PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

 

Przeglad Polski (10 maja 2002)


CZESLAW MILOSZ

O autonomii
polskiej literatury

Jest zle, jezeli ktos uwaza siebie za chudzine, ktory musi zabiegac o wzgledy swoich bogatszych krewnych, a jeszcze gorzej, kiedy w nim samym zagniezdzi sie przekonanie jego krewnych o istnieniu dwoch stref. Jednej - czystosci, porzadku i kultury oraz drugiej - brudu, bezladu i braku kultury.

Tak sie niespodziewanie stalo, ze Witold Gombrowicz, kiedy staral sie oswobodzic Polaka od ojczyzny w imie synczyzny, trafil w samo sedno odbywajacej sie przemiany w swiadomosci Polakow i jego ekstrawaganckie sady staly sie szybko publiczna wlasnoscia, a naigrywanie sie z wlasnego kraju i jego historii stalo sie powszechne, w kazdym razie w kregach kulturalnej elity. Dla kogos czynnie zajmujacego sie literatura polska jest to zjawisko co najmniej zastanawiajace. Zwazmy, ze pojawilo sie ono rownoczesnie z aspirowaniem Polski do Unii Europejskiej. Mogloby sie zdawac, ze sam rynek wydawniczy pelen przekladow z jezykow zachodnich, a takze wladza obcych filmow i telewizyjnych programow nieodwolalnie skazuja rodzima literature na marginalnosc.

Pozwolmy sobie na przywolanie pewnej historycznej analogii. Kiedy zakonczyly sie wojny napoleonskie i wrocili do Rosji oficerowie, po swoim swiezym kontakcie z Europa Zachodnia, zaczal sie w Rosji wielki spor o narodowa tozsamosc Rosjan, majacy trwac kilka dziesiatkow lat. Podzielil on elite umyslowa kraju na dwa obozy. "Zachodnikow", ktorzy uwazali, ze Rosja powinna dostosowac sie do instytucji i wartosci Zachodu, oraz "slowianofilow" szukajacych ziaren oryginalnosci rosyjskiej w jej szczegolnych dziejach i jej zwiazkach z prawoslawiem. Nie twierdze bynajmniej, ze obecna sytuacja literatury polskiej zacheca do robienia z tej analogii daleko siegajacego uzytku. Do czegos jednak moze sie przydac. Slyszy sie dzisiaj prawie wylacznie glosy "zachodnikow" i przyjmuje niemal za pewnik, ze we wszelkich swoich instytucjach ustrojowych i w swojej kulturze Polska powinna byc dokladnie taka jak reszta Europy. Gdyby to przekonanie znalazlo sprzeciw w obozie jakichs "slowianofilow", ale nie. Tak zwani eurosceptycy spod znaku ksiedza Rydzyka posluguja sie najwyzej demagogia i nie maja wielu przedstawicieli w srodowisku literackim. Czyzby w tym, co tutaj mowie, mnie, zupelnie niezasluzenie, przypadla rola "slowianofila" i co to dzisiaj mialoby znaczyc?

Moim zdaniem kazdy piszacy po polsku jest w posiadaniu klucza do labiryntu. Ten labirynt to pismiennictwo polskie w jego zwiazkach z patetycznymi, tragicznymi i zalosnymi dziejami kraju. Jeden z bohaterow Mrozka pokazywal na swoja jame ustna i mowil: "Wybili, Panie, wybili". Nie chodzi tutaj jednak wcale o powolywanie sie na meczenstwo jako jedyny tytul do chluby, ale o wszelkie wysilki, zeby uporac sie z sytuacjami rozpaczliwymi.

Choc najwyzszymi osiagnieciami literatury polskiej sa utwory polskich romantykow, to odgrodzenie tej literatury od reszty swiata wynikalo z nieprzetlumaczalnosci poezji romantycznej. Poezja irlandzka jest w wielu wypadkach trudna do zrozumienia dla obcych, a przecie powstawala w jezyku powszechnie dostepnym, czyli angielskim. Natomiast polska poezja poslugiwala sie jednym z jezykow malo znanych i stad byla dla swiata hermetyczna. Dalo to asumpt do wielu ubolewan wsrod gorliwych propagatorow polskosci w swiecie i do nadziei zwiazanych chocby z nowymi przekladami Pana Tadeusza czy Dziadow. Niestety, nawet poprawne przeklady nie usuwaja zasadniczych trudnosci zrozumienia tych dziel, poniewaz naleza one do labiryntu, o ktorym wspomnialem. Chec nasladowania literatury zachodniej oznacza tyle tylko, ze ktos bardzo bogaty, majacy w kieszeni klucz do labiryntu ze skarbami, chce koniecznie uchodzic za biedaka.

W dwoch wypadkach polska poezja romantyczna stala sie czescia swiatowego dziedzictwa. Pierwszy wypadek to powiesci Jozefa Konrada Korzeniowskiego, znanego swiatu jako Joseph Conrad. Mlodosc tego nonszalanckiego i leniwego mlodzienca w Krakowie uplynela na nierobstwie, ale tez na zarliwym czytaniu, oczywiscie w pierwszym rzedzie literatury romantycznej. Conradysci wiedza, jak wiele watkow w jego ksiazkach to przetworzone watki naszych romantykow. Cudzoziemcy o tych transformacjach nie maja pojecia, ale nasi romantycy pewnie byliby zadowoleni majac takiego ambasadora. Co prawda miejsce Polski w swiatowej literaturze ma jeszcze inne, nie tylko romantyczne, odniesienia. Przecie Jana Potockiego Rekopis znaleziony w Saragossie, napisany po francusku, ma licznych swoich zwolennikow, zarowno wsrod francuskich czytelnikow oryginalu, jak wsrod Anglikow i Amerykanow.

Drugi wypadek triumfu polskiego romantyzmu zdarzyl sie, kiedy jeden z nas, poetow, niepoprawnych dziedzicow romantyzmu, i to w Krakowie, zostal wybrany papiezem. Samotny wygnaniec, Norwid, znalazl dzieki niemu szeroka swiatowa publicznosc. Sycacy sie nim Karol Wojtyla nie spelnil sie jako poeta, ale jego wiersze zdaja sie byc przygotowaniem do olbrzymiej dzialalnosci pisarskiej, jaka sa kolejne encykliki. Sygnalizuje tutaj rzecz moze dziwna, o ktorej nikt nie zdaje sie myslec. To mianowicie, ze encykliki Jana Pawla II skladaja sie na niezwykle dzielo, znacznie bardziej zaslugujace na czytanie, studiowanie, analize niz ogromna wiekszosc tzw. literatury. Zmuszaja one do wielkiej debaty o religii i antyreligii w Polsce, gdyz trzeba jasno powiedziec, ze Joseph Conrad byl najzupelniejszym agnostykiem, a filozofia Witolda Gombrowicza jest calkiem po feuerbachowsku ateistyczna. Ta debata nie moze ominac pulapek, w jakie wpadal polski katolicyzm unarodowiony, w ktorym, jak powiadal Gombrowicz, "Pan Bog sluzyl za pistolet do zabicia Marksa". I nawet Stanislaw Brzozowski nie uniknal przyswajania go narodowo. Wystarczylo, ze zajaknal sie o swojej wierze katolickiej. Brzozowski w XX wieku to najsilniejsza wiez z romantyzmem i proba jego interpretacji. Debata, ktora proponuje, nie moze sie bez jego powrotu obejsc.

A moze cos sie dzisiaj dzieje z wchodzeniem polskiego dziedzictwa do kultury swiatowej, rowniez dzieki kilku polskim poetom, obejmowanym nazwa "polskiej szkoly poezji" i konsekrowanym, co prawda nie w Europie Zachodniej, ale w Ameryce. Ostatecznie ta "polska szkola" jest i czescia labiryntu, i zapuszczeniem sie w glab jego korytarzy. Na przyklad, wielki triumf tej poezji na wieczorze zorganizowanym w marcu 2002 w Nowym Jorku przez American Poetry Society wlaczyl do literatury swiatowej nazwiska: Rozewicza, Szymborskiej, Milosza, Herberta i Zagajewskiego.

O tej szkole malo sie mowi w Polsce i wlasciwie termin ten wprowadzili amerykanscy krytycy literaccy oraz irlandzki poeta Seamus Heaney. Wedlug nich polscy poeci zdolali polaczyc doswiadczenie historyczne z doswiadczeniem indywidualnym, co dalo w rezultacie rozmaite pietra dystansu, ironii oraz zaprawienia tragedii czarnym humorem.

My jednak wiemy, ze takie okreslenie nie siega dostatecznie gleboko, bo przeciez w swiadomosci tych poetow istniala cala gama doznan i ujec slownych nalezacych do poezji romantyzmu. Ten zwiazek nawet w wierszach Szymborskiej, tak zdawaloby sie ahistorycznych, jest niewatpliwy. Bardzo polskim pisarzem jest Slawomir Mrozek wlasnie przez swoja polskosc obolala i zaprzeczana, czyli zaangazowana w ciagla polemike z romantyzmem.

Nie, bynajmniej nie zamierzam laczyc tych zagadnien z podzialem na zwolennikow integracji europejskiej i eurosceptykow. Przeciwnie, zakladajac nieuniknionosc wejscia Polski do Unii, trzeba byc swiadomym szczegolnego polskiego wkladu tej jednej ojczyzny czy tez synczyzny. I z tego wlasnie punktu widzenia nalezaloby przeprowadzic rewizje dziedzictwa literatury polskiej.

Ostatecznie kwestia dziedzictwa nie sprowadza sie do romantyzmu. Czyz te pokolenia, ktore zyly przed upadkiem dawnej Rzeczypospolitej, zupelnie sie nie licza? Te przepasci pomiedzy szlachta w swoich dworkach i ludem pod batami ekonomow, te miasta spolonizowanych niemieckich mieszczan, te religijne napiecia pomiedzy katolikami, luteranami i prawoslawnymi, ci medrcy zydowscy, ktorych ksiazki po hebrajsku ukazywaly sie wlasnie w Polsce. Krotko mowiac, dzieje duzego, wielonarodowego panstwa w srodku Europy. Czy to wszystko nie zmusza do stawiania pytan tych samych, jakie stawiali romantycy? Francuski pisarz tez nie jest wyzwolony z historii Francji, poczynajac od najnowszych sporow o kolaboracje podczas drugiej wojny swiatowej, idac wstecz do Komuny Paryskiej i Rewolucji, ludobojstwa praktykowanego przez jakobinow w Wandei, az po zagarniecie calych obszarow mowiacych po okcytansku (langue d'Oc) i narzucenie francuszczyzny, tak ze Francja siegnela brzegu Morza Srodziemnego. Alez Polska to nie dajace sie usunac ze swiadomosci konflikty polsko-ukrainskie, polsko-bialoruskie, polsko-litewskie. Nie to, ze zakonczone raz na zawsze, ale ciagle domagajace sie przyswojenia i przezwyciezenia, chociazby ze wzgledu na miasta Lwow i Wilno. Mlody poeta polski nie moze po prostu powiedziec, ze nie obchodzi go ta wielka rana, jaka bylo wygnanie setek tysiecy polskich rodzin ze Wschodu i niemieckich z polskich ziem zachodnich. A jezeli mieszka w Gdansku czy we Wroclawiu, to ta przeszlosc zyje tuz i daje znac o sobie architektura domow i swiatyn, napisami na cmentarnych nagrobkach.

Najkrocej to ujmujac, rzecz sie sprowadza do uznania, ze jest cos takiego jak historia. Wprawdzie amerykanski filozof Fukuyama zapewnial, ze celem calych dziejow ludzkosci byla dzisiejsza demokracja, konsumpcja i globalizacja. Ale wlasnie dlatego, ze mielismy Stanislawa Brzozowskiego, mozemy powiedziec, ze teza Fukuyamy jest dziecinna. Brzozowski nie jest dzisiaj czytany, ale to, co teraz mowie, jest w znacznym stopniu upominaniem sie o jego mysl. Stale rozmyslajacy o, jak to nazywal, "romantycznym przesileniu kultury europejskiej", niekiedy niechetny, niekiedy przychylny interpretator polskich romantykow, za specyficzna ceche literatury polskiej uznawal "il storicismo polacco", czyli poslugujac sie terminem wprowadzonym przez Francuzow "l'historicitÈ", historycznosc. Totez dzisiaj spor o losy, wedlug wyrazenia Marii Janion, "paradygmatu romantycznego" trzeba umiescic w centrum rozwazan o przyszlosci literatury polskiej.

Wtedy musi sie okazac, ze postawa hipotetycznego polskiego "slowianofila" jest co najmniej niejasna i w sobie sprzeczna, a nawet swiadomie przyjmujaca swoja wewnetrzna sprzecznosc. A w dodatku, tak jak w Rosji mysl slowianofilow krazyla dokola Cerkwi i pojecia "sobornosti", czyli zgody wiernych, w Polsce znajdujemy sie wobec wielu stuleci katolicyzmu rzymskiego. Jak i wobec zrostow z ideami zaiste malo majacymi wspolnego z chrzescijanstwem, a wiec z ubostwieniem Narodu z duzej litery. Ta choroba pojawila sie niejako naturalnie, wtedy kiedy upadlo panstwo niepodlegle i przyszlo panstwo odczuwane jako obce przez zbiorowosc mowiaca po polsku.

A gdyby, niechetny historyzmowi, poeta polski powiedzial, ze przeciez Amerykanie nie mysla ciagle o tym, co zrobili Indianom i Murzynom, odpowiem, ze wcale nie i ze jezeli historyzm poetow polskich znajduje oddzwiek wsrod amerykanskich poetow, to wlasnie dlatego, ze rozliczanie sie z ich wlasna przeszloscia jest tuz, tuz pod powierzchnia i zawsze obecne.

Mieszkancy PRL przez wiele dziesiatkow lat byli wychowywani w optymistycznym przekonaniu o postepie ludzkosci, ktorego celem jest idealne komunistyczne panstwo. Przecie to nic innego niz romantyczna wiara w duchowy postep ludzkosci, jak tez odmiana triumfalnych hasel mysli mieszczanskiej XIX wieku. Tak sie zlozylo, ze w XIX wieku legna sie utopie rewolucyjne, ktore w wieku nastepnym przybieraja ksztalt faszyzmu i komunizmu. A teraz przyszlo kompletne zalamanie sie wszelkich utopii i nawet w ogole wiary w postep. Zeby chociaz dziedzice mysli marksistowskiej w Polsce mieli jakies zastepcze pomysly, ale nic a nic. Inaczej mowiac, stan umyslow zarowno w Europie Zachodniej, jak w Polsce nalezaloby okreslic jako zupelne bezholowie. I chyba to nie komunisci leczyli Polske z romantyzmu, bo wpajali w umysly optymistyczny historyzm w troche innej odmianie. Do wszelkich ciezarow dziedzictwa trzeba dodac i ten, nie sadze jednak, ze da sie po prostu o historyzmie zapomniec i parsknac smiechem na utopie romantyczne czy marksistowskie.

Ostatecznie zastanawianie sie nad kierunkiem historii wynika z tego, ze czlowiek szuka nadziei, a nadzieje i utopie sa niekiedy tak blisko, ze prawie sa tym samym. Dlatego jest prawdopodobne przywrocenie polskiej mysli tych postaci, ktore staraly sie jakies rozwiazania historyzmu zaproponowac. W pierwszym rzedzie mysle tutaj o Stanislawie Brzozowskim. Mozliwe, ze szukajac podstaw naszej autonomii, siegam zbyt gleboko i ze nic z tego sie nie przyjmie. Co warto, to probowac orientacji w dzisiejszym zaplataniu.

Tygodnik Powszechny

 


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail