GRAZYNA DRABIK
Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)
Friedrich
von Schiller, Maria Stuart, w tlumaczeniu na szwedzki
Britta G. Hallqvista. Rezyseria: Ingmar Bergman, scenografia:
Göran Wassberg, kostiumy: Charles Koroly, oswietlenie:
Hans Akessen, muzyka: Daniel Börtz, choreografia: Donya
Feuer. Wykonawcy: Börje Ahlstedt (Lord Burleigh), Pernilla
August (Maria), Carl-Magnus Dellow (Davison), Julia Dufvenius
(Lady Gertrud), Nils Eklund (Aubespine), Lena Endre (Elisabet),
Erland Josephson (Melvil), Ingvar Kjellson (Lord Paulet),
Charlotta Larsson (Margaretha Kurl), Stefan Larsson (Mortimer),
Malena Laszlo (Lady Berta), Sofia Ledarp (Lady Rosamund),
Gunnel Lindblom (Hanna Kennedy), Per Myrberg (Lord Talbot),
Mikael Persbrandt (Lord Leicester), Tord Peterson (Burgoyn),
Lisa Werlinder (Lady Alix), Pierre Wilkner (O'Kelly). The
Royal Dramatic Theatre of Sweden. Przedstawienia 12-16 czerwca,
Brooklyn Academy of Music.
Coz to za wejscie! Przy dzwiekach fanfar, w powiewajacych szeroko szatach, w splendorze purpur i rozmachu wladzy. To widowisko wchodzenia, a nie po prostu przemieszczanie sie w przestrzeni. Elzbieta pojawia sie w centrum naszej uwagi, wylaniajac sie z ciemnosci, zjawiajac w blasku swiatel. Zanim cokolwiek powie, wiemy, ze weszla krolowa. Wiemy, ze kiedy sie odezwie, glos jej zabrzmi po krolewsku, zazada naszej pelnej uwagi i uwage te otrzyma.
Od pierwszego momentu, od wejscia na scene krolowej Elzbiety (Lena Endre) bierzemy udzial w czyms wyjatkowym, w wyjatkowej konfrontacji miedzy wyjatkowymi osobowosciami i w wyjatkowym przedstawieniu. Rytm spektaklu precyzyjnie wymierzony przez Ingmara Bergmana, kadencje poetyckich slow Schillera, elegancja stylizowanych gestow i sila aktorskiej gry wciagaja nas calkowicie, pochlaniaja z sila dosrodkowa, jakby w samo oko cyklonu.
Wiadomo przeciez z historii, jak cala rzecz sie konczy. Wiezienie i egzekucja krolowej Marii juz dawno zostaly przesadzone. Lecz Maria Stuart (Pernilla August) jest tak wspaniale zywa, tak z pasja walczaca o szanse wolnosci, o jeszcze jeden pocalunek czy milosne slowo, iz my takze razem z nia chcemy wierzyc, ze smierc nie jest jeszcze nieuchronna. Moze mozna zawiesic historyczna koniecznosc i pogodzic sprzeczne racje stanu. Kiedy topor spada, obcina nie tylko glowe Marii, lecz i nasze sympatie. Wynurzamy sie z glebin ponad dwoch godzin skupionej uwagi wyczerpani i jakby zdumieni naszym zaangazowaniem.
A rzecz jest przeciez, wydawaloby sie, przestarzala. Jestesmy swiadkami, jak dwie krolowe walcza o tron angielski, obie przekonane o slusznosci swych racji. Zwycieska Elisabet (zachowam tu pisownie szwedzkiej wersji ogladanej w BAM) otacza pompa wykwintnego dworu. Kraza wokol niej liczni dworzanie, usluzni doradcy, wyslannicy z dalekich krajow. Dworzanie klaniaja sie nisko, doradcy oferuja sprzeczne rady, poslowie obcych wladcow przynosza dary i propozycje malzenskie dla krolewskiej dziewicy. Wszyscy zabiegaja o jej wzgledy. Oprocz tych podrecznych tlumow jeszcze jedna osoba jest zawsze przy niej, nieco z boku, na skraju swiadomosci, ale zawsze obecna: Maria Stuart, od lat w wiezieniu, lecz nadal niebezpieczna.
Surowe szarosci otoczenia krolowej Marii, uwiezionej w zamku Fotheringhay, dramatycznie kontrastuja z czerwieniami i zlocistosciami palacu Westminster. Maria jest zazwyczaj sama, w obecnosci tylko swojej wiernej piastunki, nieustannie obserwowana przez straznika. Ale laczy ja nierozerwalnie z Elisabet ten sam fakt: rywalka pozostaje nieuchronnie w kregu jej swiadomosci. Kiedy akcja przesuwa sie do celi Marii, Elisabet siedzi nieruchomo gdzies z boku, milczacy swiadek, wykwit wyobrazni, nieustanna mysl.
Walka o wladze jest pelna pasji, bo nie tylko o krolewska wladze w tej walce chodzi. Konflikt polityczny splata sie z religijnym. Krolowe zabiegaja o wlasne dynastyczne interesy, ale takze o slusznosc szerszych spraw. Maria, wychowana we Francji, jest katoliczka; Elisabet reprezentuje moralna wyzszosc protestantyzmu. Konflikty spoleczne podmywa nurt rywalizacji erotycznej. Krolowe staraja sie o wzgledy tego samego mezczyzny. Z kolei Lord Leicester umiejetnie i zdradliwie stara sie wygrac na swoja korzysc atuty przystojnego samca, pozadanego przez obie kobiety.
Bergman wydobyl na plan pierwszy egzystencjalny wymiar konfliktu, podkreslajac tragiczna wymowe Schillerowskiego dramatu. Maria, uwieziona i skazana na smierc, pozostaje jakby bardziej wolna w swym sercu i niezalezna duchem. W kulminacyjnym momencie bezposredniej konfrontacji (poetycko wymyslonym przez Schillera) jej prosba o laske przemienia sie w obelge; wyrzuca Elisabet, iz jest bekartem i uzurpatorem. Przegrywa w nierownej grze o tron, a jednak odnosi tryumf nad rywalka, upokarzajac ja na oczach kochanego mezczyzny. Elizabet zas, choc zasiada tryumfalnie na tronie, coraz bardziej staje sie zniewolona koniecznoscia polityczna. Podpisujac werdykt smierci, ugina sie pod ciezarem watpliwosci i wyrzutow sumienia.
Poszczegolne elementy przedstawienia komponuja calosc tak integralna, ze zbliza sie do precyzyjnej konstrukcji muzycznego utworu. Poddajemy sie z przyjemnoscia przekonujacej wizji autora i rezysera. Budzi nasz podziw umiejetnosc Bergmana wydobycia subtelnych niuansow z gry aktorow. Wspaniala prostota scenografii Görana Wassberga uzupelnia sie idealnie z bogactwem kostiumow Charlesa Koroly'ego. Wielkie szare plaszczyzny komponuja dramatyczne tlo dla purpurowych szat Elisabet, przesadnie zielonych strojow francuskich delegatow, oszczednej sukni Marii Stuart. Wszystko wspolgra, wszystko wzajemnie sie poteguje. Wielkie jest tu aktorstwo, wielka rezyseria, wielkie przezycie.
A jednak smak wspanialego wieczoru byl dla mnie podszyty nuta goryczy. Przedstawienie gosci ze Szwecji bowiem dobitnie przypomnialo mi, jak ubogi i amatorski jest teatr, ktory ogladam na co dzien. W miescie, ktore chwali sie swym bogactwem i glosno trabi o tryumfach wielomilionowego "interesu rozrywki", ktore z duma wychwala sie, ze Broadway stanowi jeden z motorow ekonomii, nie mamy ani jednego zespolu, ani jednego teatru, ktory chocby w swych ambicjach artystycznych dorownywal przybyszom z polnocy Europy.
*
Iwan Turgieniew, Fortune's Fool, w adaptacji Mike'a
Poultona. Rezyseria: Arthur Penn, scenografia: John Arnone,
kostiumy: Jane Greenwood, oswietlenie: Brian Nason, dzwiek:
Brian Ronan. Wystepuja: Alan Bates (Vassily Semyonitch Kuzovkin),
Benedick Bates (Pavel Nikolaitch Yeletsky), Timothy Doyle
(Karpatchov, "Little Fish"), Enid Graham (Olga Petrovna),
Frank Langella (Flegont Alexandrovitch Tropatchov), George
Morfogen (Ivan Kuzmitch Ivanov), Edwin C. Owens (Nartzis Konstantinitch
Trembinsky), Lola Pashalinski (Praskovya Ivanova). Premiera
2 kwietnia, przedstawienia w The Music Box Theatre, 239 W.
45 St., przy Times Square do 21 lipca.
Na letnie upaly polecam lagodna ochlode, jaka przynosi beztroski smiech. Sympatycznie sentymentalna anegdota Turgieniewa o nie calkiem sielskim zyciu na prowincji XIX-wiecznej Rosji niespodziewanie zgrabnie wypadla w rezyserii Arthura Penna, ktory po wielu latach doswiadczen filmowych (rezyserowal m.in. Bonnie and Clyde, Little Big Man i Alice's Restaurant) powrocil do teatru.
Trzeba z gory powiedziec, ze malo tu smaczku rosyjskosci. Na scenie wprawdzie roi sie od unizonych sluzb i ludowych akcentow, ale w dekoracjach Johna Arnone'a jak i w grze zespolu wyczuwa sie raczej ciazenie ku bezpiecznie uporzadkowanemu zyciu amerykanskich przedmiesc, moze gdzies na Long Island czy w bogatszej czesci New Jersey, niz w wiejskiej posiadlosci wsrod brzozowych laskow i wzgorz na wschod od Moskwy. Dystans jednak, ktory nas bezpiecznie dzieli od tamtych czasow i miejsc, pozwala przygladac sie tym spokojniej rodzinnym nieporozumieniom, drobnym upokorzeniom, jakich doznaje zubozaly szlachcic i dwuznacznym zwyciestwom moralnym, jakie odnosi w koncu nad swoimi dreczycielami.
Milo ogladac radosc, jaka wyraznie odczuwa Alan Bates z igraszek na scenie. Kiedy czeka na przyjazd mlodozencow do posiadlosci, gdzie mieszka katem, oczekuje ich z widocznym niepokojem mieszanym z nadzieja. Kiedy upija sie szampanem, upija sie szybko i spektakularnie. Kiedy przyznaje sie do dawnej przygody milosnej, opowiada o niej z przekonujacym wzruszeniem. I kiedy godzi sie odejsc w sina dal dla dobra corki, czyni to z lagodna pogoda ducha. Z pewnoscia pomaga mu w tym fakt, ze dobrze zostaje na droge wyposazony przez ziecia, a jego rywal o sentymenty mlodej pary - zagrany z rozrzutna przesada przez komicznego Franka Langelle - zostaje odpowiednio ostro pouczony i przegnany na cztery wiatry.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |