DANUTA DERLINSKA-PAWLAK
Sola w oku
Kryzys spoleczny dekady lat 60. ubieglego stulecia nie bez powodu uczynil Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley centrum politycznych rozgrywek. Zaden inny osrodek akademicki w tym stanie nie mial tak scislych powiazan z rzadem ani tak duzego wplywu na finansowane przez wladze badania naukowe i program nauczania. Tereny uczelni staly sie wiec forum politycznych dyskusji i miejscem narodzin rozmaitych ruchow spolecznych, ktore z roznym skutkiem walczyly o swoje prawa.
Ruch Amerykanskich Indian powstal dopiero w 1968 r. i zaraz skierowal zadania pod adresem Biura ds. Indian o zwrot ziemi i przyznanie praw do samostanowienia. Rok pozniej demonstranci zajeli w zatoce San Francisco wyspe Alcatraz - do polowy lat 60. minionego wieku sluzaca jako wiezienie federalne - domagajac sie przyznania jej na wlasnosc. W proklamacji sformulowanej w sarkastycznym tonie argumentowali, ze wedlug standardow przyjetych przez bialego czlowieka wyspa Alcatraz jest odpowiednim miejscem na rezerwat indianski. Spelnia wszystkie wymagane warunki: jest odizolowana od udogodnien cywilizacji i pozbawiona koniecznych srodkow transportu; jak w wiekszosci rezerwatow brakuje biezacej wody i stosownych urzadzen kanalizacyjnych; nie rozwinal sie tu przemysl, wiec bezrobocie jest duze: kamienista ziemia nie rodzi plonow i nikt jeszcze nie zglosil praw do ewentualnych bogactw mineralnych; szkol i osrodkow sluzby zdrowia tez nie ma. Poza tym mieszkancy tej wyspy zawsze byli uwiezieni i calkowicie zalezni od innych, czyli i ten warunek jest zachowany.
"Co wiecej - glosil manifest - statki z calego swiata przekraczajac Zlote Wrota San Francisco najpierw zobacza ziemie Indian, co bedzie przypomnieniem prawdziwej historii tego narodu.Ta mala wyspa stanie sie symbolem wielkiej ziemi zarzadzanej kiedys przez wolnych i wielkodusznych Indian". W ten sposob demonstranci nawiazywali do wydarzen sprzed trzystu lat, gdy Europejczycy zajeli wyspe Manhattan.
Jak bylo do przewidzenia, zadania Indian zostaly zignorowane. Ostatni demonstranci opuscili Alcatraz pod eskorta wojska po blisko dwudziestu miesiacach okupacji. Natomiast sam incydent przeszedl do historii jako przejaw frustracji mlodej generacji amerykanskich Indian.
*
Rezerwaty w Kalifornii nie byly nowa metoda ujarzmiania rdzennej ludnosci. Juz w XVII wieku probowali tych metod angielscy kolonisci w innych regionach kraju. Potem ich prototypy powstaly we wczesnym okresie istnienia Stanow Zjednoczonych. Zasada bylo przesiedlanie Indian na odlegle tereny bez szczegolowego okreslenia granic. Nikt wowczas nie kwestionowal ich prawa do wlasnosci ziemi w rezerwatach.
W Kalifornii sytuacja byla bardzo nietypowa. Gwaltowny naplyw w krotkim okresie "goraczki zlota" tysiecy bialych osadnikow spowodowal w polnocnej czesci stanu calkowite zdominowanie przez nich rdzennej ludnosci. Rzad federalny probowal chronic tubylcow i wystapil z propozycja utworzenia rezerwatow. Mialy one objac ok. 25 tys. osob, czyli mniej wiecej 1/5 owczesnej populacji tutejszych Indian. Rzad zgodzil sie oddac do ich wylacznego uzytku obszar trzech milionow hektarow ziemi, podzielonych na osiemnascie dzialek zlokalizowanych w centrum stanu. Proponowal tez przydzial bydla, odziezy i narzedzi rolniczych. W zamian Indianie musieli zrzec sie dotychczasowej wlasnosci i uznac jurysdykcje Stanow Zjednoczonych. Jednak na skutek presji senatorow z Kalifornii, Kongres nie zatwierdzil tych traktatow. Zamiar utworzenia rezerwatow na ziemiach o duzym potencjale gospodarczym i zasobnych w surowce mineralne wywolal ostry, i jak sie okazalo, skuteczny sprzeciw. Indianie, ktorzy podpisali traktaty, zostali z niczym.
Innym rozwiazaniem bylo utworzenie rezerwatow na wzor systemu hiszpanskich misji katolickich, tyle ze administrowanych przez wojsko. Pomyslodawca tego projektu wyszedl z zalozenia, ze skoro Hiszpanie i Meksykanie nie szanowali praw Indian do ziemi, Stany Zjednoczone nie powinny stwarzac precedensu i tej polityki zmieniac. Oznaczalo to skupienie Indian na wyznaczonych obszarach ziemi panstwowej.
Tylko w 1853 r. rzad wyasygnowal cwierc miliona dolarow na koszty rozwoju pieciu rezerwatow. Pare lat pozniej powstaly dodatkowo dwie farmy zorganizowane wedlug podobnych zasad. Prawdopodobnie tym systemem w okresie szczytowego rozwoju objeto ok. 10 tys. Indian.
Szanse na sukces byly niewielkie. Indian rozlokowano wbrew ich woli i zgromadzono ludzi z roznych grup plemiennych na stosunkowo malych obszarach. W najlepszym przypadku mowili roznymi jezykami i nie rozumieli sie nawzajem, w najgorszym - byli zacieklymi wrogami.
Juz na poczatku lat 60. XIX stulecia te "humanitarne instytucje" zaczely podupadac i w okresie dekady niewiele z nich zostalo. Malwersacje finansowe i oszustwa doprowadzily je do ruiny. Pieniadze przeznaczane na rezerwaty trafialy do prywatnych kieszeni, a pracownicy administracji wyzyskiwali Indian do wlasnych potrzeb. Szerzyla sie korupcja. Zywnosc przydzielana dla tubylcow sprzedawano bialym, zas Indian zachecano do uzupelniania zapasow zywnosci tradycyjna metoda - zbierania jagod, zoledzi, polowania na drobna zwierzyne. Byli glodni i zyli w nedzy. W sytuacjach kryzysowych interwencje wojska ograniczala niezgodnosc pomiedzy prawem federalnym a stanowym. Pomoc wladz federalnych utrudniala odleglosc - najczesciej przychodzila za pozno albo wcale. Dziennik San Francisco Alta California, najwiekszy entuzjasta systemu rezerwatow, w 1868 r. pisal: "...po blisko siedemnastu latach i wydaniu dwoch milionow dolarow, o ile nam wiadomo, rezerwaty nie nauczyly jednego czerwonoskorego zycia wedlug cywilizowanych zwyczajow".
Za prezydentury generala Ulyssesa S. Granta wprowadzono tzw. polityke kwakrow. Polegala ona miedzy innymi na zastapieniu w rezerwatach agentow wojskowych osobami wyznaczonymi przez episkopat Kosciola metodystow. Ale po kilku latach pomysl okazal sie kolejnym nieporozumieniem. Nieuczciwosc, brak kwalifikacji i w tym przypadku rowniez naiwnosc - doprowadzily do kolejnej kleski. Domagano sie przywrocenia personelu wojskowego i przeniesienia Biura ds. Indian z departamentu spraw wewnetrznych do departamentu wojny. "Do czasu, az ich ucywilizujemy, a nie wiadomo, czy w rozumieniu naszej cywilizacji kiedykolwiek to nastapi, zaufanie jakiemukolwiek innemu departamentowi jest absurdalne - komentowal w 1873 r. periodyk San Francisco Alta California.
*
A jak reagowali na rezerwaty amerykanscy osadnicy? Protestowala tylko nieliczna grupa farmerow, ktorych gospodarstwa prosperowaly dzieki pracy Indian i chcieli ich miec pod reka. Natomiast zdecydowana wiekszosc bialych nie miala nic przeciwko istnieniu rezerwatow, byle daleko od granic ich posiadlosci.
Od samego poczatku Indianie byli sola w oku przybyszow. Biali Amerykanie zachowywali sie w Kalifornii tak, jakby ich przezycie zalezalo od wytepienia Indian - polnagich, biednych ludzi nie majacych w sobie nic z charyzmatycznych indianskich jezdzcow. Ludzi, ktorzy od wiekow przywykli do zycia w symbiozie z przyroda, z daleka od problemow cywilizacji i unikali przelewu krwi. Byc moze przyczyny agresywnej postawy bialych braly sie stad, ze Kalifornia byla wtedy dzikim odludziem i wyimaginowane zagrozenie ze strony tamtejszych mieszkancow bylo takie samo, jak rzeczywiste ze strony przyrody. Tak przynajmniej probuja tlumaczyc to zjawisko niektorzy wspolczesni historycy. W kazdym razie, jakiekolwiek byly ku temu powody, powszechne stereotypy okreslaly Indian jako okrutnych barbarzyncow, ktorym nie naleza sie zadne prawa i szacunek. Stali na drodze do postepu i w taki czy inny sposob nalezalo ich usunac.
W rozumieniu bialych rezerwaty, jako jedna z mozliwosci rozwiazania problemu tubylcow, mialy byc rodzajem obozow pracy, gdzie nalezalo wszystkich zgromadzic i trzymac pod kontrola.Tymczasem objely one swoim zasiegiem tylko niewielki procent ludzi, i to na krotko. Niedozywieni Indianie uciekali i napadali na okoliczne farmy. Kradli wszystko, co wpadlo im w rece. W rewanzu, i nie tylko, biali atakowali rezerwaty. Akcje sabotazu - niszczenie zapasow zywnosci, zabojstwa - tlumaczono obawa przed ewentualna agresja tubylcow. Naprawde zas chodzilo o to, aby im zycie utrudnic i stamtad przepedzic. Sasiedztwo rezerwatow stalo sie uciazliwe. Poza tym farmerzy doszli do wniosku, ze obozy zajmuja zbyt zyzne ziemie, ktore oni sami mogliby wykorzystac z lepszym pozytkiem.
System rezerwatow byl wygodnym pretekstem do urzadzania lapanek na Indian. Co wiecej: osadnicy uwazali, ze tym sposobem realizuja polityke rzadu. Oczywiscie nie za darmo. Wystarczy przejrzec wycinki prasowe z tamtego okresu, majace dzis wartosc dokumentu historycznego, aby dojsc do wniosku, ze owczesne ochotnicze oddzialy prywatnej milicji to byly przede wszystkim grupy zacietrzewionych bialych osadnikow szukajacych odwetu. W ich przekonaniu kazdy czerwonoskory ponosil odpowiedzialnosc za przestepstwa swoich pobratymcow. Bialych laczyla we wspolnote nienawisc do Indian.
Zwykle otaczano wioski noca i atakowano o swicie. Napastnicy strzelali do wszystkich, nawet dzieci. Tych, co przezyli, pedzili sila do rezerwatow, zrownujac uprzednio ich wioski z ziemia. Czlonkowie ochotniczych oddzialow milicji, ktorzy brali udzial w tzw. akcjach tlumienia wrogosci Indian, mogli wystapic do wladz stanowych o zwrot kosztow. W latach 1851 i 1852 wyplacono w sumie okolo miliona dolarow, zas piec lat pozniej rozpisano obligacje wartosci 400 tys. dolarow na zaspokojenie tych roszczen. Rzad federalny poza kosztami uznanymi za wygorowane zwrocil te sumy do skarbca stanowego. Akcje prywatnej milicji byly wiec legalne i publicznie subwencjonowane przez wladze - od samorzadowych poprzez stanowe do federalnych.
Skalpowanie, z reguly przypisywane barbarzynskim zwyczajom Indian, bylo w Kalifornii praktykowane przez bialych. Wladze miejskie Shasta, w polnocnej czesci stanu, w 1855 r. placily piec dolarow za indianska glowe. W niektorych okregach administracyjnych tworzono specjalne fundusze zbierajac publiczne skladki na wyplate wynagrodzen. Dziennik Marysville Appeal z 1862 r. opisuje napad oddzialu kapitana Gooda na grupe Indian, skutkiem ktorego siedemnastu tubylcow zostalo zamordowanych i oskalpowanych. Skalpy indianskie na masztach w okregach administracyjnych Shasta i Trynity nie byly niczym nadzwyczajnym.
O ile rezerwaty, przynajmniej teoretycznie, zapewnialy Indianom ochrone, to poza ich zasiegiem w ogole jej nie bylo. Rzad tracil wplyw na rozwoj wypadkow, a zwolennikow kompromisowych rozwiazan bylo niewielu. Krytycy eksterminacji protestowali nie tyle przeciwko samemu procesowi wyniszczania, co jego metodom. Jednakze wobec presji zdecydowanej wiekszosci bialych zadajacych usuniecia rdzennej ludnosci wladze federalne byly bezsilne i najczesciej pozostawialy rozwiazanie spraw samym sobie.
Indianie nie mieli szans w tej wojnie. Przewaga liczebna bialych juz w latach 50. XIX wieku byla nieporownywalna. Samoobrone ograniczal zakaz posiadania broni, ktory ograniczal tez skutecznosc polowan na zwierzyne. Indianie kradli i zabijali w rewanzu za postepowanie bialych. Za grabiez ziemi i utrate srodkow do zycia. Biali zas usprawiedliwiali swoje akcje zagrozeniem zycia i majatku. Krzewila sie wzajemna nienawisc, mnozyly walki, a to wykluczalo w praktyce mozliwosc pokojowych rozwiazan. "Indianie i spoleczenstwo ludzi hodujacych bydlo nie moga mieszkac w tym samym kraju" - glosil popularny slogan. Stan wojny w czasie pokoju trwal jeszcze bardzo dlugo.
Znajomy Polak, pracownik naukowy, ktory lata mlodzienczego buntu dawno ma za soba i zagrozenia ze strony Indian na pewno nie doswiadczyl, wyrazil sie w ten sposob: "Nalezalo wyrznac te indianska dzicz, bo przeciez nic innego nie mozna bylo z nimi zrobic". Cytuje jego wypowiedz, bo dodaje swoistej pikanterii opisywanym wydarzeniom. Okazuje sie, ze nienawisc do Indian znajduje do dzis pelne zrozumienie, i to w srodowisku wydawaloby sie zupelnie obojetnym na te emocje.
*
Restrykcje dotyczace wlasnosci ziemi, stosowane wobec Indian w poludniowej Kalifornii, zasadniczo zniknely w pierwszych latach XX wieku. Komisja rzadowa wykupila wowczas od prywatnych wlascicieli blisko 1400 hektarow na obszarach bylej filii misji katolickiej San Antonio de Pala oraz wlaczyla do rezerwatu 3 tys. hektarow gruntow panstwowych z przeznaczeniem na pastwiska. Polityka rzadu zmierzala do zrobienia z Indian rolnikow. Przydzial ziemi zasobnej w surowce i stworzenie tym samym pozarolniczych zrodel dochodu nie wchodzil w rachube. Stad, gdy kilka lat pozniej znaleziono tam krysztaly gorskie, tereny kopalniane po prostu wylaczono z rezerwatu.
Do nowego rezerwatu przeniesiono Indian z oddalonej o szescdziesiat kilometrow miejscowosci Warner's Hot Springs pod eskorta wojska. Ewakuacja objeto wszystkich, ktorzy przegrali w sadach procesy o prawa wlasnosci ziemi. Wydane w sprawie tych nieruchomosci precedensowe postanowienie Sadu Najwyzszego przeszlo do historii jako decyzja polityczna. Przesiedlencom pozwolono zabrac tylko to, co zdolali udzwignac na plecach, i zaladowac na drabiniaste wozy. Towarzyszyly temu dramatyczne sceny. Starsi ludzie uciekali w gory, broniac sie przed opuszczeniem ziemi przodkow. Niektorzy schronili sie w pobliskich miastach, innych przyjeto w sasiednich rezerwatach. Na miejsce przeznaczenia dotarla grupa blisko stu osob. Tutaj zaoferowano im najpierw namioty, a pozniej sprowadzono z Nowego Jorku jednoizbowe prefabrykowane domy - tymczasowe, liche konstrukcje bez jakiejkolwiek izolacji, niestosowne w klimacie poludniowej Kalifornii, szczegolnie w chlodnym okresie zimowym.
Nowym mieszkancom rzad federalny placil dwa dolary dziennie i dawal wyzywienie za prace przy budowie osiedla domow mieszkalnych oraz systemu nawadniajacego. Byl to jedyny rezerwat z wioska zlokalizowana w centrum, otoczona farmami i pastwiskami, co wplynelo na specyfike zagospodarowania terenow. Gdzie indziej stawiano domy od razu na wyznaczonych dzialkach rolnych. Dziesiec lat pozniej rzad przyznal Indianom wylaczny tytul wlasnosci ziemi w Pala.
W 1903 r. zwrocono tez Kosciolowi katolickiemu submisje San Antonio de Pala. Do dzisiaj sluzy mieszkancom rezerwatu jako kosciol parafialny. Ten niewielki, skromny obiekt, oddany do uzytku w 1816 r., powstal jako filia misji San Luis, Rey de Francia. Po sekularyzacji i przejeciu go w okresie amerykanskiej ekspansji przez osoby prywatne obiekt popadl w ruine. Bez wiekszej starannosci o zachowanie unikatowych malowidel sciennych odrestaurowano kaplice dopiero po wykupieniu jej z rak prywatnych wlascicieli. Chociaz malowidla udalo sie w czesci odtworzyc, niewiele zachowalo sie z oryginalnego wystroju wnetrza. Drewniany oltarz doszczetnie zniszczony przez korniki zastapiono granitowym. Za to konstrukcja budynkow pozostala w zasadzie nienaruszona.
W misyjnym muzeum zebrano pamiatki z zycia Indian: kosze, koronki, wyroby ceramiczne. Jest tez troche eksponatow z okresu misyjnego - sa przedmioty codziennego uzytku, dewocjonalia, polichromowane figury swietych.
Jezdzac po drogach rezerwatu nie mozna mowic ani o dostatku, ani o estetyce tego miejsca. Wszedzie dominuje przygnebiajace wrazenie biedy i zaniedbania. Nie ma tu okazalych domow ani nowoczesnych sklepow. Na tle pieknego malowniczego pejzazu stoja proste zabudowania. Przydomowe dzialki sa jednoczesnie magazynem rozmaitych przedmiotow gromadzonych nie wiadomo po co i komu potrzebnych. To cecha ludzi biednych, ktorym trudno rozstac sie ze swoja wlasnoscia. Widac wraki samochodow. Gdzieniegdzie stoja jeszcze szkielety pierwszych prefabrykowanych domow, relikty przeszlosci. Chociaz wiadomo, ze mieszkancom Pala zyje sie dzis lepiej, ze maja opieke spoleczna, sluzbe zdrowia, szkole, to niedostatek widoczny jest wszedzie. Jeszcze rok temu bezrobocie wynosilo tu okolo 40%.
A jednak fortuna kolem sie toczy. Konsekwentna w swoim czasie polityka rzadu, zmierzajaca do pozbawienia Indian w rezerwacie srodkow dochodu innych niz rolnicze, okazala sie w koncu nieskuteczna. Niedaleko skromnej misji katolickiej stanelo w ubieglym roku kasyno zaprojektowane wedlug najnowszych architektonicznych rozwiazan. Oczywiscie rokuje ono znacznie wieksze mozliwosci uzyskiwania dochodow anizeli znalezione tu kiedys krysztaly gorskie. Tak jak w przeszlosci hiszpanskie misje katolickie byly symbolem cywilizacji, tak wspolczesnie w rezerwatach zastepuja je kasyna. Ale o tym przy nastepnej okazji.
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |