JERZY R. KRZYZANOWSKI
Jak zrozumiec Rozewicza?
"Ta ksiazka - zastrzega sie w konkluzji swojej pracy Zbigniew Majchrowski, autor wydanej w serii ´A to Polska wlasnieª pracy o Tadeuszu Rozewiczu - opowiada jedynie o narodzinach poety: jak wyrasta z dziecinstwa i mlodosci, jak dojrzewa wraz ze swoim pokoleniem i jednoczesnie zdobywa odrebnosc, jak znajduje Mistrza i wybiera sobie tradycje, jak formuje swoja pisarska tozsamosc, wlasny styl. Dzieje tworczosci i dzieje lektury to juz osobne historie" (s. 245). A zatem to proba biografii, bez ambicji historycznych (tworczosc) czy analitycznych (lektura), ograniczona do danych rzeczowych, uzupelnianych przykladami i liczacego juz ponad czterdziesci lat i kilkadziesiat pozycji bibliograficznych dorobku jednego z najbardziej znanych poetow wspolczesnej literatury polskiej. Sprobujmy zatem i my podazyc tropem wskazanym przez autora, od prawie dziesieciu lat zajmujacego sie Rozewiczem i jego pisarstwem.
Zgodnie z zalozeniem ksiazke rozpoczyna szeroka panorama miejsc zwiazanych z najwczesniejszym, choc trwajacym lat przeszlo dwadziescia (1921-1945) okresem biografii pisarza. Trzy pierwsze rozdzialy, a zatem ok. jednej trzeciej pracy, zajmuja opisy Radomska i okolicy, szkoly, ulic, krajobrazow, dosc obficie uzupelniane informacjami o rodzicach i braciach, mimo ze "Rozewicza nie interesowala tez zbytnio historia wlasnego rodu" (s. 9) - oraz, jak zawsze w ksiazkach tej serii Wydawnictwa Dolnoslaskiego, bogato ilustrowane. Dopiero potem chronologicznie nastepuje rozdzial mowiacy o latach okupacji i udziale mlodego Rozewicza najpierw w konspiracji, a potem partyzantce Armii Krajowej, w ktorej zostal oskarzony "o propagandowa dywersje", a nastepnie "zmuszony opuscic oddzial" (s. 72). I tylko tyle, bez slowa wyjasnienia incydentu, ktory bez watpienia zawazyc musial na dalszych losach mlodego czlowieka do tego stopnia, ze jeszcze po trzydziestu pieciu latach napisze paszkwil na AK, sztuke Do piachu (1979), ktora wywolala oburzenie nie tylko srodowisk kombatanckich, ale szerokiej opinii publicznej. Pisalem o tym obszerniej niemal przed cwierc wiekiem w poprzedniku Przegladu Polskiego, Tygodniu Polskim (11-15 lipca 1979 r.). Dla Majchrowskiego natomiast krytyczna dyskusja o tej sztuce to "nasze male polskie pieklo", ktoremu przeciwstawia Rozewicza jako "goscia miedzynarodowych festiwali i kongresow poezji od Londynu (1971) po Meksyk (1981), gdzie spotyka sie ze swiatowa czolowka pisarzy od Wystana Hugha Audena po Allena Ginsberga " (s. 189). Zalowac tylko wypada, ze autor ksiazki nie wspomnial, iz w tym samym czasie pisarze pokolenia Rozewicza nie tylko jezdzili na poetyckie kongresy, ale organizowali Komitet Obrony Robotnikow, angazowali sie w dziesiatki akcji majacych odklamac historie, wydawali kwartalnik Zapis zamiast spotwarzac dumna przeszlosc. Mozna tez sie zastanowic, co mogli wiedziec o problemach Polski pod okupacja panowie Auden i Ginsberg... Na omowienie zarowno mlodzienczego incydentu w karierze Rozewicza, jak i jego sztuki, Majchrowski w sumie poswiecil bardzo niewiele miejsca.
Wyjasnienia postawy Rozewicza uwazny czytelnik moze sie bez wiekszego trudu domyslic, gdy o pare stronic dalej przeczyta, jak to zaraz po wojnie debiutujacy mlody poeta "o wyraznie lewicowych przekonaniach" (s. 104) "znalazl Mistrza" w osobie Juliana Przybosia, aktywnego czlonka Polskiej Partii Robotniczej od 1945 r., czlowieka jawnie manifestujacego swoje zaangazowanie po stronie komunistow. A juz w kwietniu 1945 r. Rozewicz napisal wiersz O malenstwie piosenka, reprodukowany na str. 86 z odrecznymi poprawkami Przybosia, a zakonczony wersem: tak sie trzesie zolnierz ogromny radziecki plowy lew (przedruk w tomie Czas ktory idzie, 1950). W pol roku pozniej Mistrz zachecal swego pupila: "Niech Pan pisze, niech Pan pisze obiema rekami" (s. 87). Po kilku latach krakowskie Echo Tygodnia przynioslo "na czolowym miejscu poemat Tadeusza Rozewicza o generale Swierczewskim pt. Gwiazda proletariatu (s. 134), (przedruk w tomie Piec poematow, 1950). To samo pismo drukowalo nastepnie fragment sztuki tegoz autora o Marianie Buczku pt. Beda sie bili (s. 134). Dowiadujemy sie takze, ze juz w 1947 r. Rozewicz zostal reporterem Trybuny Robotniczej (s. 91). W swietle tych rewelacji akowskie oskarzenie o "propagandowa dywersje" wydaje sie nieco jasniejsze. Trzeba oddac Majchrowskiemu sprawiedliwosc i zaznaczyc, ze caly ten fragment biografii pisarza zostal calkowicie pominiety w Slowniku Bibliograficznym Wspolczesni polscy pisarze i badacze literatury (t. VII, 2001).
"Rozewicz nigdy nie wstapil do zadnej organizacji masowej", pisze ostroznie autor (s. 222), starajac sie wykazac niemal swiadoma izolacje pisarza od zaangazowania politycznego, co bylo udzialem niemal kazdego z piszacych. Niemniej Rozewicz "chcial jakos doszlusowac", jak to okreslil Witold Wirpsza (Jacek Trznadel, Hanba domowa, 1986, s. 110). Glownie jednak w tym okresie wydawal sie zainteresowany tworzeniem wlasnego warsztatu poetyckiego, ktorego "rodzaj manifestu" oglosil w wierszu Rekwizyty i duch juz w kwietniu 1945 r., piszac m.in.: Poeta jako tworca rzeczy nowych jest nowatorem i rewolucjonista (s. 76), nie tyle w sensie politycznym, co artystycznym. Komentujac ten utwor Majchrowski zauwaza, ze "brzmi to jak telegraficzne streszczenie programu poetyckiego Tadeusza Peipera z jego Nowych ust (s. 79), istotnie bowiem Rozewicz wyraznie zdecydowal sie pojsc droga nakreslona juz wtedy przez awangardowych poetow lat dwudziestych. I drodze tej staral sie pozostac wierny.
Mimo ze - jak zastrzegl w poslowiu - nie pisze pracy krytycznej, Majchrowski stara sie pokrotce wyjasnic czytelnikowi nie zawsze zorientowanemu w problematyce teorii literatury, na czym polega nowatorstwo najpierw poezji, potem zas dramaturgii Rozewicza, tego, jak go nazwie "tworcy nowoczesnej liryki polskiej" (s. 106). Poezja, wedlug samego poety, "nie zawsze przybiera forme wiersza", a wowczas - dodaje krytyk - "gniezdzi sie w milczeniu albo zyje w poecie pozbawiona formy i tresci" (s. 219). Dla informacji czytelnika, ktory zastanawiac sie moze, co znaczy poezja bez formy i tresci, Majchrowski przedrukowuje w charakterze przykladu wiersz Rozewicz Biale groszki z tomu Rozmowa z ksieciem (1960):
20 sierpnia wyszla z domu
i nie powrocila
osiemdziesiecioletnia staruszka
chora na zanik pamieci
ubrana w granatowa sukienke
w biale groszki
ktokolwiek wiedzialby
o losie zaginionej
proszony jest
"Jestesmy tu - komentuje krytyk - swiadkami naocznej przemiany surowej materii komunikatu w liryczna materie wiersza. A przeciez poeta nic nie dopisal poza tytulem, przeciwnie - ujal" (s. 215-216). W braku innych dowodow nalezy chyba wierzyc komentatorowi na slowo, ze to poezja, dla przecietnego jednak czytelnika ten sam tekst, bez rozbicia na pojedyncze linijki i z dodaniem koniecznych znakow przestankowych niczym sie nie rozni od "materii komunikatu" poza tym, ze istotnie pozbawiony jest zakonczenia. Ale czy to stanowi o jego poetyckim charakterze?
Podobne pytania postawic mozna dramaturgii Rozewicza, o ktorej zreszta z ksiazki Majchrowskiego niewiele sie dowiadujemy. Omowienie pierwszej sztuki teatralnej, Kartoteki (1960), nazwanej przez krytyka "kanonicznym przykladem dramatu wspolczesnego" (s. 170) ograniczone jest do stwierdzenia, ze jest to "czesc narodowej wyobrazni, gdy pokoj, przez ktory przechodzi ulica, umieszczamy posrod teatralnych toposow" (s. 169). Wiec moze jednak warto zawierzyc Andrzejowi Kijowskiemu, jednemu z najwybitniejszych krytykow wspolczesnych, uczniowi Kazimierza Wyki, ktory sam entuzjazmowal sie tworczoscia Rozewicza, i jego rzekomo "zdumiewajaco niemadremu zapisowi" po premierze Kartoteki: "Nuda, rozklad, wulgarnosc, zla poezja, ani jednej mysli"? (s. 169-170). Bo poza ogolnikami czytelnik nie znajacy tworczosci Rozewicza moze sie z ksiazki Majchrowskiego nauczyc tyle tylko, ze obejrzy sobie cala galerie miedzynarodowych plakatow sztuke te reklamujacych po calym swiecie w awangardowych teatrach wielu stolic. Podobnie zreszta przedstawiaja sie relacje o sztukach tak szeroko reklamowanych, jak Swiadkowie, albo Nasza mala stabilizacja (1962), Stara kobieta wysiaduje (1968), Biale malzenstwo (1974) i innych. Dowiadujemy sie natomiast, ze liczne wyjazdy zagraniczne to "wyjazdy poety-laureata po odbior nagrod i honorow" (s. 233), za co jednak te nagrody i honory przyznawano - trudno sie nawet domyslic. Duzy, jak zwykle w tej serii, wybor kolorowych fotografii nie zastapi najkrotszego bodaj omowienia krytycznego czy chocby proby streszczenia wierszy i dramatow, przy czym i sam dobor ilustracji wzbudza niekiedy pewne watpliwosci - Rozewicz w Heidelbergu, Rozewicz w "mitycznej Italii", Rozewicz w Wenecji, we Florencji, nad Niagara, w Lizbonie, na Gorze Oliwnej, w Londynie... Czy przypadkiem nie za duzo tego snobistycznego epatowania zagranicznymi wojazami? I komu ma to dzisiaj imponowac? Mieszkancom Radomska?
Seria "A to Polska wlasnie" zaslynela wieloma znakomitymi pozycjami w dziedzinie literatury, ustalajac bardzo wysokie standardy krytyczne w pracach mistrzow tak wytrawnych, jak Henryk Markiewicz, Jacek Lukasiewicz i inni. Przykro to powiedziec, ale stosunkowo mlody gdanski krytyk pozostaje za nimi daleko w tyle. Slabosc jego ksiazki to przede wszystkim, mimo nielicznych prob, brak nalezytego umotywowania krytycznego, jakie pozwoliloby zrozumiec tworczosc i osobowosc Rozewicza. Ktos, kto nie czytal lub nie widzial na scenie jego utworow - a takich jest wiekszosc - moze albo uwierzyc autorowi, ze ma do czynienia z gigantem polskiej poezji wspolczesnej, ulubiencem miedzynarodowych przedstawicieli awangardy, albo... zastanowic sie przez chwile i powtorzyc za niewinnym dzieckiem z basni Andersena, ze krol jest nagi...
-----------------------
Zbigniew Majchrowski, Rozewicz, seria
"A to Polska wlasnie", Wydawnictwo Dolnoslaskie, Wroclaw 2002,
s. 253 plus kalendarium tworczosci, bibliografia, spis ilustracji,
indeks nazwisk; cena 21 dol. plus 8,25% NY tax i 6,50 dol.
porto w przypadku zamowienia z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |