PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (14 czerwca 2002)


Pierwsza Dama polskiego socjalizmu

Lidia Ciolkoszowa (1902-2002)

W wieku blisko stu lat (urodzila sie 24 czerwca) zmarla w Londynie dr Lidia Ciolkoszowa - ostatni czlonek przedwojennej Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej i honorowa tej partii przewodniczaca, jedna z najwybitniejszych Polek na emigracji politycznej w Londynie. Ostatnie lata zycia spedzila w domu opieki Maksymiliana Kolbego w Londynie, rozczarowana stanem odrodzonej PPS w Polsce.

Nazywana Pierwsza Dama polskiego socjalizmu, przez cale zycie, podobnie jak maz Adam (1901-1978), byla nieugieta przeciwniczka totalitaryzmu, obronczynia wolnosci politycznej, demokratycznego socjalizmu i niepodleglosci. Socjalizm byl dla niej idea wolnosciowa i demokratyczna spleciona z walka o niepodleglosc Polski i sprawiedliwosc spoleczna. Komunistow oskarzala o jej zawlaszczenie i wypaczenie.

Miala trzy wielkie milosci: jedna byl maz Adam Ciolkosz, druga Polska Partia Socjalistyczna, a trzecia robotnicy. Maz Adam byl poslem na Sejm Rzeczypospolitej, jednym z jedenastu dzialaczy centrolewu (ruchu socjalistow i ludowcow) wiezionych w twierdzy w Brzesciu (1930-1934) w ramach rozprawy Marszalka Pilsudskiego z polityczna opozycja. Feliks Gross napisal o nim, ze "nalezal do najmlodszej generacji tych utalentowanych przywodcow, ktorzy zlaczyli w jeden wspolny trzon dwie podstawowe tradycje, na ktorych PPS zostala zbudowana: powstanczo-rewolucyjna i parlamentarno-demokratyczna". Syn Ciolkoszow Andrzej, utalentowany tlumacz i swietnie zapowiadajacy sie krytyk literacki, ktory przelozyl na angielski Inny swiat Gustawa Herlinga-Grudzinskiego, odebral sobie zycie na emigracji w Londynie w wieku 22 lat.

Znajomi pamietaja Pania Lidie jako osobe ideowa, skromna, obdarzona ujmujacym usmiechem, talentem pisarskim, zdolnosciami organizacyjnymi i swietna mowczynie. Jej polityczne oceny byly zawsze ostre i trafne, a ona sama byla czlowiekiem prawym, nie angazujacym sie nigdy w zadne osobiste rozgrywki. Jej polityczne doswiadczenie i sad bardzo wysoko cenil premier i prezydent RP na uchodzstwie Kazimierz Sabbat oraz jego poprzednik Edward Raczynski. Rodzina Sabbatow byla dla niej rodzajem rodziny zastepczej. Przyjaznila sie z Gustawem Herlingiem-Grudzinskim, Feliksem Grossem, Janem Jozefem Lipskim, Boleslawem Sulikiem, prof. Krystyna Marek i jezuita ksiedzem Jerzym Mirewiczem. Zreszta na emigracji w Londynie znali ja wszyscy. Fizycznie niepozorna, ale obdarzona doskonalym glosem wycwiczonym na wiecach przemawiala bez mikrofonu.

Jej dom w dzielnicy Putney w Londynie byl domem otwartym, czesto odwiedzanym przez dzialaczy opozycji demokratycznej z Polski, historykow i mlodziez. Dla kazdego z osobna miala czas, kawe i herbatniki. Wraz z mezem starala sie dopomagac poprzez swoje kontakty w brytyjskiej Partii Pracy. Do malego pokoiku wypelnionego ksiazkami, ktory byl rownoczesnie jej sypialnia, salonem i warsztatem pracy, wchodzilo sie stromymi schodami, na ktorych zalatywalo wilgocia. W lecie przy otwartym oknie dobiegaly odglosy gry z pobliskich kortow tenisowych Balmuir Gardens. Byla chodzaca encyklopedia, ale nigdy nie gasila swego rozmowcy, jesli zadal niemadre pytanie. Gdy w czasie wywiadu z nia dla podziemnego pisma zadalem pytanie z gatunku "prawa reka do lewego ucha", chwile sie zastanowila po czym odparla, ze wpierw musi mi wyjasnic, skad sie wzieli komunisci w Polsce.

Pamietam ja jako osobe rzeczowa, pogodna i obdarzona poczuciem humoru. Urodzila sie w rodzinie zydowskiej w Tomaszowie Mazowieckim, ale za najblizsze sobie miasta uwazala Krakow i Tarnow. Pod koniec zycia przeszla na chrzescijanstwo. Zamierzala to zrobic jeszcze przed wojna, ale zniechecil ja do tego narastajacy antysemityzm. Nie chciala, by myslano, ze zmienia religie ze strachu. Jej maz czesto opowiadal swoja ulubiona anegdote o tym, jak w czasie strajku w Lodzi w latach 30. przyszla do niego delegacja robotnikow i - nie wiedzac, ze pani Lidia jest jego zona - zwrocila sie do niego z apelem, by wladze PPS nie przysylaly im "jakichs tam Zydow, lecz tylko towarzyszke Lidie".

Wskrzeszenie PPS na przelomie lat 80. i 90. przynioslo jej wpierw nadzieje, a pozniej rozczarowanie. Pod koniec 1990 roku pojechala do Warszawy na Kongres Zjednoczeniowy PPS. Byla to jej pierwsza i ostatnia wizyta w Polsce po wojnie. Ale juz w 1994 roku, kiedy PPS po smierci Jana Jozefa Lipskiego znow podzielila sie na trzy odlamy, wycofala "swoj udzial i poparcie dla istniejacych centralnych wladz PPS". Najbardziej zabolalo ja to, ze partia zdecydowala sie na wspolne listy wyborcze z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. "W calej swej dotychczasowej historii Polska Partia Socjalistyczna byla nieugietym przeciwnikiem totalitaryzmu z prawa i lewa, tak faszyzmu, jak i komunizmu. Pojscie na wspolprace z komunistami, zgoda na kandydowanie na wspolnych z nimi listach wyborczych stanowi sprzeniewierzenie sie calej tradycji i historii naszej partii. Tradycji, za ktora oddal zycie w PRL-owskim wiezieniu Kazimierz Puzak, za ktora meczeni byli przez komunistycznych oprawcow Ludwik Cohn, Jozef Dziegielewski czy Tadeusz Szturm de Sztrem" - napisala w oswiadczeniu.

Jej stosunek do komunistow byl zawsze bezkompromisowy. W wywiadzie, ktorego mi kiedys udzielila, opowiadala o brutalnym stlumieniu strajku w krakowskim Sempericie w polowie lat 30., ulicznych demonstracjach i organizowanej przez PPS akcji pomocy rodzinom: "Komitet pomocy, na czele ktorego stalam, rozeslal listy skladkowe po wszystkich fabrykach. Pieniadze naplywaly ze wszystkich stron. Do biblioteki Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, w ktorej pracowalam, zglosila sie delegacja MOPR-u (komunistycznej Miedzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom - przyp. A.S.) z propozycja wplaty na nasz fundusz szesciu tys. zlotych. Byla to bardzo duza suma. Powiedzialam, ze zwroce sie z tym do okregowego komitetu PPS, ale zalece im, by tych pieniedzy nie przyjmowac i mysle, ze taka bedzie uchwala, bo sa to pieniadze sowieckie. Wowczas oni odparli, ze przeciez mogliby ofiarowana sume podzielic i wpisac na listy po roznych zakladach jako datki indywidualne. Na co ja odpowiedzialam im: ´Naturalnie moglibyscie tak zrobic, ale tego nie zrobicie. Wy chcecie, zebysmy wzieli te pieniadze od MOPR-uª. Okregowy Komitet PPS przyjal moja rekomendacje i pieniedzy nie zaakceptowal".

Urodzona 24 czerwca 1902 roku studiowala polonistyke i historie na Uniwersytecie Jagiellonskim. Tam tez obronila prace doktorska "Idee spoleczne w tworczosci Stefana Zeromskiego". Przy boku meza kierowala akcja spoleczna i oswiatowa PPS, niosac pomoc dla matek i zon strajkujacych robotnikow, organizujac opieke nad dziecmi robotniczymi i sierotami. Byla czynna organizatorka i wychowawczynia Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego, wychowawczynia i organizatorka kolonii letnich oraz swietlic dla dzieci robotniczych. W czasie wojny zasiadala we wladzach Swiatpolu, pelniac w tej organizacji funkcje przewodniczacej komisji wydawniczej. Po wojnie byla zalozycielka Zjednoczenia Polek na Emigracji oraz przewodniczaca Swiatowego Zjazdu Polek.

Byla czlonkiem Rady Naczelnej PPS na Emigracji, wiceprzewodniczaca, a po smierci meza przewodniczaca Rady Naczelnej PPS (partia ta po 1956 roku miala na emigracji dwa odlamy laczone z nazwiskami Ciolkosza i Zaremby). Od 1976 roku kierowala pracami Instytutu Badania Zagadnien Krajowych przy Rzadzie RP na Uchodzstwie, prowadzac analizy sytuacji politycznej w Polsce. Wspolnym i najwazniejszym dzielem Adama i Lidii Ciolkoszow jest Zarys dziejow socjalizmu polskiego, praca wyrozniona nagrodami literackimi paryskiej Kultury, Stowarzyszenia Polskich Kombatantow w Londynie i nowojorskiej Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego.

90. urodziny w 1992 roku obchodzono w Ambasadzie RP w Londynie. Prezydent Lech Walesa napisal wowczas w liscie, ze Lidia Ciolkoszowa "jest symbolem postawy, ktora kaze wybrac wygnanie raczej niz godzenie sie na klamstwo, a na emigracji nakazuje trwac z mysla o kraju". Zaznaczyl, ze wyrazy uszanowania sklada "jako polski robotnik, dzialacz zwiazkowy i robotniczy prezydent". "To, co Lech Walesa napisal w liscie: robotnik, dzialacz zwiazkowy i prezydent robotniczy - to jest to, o co przeciez walczylismy - odpowiedziala Jubilatka. - Bede pamietala do smierci milosc i przywiazanie, jakimi otaczali nas oboje, mnie i meza, robotnicy tarnowscy i krakowscy".

W wywiadzie dla prasy podziemnej zapytalem ja, dlaczego komunistom nie udalo sie zdobyc robotnikow? Wskazala na to, ze komunisci byli postrzegani jako sowiecka agentura, a hasla PPS: niepodleglosci, demokracji parlamentarnej, socjalizmu wolnosciowego i demokratycznego byly wsrod robotnikow bardzo popularne. Nie miala watpliwosci, ze "tradycja PPS-owska, choc nie byla jedynym czynnikiem, odegrala powazna role w tym, ze rowniez w czasie komunistycznych rzadow po wojnie komunistom nie udalo sie zdobyc robotnikow polskich. Symbolem postawy robotnikow polskich jest Solidarnosc, z ktorej ideowymi zalozeniami PPS solidaryzuje sie calkowicie. Jako partia popieramy tez rozpoczety przez KOR ruch oporu".

Politycznej prozni po PPS nie udalo sie w wolnej Polsce wypelnic. Jest to jednym z powodow wykoslawienia polskiej sceny politycznej.

Andrzej Swidlicki

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail