ROMAN MARKOWICZ
Swiatowa premiera
koncertu fortepianowego w Carnegie Hall
Triumf Krzysztofa Pendereckiego
Siedzac
na estradzie Carnegie Hall podczas przedkoncertowej rozmowy
z dyrektorem programowym Orkiestry Filadelfijskiej Simonem
Woodsem, Krzysztof Penderecki zauwazyl, ze gdyby nie zmienil
swego kompozytorskiego stylu, wowczas i dzisiaj brzmiacego
"awangardowo", to nie siedzialby teraz z nami i rozmawial
o majacej sie odbyc kolejnej premierze, tym razem koncertu
fortepianowego. "Bylbym dzis chyba zapomniany...". Byc moze
niezupelnie, ale mysl o tym przechodzila mi przez glowe w
trzy dni pozniej, podczas koncertu poswieconego muzyce kameralnej
Pendereckiego. Wsrod kompozycji znalazly sie Capriccio
for Siegfried Palm na wiolonczele solo oraz Kwartet
smyczkowy nr 2 (obie pochodzace z 1968 r. W tych dzielach
dominuja dysonans, zgrzyt, przerozne efekty instrumentalne,
ktore sprawiaja, ze nawet po 35 latach te partytury wciaz
brzmia awangardowo. Byc moze wlasnie dzieki temu, iz kompozytor
odsunal sie od - nazwijmy to po imieniu - przykrych dla ucha
eksperymentow, jego wczesniejsze kompozycje sa wciaz grane:
tym razem jako dziela jednego z najslynniejszych obecnie tworcow.
Wrocmy jednak do wydarzenia, jakim byla swiatowa premiera
pierwszego dotad w dorobku Pendereckiego koncertu na fortepian
z orkiestra, ktora odbyla sie w nowojorskiej Carnegie Hall.
Kiedy blisko 25 lat temu spytalem kompozytora o prawie calkowite
pomijanie w jego tworczosci kompozycji na fortepian (lub chocby
z udzialem fortepianu) odpowiedzial wtedy - chyba szczerze
- ze nie bardzo lubi ten instrument. Mozna bylo zrozumiec,
ze jako skrzypek mial pewna predylekcje do instrumentow smyczkowych
i ze faktura fortepianowa nie byla mu bliska. Widac jednak,
iz dwa ostatnie zamowienia (zlozone przez prestizowe instytucje)
na kompozycje z fortepianem (sekstet i koncert) jego niechec
do tego instrumentu nieco oslabily. Oczywiscie dzis musi nieustannie
odpowiadac na pytanie, dlaczego wczesniej nie napisal koncertu
fortepianowego i obecna odpowiedz jest - ma sie rozumiec -
odmienna od dawnej. "Przez lata unikalem napisania koncertu
fortepianowego, bo sie troche balem. Jest tyle swietnych koncertow
napisanych w XX w. - koncerty Bartoka, Prokofiewa, aby wspomniec
tu najwazniejsze. Mialem mniejsza konkurencje piszac koncerty
na skrzypce czy wiolonczele. Ale w koncu po skomponowaniu Concerto grosso na trzy wiolonczele... postanowilem
jednak sprobowac: chcialem polaczyc idee koncertu solowego
z elementami symfonii koncertujacej".
Byc moze, ale przypuszczam, ze zamowienia instytucji tej
miary co wiedenska Musikverein czy nowojorska Carnegie Hall,
z konkretnym pianista na mysli (Krystian Zimerman w przypadku
sekstetu, Emanuel Ax jako solista koncertu), sklonily ostatecznie
kompozytora do "pogodzenia sie" z fortepianem. Zamowienie
koncertu dla Axa i Orkiestry Filadelfijskiej pod batuta Sawallischa
bylo jeszcze projektem nieodzalowanej, zmarlej przed czterema
laty Judith Aaron, dyrektora artystycznego korporacji Carnegie
Hall. Fundusze - co jest znacznie wazniejsze - na zaangazowanie
tak wzietego kompozytora pochodzily od nowojorskiego multimilionera
Henry'ego R. Kravisa, ktory w ten nietypowy sposob chcial
uczcic urodziny malzonki. O genezie utworu Penderecki opowiadal
osobiscie; podobne informacje pojawily sie w omowieniu programu.
Nie cytujac tu doslownie kompozytora wspomnijmy wiec, ze
rozpoczal prace nad koncertem w czerwcu ubieglego roku i po
trzech miesiacach mial skomponowana jedna trzecia (wg informacji
nowojorskich) lub polowe (wg informacji filadelfijskich) dziela,
ktore mialo miec forme capriccia. Wrzesniowy atak terrorystyczny
na Ameryke zmienil jednak zamierzona koncepcje. "Nie chcialem
przyjezdzac do Nowego Jorku z kompozycja o troche niefrasobliwym
tytule. Wyeliminowalem wiec sporo materialu i postanowilem
stworzyc utwor o powazniejszym charakterze. Choral, ktory
dokomponowalem - zreszta nie o religijnym podlozu - jest ogniwem
pojawiajacym sie trzykrotnie, laczacym strukture. Sam koncert
oparty jest na formie allegra sonatowego, z
tym ze zamiast tradycyjnych dwoch czy trzech tematow, ktore
sa potem przetwarzane, wystepuje tu wiecej elementow. Formalnie
jest tu podobienstwo do np. symfonii Mahlera, rowniez poczetych
na wielka skale. W tym ukladzie choral moglby spelniac role
jednego z tematow powracajacych w coraz to bardziej triumfalnej
formie".
Zapytany o tytul kompozycji Resurrection (Zmartwychwstanie), Penderecki podkreslil, iz nie ma on religijnych konotacji.
Chodzi tu bardziej o poczucie odrodzenia, poczucie wiary i
nadziei, nie tylko dla wierzacych. Skomentowal rowniez uzycie
dzwonow w kulminacji koncertu: "...po ostatnim pojawieniu
sie choralu, potrzebowalem w momencie katharsis, emocjonalnego oczyszczenia efektu, ktory by mogl ten emocjonalny
ladunek podbudowac, ale rowniez przedluzyc trwanie tego ogromnie
dramatycznego momentu". Dodac nalezy, ze przy finalowym wejsciu
choralu Penderecki "skorzystal" ze wzoru Verdiego i trzy trabki
z ostatniego balkonu rowniez zaintonowaly melodie. Niestety,
w halasie orkiestry z ogromna i glosna sekcja perkusji, w
zamierzeniu interesujacy polifoniczny efekt jest niemalze
niedoslyszalny: zauwazylem to zarowno w Carnegie Hall, jak
i filadelfijskiej Verizon Hall we wspanialym, nowym Kimmel
Center for the Performing Arts. Na parterze ani jedna glowa
nie obrocila sie w poszukiwaniu miejsca, skad dochodza dzwieki
trabki.
Zastanawialo, dlaczego kompozytor/dyrygent nie postanowil
sam poprowadzic swiatowej premiery tak waznej i dlugo oczekiwanej
kompozycji. Dobor wykonawcow, a wiec pianisty Emanuela Axa
- wciaz biegle wladajacego jezykiem polskim - Philadelphia
Orchestra i dyrygenta Wolfganga Sawallischa podyktowany zostal
zamowieniem Carnegie Hall. Nie jestem w stanie stwierdzic,
czy sam kompozytor lub nawet inny kapelmistrz bylby w stanie
nadac tej nowej partyturze inny ksztalt, sprawic, ze byloby
to doskonalsze wykonanie. Ax, ktory w swym pianistycznym dorobku
ma prawykonania wielu wspolczesnych kompozycji, wywiazal sie
ze swego trudnego zadania wspaniale.
W rozmowach przedkoncertowych Krzysztof Penderecki z rozbrajajaca
szczeroscia nie ukrywal, ze ostatnia czesc partii fortepianowej
dotarla do pianisty w ostatnim niemal momencie; biorac jej
trudnosci pod uwage, moj podziw dla solisty wzmogl sie jeszcze.
W przeciwienstwie do XX-wiecznych tworcow najwiekszych, najwazniejszych
dziel na fortepian i orkiestre, takich jak Bartok, Barber,
Prokofiew, Szostakowicz, Ravel, Szymanowski, Gershwin, Lutoslawski
czy nawet Bernstein i Copland, Penderecki nigdy nie byl pianista
(niewazne juz nawet, czy wielkim czy zaledwie bardzo dobrym).
Jego traktowanie fortepianu nie jest nawet w ulamku tak idiomatyczne
jak ktoregokolwiek z wymienionych kompozytorow. Partia solowa
potraktowana jest w sposob perkusyjny: dominuja wiec oddzielone
akordy, pochody akordowe, podwojne tercje: prawdziwie fortepianowa
faktura jest prawie nieobecna. Styl zawdziecza wiec wiele
motorycznym dzielom o perkusyjnej naturze Prokofiewa, Bartoka
czy Strawinskiego. Jak sie zreszta przekonalem w trzy dni
pozniej, podobny charakter ma partia fortepianowa pochodzacego
z 2000 r. i sluzacego najwidoczniej za model Sekstetu fortepianowego. W koncercie fortepianowym, o charakterze symfonii koncertujacej
raczej niz typowego utworu z dominujaca partia fortepianowa
i akompaniamentem orkiestry, przewaza chmurny, niespokojny
nastroj: prawie nieustanny podklad niskich dzwiekow perkusji,
wykrzykniki instrumentow detych i motoryczny puls nie pozwalaja
na zbyt czeste wytchnienie. Ale jak to u Pendereckiego, nagle
potrafi pojawic sie fragment pieknego solo rozka angielskiego
czy tez epizod zywcem wziety z symfonii Saint-Sae¨nsa.
Zamierzone lub przypadkowe wplywy innych kompozytorow byly
dla mnie wyraznie odczuwalne, byc moze chociazby dlatego,
ze sluchajac nieznanego chcemy dopatrzyc sie czegos, co jest
juz nam znane. Sam poczatek przywodzil na mysl inny utwor
o podtytule Resurrection - II symfonie Gustava Mahlera. Echa koncertow Bartoka czy Prokofiewa mozna bylo
rowniez latwo wychwycic.
Ax gral z temperamentem i autorytetem trudna i efektowna
partie: nie jest to pianista, dla ktorego perkusyjna, agresywna
gra jest naturalna, mimo to potrafil bez widocznego wysilku
przebic sie przez nieustannie gesta tkanke orkiestry. Kompozytor
osiagnal wyszukane brzmienia nie tylko przez kunsztowna orkiestracje,
ale tez udzial przeroznych rzadko spotykanych instrumentow,
co sprawilo, ze nowej kompozycji sluchalem z nieustajacym
zainteresowaniem. Jesli mialbym sobie pozwolic na jakakolwiek
krytyke (te pozostawie swoim nowojorskim kolegom, dla ktorych
Penderecki jest czesciej obiektem szyderstw niz Bogiem), dotyczylaby
ona samego zakonczenia kompozycji. Po triumfalnym chorale,
po dzwonach godnych Borysa Godunowa czy Obrazkow
z wystawy (niezle wszak modele!), koda pozostawia sluchacza
w stanie zaskoczenia: final heroicznego dziela tradycyjnie
porywa publicznosc na nogi, tu zas dwukrotnie: i w Carnegie
Hall, i w Filadelfii poczatkowa reakcja byly umiarkowane oklaski.
To powiedziawszy trzeba przyznac, ze melomani powitali nowe
dzielo bardzo goraco, a owacja na stojaco nie wydawala sie
wymuszona: byl to szczery entuzjazm dla kompozycji, ktora
pozostawia sluchacza pod wrazeniem i stad wlasnie pochodza
sukcesy naszego kompozytora.
Penderecki jest jednym z pierwszych tworcow, powtarzam, ktorzy
powrocili do zmyslow i zdali sobie sprawe, ze publicznosc
chce slyszec nowa muzyke, z ktora jest w stanie sie utozsamic. Koncert fortepianowy, tak jak inne jego koncerty wykonywane
przez najwybitniejszych solistow naszej epoki, wydaje sie
miec zagwarantowane miejsce w repertuarze. Nie ma zbyt wiele
znaczacych pozycji we wspolczesnym repertuarze lub takich,
ktorych chcialoby sie posluchac powtornie: tak jak koncert
Lutoslawskiego, tak obecnie nowy koncert Pendereckiego wydaje
sie pozycja, ktora nie pojdzie w zapomnienie.
Cieszylo mnie, ze mialem szanse wysluchac tego dziela powtornie
w pieknej i doskonalej akustycznie Verizon Hall, ktora kilka
miesiecy temu stala sie domem dla Philadelphia Orchestra.
Pojscie tam na koncert warte jest, samo w sobie, wycieczki
do Filadelfii.
Przy okazji wizyty kompozytora w Nowym Jorku Carnegie Hall
zorganizowala rowniez koncert w calosci poswiecony jego muzyce
kameralnej. Na te okazje zaangazowano grupe pierwszorzednych
muzykow, ktorzy zaprezentowali wykonania na bardzo wysokim
poziomie: obecny na sali Penderecki nie mial chyba prawa do
narzekan. Wsrod kompozycji, ktore sam okreslil jako jego "ulubione
dzieci", podkreslajac, ze muzyka kameralna jest mu niezwykle
bliska, znalazly sie najstarsze z tego gatunku Trzy miniatury
na klarnet i fortepian z 1956 r. i najnowsza - Sekstet na fortepian, skrzypce, altowke, wiolonczele, klarnet
i waltornie z 2000 r. Byla to nowojorska premiera kompozycji,
ktora swe pierwsze wykonanie w Wiedniu miala z udzialem gwiazd
- Rostropowicza i Baszmeta. Partie fortepianowa mial wtedy
grac Krystian Zimerman, ale jak sam Penderecki bez zazenowania
wspomnial, pianista nie mial nawet tygodnia na przygotowanie
swojej partii: najwyrazniej nie spodziewal sie, ze znany z
chronicznego "kompozytorskiego spoznialstwa" pan Krzysztof
dostarczy partyture na czas... Nie wiem, czy z wyjatkiem wiolonczelisty
Freda Sherry, ktory nie moze rownac sie z Rostropowiczem,
uslyszelismy w Weill Recital Hall wykonanie ustepujace wiedenskiej
premierze: przypuszczam, ze klarnecista Charles Neidich czy
waltornista William Purvis nie musza chylic czola przed nikim.
Skomponowany w dwoch czesciach sekstet jest rozmiarem nawet
dluzszy od koncertu i po pierwszym przesluchaniu wydalo mi
sie, ze 20-minutowa druga czesc, pomimo interesujacych pomyslow
(waltornia za scena) i emocjonalnego ladunku, pod koniec stracila
napiecie. Niestety tym razem kompozytor (ani notka programowa)
nie dostarczyl zadnych informacji co do samego dziela, a troche
informacji mogloby publicznosci pomoc przy pierwszym zetknieciu
sie z kompozycja takiego formatu.
Czego w Nowym Jorku mozemy sie spodziewac ze strony Pendereckiego?
Zapowiada, ze za rok uslyszymy w Filharmonii Nowojorskiej
nowa kompozycje (fragment pozniejszej opery) oparta na Fedrze Racine'a, z solistka Ewa Podles. Czytelnicy moga nie pamietac,
ze anonsowalem juz ten koncert ponad rok temu, jako ze zaplanowany
byl na grudzien 2001 r. Do wiosny 2003 r. przynajmniej czesc
partytury powinna byc skompletowana...
Natomiast dla Mscislawa Rostropowicza, ktory w przyszlym
roku zapowiedzial rozstanie sie z kariera wiolonczelisty,
Penderecki napisze pozegnalna kompozycje w formie adagia na
wiolonczele z orkiestra. Seiji Ozawa ma dyrygowac Filharmonia
Wiedenska. Rostropowicz nie mogl sobie nawet wymarzyc piekniejszego
prezentu. Znajac realia, jesli zechce czekac na pozegnalny
podarunek, jako wiolonczelista wystepowac bedzie jeszcze przez
nastepne 10 lat...
komentarze,
opinie, sugestie - kliknij
tu aby wyslac e-mail |