[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (24 maja 2002)


MICHAL OKLOT

O nowej ksiazce Marii Janion

Kapusniak z siekiery

Znow to samo pole, zaorane miejscami, czarne, miejscami jeszcze zieleniejace; zmokle kawki i wrony, jednostajny deszcz, zaplakane i zaciagniete, jak okiem siegnac, niebo. Nudno jest na tym swiecie, prosze panstwa!

Mikolaj W. Gogol

Lew Szestow, rosyjski mysliciel z pierwszej polowy XX wieku, w jednej ze swoich mniej znanych recenzji przytoczyl ludowa bajke o tym, jak pewien zolnierz ugotowal kapusniak z siekiery. A bylo to tak. Kazali biedakowi zatrzymac sie na wsi u bardzo skapej baby. Nie dawala gospodyni gosciowi swemu niczego procz czerstwego chleba. Zadne prosby, zadne przekonywania nie przynosily skutku. Zolnierz sprobowal tedy podstepu - zaofiarowal sie ugotowac kapusniak jedynie ze zwyczajnej siekiery. Pomysl nadzwyczaj przypadl do gustu skapej babie. Zapalili pod piecem, nalali w garnek wody, wlozyli siekiere i czekali. Kiedy woda zagotowala sie, zolnierz powiedzial, ze kapusniak bylby juz zupelnie smaczny, gdyby tak tylko dolozyc kawalek miesa. Zaintrygowana baba, zapomniawszy o swym skapstwie, poszla do piwnicy i przyniosla mieso. Pozniej, pod tym samym pretekstem, zolnierz prosil o kapuste, tluszcz, sol i tak dalej. Koniec koncow, kapusniak udal sie znakomicie i zolnierz wraz ze swa gospodynia zdrowo pojedli. Co do siekiery, ta oczywiscie nie dogotowala sie. Zolnierz obiecal wiec dogotowac ja nastepnym razem.

Taka tez role, podobna do siekiery, odgrywa przewodnia mysl Marii Janion w jej najnowszej ksiazce Zyjac tracimy zycie. Ile autorka by nie pisala, idea, ze to "my sami - zyjac - tworzymy sen o utracie zycia" (s. 11), pozostaje niedowarzona. Inna sprawa, ze od takiego podejscia dobre ksiazki nic nie traca; nie nalezy sie za bardzo przejmowac foremnoscia samej idei, wazna jest przede wszystkim droga do niej prowadzaca i spotykajace nas na niej przygody, owe skladniki - mieso, sadlo, kapusta - ktore stanowia esencje duchowej strawy czytelnika.

W jednym z polskich tygodnikow kulturalnych, uznawanym przez wielu za najsubtelniejszy intelektualnie, znajdujemy recenzje z Zyjac tracimy zycie okraszona zdjeciem Marii Janion (w kwiatach) i zyczeniami "na jubileusz 75-lecia" (kolejny jubileusz; czas chyba na ksiazke Jubileusz a literaturza polska. Studium krytyczne). Recenzent Michal Pawel Markowski pisze: "Rzadko sie zdarza, zeby autor, ktorego kolejne tomy Dziel wybranych wlasnie trafiaja do ksiegarn [prosze zgadnac, kto wydaje owe Dziela wybrane - [przyp. M.O.], wydawal ksiazke fundamentalna. Jeszcze rzadziej, by ksiazka ta nie sumowala dotychczasowego dorobku, ale otwierala nowa perspektywe". Sprobujmy tez myslec o najnowszej ksiazce Marii Janion w rytm pytania: czy jest to dzielo fundamentalne?

Ksiazke otwiera, na pierwszej stronie okladki, Pejzaz zolto-fioletowy Jozefa Czapskiego. Dzielo, jako byt fizyczny, jest bardzo mile w dotyku, nie wulgarnie sliskie, jak chocby tez fioletowy Lesmian. Encyklopedia Jaroslawa Marka Rymkiewicza (szczesliwie sliskosc nie dostaje sie do srodka; tresc choc nieuchwytna, wymykajaca sie, nie sliska jednak), a matowe; bardzo przyjemnie sie je gladzi. Prosze sprobowac pogladzic Lesmiana - nie sposob. Wewnatrz, Zyjac tracimy zycie jest zbiorem krotkich esejow, wywiadu, wykladow. Maria Janion, opisujac "niektore ujawnione w literaturze niepokojace paradoksy istnienia" (s. 5) podaza tropem swych literackim fascynacji. Znajdujemy tam miedzy innymi Sofoklesa, Jana Paula, Heinricha Kleista, Edgara Allana Poego, Amiela, Franza Kafke, Witolda Gombrowicza, Boleslawa Lesmiana, Tadeusza Rozewicza, Paula Austera. Wszystkie te figury tworza serie eksperymentow. Tak, eksperyment i w humanistyce jest mozliwy. W literaturze podaje on w watpliwosc samo bycie, wolne od kryterium prawdy. Integralna czescia tego doswiadczenia jest blad - takze wazny skladnik definicji zycia. Michel Foucault w swym ostatnim eseju Zycie, doswiadczenie i nauka zdefiniowal zycie jako to, co jest podatne na blad. Odpowiedzia na jeszcze jedna wersje podstawowego pytanie ksiazki - jak zyjemy zycie? - moze byc wlasnie bladzenie. Zyjac bladzimy.

Maria Janion bladzi zatem za swymi konceptualnymi bohaterami, z ktorych kazdy jest inna proba uporzadkowania chaosu nagiego zycia kryjacego sie za jego zinstytucjonalizowanymi formami. I tak w dramacie Artura Gordona Pyma, z "podrozniczej" opowiesci Poego, Janion widzi "nie dajac sie zwiesc technicznym detalom" sfere wlasciwa, czyli to, co znajduje sie "na pograniczu swiadomosci i podswiadomosci, w mrokach duszy" (s. 127). Morze, ktoremu autorka poswieca wiele miejsca, przywolujac morskie powiesci wspomnianego Poego, Gombrowicza, Marryata, stanowi "dogodna figure Umyslu i Egzystencji" (s. 127).

Z tak rozumianym eksperymentem wiaze sie, miedzy innymi, "myslenie emblematyczne", w tradycje ktorego wpisuje sie Maria Janion. Swiat emblematycznych figur moze byc przyblizony jako skladnica wyrzuconych na brzeg rzeczy, wsrod ktorych niepewne, niezdefiniowane, nieswojskie, nad-zwyczajne, znajduje swe maski-formy. Fantastyczne figury i przygody opisane przez Kafke, Gombrowicza, Lesmiana czy Hoffmana sa w pewnym sensie formami niepokoju zaklocajacego nasze zycie codzienne. Takie emblematy, jak Gorgona, Sfinks czy Labirynt, sa rowniez sposobami mowienia o tym, co wymyka sie racjonalnemu modelowi rozumu; sa proba wyrazu ludzkiej duchowosci, ktora przeciez nigdy nie umiejscawia sie statycznie w obrazie badz jego przedstawieniu, a wlasnie gdzies pomiedzy. Emblemat zawsze sytuuje sie pomiedzy - pomiedzy dusza a cialem, forma a materia, cielesnym a niecielesnym. Nie jednosc tych dwu czlonow, a wlasnie roznica wiedzie w emblemacie ku poznaniu; jest to swoista relacja wynikajaca z braku relacji, jednosc i separacja. Blakaja sie tedy po ksiazce Janion rusalki, widma, dusiolki i inne bezdomne stwory z pogranicza tu i tam.

Pytania stawiane w ksiazce Zyjac tracimy zycie unikaja formuly: czym jest zycie? Nie dociekaja jego esencji. Takie odizolowane pytania bowiem daleko nie prowadza. Pytania Marii Janion sa raczej pytaniami o egzystencje: jak czynimy nasze zycie mozliwym? Idzie tu zatem o "sztuke zycia", uzywajac zwrotu wspomnianego Foucaulta. Ksiazke otwiera "esej-wyjasnienie". Podstawowy problem calosci - zyjac tracimy zycie - wprowadzony jest poprzez figura oslej skory (szagrynu) z powiesci Balzaka Le peau de chagrin. Osla skora jest talizmanem spelniajacym wszelkie zyczenia bohatera, jednakze kosztem jego zycia; z kazdym spelnionym zyczeniem zycia ubywa, o czym przypomina bohaterowi kurczaca sie skora, osiagajaca pod koniec powiesci wielkosc malego liscia, by wreszcie zniknac. Tytulowy szagryn, pisze Balzak cytowany przez Janion, jest formula zycia ludzkiego, abstrakcja uczyniona z indywidualnosci. Raphael, bohater powiesci, zeby zyc, stara sie nie pozadac, zuzywac jak najmniej zycia; zyc jak najmniej, zeby zyc. Tak przedstawiony problem formuluje podstawowe pytanie dla filozofa egzystencji: w jaki sposob czynimy nasze zycie mozliwym?

Inne wazne figury Marii Janion, poza wspomnianymi autorami, to samobojstwo, melancholia, oboz koncentracyjny. Jak widac, figury niewesole, nie w tym rzecz jednak. Ze wszystkiego mozna uczynic interesujaca opowiesc, figure analityczna. Odnosi sie jednak niepokojace wrazenie, ze Maria Janion powtarza zbyt czesto, jak na autorke ksiazki fundamentalnej, bardzo juz zuzyte interpretacje. W ostatniej czesci ksiazki, Nie wiem, autorka pisze na temat Zaglady w niemieckich obozach koncentracyjnych. Jak w ostatnim zdaniu przyznaje, "caly ten kontekst zostal opisany tutaj jedynie po to, by wskazac, w jakiej skomplikowanej sytuacji spolecznej i literackiej dziala Hanna Krall" (s. 409). Dlaczego by nie. Przyjemnie posluchac gawedy o tworczosci Hanny Krall. Wiedziony jednak cytowana recenzja polskiego humanisty, szukam wyjatkowosci podejscia Marii Janion. Daremnie, autorka bowiem nie wychodzi poza aplikacje analiz dokonanych juz bardzo dawno przez Theodora Adorno, Primo Leviego czy Emanuela Levinasa. Bardzo dobrze, dlaczego by nie strescic, przypomniec, pokazac czytelnikom swoje lektury. Jesli przyjac jednak, ze takie rozwazania sa fundamentalne, to to, co stoi na tych fundamentach - polska humanistyka - jest raczej niewielkie i jakos dziwnie podobne do starej stodoly sasiada. O tym, ze mozna powiedziec na temat obozow masowej zaglady cos nowego, dowiodl w ostatnich latach Giorgio Agamben, wloski filozof i filolog, czy Alain Badiou.

Miejsce szczegolne w rozwazaniach autorki zajmuje samobojstwo. Samobojstwo, smutek, nedza zycia? Owszem, jak najbardziej. O tym uczymy sie juz jako podlotki i podrostki. Jeslibysmy zapomnieli przypadkiem, zaraz przypomni nam o tym jakis pisarz, ot chocby cytowany Gogol. W Zyjac tracimy zycie czytamy: "Emblematycznosc samobojstwa Wertera wiaze sie ze stylem nowozytnej samotnosci. Dotyka ona zwlaszcza artyste czy czlowieka wyjatkowego, podlegajacego w sposob szczegolny wyobcowaniu ze spoleczenstwa i wyalienowaniu w egzystencji" (s. 161). Znajdujemy tez wielokrotnie odgrzewane szczegoly i szczegoliki samobojstwa Kleista. Ba, koniec nieszczesnego pisarza autorka Placzu generala, nazywa "wyrafinowanym aktem filozoficzno-literackim" (s. 165). Ciezko zgodzic sie z - nagradzanym polskim filologiem - ze ksiazka Marii Janion jest "fundamentalna" i "otwiera nowe perspektywy".

Ludzie zabija sie, zabijaja sie i lemingi. Zabijano sie z niezwyklym natezeniem w trzecim wieku w Rzymie, zabijano sie i w Rosji. Dzisiaj, czesciej niz inni zabijaja sie Wegrzy; a i w Polsce, gdy halny powieje, tez robi sie jakos nijako i nieswojo. Kiedys, na studiach, "zadali" nam ksiazke polskiego kryminologa Brunona Holysta Samobojstwo (raczej nie emblematyczne). Samobojcy Holysta to nie Werter i nie Kleist. Samobojcy Holysta to liczby i fakty, malo wyrafinowane "filozoficznie-literacko". Nie pamietam tej ksiazki dobrze, ale zapewne typowym samobojstwem Holysta moze byc taki oto przypadek: Genowefa P., lat 38, skacze z okna bloku z wielkiej plyty, w Przysuchej (woj. radomskie), po tym, jak po raz kolejny pobil ja maz, a dlugi zaciagniete na pomoc nieuleczalnie chorej corki przekroczyly wielokrotnie miesieczna pensje; jedyne ksiazki w jej domu to nie Goethe, Kafka, Sofokles czy zolto-fioletowe Zyjac tracimy zycie, a czterotomowa Encyklopedia, album z papiezem, moze jeszcze trylogia Sienkiewicza, starannie ulozone w oszklonej szafce pod telewizorem, na ktorym serwetka; na serwetce krysztal, w krysztale gozdziki (zwykle sa tam plastikowe zonkile, wczoraj byl jednak Miedzynarodowy Dzien Kobiet). Jest dwunasta w poludnie, na podworku siedzi na pogietej karuzeli roztrzesiony Zenon K. i czeka na upragniona trzynasta; jego zona umarla w zeszlym miesiacu na raka, Zenon K. pil i wczesniej. Coz, nielatwo jest powiedziec, o czym pisal miedzy innymi Dostojewski w Dzienniku pisarza, ktory z samobojcow byl bardziej nieszczesliwy: ten, ktory nie mogl zniesc nudy, samotny artysta, czy ten, ktorego przesladowala bieda? Czy nie lepiej zostawic te tragedie, przynajmniej w odniesieniu do cielesnych autorow, jako pytanie bez odpowiedzi? Czasem, wobec niewystarczalnosci innych, milczenie jest najtrafniejsza figura. Jednakze egzaltacja samobojstwem, aktem, ktory zawsze zaciera roznice pomiedzy nieszczesciem Kleista, kilkunastoletniej corki Aleksandra Hercena, Tadeusza Borowskiego czy hipotetycznej Genowefy P., budzi jakis niepokoj, i to nie ten "emblematyczno-egzystencjalny".

W Zyjac tracimy zycie znajdujemy wiele ciekawych rozmyslan, prosto wyrazanego uwielbienia dla literatury, szczegolnie czesto w slowach "wspanialy", "znakomity", "klasyczny juz", "slynny". To rzecz niezwykle rzadka w krytycyzmie, ktory boi sie uwielbienia, sadzac, ze "uwielbienie poniza", zapominajac zas, ze rola krytyki literackiej powinno byc tez "zwiastowanie tlumom Piekna w dzielach zawartego, zas ich tworcom - nowych tego piekna ziaren potegi, wsianych czesto bezswiadomie w miazge juz swiadoma" (Chimera, listopad 1902 r.). Polecam jednak ostroznosc, gdy ktos obwieszcza, ze siekiera dogotowala sie; mozna sobie bowiem zeby polamac i wtedy dopiero byloby nieszczescie - ot, taka mala prywatna tragedia.

Dodatek: jubileusz

Sporo ostatnio tych urodzin, jubileuszy. Zeby znalezc jakis rytm i ciaglosc w opisie zdarzen literackich, proponuje wrocic na zakonczenie do tekstu cytowanego z Chimery, napisanego rowno 100 lat temu (setna rocznica!). Tredecim - trzynastka pisarzy "pragnacych wycofania liczmanow i przywrocenia istotnych wartosci w dziedzinie stosunkow i pojec artystycznych i literackich" - poswiecila jedna ze swoich Glos wlasnie jubileuszom. "Czem jest wlasciwie, z istoty swojej, przed- czy posmiertny jubileusz wielkiego tworcy obchodzony przez spoleczenstwo cale? Kiedy jedynie godzien jest tej nazwy? - wskazuje poniekad sama slowa etymologia. Apoteoza to radosna, bez woli i wiedzy niczyjej w lonie spoleczenstwa. [...] Nie wyplata to zadna za zaslugi, nie zaden rozrachunek wdziecznosciowy, nie zadne skwitowanie naleznosci przez dary, obchody, holdy, wiencow stosy" ("Jubileusze, rocznice, plebiscyty, ankiety, konkursy", Chimera, grudzien 1902 r.). Warto chyba o tym pamietac przed przygotowaniem nastepnego specjalnego numeru, dziel zebranych, loterii fantowej czy innych zabaw z okazji kolejnego jubileuszu.

----------------------

Maria Janion, Zyjac tracimy zycie. Wydawnictwo WAB, Warszawa 2002, s. 425, cena 20 dol. plus 8,25% NY tax i 6 dol. porto przy zamowieniu z wysylka (do nabycia w Ksiegarni Nowego Dziennika).

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail