[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (31 maja 2002)


DIANA POSKUTA-WLODEK

Teatralny Krakow
Zygmunta Nowakowskiego

Pod koniec zycia Zygmunt Nowakowski powaznie chorowal, stopniowo tracil wzrok. Mimo wytezonej pracy zyl w niedostatku, nie byl w stanie oplacac przedluzajacych sie pobytow w szpitalu. W 1962 r. poruszony jego losem Marian Hemar zorganizowal zbiorke pieniedzy pod haslem "Oblegorek dla Nowakowskiego". Rozsiani po swiecie rodacy spontanicznie odpowiedzieli na apel. Dobrze znali Nowakowskiego - swietnego pisarza i publicyste. Sprzed wojny pamietali jego blyskotliwe, przepelnione cietym dowcipem felietony w Ilustrowanym Kurierze Codziennym. Znali bezkompromisowe, zamieszczane na lamach tygodnika Wiadomosci Polskie, Polityczne i Literackie (pozniejsze londynskie Wiadomosci) Mieczyslawa Grydzewskiego, a potem publikowane i w innych pismach polonijnych artykuly potepiajace pojaltanski porzadek. Czytywali jego ksiazki, przez wiele lat sluchali jego audycji z cyklu "Wieczory pod debem" w Radiu Wolna Europa. Nowakowski, do chwili smierci w 1963 r. jeden z najpotezniejszych filarow londynskiej emigracji, nie mogl narzekac na brak uznania czy mala rzesze czytelnikow.

Mimo to nie czul sie szczesliwy. Tylko najblizsi przyjaciele wiedzieli, ze w czterech scianach wiecznie niedogrzanego londynskiego pokoju ustawial na meblach fotografie i albumy przestawiajace Krakow. Poruszajac sie miedzy biurkiem, biblioteczka a fotelem, wedrowal w wyobrazni Florianska, Szewska, Plantami. Fotografie ukochanego miasta byly jak dekoracje w intymnym teatrze wspomnien. Tak oto, u kresu drogi, stary czlowiek wracal do zrodel: do Krakowa i teatru.

*

Krakow dziecinstwa - to byla przede wszystkim ciasna uliczka Pedzichow, gdzie wychowal sie w rodzinie urzednika Blazeja Tempki i Heleny z Nowakowskich - nauczycielki, ktora byla jedna z pierwszych kobiet studiujacych na Uniwersytecie Jagiellonskim. Krakow mlodosci to byl UJ - gdzie studiowal polonistyke, i plac sw. Ducha, gdzie od najmlodszych lat ogladal niemal wszystkie przedstawienia Teatru Miejskiego. Samodzielne zycie zaczal wczesnie. W czasach gimnazjalnych, by po smierci ojca pomoc matce, utrzymywal sie z korepetycji. Pociagaly go literatura, teatr, polityka. Studiowal, dzialal w ruchu socjalistycznym, jednoczesnie ksztalcil sie w szkole dramatycznej Gabryelskiego, gdzie byl uczniem wielkich aktorow - Ireny Solskiej i Antoniego Siemaszki. Szczegolnie bogaty w wydarzenia okazal sie dla mlodego czlowieka rok 1910, kiedy zostal ukarany nagana Senatu UJ za udzial w buncie studentow, a w czasie wakacji zadebiutowal niewielka rolka w Teatrze Ludowym. W 1911 r. do Teatru im. Juliusza Slowackiego zaangazowal go sam Ludwik Solski. Odtad Zygmunt Tempka uzywal, jako nieodlacznego pseudonimu, nazwiska matki - Nowakowski. Nosil jeszcze wtedy przyslowiowa halabarde, ale zagral tez kilka wiekszych rol, m.in. Dziennikarza i Kube w Weselu. Nie przerwal studiow - dyplom otrzymal na rok przed wybuchem pierwszej wojny swiatowej. Literatura i teatr nadal zajmowaly w jego zyciu rownorzedne miejsce.

W sierpniu 1914 r. teatr krakowski na kilka tygodni zamieniono na koszary. Nowakowski - swiadek tych wydarzen - tak zapamietal te chwile: "Drzala ulica Szpitalna od miarowego tupotu zolnierskich obcasow. Szli, szli, szli. Kompania za kompania, pluton za plutonem. Doszli do placu sw. Ducha i tam padla komenda: Halt! Staneli pomeczeni, z bronia u nog. W minute pozniej powypisywali kreda na wszystkich drzwiach ogromnego teatru krakowskiego numery poszczegolnych plutonow. Rozeszli sie zolnierze po calym gmachu, wypelniajac go po brzegi wrzawa, piesnia i dymem papierosow. Nie minela godzina, a z balkonow i okien teatru zwieszaly sie we wdziecznych festonach koszule, onuce itd. nie mowiac juz o kalesonach. Bolesny to byl obraz".

Wkrotce autor tych slow, podobnie jak wielu krakowskich aktorow, porzucil scene dla sluzby w Legionach. Swoje przezycia wykorzystal pozniej w sztuce Galazka rozmarynu - przeboju teatrow miedzywojennych.

W 1918 r. Nowakowski wrocil do krakowskiego teatru. Wtedy dopiero, w wieku 27 lat, zaistnial w pelni jako aktor - zagral Konrada w Wyzwoleniu. Role przygotowal w ciagu osmiu dni i... odniosl wielki sukces. Stalo sie cos niezwyklego: aktorstwo i niedawna przeszlosc legionowa splotly sie w jedno. Recenzenci zwracali uwage na przekroczenie granicy miedzy prywatnoscia a postacia sceniczna. Karol Irzykowski pisal: "...obok wrazenia, jakie wywieral jako aktor, zaznaczalo sie jeszcze - dyskretnie, lecz niemniej silnie - wrazenie, ktore wywieral jako czlowiek". Rola Konrada byla poczatkiem znakomitej, utrzymujacej sie kilka lat, aktorskiej passy. Nowakowski inteligentnie i bez patosu zagral Poete w Weselu, Gustawa-Konrada w Dziadach, Hrabiego Henryka w Nie-Boskiej komedii, Don Fernanda w Ksieciu Niezlomnym... W repertuarze wspolczesnym byl raczej tradycjonalista. Gdy w 1921 r. Teofil Trzcinski zaproponowal mu role w sztuce Tumor Mozgowicz, bedacej debiutem Witkacego na scenach zawodowych, Nowakowski odmowil wystapienia "w glupim nonsensie".

Byl wowczas zajety czyms innym - jako pierwszy polski aktor otrzymal wlasnie uniwersytecki tytul naukowy. Odtad znajomi tytulowali go - jedni z szacunkiem, inni z lekka ironia - "Doktorem". Wkrotce wyjechal do Warszawy i Lodzi, by wrocic w roku 1926 i na trzy lata objac prestizowe kierownictwo Teatru im. Slowackiego. Wspominal: "Mile zlego poczatki - pewnego dnia zamianowano mnie dyrektorem pieknego teatru i bardzo sie ucieszylem. Zrobilem to, co zrobilby kazdy prawy Polak na moim miejscu. Poszedlem urznac sie z radosci. Bylem mlody. Trzydziesci piec lat. Troche mi uderzylo do glowy wino, a troche sama dyrekcja. Wszyscy tytulowali mnie dyrektorem, co powaznie zwiekszylo ilosc butelek. Pomyslec, ze dzisiaj za ten sam tytul zabijam bez pardonu".

Skad jeszcze po latach tyle emocji? Nowakowski do niczego - a juz w zadnym razie do teatru - nie podchodzil obojetnie. Jego krakowska dyrekcja byla co najmniej niebanalna. Scena, na ktorej odbyla sie legendarna prapremiera Wesela, na ktorej grali Solski, Kaminski, Wysocka, nie budzila w swiezo upieczonym dyrektorze paralizujacego leku. Dokonal zwrotu w programie artystycznym, rezygnujac z wizji "swiatyni sztuki" na rzecz wartosciowego repertuaru popularnego i widowiskowych inscenizacji. Kierowala nim troche przekora, troche nieprzeparta chec odbrazowienia szacownej sceny. W efekcie jego barwne, przepelnione basniowa atmosfera spektakle osiagaly najwieksze w miedzywojennym Krakowie sukcesy frekwencyjne. W Krakowiakach i Goralach na scenie umieszczono wielka krakowska skrzynie, z ktorej wyskakiwaly osoby dramatu. Tlo stanowil barwny kilim i wzorzyste wstegi, dekoracje stylizowane byly na drewniane zabawki z okolic Jaworowa, a kostiumy wygladaly jak z Sukiennic. Do tego dochodzily ogromne sloneczniki, drzewa jak wystrzyganki, biale gaski plywajace rzadkiem po stawie, spiewy i tance do muzyki Kurpinskiego. Krakowianie uwielbiali to przedstawienie. Rownie zachwycaly inne spektakle. W Kaukaskim kredowym kole Bertolda Brechta podobaly sie wschodnie kostiumy, w Balladynie - wystawionej w 1927 r. z okazji sprowadzenia szczatkow Slowackiego na Wawel - podziw budzily przepiekne dekoracje Zofii Stryjenskiej. Nowakowski staral sie popularyzowac takze trudniejsze utwory - Achilleis i Akropolis Wyspianskiego czy Fausta Goethego, nie stronil od dramatu wspolczesnego - jak Niespodzianka Rostworowskiego czy Roza Zeromskiego.

Teatr Nowakowskiego byl atrakcyjny dla publicznosci. Jego przedstawienia cechowala zywiolowa, beztroska zabawa. Ucieczka od polityki, wielkiego repertuaru, bogoojczyznianych uniesien byla w tym okresie krakowskiej sceny wyrazna jak nigdy w dwudziestoleciu. Zwienczeniem nieustajacego, teatralnego karnawalu byla pierwsza w Polsce inscenizacja Ksiezniczki Turandot Gozziego, porownywana do slynnej inscenizacji Wachtangowa. Pantomima, akrobatyka rodem z cyrku i komedii dell'arte, elementy groteski powodowaly, ze - jak pisal recenzent - "ton blazenski przenikal calosc". Szczyt ukontentowania ogarnial publicznosc, gdy umieszczone na palach sciete glowy zalotnikow przewracaly oczami i wysuwaly jezyki.

Jako dyrektor teatru Nowakowski nie nalezal ani do pokornych, ani do dyplomatow. Popadal w konflikty z wladzami miasta, autorami sztuk, nawet z wlasnym zespolem. Zarzucano mu uleganie wplywom aktorki Haliny Starskiej; jak twierdzil prezydent miasta Karol Rolle - "obsada glownych rol w Damie kameliowej przez Starska i Nowakowskiego wywolala wsrod publicznosci niesmak i glosne smiechy na widowni". Zwalnial zasluzonych dla teatru ludzi, m.in. rezysera Mariana Jednowskiego i kierownika literackiego Tadeusza Swiatka, redaktora cenionego pisma Listy z Teatru. Gdy Jozef Lejtes zatrudnil krakowskich aktorow w superprodukcji filmowej Huragan, Nowakowski wyrzucil wschodzaca gwiazde, Zbyszka Sawana, a teatralnej tablicy wywiesil ogloszenie: "Zabrania sie aktorom grac w filmie Huragan". Nie przynioslo mu to popularnosci. Gwozdziem do dyrektorskiej trumny okazal sie skandal wokol konkursu dramatycznego ogloszonego pod patronatem prezydium miasta Krakowa. Byly awantury prasowe, pomowienia o manipulacje wynikami, a nawet niesluszne oskarzenia czlonkow konkursowej komisji o branie lapowek. Zniechecony i rozgoryczony, Nowakowski wyjechal przed koncem kadencji. Wkrotce potem pisal: "...zazwyczaj koluje bocznymi ulicami, czasem nadrabiam kilometr, byle tylko nie przejsc kolo teatru!". Rezyserowal jeszcze tylko kilka razy, zajal sie niemal wylacznie praca literacka. Po wojnie zrealizowal w Londynie kilka przedstawien, ale juz nigdy nie wrocil na scenie do dawnego rozmachu.

Na emigracji sentyment i nostalgia zwyciezyly. Nikt tak cieplo ani tak serdecznie nie pisal o Teatrze im. Juliusza Slowackiego, o echu, ktore krazy nad placem sw. Ducha, o aktorach, statystach, o niezwyklej magii krakowskiej sceny. Krakow i teatr przeniknely do jego pisarstwa. Nowakowski zdawal sobie z tego sprawe. Juz w latach trzydziestych zwierzal sie w ksiazce Geografia serdeczna: "Powiedzial o mnie jakis niewinny pochlebca, ze patrze na zycie jak czlowiek teatru. Widze w nim akcje, intryge, role, dekoracje, swiatlo. Podobno przede wszystkim widze publicznosc". I byla to szczera prawda.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail