PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (31 maja 2002)


GRAZYNA DRABIK

Nowojorska
kronika kulturalna (teatr)

Paul Osborne, Morning's at Seven. Rezyseria: Daniel Sullivan, scenografia: John Lee Beatty, kostiumy: Jane Greenwood, oswietlenie: Brian MacDevitt, dzwiek: Scott Myers. Wykonawcy: Elizabeth Franz (Aaronetta Gibbs), Julie Hagerty (Myrtle Brown), Buck Henry (David Crampton), Piper Laurie (Esther Crampton). Christopher Lloyd (Carl Bolton), William Biff McGuire (Theodore Swanson), Estelle Parsons (Cora Swanson), Frances Sternhagen (Ida Bolton) oraz Stephen Tobolowsky (Homer Bolton). Premiera 21 kwietnia, przedstawienia do 28 lipca. Lyceum Theatre, 236 W. 45 St., przy Times Square.

Suzan-Lori Parks, Topdog/Underdog. Rezyseria: George C. Wolfe, scenografia: Riccardo Hernandez, kostiumy: Emilio Sosa, oswietlenie: Scott Zielinski, dzwiek: Dan Moses Schreier. Wystepuja: Mos Def (Booth) oraz Jeffrey Wright (Lincoln). Premiera 7 kwietnia, przedstawienia w Ambassador Theatre, 219 W. 49 St., przy Times Square.

Dwie sztuki ogladane w ostatnich tygodniach - obie na Broadwayu, obie szczycace sie juz licznymi nagrodami - zlozyly mi sie w sposob niezamierzony w rodzaj studium kontrastow dobitnie ilustrujacy sile i slabosci wspolczesnego teatru amerykanskiego. Z niewielka tylko przesada zastosowana tutaj dla podkreslenia efektu porownania mozna by rzec, ze pokazuja one, co Amerykanie potrafia zrobic najlepiej: dostarczyc widzom dobrej rozrywki; oraz co stanowi ich achillesowa piete: wszechobecnosc halasu gwaltu i przemocy zastepujaca przemyslenia i wzruszenie.

Oto jedno skrzydlo tego dyptyku: Paul Osborne maluje przed nami pastelowymi kolorami obraz utraconej niewinnosci. Dzieki wznowieniu jego bardzo popularnej kiedys sztuki Morning's at Seven znajdujemy sie raz jeszcze w niewielkim miasteczku, gdzies w szerokich przestworzach Srodkowego Zachodu w 1938 r. Miasteczko pozostaje anonimowe, lecz mogloby sie nazywac Kazde. Zycie toczy sie monotonnie, porzadek wydaje sie raz na zawsze ustalony, nadzieje sa niewielkie, lecz i kleski pozostaja niewielkie w wymiarach. Ludzie, ktorzy tu mieszkaja, z pewnoscia sa w zasadzie porzadni. Po ukonczeniu szkoly ida do pracy. Z pracy wracaja prosto do domu. Kiedy przychodzi czas na emeryture, lubia siedziec na ganku w sloneczku, wspominac dobre chwile z czasow mlodosci, cieszyc sie mlodoscia nastepnego pokolenia.

Scenografia Johna Lee Beatty'ego z czuloscia odtwarza sielski zakatek miasteczka, deseczka po deseczce, zdzblo trawy po zdzble. Dwa stare domy z drewnianej klepki. Dwa ganki naprzeciwko siebie. Drewniane schodki prowadza z gankow do wspolnego ogrodka. W ogrodku starannie przycieta trawa, troche kwiatow. Stare drzewo wspina sie wysoko ku niebu, troskliwie ocienia ganek. Ani razu nie wejdziemy ani do tego domu po prawej stronie ogrodka, gdzie mieszka starsza siostra Ida ze swym mezem Carlem Boltonem oraz synem Homerem, ani do tego z lewej strony, ktory dobroduszna Cora i poczciwy Thor Swanson dziela z najmlodsza siostra Aaronetta. Lecz dobrze mozemy sobie wyobrazic regularny rytm sniadan i obiadow, uplywajacych dni powszechnych i swiat, dorastajace dzieci...

Dobrze tez mozemy sobie wyobrazic, ze nie wszystko jest tak slodkie i skladne jak kwiatki, przystrzyzona trawa i krochmalone firanki w oknach chcialyby, by bylo. I rzeczywiscie, z rozmow na ganku i w ogrodku dowiadujemy sie, ze Homer, mimo iz ma juz 40 lat i wlasny dom, nadal woli mieszkac razem z rodzicami. Carl znany jest z glebokich kryzysow, kiedy zmaga sie z odwiecznymi pytaniami: "Kim jestem?", "Po co to wszystko?". Ucieka wtedy z domu czy raczej przed wlasnym rozczarowaniem i bezradnoscia. Trzy siostry lacza niewidzialne, lecz nierozerwalne nici wzajemnych zaleznosci, na dobre i na zle. Jest jeszcze czwarta, Esther, najstarsza z siostr i najmadrzejsza, ktora jednak choc mieszka nieopodal, rzadko odwiedza Ide, Core i Aaronette, bowiem jej maz, profesor David Crampton, nie uwaza ich za wlasciwe towarzystwo. To znaczy Esther nie bywa u nich, poki wreszcie nie zdecyduje, ze woli "niewlasciwe towarzystwo" siostr od wiecznej dezaprobaty pana meza.

Wielkim osiagnieciem Osborne'a jest to, ze jego wymyslony kwartet siostr szybko nabiera rumiencow zycia. Dramaturg zgrabnie krzyzuje dialogi siostr z dialogami par malzenskich, splata poszczegolne duety w trio, w coraz bardziej skomplikowana rodzinna symfonie. Dialogi brzmia staroswiecko, lecz prawdziwie, bowiem pod powierzchnia slodyczy czujemy podskorne cisnienie spiec. Konflikty punktuja rodzinne uklady, nie negujac jednak jeszcze glebszych nawarstwien wzajemnego szacunku i uczuc.

Osiagnieciem zas zespolu wysmienitych aktorow pod kierunkiem Daniela Sullivana jest z kolei to, iz potrafili uczynic z tej "sztuki z myszka" bardzo sympatyczny wieczor dobrej zabawy. Bawia nas polslowka i bon moty, ktorymi Osborne szafuje mistrzowsko. Bawi taniec nieporozumien i zderzen sprzecznych oczekiwan. Razem z siostrami czekamy z niecierpliwoscia na poznanie Myrtle, narzeczonej Homera od siedmiu lat, ktorej dotychczas nikt z rodziny jeszcze nie widzial. Denerwuje nas nieco, tak jak Core (moja ulubiona aktorka Estelle Parsons, ktora i tu wysmienicie sie sprawdza), wieczny beniaminek, kaprysna, umiejetnie wykorzystujaca starsze rodzenstwo Ida. Razem z bystra Esther (bardzo sympatyczna Piper Laurie) widzimy jasno wszystkie wady siostr i jeszcze wieksze slabosci ich mezow. Zauwazamy jednak nie po to, by uzyc jako broni przeciw nim, lecz by tym lepiej docenic ich pozytywne cechy. Wyroznilam tutaj dwa nazwiska, ale wlasciwie wszyscy aktorzy, szczegolnie kobiety, zasluguja na pochwale.

Warte podziwu sa takze kostiumy Jane Greenwood, ktora z pieczolowitoscia dorownujaca Beatty'emu odtwarza szczegoly materialnej kultury lat 1930. Siostry nosza wydawaloby sie te sama sukienke: obowiazkowo malowana w kwiaty, za kolana, z niewielkim dekoltem, na szyi maja korale. Lecz jednoczesnie kazda sukienka jest inna, w subtelny sposob zaznaczajaca indywidualny charakter kazdej z siostr. Najbardziej elegancka, ze swiadomym szykiem jest Esther, najmniej wyrozniajaca sie jest sukienka lagodnej Idy, najpogodniejsza Cory, nieco frywolna Aaronetty. Nic dziwnego, ze Morning's at Seven zebrala najwiecej nominacji do nagrody Tony: dla dwoch aktorek i dwoch aktorow, za scenografie, kostiumy, rezyserie oraz jako najlepsza wznowiona sztuka.

Oto teatr w swym najprostszym wydaniu. Wszystko jest tu troche prawdziwe i troche jak w bajce. Poddajemy sie czarowi nostalgii z ufnoscia, ze polprawdy skladaja sie na glebsza prawde: tworza delikatna parabole o nieuchronnym przemijaniu. Smiejemy sie na glos, nie cudzym kosztem, ale ze wspolnej zabawy. Rzec by mozna - smiejemy sie uczciwie, z wlasnej ochoty, by przypomniec sobie, ze tak wlasnie smakowac moze zycie: jak swiezo upieczony chleb, jak zareczyny, ktore wreszcie dojda do skutku, jak cztery pory zycia - pieknego, poki trwa. Bez pelnego happy endu, lecz i bez ostatecznej kleski.

*

Topdog/Underdog potencjalnie ma wszystkie dane, by dorownac Morning's at Seven w dramatycznej wymowie. Najnowsza sztuka Suzan-Lori Parks, mlodej jeszcze, lecz juz z solidnym dorobkiem pisarki, buduje pelna napiecia sytuacje mocno osadzona w dzisiejszych wielkomiejskich realiach. Dwaj bracia, Murzyni, o ironicznie znaczacych imionach Lincoln i Booth, skazani sa w swej samotnosci i nieudacznictwie na samych siebie. Dawno temu, jeszcze w dziecinstwie opuscili ich rodzice. Niedawno temu opuscily ich kobiety - Lincolna zona Cookie, Bootha jego dziewczyna Grace, z ktora bardzo chcialby sie pogodzic. Na straty spisalo ich spoleczenstwo. Mieszkaja razem w nedznym jednopokojowym mieszkaniu w ktoryms ze slumsow - Nowego Jorku? Chicago? Atlanty? Znaja kazda swoja slabosc, kazde ze swych mizernych polmarzen.

Starszy, Lincoln (imponujacy Jeffrey Wright), zostawil za soba zycie ulicznego zlodziejaszka i cwaniaka, mistrza gry w trzy karty. Stara sie teraz zarabiac uczciwie na ich obu, choc i zarobek, i uczciwosc wygladaja dosc mizernie. Pracuje w jakims wesolym miasteczku, wcielajac sie w role prezydenta Lincolna, w cylindrze na glowie i bialym makijazu na twarzy, do ktorego za oplata goscie moga sobie postrzelac. Przeszkadza mu w tym swiezo zreformowanym zyciu burbon, ktory wiernie mu towarzyszy po godzinach pracy; pije do utraty przytomnosci.

Booth, mlodszy z braci i calkiem zagubiony, marzy z kolei, by stac sie rownie dobrym graczem w trzy karty, jakim byl kiedys Lincoln, by namowic Lincolna do powrotu do ulicznych gier, by stworzyc niezwyciezona pare oszustow, by... Wlasnie. Wszystkie marzenia, na jakie go stac, wszystko, co moze sobie wyobrazic, sprowadza sie do automatycznego rewolweru, ktory zawsze trzyma przy sobie, i do pudelka tektury, na ktorym z uporem cwiczy: raz, dwa, trzy, dwie czarne, jedna czerwona, pokaz gdzie jest, raz, dwa, trzy... Jest w minimalizmie tych marzen i w uporze dazen do ich spelnienia okrutny patos, na ktorym Parks wydaje sie budowac parabole losu Murzynow w amerykanskim spoleczenstwie. Losu bez wyjscia, nawet bez srodkow do poszukiwania wyjscia z pulapki.

Sztuka zaczyna sie obiecujaco, smiesznie i jednoczesnie okrutnie, z salwami smiechu punktujacymi blyskotliwe wymiany zdan miedzy bracmi. Ich dialog toczy sie wartko, pelen jest drobnych, wzajemnych zlosliwostek i wzajemnych potwierdzen zazylej bliskosci. Przeplataja je rewelacje z przeszlosci, rzucane okruchami, z ktorych powoli skladamy sobie ich brutalnie obciazone biografie. Ciasno spleciony uscisk braci od poczatku sugeruje jeszcze jedna wersje dramatu Kaina i Abla.

Niestety, gdzies w polowie sztuka traci impet, zalamuje sie, jakby autorka nie byla pewna kierunku, jaki chce calosci nadac. Komedia ma to byc, mimo wszystko, czy gorzki w wymowie dramat spoleczny w naturalistycznym jezyku? Parabola o dwoch braciach? Czy powtorka z historii grana teraz jako parodia, gdzie raz jeszcze Booth zastrzeli Lincolna? Mos Def, znany jako artysta rapu, lecz bez doswiadczenia aktorskiego, nie potrafi dorownac jako partner wysmienitego Wrighta. Rezyseria George'a Wolfe'a poszla niestety w kierunku przesady i wodewilu, tak jakby glosny smiech byl tu wazniejszy niz gorycz sensu. Na koncu pozostaje przykry smak przyswiadczenia, raz jeszcze, nagiej przemocy, bezsensowi gwaltu, okrutnosci upokorzenia.

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail