, klawesynista i dyrygent przybyl z calym swym zespolem Le Parlement de Musique i wlasnych muzykow polaczyl z Arte dei Suonatori. W programach pojawial sie Scarlatti, Purcell, Marais, Rameau, Frescobaldi, Pergolesi, Telemann (autor niebanalnej muzyki, doprawdy godzien zainteresowania nie tylko ze wzgledu na kilkuletni pobyt w Zarach, Pszczynie i Krakowie oraz na polskie inspiracje w niektorych utworach), oczywiscie Johann Sebastian Bach, ale takze jego syn Carl Philipp Emanuel Bach, otoczony uznaniem za zycia, a potem niesprawiedliwie zapomniany. Przy nich jednak dawano na afisze cala rzesze nazwisk, trudnych do identyfikacji nawet przez muzykologicznych szperaczy, jak Schmelzer i Kridel, Montéclair, Castello, Uccellini, de Nebra, Viviani, i inni, inni, inni... Ich muzyka nierzadko przejmowala, zastanawiala i stanowila prawdziwe odkrycie, uczac przy tym pokory wobec odmetu czasu, ktory pochlonal tyle muzycznego piekna. Wydarzeniem stalo sie wykonanie przez Finow 3,5 godziny trwajacego cyklu Sonat misteryjnych (zwanych tez rozancowymi) na skrzypce i basso continuo Heinricha Ignaza Franza von Bibera, Austriaka czeskiego pochodzenia dzialajacego w Salzburgu w II polowie XVII wieku.
Koncerty organizowano w roznych, odpowiadajacych takiej muzyce wnetrzach: w sali Hiszpanskiej poznanskiego Muzeum Narodowego wypelnionej obrazami malarzy baroku, w sali Renesansowej Ratusza, w kosciele oo. Franciszkanow na Gorze Przemyslawa. Pomagalo to w wytwarzaniu specyficznej atmosfery. Pisano w gazetach, ze niektore koncerty powinny byc opatrzone klauzula "obecnosc obowiazkowa" i ze takich koncertow jak Poznan nie ma zadne inne miasto na swiecie. We Wroclawiu z kolei festiwal zadomowil sie w takich miejscach, jak sala Wielka Ratusza, slynna barokowa Aula Leopoldina, Oratorium Marianum - Aula Muzyczna Uniwersytetu Wroclawskiego, kosciol Ewangelicki, Muzeum Architektury; w Toruniu goscil w sali Mieszczanskiej Ratusza Staromiejskiego i we Dworze Artusa, w Gdansku w Centrum sw. Jana, w Kaliszu w sali Recepcyjnej Ratusza. Festiwalowe koncerty od poczatku rejestrowalo i transmitowalo poznanskie Radio Merkury, a dzieki wspolpracy z Programem 2. Polskiego Radia zdarzaly sie rowniez transmisje do wielu krajow zrzeszonych w Europejskiej Unii Radiowej (EBU). Patronat medialny sprawowala Gazeta Wyborcza. W Polsce patronat medialny wplywowego dziennika czy tygodnika nad wybrana impreza kulturalna przyjmowany jest z mieszanymi uczuciami, bowiem w rezultacie takiej umowy trudno mowic o recenzjach; one po prostu musza byc pochlebne. Jednak w przypadku koncertow Arte dei Suonatori dziennikarze nie wpadali w przesade, a zapewnili festiwalowi niezbedna reklame.
Cykl roku 2001 poswiecono muzyce kompozytorow Wenecji z przewaga dziel Antonia Vivaldiego. Zabrzmialy jego koncerty lutniowe, wiolonczelowe i na flet prosty z rewelacyjnym solista, Szwedem Danem Laurinem. Z tym artysta orkiestra Arte dei Suonatori nagrala swa pierwsza plyte CD dla szwedzkiej firmy fonograficznej BIS. Doskonala (i sliczna+!) Brytyjka Rachel Podger, na co dzien koncertmistrzyni zespolu The English Concert Trevora Pinnocka, wykonala 12 koncertow skrzypcowych La Stravaganza Vivaldiego w przepieknym kosciele Wyzszego Seminarium Duchownego Diecezji Zielonogorsko-Gorzowskiej w Paradyzu. Plyta z tymi koncertami nagranymi dla firmy Chanel Classics ukaze sie lada tydzien. Publicznosc ucieszyl pelen cykl dwunastu koncertow skrzypcowych Il Cimento dell'Armonia e dell'Invenzione /Spor miedzy harmonia a inwencja/ w sklad ktorego wchodza popularne Cztery pory roku. Wprowadzono nawet elementy dyskretnej inscenizacji. Pelnym inwencji i wigoru prowadzacym solista byl tu Ryo Terakado, japonski skrzypek, ktory ksztalcil sie w Hadze, a potem w Paryzu wspolpracowal z Williamem Christie i byl koncertmistrzem w jego zespole Les Arts Florissants. Terakado nalezy do tych gosci festiwalu, ktorzy chetnie powracaja do Arte dei Suonatori i przygotowuja z polska orkiestra nowe programy. Nie tak dawno gral koncerty skrzypcowe Bacha, a w slynnym Koncercie d-moll na dwoje skrzypiec sekundowala mu Ewa Golinska.
Rok 2002 okazal sie przelomowy: "Persona grata" wkroczyla z festiwalowymi wydarzeniami do Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutoslawskiego w Warszawie. Az siedem koncertow mialo transmisje ogolnopolska w drugim programie PR. Kazdy niosl ekscytujace momenty, nawet jezeli nie kazdy dzwiek udawalo sie muzykom zagrac bezblednie. Bowiem, jak powiedzial w wywiadzie radiowym Ryo Terakado, "instrumenty barokowe utrudniaja perfekcje, ktorej oczekuje publicznosc rozpaskudzona doskonalymi plytami. Za to w zywych interpretacjach muzyki baroku moze cieszyc gra spontaniczna, naturalnosc i swoboda". Jednego wieczoru zaintrygowal ekspresyjny sopran Salomé Haller i fletowa wirtuozeria Alexisa Kossenki w muzyce Francuzow, podczas drugiego ze spiewu kanadyjskiego kontratenora Matthew White'a w psalmie Vivaldiego splynal uzdrawiajacy spokoj. Jeszcze innym razem wiolonczelista i dyrygent Hidemi Suzuki podraznil odmiennie, niz przywyklismy, granym Mozartem. Po doznaniach niemal mistycznych zdarzala sie goraczka "hard baroku".
Szef festiwalu Cezary Zych wyznaczyl sobie minione cztery lata na okres proby. Z pewnoscia moze byc zadowolony. Licznik festiwalu zarejestrowal 145 koncertow, 63 solistow i dyrygentow, 60 zmieniajacych sie muzykow w orkiestrze, 37 500 publicznosci i 369 wykonanych dziel. Organizatorzy zainteresowali festiwalem melomanow Polski i najwybitniejszych artystow z miedzynarodowego grona wykonawcow muzyki dawnej. Zdobyli sluchaczy. Zyskali sponsorow - pokrywaja 80% kosztow. Festiwal zaistnial na radiowej antenie polskiej i europejskiej. Orkiestra Arte dei Suonatori osiagnela wysoki poziom i nagrala plyty dla liczacych sie firm fonograficznych. Teraz Zych zapowiada zmiany: pragnie wejsc z festiwalem do Krakowa, urzadzac kilkudniowe serie tematyczne roznych koncertow w jednym miejscu. Poznan np. bylby odpowiedni dla muzyki skrzypcowej, Torun dla muzyki Händla (ze wzgledu na miejska wspolprace kulturalna z Getynga), Paradyz - dla debiutow mlodych wykonawcow. Maja tez byc niespodzianki. Mam nadzieje, ze jedna z nich bedzie projekt pieknego programu poswieconego muzyce polskiej, np. kompozytorow baroku - Jarzebskiego, Mielczewskiego, Zielenskiego, Gorczyckiego, albo utworom skrzypka Feliksa Janiewicza z przelomu XVIII i XIX w., ktory szmat czasu przezyl w Anglii. A jezeli festiwal nadal utrzyma swa podrozna ruchliwosc, moze pewnego dnia zawita do Nowego Jorku. Muzyka dawna - i polski rozmach! - nie znaja przeciez granic.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |