PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (17 maja 2002)


ROMAN MARKOWICZ

Swiatowa premiera
koncertu fortepianowego w Carnegie Hall

Triumf Krzysztofa Pendereckiego

Siedzac na estradzie Carnegie Hall podczas przedkoncertowej rozmowy z dyrektorem programowym Orkiestry Filadelfijskiej Simonem Woodsem, Krzysztof Penderecki zauwazyl, ze gdyby nie zmienil swego kompozytorskiego stylu, wowczas i dzisiaj brzmiacego "awangardowo", to nie siedzialby teraz z nami i rozmawial o majacej sie odbyc kolejnej premierze, tym razem koncertu fortepianowego. "Bylbym dzis chyba zapomniany...". Byc moze niezupelnie, ale mysl o tym przechodzila mi przez glowe w trzy dni pozniej, podczas koncertu poswieconego muzyce kameralnej Pendereckiego. Wsrod kompozycji znalazly sie Capriccio for Siegfried Palm na wiolonczele solo oraz Kwartet smyczkowy nr 2 (obie pochodzace z 1968 r. W tych dzielach dominuja dysonans, zgrzyt, przerozne efekty instrumentalne, ktore sprawiaja, ze nawet po 35 latach te partytury wciaz brzmia awangardowo. Byc moze wlasnie dzieki temu, iz kompozytor odsunal sie od - nazwijmy to po imieniu - przykrych dla ucha eksperymentow, jego wczesniejsze kompozycje sa wciaz grane: tym razem jako dziela jednego z najslynniejszych obecnie tworcow.

Wrocmy jednak do wydarzenia, jakim byla swiatowa premiera pierwszego dotad w dorobku Pendereckiego koncertu na fortepian z orkiestra, ktora odbyla sie w nowojorskiej Carnegie Hall. Kiedy blisko 25 lat temu spytalem kompozytora o prawie calkowite pomijanie w jego tworczosci kompozycji na fortepian (lub chocby z udzialem fortepianu) odpowiedzial wtedy - chyba szczerze - ze nie bardzo lubi ten instrument. Mozna bylo zrozumiec, ze jako skrzypek mial pewna predylekcje do instrumentow smyczkowych i ze faktura fortepianowa nie byla mu bliska. Widac jednak, iz dwa ostatnie zamowienia (zlozone przez prestizowe instytucje) na kompozycje z fortepianem (sekstet i koncert) jego niechec do tego instrumentu nieco oslabily. Oczywiscie dzis musi nieustannie odpowiadac na pytanie, dlaczego wczesniej nie napisal koncertu fortepianowego i obecna odpowiedz jest - ma sie rozumiec - odmienna od dawnej. "Przez lata unikalem napisania koncertu fortepianowego, bo sie troche balem. Jest tyle swietnych koncertow napisanych w XX w. - koncerty Bartoka, Prokofiewa, aby wspomniec tu najwazniejsze. Mialem mniejsza konkurencje piszac koncerty na skrzypce czy wiolonczele. Ale w koncu po skomponowaniu Concerto grosso na trzy wiolonczele... postanowilem jednak sprobowac: chcialem polaczyc idee koncertu solowego z elementami symfonii koncertujacej".

Byc moze, ale przypuszczam, ze zamowienia instytucji tej miary co wiedenska Musikverein czy nowojorska Carnegie Hall, z konkretnym pianista na mysli (Krystian Zimerman w przypadku sekstetu, Emanuel Ax jako solista koncertu), sklonily ostatecznie kompozytora do "pogodzenia sie" z fortepianem. Zamowienie koncertu dla Axa i Orkiestry Filadelfijskiej pod batuta Sawallischa bylo jeszcze projektem nieodzalowanej, zmarlej przed czterema laty Judith Aaron, dyrektora artystycznego korporacji Carnegie Hall. Fundusze - co jest znacznie wazniejsze - na zaangazowanie tak wzietego kompozytora pochodzily od nowojorskiego multimilionera Henry'ego R. Kravisa, ktory w ten nietypowy sposob chcial uczcic urodziny malzonki. O genezie utworu Penderecki opowiadal osobiscie; podobne informacje pojawily sie w omowieniu programu.

Nie cytujac tu doslownie kompozytora wspomnijmy wiec, ze rozpoczal prace nad koncertem w czerwcu ubieglego roku i po trzech miesiacach mial skomponowana jedna trzecia (wg informacji nowojorskich) lub polowe (wg informacji filadelfijskich) dziela, ktore mialo miec forme capriccia. Wrzesniowy atak terrorystyczny na Ameryke zmienil jednak zamierzona koncepcje. "Nie chcialem przyjezdzac do Nowego Jorku z kompozycja o troche niefrasobliwym tytule. Wyeliminowalem wiec sporo materialu i postanowilem stworzyc utwor o powazniejszym charakterze. Choral, ktory dokomponowalem - zreszta nie o religijnym podlozu - jest ogniwem pojawiajacym sie trzykrotnie, laczacym strukture. Sam koncert oparty jest na formie allegra sonatowego, z tym ze zamiast tradycyjnych dwoch czy trzech tematow, ktore sa potem przetwarzane, wystepuje tu wiecej elementow. Formalnie jest tu podobienstwo do np. symfonii Mahlera, rowniez poczetych na wielka skale. W tym ukladzie choral moglby spelniac role jednego z tematow powracajacych w coraz to bardziej triumfalnej formie".

Zapytany o tytul kompozycji Resurrection (Zmartwychwstanie), Penderecki podkreslil, iz nie ma on religijnych konotacji. Chodzi tu bardziej o poczucie odrodzenia, poczucie wiary i nadziei, nie tylko dla wierzacych. Skomentowal rowniez uzycie dzwonow w kulminacji koncertu: "...po ostatnim pojawieniu sie choralu, potrzebowalem w momencie katharsis, emocjonalnego oczyszczenia efektu, ktory by mogl ten emocjonalny ladunek podbudowac, ale rowniez przedluzyc trwanie tego ogromnie dramatycznego momentu". Dodac nalezy, ze przy finalowym wejsciu choralu Penderecki "skorzystal" ze wzoru Verdiego i trzy trabki z ostatniego balkonu rowniez zaintonowaly melodie. Niestety, w halasie orkiestry z ogromna i glosna sekcja perkusji, w zamierzeniu interesujacy polifoniczny efekt jest niemalze niedoslyszalny: zauwazylem to zarowno w Carnegie Hall, jak i filadelfijskiej Verizon Hall we wspanialym, nowym Kimmel Center for the Performing Arts. Na parterze ani jedna glowa nie obrocila sie w poszukiwaniu miejsca, skad dochodza dzwieki trabki.

Zastanawialo, dlaczego kompozytor/dyrygent nie postanowil sam poprowadzic swiatowej premiery tak waznej i dlugo oczekiwanej kompozycji. Dobor wykonawcow, a wiec pianisty Emanuela Axa - wciaz biegle wladajacego jezykiem polskim - Philadelphia Orchestra i dyrygenta Wolfganga Sawallischa podyktowany zostal zamowieniem Carnegie Hall. Nie jestem w stanie stwierdzic, czy sam kompozytor lub nawet inny kapelmistrz bylby w stanie nadac tej nowej partyturze inny ksztalt, sprawic, ze byloby to doskonalsze wykonanie. Ax, ktory w swym pianistycznym dorobku ma prawykonania wielu wspolczesnych kompozycji, wywiazal sie ze swego trudnego zadania wspaniale.

W rozmowach przedkoncertowych Krzysztof Penderecki z rozbrajajaca szczeroscia nie ukrywal, ze ostatnia czesc partii fortepianowej dotarla do pianisty w ostatnim niemal momencie; biorac jej trudnosci pod uwage, moj podziw dla solisty wzmogl sie jeszcze. W przeciwienstwie do XX-wiecznych tworcow najwiekszych, najwazniejszych dziel na fortepian i orkiestre, takich jak Bartok, Barber, Prokofiew, Szostakowicz, Ravel, Szymanowski, Gershwin, Lutoslawski czy nawet Bernstein i Copland, Penderecki nigdy nie byl pianista (niewazne juz nawet, czy wielkim czy zaledwie bardzo dobrym). Jego traktowanie fortepianu nie jest nawet w ulamku tak idiomatyczne jak ktoregokolwiek z wymienionych kompozytorow. Partia solowa potraktowana jest w sposob perkusyjny: dominuja wiec oddzielone akordy, pochody akordowe, podwojne tercje: prawdziwie fortepianowa faktura jest prawie nieobecna. Styl zawdziecza wiec wiele motorycznym dzielom o perkusyjnej naturze Prokofiewa, Bartoka czy Strawinskiego. Jak sie zreszta przekonalem w trzy dni pozniej, podobny charakter ma partia fortepianowa pochodzacego z 2000 r. i sluzacego najwidoczniej za model Sekstetu fortepianowego. W koncercie fortepianowym, o charakterze symfonii koncertujacej raczej niz typowego utworu z dominujaca partia fortepianowa i akompaniamentem orkiestry, przewaza chmurny, niespokojny nastroj: prawie nieustanny podklad niskich dzwiekow perkusji, wykrzykniki instrumentow detych i motoryczny puls nie pozwalaja na zbyt czeste wytchnienie. Ale jak to u Pendereckiego, nagle potrafi pojawic sie fragment pieknego solo rozka angielskiego czy tez epizod zywcem wziety z symfonii Saint-Sae¨nsa.

Zamierzone lub przypadkowe wplywy innych kompozytorow byly dla mnie wyraznie odczuwalne, byc moze chociazby dlatego, ze sluchajac nieznanego chcemy dopatrzyc sie czegos, co jest juz nam znane. Sam poczatek przywodzil na mysl inny utwor o podtytule Resurrection - II symfonie Gustava Mahlera. Echa koncertow Bartoka czy Prokofiewa mozna bylo rowniez latwo wychwycic.

Ax gral z temperamentem i autorytetem trudna i efektowna partie: nie jest to pianista, dla ktorego perkusyjna, agresywna gra jest naturalna, mimo to potrafil bez widocznego wysilku przebic sie przez nieustannie gesta tkanke orkiestry. Kompozytor osiagnal wyszukane brzmienia nie tylko przez kunsztowna orkiestracje, ale tez udzial przeroznych rzadko spotykanych instrumentow, co sprawilo, ze nowej kompozycji sluchalem z nieustajacym zainteresowaniem. Jesli mialbym sobie pozwolic na jakakolwiek krytyke (te pozostawie swoim nowojorskim kolegom, dla ktorych Penderecki jest czesciej obiektem szyderstw niz Bogiem), dotyczylaby ona samego zakonczenia kompozycji. Po triumfalnym chorale, po dzwonach godnych Borysa Godunowa czy Obrazkow z wystawy (niezle wszak modele!), koda pozostawia sluchacza w stanie zaskoczenia: final heroicznego dziela tradycyjnie porywa publicznosc na nogi, tu zas dwukrotnie: i w Carnegie Hall, i w Filadelfii poczatkowa reakcja byly umiarkowane oklaski. To powiedziawszy trzeba przyznac, ze melomani powitali nowe dzielo bardzo goraco, a owacja na stojaco nie wydawala sie wymuszona: byl to szczery entuzjazm dla kompozycji, ktora pozostawia sluchacza pod wrazeniem i stad wlasnie pochodza sukcesy naszego kompozytora.

Penderecki jest jednym z pierwszych tworcow, powtarzam, ktorzy powrocili do zmyslow i zdali sobie sprawe, ze publicznosc chce slyszec nowa muzyke, z ktora jest w stanie sie utozsamic. Koncert fortepianowy, tak jak inne jego koncerty wykonywane przez najwybitniejszych solistow naszej epoki, wydaje sie miec zagwarantowane miejsce w repertuarze. Nie ma zbyt wiele znaczacych pozycji we wspolczesnym repertuarze lub takich, ktorych chcialoby sie posluchac powtornie: tak jak koncert Lutoslawskiego, tak obecnie nowy koncert Pendereckiego wydaje sie pozycja, ktora nie pojdzie w zapomnienie.

Cieszylo mnie, ze mialem szanse wysluchac tego dziela powtornie w pieknej i doskonalej akustycznie Verizon Hall, ktora kilka miesiecy temu stala sie domem dla Philadelphia Orchestra. Pojscie tam na koncert warte jest, samo w sobie, wycieczki do Filadelfii.

Przy okazji wizyty kompozytora w Nowym Jorku Carnegie Hall zorganizowala rowniez koncert w calosci poswiecony jego muzyce kameralnej. Na te okazje zaangazowano grupe pierwszorzednych muzykow, ktorzy zaprezentowali wykonania na bardzo wysokim poziomie: obecny na sali Penderecki nie mial chyba prawa do narzekan. Wsrod kompozycji, ktore sam okreslil jako jego "ulubione dzieci", podkreslajac, ze muzyka kameralna jest mu niezwykle bliska, znalazly sie najstarsze z tego gatunku Trzy miniatury na klarnet i fortepian z 1956 r. i najnowsza - Sekstet na fortepian, skrzypce, altowke, wiolonczele, klarnet i waltornie z 2000 r. Byla to nowojorska premiera kompozycji, ktora swe pierwsze wykonanie w Wiedniu miala z udzialem gwiazd - Rostropowicza i Baszmeta. Partie fortepianowa mial wtedy grac Krystian Zimerman, ale jak sam Penderecki bez zazenowania wspomnial, pianista nie mial nawet tygodnia na przygotowanie swojej partii: najwyrazniej nie spodziewal sie, ze znany z chronicznego "kompozytorskiego spoznialstwa" pan Krzysztof dostarczy partyture na czas... Nie wiem, czy z wyjatkiem wiolonczelisty Freda Sherry, ktory nie moze rownac sie z Rostropowiczem, uslyszelismy w Weill Recital Hall wykonanie ustepujace wiedenskiej premierze: przypuszczam, ze klarnecista Charles Neidich czy waltornista William Purvis nie musza chylic czola przed nikim.

Skomponowany w dwoch czesciach sekstet jest rozmiarem nawet dluzszy od koncertu i po pierwszym przesluchaniu wydalo mi sie, ze 20-minutowa druga czesc, pomimo interesujacych pomyslow (waltornia za scena) i emocjonalnego ladunku, pod koniec stracila napiecie. Niestety tym razem kompozytor (ani notka programowa) nie dostarczyl zadnych informacji co do samego dziela, a troche informacji mogloby publicznosci pomoc przy pierwszym zetknieciu sie z kompozycja takiego formatu.

Czego w Nowym Jorku mozemy sie spodziewac ze strony Pendereckiego? Zapowiada, ze za rok uslyszymy w Filharmonii Nowojorskiej nowa kompozycje (fragment pozniejszej opery) oparta na Fedrze Racine'a, z solistka Ewa Podles. Czytelnicy moga nie pamietac, ze anonsowalem juz ten koncert ponad rok temu, jako ze zaplanowany byl na grudzien 2001 r. Do wiosny 2003 r. przynajmniej czesc partytury powinna byc skompletowana...

Natomiast dla Mscislawa Rostropowicza, ktory w przyszlym roku zapowiedzial rozstanie sie z kariera wiolonczelisty, Penderecki napisze pozegnalna kompozycje w formie adagia na wiolonczele z orkiestra. Seiji Ozawa ma dyrygowac Filharmonia Wiedenska. Rostropowicz nie mogl sobie nawet wymarzyc piekniejszego prezentu. Znajac realia, jesli zechce czekac na pozegnalny podarunek, jako wiolonczelista wystepowac bedzie jeszcze przez nastepne 10 lat...

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail