PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (24 maja 2002)


STANISLAW M. JANKOWSKI

Zbyszek Okulicki, syn generala

W ostatnich dniach czerwca l944 roku bylo juz wiadomo, ze niemiecka 278 Dywizja Piechoty nie wpusci latwo do Ankony atakujacych Polakow z Drugiego Korpusu i zrobi wszystko, aby opoznic ich dojscie do nadal rozbudowywanych pozycji obronnych na linii Gotow. Zadowolony z terenu, dajacego dobre mozliwosci ukrycia sie przed bronia pancerna i lotnictwem, niemiecki general Hoppe sciagnal do obrony ostatnie odwody: grenadierow z 992. i 993. pulku oraz wlasowcow z 775. pulku i nawet, od czasu do czasu, decydowal sie kontratakowac. W ciezkich wiec walkach brygady 3. Dywizji Strzelcow Karpackich dochodzily do rzeki Musone, pod Osimo i Monte della Crescia.

Jednym z zolnierzy, ktorzy w tzw. poscigu adriatyckim wypychali Niemcow z "wloskiego buta", byl Zbigniew Okulicki, kapral podchorazy 1. Pulku Artylerii Lekkiej. Jego ojciec, general Leopold Okulicki, w tym samym czasie przygotowywal w Warszawie podjecie walk powstanczych.

Bardzo dobry podchorazy

"Inteligentny, energiczny, zawsze ochoczy do kazdej pracy - napisal o mlodym zolnierzu jego przelozony. - Sumienny i gorliwy w wykonywaniu swoich obowiazkow. Zdyscyplinowany. Bardzo dobry podchorazy".

Tej opinii, wystawionej przez pplk. Mozdzenia z 1. Pulku Artylerii Lekkiej, nikt dotad jeszcze nie ujawnil, bo i nikt nie podejmowal sie opowiedziec o Zbyszku Okulickim, jednym z kilkudziesieciu tysiecy zolnierzy Drugiego Korpusu Polskiego, zdecydowanych - jak w naszym hymnie narodowym - z ziemi wloskiej dojsc do Polski. Zawsze pozostawal w cieniu ojca - ostatniego komendanta glownego Armii Krajowej. W artykule w tygodniku Lad, przypominajacym o wysokim odznaczeniu amerykanskim The Legion of Merit dla dowodcow AK, najwiecej miejsca poswiecono kiedys - i slusznie - generalowi "Niedzwiadkowi", a kilka zdan jego synowi.

Musialo minac jeszcze sporo czasu, zeby w moich zbiorach pojawilo sie kilka fotografii rodzinnych. Najpierw zobaczylem matke Zbyszka, zone owczesnego kapitana Okulickiego. Pani Wladyslawa przyjechala do rodziny meza i usiadla do zbiorowej fotografii. Zdjecie prawdopodobnie wykonano w roku l928 w Bratucicach. Czteroletniego Zbyszka na nim nie ma, nie ma takze jego ojca, ksztalcacego sie wowczas w Warszawie, w Wyzszej Szkole Wojennej.

Uwielbiany przez rodzicow

Niewiele wiadomo o przedwojennych losach Zbyszka poza tym, ze "byl uwielbiany przez rodzicow i czynnie dzialal w harcerstwie". Stanislaw Okulicki (kapitan byl jego stryjem), wiele razy w czasie naszych spotkan w l994 roku opowiadal o Leopoldzie, ktory bywajac u swoich rodzicow najchetniej mowil na temat Zbyszka, jego sukcesow w nauce, kolejnych sprawnosci harcerskich i dokonan sportowych.

- Po wybuchu wojny - wspominal pan Stanislaw - stryj Leopold bronil Warszawy, a jego zona i ukochany syn wyruszyli na wojenna tulaczke, kierujac sie w strone granicy polsko-rumunskiej.

"Zbyszka poznalem w miejscowosci Calimanesti, bo tam wladze rumunskie kierowaly wyzszych oficerow lub ich rodziny po przekroczeniu granicy - napisal do mnie az z Kanady Adam J. Mercik. - Spotkalismy sie na zbiorce harcerskiej 1 pazdziernika l939 roku. Jestem wrecz pewien, ze byla to pierwsza zbiorka harcerska nie tylko w Rumunii, ale w ogole na uchodzstwie. Zaprzyjaznilismy sie pozniej na Cyprze (pazdziernik l940 - maj 1941 r.), gdzie starszy ode mnie o dwa lata Zbyszek byl w mojej druzynie. Przyjazn kontynuowalismy w szkole w Tel Awiwie.

Przepustki do matury

Polska Szkola Srednia w tej miejscowosci ulokowala sie w budynku przy ulicy Allenby 95, zajmowanym przez oddzial banku PKO S.A. Mowiono rowniez o tym miejscu jako "nieurzedowej ambasadzie kultury", ale dla kilkudziesieciu mlodych ludzi w wojskowych mundurach byla to po prostu szkola zapewniajaca zdobycie matury. Na nauke dostawali przepustki z wojska - i nie bylo zadnej szansy, aby wymigac sie od fizyki z wymagajacym Bronislawem Zelazowskim, matematyki z przedwojennym ministrem Januszem Jedrzejewiczem czy laciny, ktora wbijala do zolnierskich glow Helena Baryszowa. Duzym powodzeniem cieszyly sie zajecia z przysposobienia wojskowego, prowadzone przez podporucznika Ignacego Plonke.

Zachowalo sie zdjecie z roku l942, wykonane wlasnie przed budynkiem szkolnym przy ulicy Allenby. Szesciu mlodych ludzi w zolnierskich mundurach, krokiem niemal defiladowych maszeruje na fotografujacego. Furazerki z orlem, dziarskie miny. Pech chcial, ze dwoch ostatnich z lewej, Zbyszka Okulickiego i Stanislawa Nalecz-Korzeniowskiego zaslonil cien pobliskiego drzewa.

O wiele lepiej udaly sie inne fotografie prezentujace uczniow. Na jednej z nich Zbyszek siedzi w pierwszym rzedzie, na innej kleczy wsrod kolegow. Kazdy, kto pamieta lub widzial tylko na fotografii generala Leopolda Okulickiego, natychmiast wskazalby na zdjeciu jego syna, tak bardzo podobnego, tylko o szczuplejszej twarzy.

Pedem zjawial sie ze skrzydla...

Znali sie ze Zbyszkiem Okulickim ze zbiorek harcerskich w Rumunii, pozniej na Cyprze widywali w nieformalnej grupie przyjaciol pod nazwa "Skrzydlaci", a nastepnie spotkali w Tel Awiwie. Glownie, wspomina po latach Adam J. Mercik, w szkolnej druzynie siatkowki, a tez na meczach pilki noznej. - W czasie roznych rozgrywek pilkarskich nagle, niespodziewanie Okulicki pedem zjawial sie ze skrzydla, by wykiwac przeciwnika, popedzic na bramke i wsadzic gola... - mowi. I dodaje z zalem, ze do harcerstwa Zbyszek juz nie wrocil, chcial jak najszybciej dostac sie do wojska.

Na wspomnianych fotografiach ze szkoly w Tel Awiwie dwoch uczniow-zolnierzy ktos oznaczyl niewielkim krzyzykiem, dopisujac obok rok - 1944. Jednym z nich jest Zbyszek, ale krzyzyk widac takze na postaci Andrzeja Sienkiewicza. Pochowano go pod Monte Cassino, gdzie zginal. Latwo jego nazwisko znalezc w wykazie poleglych w ksiazce Melchiora Wankowicza. Mistrz piora wiedzial tez doskonale, jak przypomniec bodaj niektorych z chlopcow, wyksztalconych przez wojsko.

Nie martw sie, Mamusiu...

"Idac na pozycje, pisali: ´Mamusiu - jezeli nie wroce, prosze sie nie martwicª - i obracali olowek w reku, i nie wiedzieli, jak sie wytlumaczyc matce; wielkich slow o Polsce nie chcialo im sie pisac, a jak tu malymi slowami pocieszyc? Wiec stawiali kropke i podpis z zakretasem. Na pozycji w ogniu meldowali sie, prezac przepisowo, lykajac grozne okrzyki ´kladz sie, szczeniakuª. Gasinski nie zyje, Jurek Jasinski nie zyje, Madejski nie zyje, nie zyja Okulicki i Anatolek Zak [...] nie zyja dziesiatki maturzystow, ktorych dohodowalismy sie na Bliskim Wschodzie..." - czytamy u Wankowicza.

Moze nie trzeba bylo wysylac ich na front? Takze Zbyszka Okulickiego, ktorego ojciec mial przejsc do historii drugiej wojny swiatowej? Wyobrazam sobie, jakimi slowami "zolnierskimi" zareagowalby slyszac, ze protekcja ojca pozwoli mu na wyjazd do Londynu i sluzbe w ktoryms ze sztabow. Wiadomo, ze matka chciala i mogla dla syna uzyskac inny przydzial, ale oczywiscie nic z tych pomyslow nie wyszlo.

Przed walkami o Ankone spotkal podchorazego Okulickiego jego kolega z lawki szkolnej w Tel Awiwie. Rozmawiali chwile, byc moze o Krzyzu Walecznych, ktorym odznaczono Jacka Zamorskiego po bitwie o Monte Cassino. Czy starszy od kolegi o rok kapral podchorazy Okulicki mogl przypuszczac, ze lada dzien "zapracuje" na jeszcze wyzsze odznaczenie? Na przyznany mu za mestwo w walce Order Virtuti Militari V klasy? Order tej klasy nazywaja tez "krwawym"; chyba wyjasniac tego okreslenia nie trzeba...

Wykryl gniazdo broni maszynowej

Parokrotnie podawano mi, przy roznych okazjach, odmienne wersje smierci Zbigniewa Okulickiego, wiec najlepiej siegnac do wiarygodnych zrodel w Londynie, w Polskim Instytucie i Muzeum Wladyslawa Sikorskiego. Z jedna uwaga: Polacy walczyli o miejscowosc Osimo, a nie - jak podano w dokumencie - Assimo.

"8 VII 44, godz. 8:00. Obs. Wyp. zatrzymal sie na poln. Stoku m. S.Pietro, czolgi otrzymaly ogien z prawej strony, wyslany patrol stwierdzil kompanie zlozona z Ukraincow. Patrol piechoty potwierdzil to samo. Pchor. Okulicki ciezko ranny, ewakuowany do szpitala".

Nie ma zdania o tym, ze nie udalo sie rannego uratowac. We wniosku o order - zgodnie z obowiazujaca procedura - znajduje sie natomiast "dokladny opis czynu kwalifikowanego do odznaczenia z podaniem czasu akcji, miejsca, okolicznosci i rodzaju akcji bojowej".

"W dniu 8 VII 1944 r. - czytamy w niepublikowanym nigdy dokumencie - zostal wyslany jako obserwator wysuniety Dyonu z plutonem rozpoznawczym III Baonu na kierunek ASSIMO DELLA CRESCIA, z zadaniem wsparcia tego rozpoznania. Po dojsciu w rejon 55200 - 34200 zostali ostrzelani przez spandau i mozdzierze npla. Mimo silnego ognia art. podch. Okulicki wykryl gniazdo broni maszynowej i chcial ogniem art. obezwladnic. Przy wykonywaniu swego zadania zostal ciezko ranny.

Podch. Okulicki wykazal duzo odwagi i poczucia wypelnienia swego obowiazku tak w dzialaniu w dniu 8 VII 44. Jak tez w dzialaniach pod CASSINO".

Dwaj kawalerowie Virtuti Militari

Wyraznie widac na wniosku podpisy przelozonych podchorazego Okulickiego, wsrod nich dowodcy Drugiego Korpusu Polskiego generala Wladyslawa Andersa. I jest takze informacja o nadaniu Zbyszkowi Srebrnego Krzyza Orderu Virtuti Militari. Nie zyl juz od trzech tygodni, gdy zapadla ta decyzja.

Kaprala podchorazego Zbigniewa Okulickiego awansowano posmiertnie do stopnia podporucznika i pochowano wsrod innych zolnierzy 2. Korpusu Polskiego - na cmentarzu w Loreto. Nigdy grobu tego nie zobaczy ojciec, general Leopold Okulicki, tez kawaler Orderu Virtuti Militari, na ktory zasluzyl w czasie wojny polsko-bolszewickiej w roku l920.

I pewnie nie od rzeczy bedzie jednak informacja, ze przez dlugie lata plotkowano, najpierw we Wloszech, a pozniej w "polskim" Londynie, ze na wiadomosc o smierci syna pulkownik Okulicki poprosil o wyslanie go do okupowanej Polski.

"Oczywisty nonsens - podkresla kolega Zbyszka, pan Adam J. Mercik - wymyslony dla jeszcze wiekszego gloryfikowania jego ojca. Przeciez plk. Okulicki skakal 21 maja i ze skokiem awansowal na generala...". Pierwsze informacje o tragedii dotarly podobno do generala Okulickiego dopiero po powstaniu warszawskim. Dlugo nie wierzyl.

Nikogo tak w zyciu nie kochalem

Na 316. stronie stojacej na mojej polce ksiazki Jana Nowaka-Jezioranskiego Kurier z Warszawy jest opisana scena, ktora ja, od lat piszacy o generale Okulickim, nieustajaco mam przed oczami. Oto Czestochowa w grudniu l944 roku. General wiaze w jedna calosc Armie Krajowa, rozbita, wykrwawiona, atakowana przez Niemcow po jednej stronie frontu, a niszczona przez Rosjan po drugiej. Emisariusz Nowak przygotowuje sie w tym czasie do wyprawy do Londynu i zauwaza Okulickiego w "nastroju przygnebienia". Chce wiedziec, czy zaszlo cos niedobrego.

"Tak , ale odlozmy to na pozniej - odpowiada ´Niedzwiadekª.- Na razie mamy wazniejsze sprawy do omowienia...".

"Wychodzac - wspomina emisariusz - zapytalem raz jeszcze, czy stalo sie cos niepomyslnego.

- Tak - odpowiedzial General - przed samym pana przyjeciem dostalem potwierdzenie wiadomosci, ze moj jedynak, Zbyszek, zginal we Wloszech. Mial dwadziescia lat. Do dzis ludzilem sie, ze to nieprawda. Nikogo tak w zyciu nie kochalem, jak jego...".

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail